2/24/2015 02:49:00 PM

Fortyfikacje Hwaseong - Suwon

Fortyfikacje Hwaseong - Suwon
Słyszałam, że Suwon to biedna i brudna noclegownia Seulu, że fortyfikacje są nudne, bramy jak wszędzie i ogólnie nie ma po co jechać. Zwykle gdy słyszę takie opinie nastawiam się wręcz przeciwnie. Jak można o jakimś miejscu wypowiadać się aż tak negatywnie? Musiałam to sprawdzić. Poza tym Korea to dla mnie nadal raj na ziemi, uwielbiam oglądać bramy, porównywać je i zachwycać się małymi detalami czy grą światła na kolorowych malowidłach. Kolejnym bardzo dużym plusem Korei jest ukształtowanie terenu, jej górzystość sprawia, że w bardzo wielu miejscach są punkty widokowe, z których można podziwiać niesamowite widoki. Zawsze marzyłam o mieszkaniu w miejscu gdzie chwila spaceru dzieli mnie od jakiejś góry, z której mogę podziwiać całe miasto. Suwon (zresztą Seul i bardzo wiele innych koreańskich miast też) daje taką możliwość.



Rządy Jeongjo, 22 władcy Korei, uważane były za jedne z najlepszych w historii dynastii Joseon. Jego panowanie oraz reformy, które wprowadził, znacząco wpłynęły na poprawę codziennego życia Koreańczyków. W 1796 roku próbował przenieść stolicę do Suwon. Wokół miasta zbudował  fortyfikacje, został tam też pochowany jego ojciec. Obecnie te zabudowania znajdują się na liście światowego dziedzictwa UNESCO, a niedoszłą stolicę łączy z Seulem linia metra.

cr: http://en.wikipedia.org/wiki/File:Hwaseong_Fortress_Map.PNG

Na mapce widać, że fortyfikacje mają dużo bram, pawilonów oraz punktów widokowych. Co chwile jest coś ciekawego, a dodatkowo przez większość wędrówki mamy widok na panoramę miasta.






Mój spacer zaczęłam dopiero po południu. Pogoda była cudowna, mało chmur, zero wiatru, dobra widoczność i odpowiednia temperatura sprawiły, że co chwilę przystawałam aby zrobić zdjęcie albo po prostu się pozachwycać. 



Zaczęłam od zalesionej części oraz stromego podejścia. Przez chwilę zastanawiałam się czy to dobry pomysł, ale już po chwili wiedziałam, że tak. Mało ludzi, szerokie ścieżki i piękne widoki sprawiły, że czułam się jak w innym, piękniejszym, świecie.







<3
Za tym punktem widokowym droga zaczęła lekko opadać. Zbiegło się to w czasie z zachodem słońca, co ukazało mi kolejne oblicze fortyfikacji. W Korei dużo rzeczy jest zautomatyzowanych i działa jak w zegarku, więc od razu włączyły się lampy, latarnie i lampiony, które nadały okolicy inny charakter oraz wydobyły piękno malowideł. 






 



W związku z tym, że musiałam zdążyć na ostatnie metro swoją wycieczkę przerwałam przy Suwoncheonie. Od ostatniej bramy do stacji metra dzieliło mnie jeszcze około 40-60 min marszu, więc, mimo że dalszy spacer kusił, skręciłam do miasta.




Zdecydowanie polecam. Przy dobrej pogodzie można tam spędzić cały dzień. Kocyk, książka, kimbap, zielona herbata i mamy moją wizję raju na ziemi.

Informacje praktyczne:
  • Adres: 25-2, Jangan-dong, Paldal-gu, Suwon-si, Gyeonggi-do
    경기 수원시 팔달구 장안동 25-2
  • Dojazd: Suwon Station (Linia 1), wyjście 6.
  • Wstęp: Darmowy (do niektórych pałaców można wejść za małą opłatą)
  • Więcej informacji: strona www 

2/18/2015 08:42:00 AM

Wywiad z Sina Hyunju Nam, śpiewającą po francusku piosenkarką z Seulu.

Wywiad z Sina Hyunju Nam, śpiewającą po francusku piosenkarką z Seulu.

SINA HYUNJU NAM:

Artystka sama siebie określająca jako "muzyczny podróżnik". 

Śpiewa po koreańsku, angielsku, francusku, a nawet portugalsku.

Żyje muzyką i kocha to co robi.

Facebook: Sina









Cześć! Powiedz nam kilka słów o sobie.

Cześć, miło mi Was poznać. Nazywam się Sina Hyunju Nam. Jestem koreańską piosenkarką mieszkającą w Seulu i Paryżu. Często opisuję siebie jako "muzycznego podróżnika". Jestem głównie wokalistką, ale gram również na kilku instrumentach. Dzięki swojemu głosowi mogę realizować moją pasję do muzyki, podróży, poznawania nowych, interesujących ludzi, doświadczać innych kultur, a także tworzyć nowe piosenki, które mam nadzieję podobają się publiczności.

Występujesz w SinaKwon Trio, możesz opowiedzieć nam coś więcej o tym projekcie?

W 2007 roku miałam szczęście spotkać w Paryżu niesamowitego francuskiego gitarzystę Kowana. Od pierwszej wspólnej próby wiemy, że nasze indywidualne zdolności (jego gitara i mój głos) są idealne dopasowanie. Na początku, byliśmy duetem SinaKowan z wokalem i gitarą. Zaczęliśmy występować z francuskimi standardami i wkrótce zaaranżowaliśmy koreańską muzykę tradycyjną w rytmach Jazz-Folk. Naprawdę podobała nam się praca nad tym projektem i otrzymaliśmy wiele pozytywnych opinii. Później rozpoczęliśmy prace nad nowym albumem "So Nice", z moimi autorskimi kompozycjami. To był ten moment, kiedy zaprosiliśmy do współpracy Laurenta Couduriera jako trzeciego członka zespołu, to naprawdę znakomity perkusista i dopełnił nasze brzmienie.

Jak sklasyfikowałabyś muzykę, którą wykonujesz? To jazz, pop, bossanova?

Moja muzyka to mieszkanka bardzo wielu gatunków i wszystkich moich muzycznych doświadczeń. Jest rock, folk, jazz, bossanova, pop, wydaje mi się, że dobrze brzmią razem wymieszane w akustycznej wersji. Tak naprawdę nie da się przypisać naszej muzyki do jednej konkretnej kategorii, ale gdybym miała ją jakoś nazwać powiedziałabym, że to  głównie "pop-jazz".

kadr z teledysku "Mon Prince Diable"
Wykonujesz zarówno utwory innych artystów, jak i własne kompozycje, jak wygląda proces twórczy? Co Cię inspiruje?

Inspiracja pochodzi z doświadczeń życiowych, na przykład: miłość, radość, marzenia, inni ludzie w naszym życiu, smutek, śmierć, itp. Idąc przez życie doświadczamy wzlotów i upadków, a to w każdym z nas zostawia ślad. Staram się wyrazić poprzez muzykę te emocje i wrażenia. Podczas gdy większość moich piosenek jest optymistyczna i pozytywna, wiele z nich powstaje inspirowanych smutnymi doświadczeniami. Niezależnie od tego jakie to emocje, staram się tworzyć muzykę, którą inni będą nie tylko podziwiać, ale również dostrzegą ukryte w niej uczucia i może porównają je do własnych, podobnych, których doświadczyli.

Możesz nam powiedzieć coś więcej na temat Francji? To dość niespotykane, koreańska piosenkarka śpiewająca po francusku.

Studiowałam filologię francuską na uniwersytecie w Seulu i zawsze byłem pasjonatem muzyki. Po skończeniu uniwersytetu było dla mnie naturalne by przyjechać do Francji, żeby wykorzystać w praktyce zdobytą wiedzę i połączyć to z moją muzyczną pasją. Mam same dobre wspomnienia z pobytu we Francji, zawsze miałam szczęście do poznawania miłych ludzi, gdy śpiewałam we Francji publiczność zawsze oczekiwała moich występów z miłością i ciekawością. To naprawdę mnie uszczęśliwiało.

Poza piosenkami w języku francuskim śpiewasz również po koreańsku, między innymi własne interpretacje piosenek ludowych.

Tak. "Korean Music Jazz-Folk" to mój pierwszy album. Na drugiej płycie śpiewałam w trzech językach (koreański, francuski i angielski), trzeci album jest już w 100% śpiewany w języku francuskim. Śpiewam również dużo po portugalsku, ale jako Koreanka jestem dumna, że zaczęłam moją karierę od zaprezentowania piękna muzyki koreańskiej.


Łatwiej jest Ci śpiewać po koreańsku czy po francusku?

Oczywiście w języku koreańskim, to mój język ojczysty. Potrzebuję więcej czasu na naukę piosenek francuskich, ale i tak je kocham.

Do kogo kierujesz swoją twórczość?

Myślę, że skoro moja muzyka daje mi satysfakcję, uszczęśliwia mnie i leczy, podobnie może działać na innych. Tworzę przede wszystkim dla siebie, ale mam nadzieję, że wszyscy mogą z niej czerpać radość. 

Masz jakiś idoli, artystów których podziwiasz?

Lista byłaby bardzo długa, ale ostatnio Tom Jobim oraz Vinicius de Moraes.

Co uważasz za swój największy sukces?

Życie muzyką. To nie było łatwe i zajęło mi bardzo dużo czasu.


Czujesz stres przed występami, jak sobie z nim radzisz?

Zawsze się denerwuję przed koncertami i właśnie z tego powodu występuję, to sprawia, że czuję, że żyję. Radzę sobie ze stresem koncentrując się na nim i wyobrażając sobie występ. Powtarzam, powtarzam i powtarzam w głowie występ aby się do niego przygotować.

Pamiętasz swój pierwszy występ?

Tak, miałam 19 lat i śpiewałam wtedy w zespole rockowym. Skakałam, biegałam, ślizgałam się na kolanach po scenie. Nie czułam stresu, po prostu cieszyłam się występem, wtedy byłam dużo bardziej odważna.

Gdzie się widzisz za kolejnych kilka lat, jakie są twoje plany i marzenia?

Kontynuacja. Chcę kontynuować muzyczną podróż. Będę szczęśliwa jeżeli uda mi się współpracować z wieloma różnymi artystami, tworzyć nowe utwory, dawać koncerty, poznawać nową publiczność. Już żyję moim marzeniem, więc po prostu chcę dalej kontynuować ten wspaniały sen.

Bardzo dziękujemy za poświęcony czas.

Dziękuję.

2/13/2015 10:03:00 AM

Co przywożę z Korei

Co przywożę z Korei
Do tej pory dużo mówiłam o tym jak można w Korei oszczędzić, na co zwracać uwagę i jak rozsądnie wszystko planować. Teraz czas na rozliczenie :d Przed Wami tekst w którym wyjdzie na jaw, jak chwilę po przekroczeniu granicy, koreański konsumpcjonizm kładzie łapska na moich ciężko zarobionych pieniądzach i jak słabo się temu opieram. Najgorsze (a może najlepsze) jest w tym to, że nie mam wyrzutów sumienia i znajdą się może tylko ze dwie albo trzy rzeczy, których kupna żałowałam. Ku chwale koreańskiej gospodarki! 

Gazety! Będąc fanką dram i kpopu miałam świadomość jak ważne są sesje zdjęciowe w kolorowych magazynach oraz jak dużo zdjęć zostaje zrobionych, ale nigdy mi nie przyszło do głowy, że gazety będą tak wyglądały. Tomiszcza. Nie da się tego inaczej nazwać. Są oczywiście jakieś mniejsze publikacje ale chcąc kupić znany tytuł, który ma trochę tekstu i zdjęcia ulubionego aktora (Kim Woo Bin <3) trzeba się nanosić. 


Padło na Marie Claire bo miała rozmiar A4 i wagę tylko jednej ryzy papieru (582 strony!!!), inne były grubsze i większe. To miała być gazeta do torebki a nie do obrony.


Po lewej normalna gazeta (akurat Women's Health), a po prawej koreańskie Marie Claire.

Druga gazeta to darmowa publikacja, którą dostałam w świątyni buddyjskiej, służy mi głównie do nauki koreańskiego.

Książki do nauki, zeszyty i inne duperelki mające wspierać ten proces :)


Mam już dwie książki z tej serii i jestem z nich bardzo zadowolona. Zeszyt oraz karteczki do słówek nie wpływają na moją mobilizację do nauki, ale są super :D

Czasami tak mam, że na coś bardzo się nakręcam. Raz coś zobaczę, zapamiętam i miesiącami dążę tylko do tego aby daną rzecz posiadać (co brzmi bardzo słabo, wiem). Jedną z takich rzeczy jest świnka skarbonka, która jest stałym elementem koreańskich dram i reklam. Wygląda bardzo dziwnie i moi znajomi uważają, że jest lekko kiczowata. Cóż, nie znają się. Trochę za nią chodziłam, aż w końcu znalazłam, biedna, zakurzona, lekko opuszczona, czekała na mnie w niepozornym sklepiku. Są różne rozmiary, więc wrócę po jej braci i siostry w najbliższym możliwym czasie. 


Kosmetyki. Wiem, że w Polsce jest mnóstwo sklepów a poza tym wszystko można sprowadzić, ale brakuje mi Nature Republic. Używam ich pudru, pomadki, kredki, kremów i jeszcze kilku innych rzeczy. Ostatnio kupiłam sobie 페리스 틴트 워터, czyli, nie wiem jak to przetłumaczyć, ale :barwiona woda" jest chyba najbliższa prawdy. Nie jest to szminka, nie wygląda jak szminka, a usta są pomalowane i wyglądają bardzo naturalnie. Koreanki stosują to tylko na środek ust, co moim zdaniem wygląda czasami dziwnie, więc ja stosuję na całość.


Po kosmetykach czas na rzeczy praktyczne. Ze spożywczych przywożę np. truskawkowe oreo, czipsy o dziwnych smakach albo pepero. I zawsze ze 3/4 małe butelki soju. Wszystko rozdaję znajomym.


Na zdjęciu jeszcze zielona herbata, zestaw z pałeczkami, magnes ze stacją metra przy której mieszkałam, kalendarz na 2015 rok i koperty.

Podczas ostatniej podróży jeszcze zaszalałam i kupiłam sobie buty New Balance 530 encap. Ogólnie czuję więź z ubraniami i butami, zapamiętuję gdzie i przy jakiej okazji je kupiłam, więc czuje się super mogąc nosić je w Polsce. 

cr: http://www.idigyoursoleman.com/2014/10/28/new-balance/

Nie kupuję płyt ani żadnego sprzętu, więc wydaje mi się, że do szaleństwa jeszcze mi daleko. Jakie jest Wasze zdanie? I przede wszystkim co Wy chcielibyście przywieźć sobie z Korei?

2/07/2015 07:21:00 AM

Beondegi (번데기), czyli jem larwy.

Beondegi (번데기), czyli jem larwy.
Beondegi (번데기), czyli poczwarki jedwabnika, to jedna z ciekawszych koreańskich przekąsek. Uważane za niezwykle zdrowe, z w zasadzie 100% zawartością białka, przez niektórych są uwielbiane przez innych nienawidzone za nieapetyczny wygląd. Bez problemu można je kupić w większości sklepów w Korei, koszt puszki to około 2000 wonów. Sprzedawane przez ulicznych sprzedawców, ale także serwowane w restauracjach, są popularnym dodatkiem do popijawy. Moim zdaniem ich smak to połączenie suszonych owoców morza z lekko wyczuwalnym orzechowym aromatem (bawię się w eksperta od robaków ;)).


Zazwyczaj beondegi są gotowane na parze, czasami smażone i dodatkowo przyprawiane. Zaopatrzona w puszkę jedwabników postanowiłam trochę poeksperymentować.


Lista zakupów:
  • 1 puszka beondegi
  • Brązowy cukier
  • Sos sojowy
  • Olej sezamowy
  • Główka czosnku

Poczwarki w marynacie:

Krok 1: Żeby definitywnie pozbyć się "posmaku puszki" należy odcedzić larwy i przez około godzinę moczyć je w zimnej wodzie.


Krok 2: Osuszyć larwy na papierowym ręczniku.
Krok 3: Drobno pokroić 2 ząbki czosnku i wymieszać z 1 łyżką sosu sojowego i 1 łyżką oleju sezamowego.
Krok 4: Umieścić larwy w marynacie na pół godziny.
Krok 5: Ułożyć larwy na blasze do pieczenia i wsadzić do rozgrzanego do 200 stopni piekarnika, piec przez 45-60 minut aż staną się chrupiące.


Kandyzowane larwy:

Krok 1: Podpiekać larwy na patelni przez około 10 minut.
Krok 2: Dosypać brązowego cukru.
Krok 3: Smażyć larwy cały czas intensywnie mieszając aż do skarmelizowania cukru.


Pierwszy przepis jest dla lubiących chrupać pikantne, drugi dla entuzjastów słodkiego. Ja skłaniam się bardziej ku wersji z cukrem, lub całkiem bez dodatków. Idealnie zastępują orzeszki przy oglądaniu filmów.

Smacznego! 많이 먹고!

Więcej przepisów na koreańskie pyszności TUTAJ.

2/03/2015 12:46:00 PM

Cafe Comma (까페 꼼마)

Cafe Comma (까페 꼼마)
Hongdae to typowa dzielnica studencka znana z nocnego życia, modnych klubów, pchlich targów i ekscentrycznych kawiarni ( np. Hello Kitty Cafe, którą odwiedziłyśmy wcześniej). Najnowszy trend to kawiarnie książkowe, które wyrastają w mieście jak grzyby po deszczu. Tuż przy wyjściu ze stacji metra Hongik University znajduje się moja ulubiona: Cafe Comma, prowadzona przez jedno z największych wydawnictw w Korei, Munhak Dongnae Publishing. To miejsce idealne dla miłośników książek i ciszy.

już przez okno widać książki

Moja pierwsza wizyta przypadła w dniu kiedy zima postanowiła zawitać do Seulu. Silny wiatr i śnieg zmusiły mnie do poszukiwania schronienia, trafiło na Commę. Pierwszym co przyciągnęło moją uwagę jest ponad dwumetrowy regał zajmujący całą ścianę głównej sali. W kolejnych pomieszczeniach czekają kolejne regały, a na nich książki, których jest tu ponad 3000. Klienci mogą do woli szperać po pułkach i czytać co tylko wpadnie im w ręce, a jeżeli książka jest ciekawa to także ją kupić. Większość kosztuje o 50% taniej niż w zwykłych księgarniach. Szkoda, że są to prawie tylko pozycje po koreańsku, chociaż to może być dla mnie niezły motywator żeby przyłożyć się do nauki języka...

cr: fb wydawnictwa, https://www.facebook.com/munhak/timeline
cr: www.trazy.com

Pojawiłam się w w kawiarni chwilę po 8, więc było stosunkowo pusto, kilkoro klientów zatopionych w lekturze i ukrytych za swoimi laptopami. Oferta kulinarna nie jest rozbudowana: kawa, herbata, kilka ciast. Zdecydowałam się na czekoladę. Trochę zaskoczyła mnie jej cena, może trafiłam na dzień promocji, ale zapłaciłam mniej niż wskazywał na to cennik. W każdym razie okazała się pyszna.

pyszna czekolada i śnieg za oknem

Delektując się napojem i co jakiś czas patrząc czy zawieja za oknem trwa nadal, oglądałam lokal. Ze względu na wystrój Cafe Comma często jest używana jako tło do filmów i reklam (książki w tle prezentują się bardzo korzystnie ;)). Znalazłam też informację o zbliżających się wydażeniach. W kawiarni cyklicznie odbywają się w spotkania z młodymi, dobrze rokującymi pisarzami.

Ten lokal z masą książek ma niezaprzeczalny klimat. Atmosfera prawie że bibliotekowa, stonowane oświetlenie, wspinający się na drabiny ludzie szukający na najwyższych regałach ukrytych perełek. Hongdae to dom dla niezliczonych kawiarni, ale Cafe Comma wybija się na ich tle. Jeżeli będziecie w Seulu polecam ją odwiedzić, zamówić czekoladę, zacząć czytać i zostać aż do ostatniej strony.

Informacje praktyczne:
  • Dojazd: Hongik University Station (linia 2), wyjście 3.
  • Godziny otwarcia: 7:00~24:00.


Ocena Oppy:


1/29/2015 09:44:00 AM

Dramy - pozycje kultowe

Dramy - pozycje kultowe
Jedne dramy można lubić bardziej, inne mniej, ale zawsze jest pewna grupa dram kultowych, które poleca się "początkującym", wszędzie znajduje się do nich odniesienia i wymienia jako jedne z najlepszych. Mimo, że żadnej z nich nie było na mojej liście TOP 10 (część 1 i 2), to wszystkie bardzo lubię i poniżej spróbuję Was do nich przekonać :) (o ile jeszcze ich nie widzieliście)

1. Boys Over/Before Flowers (vel BOF), 2009
Moja pierwsza koreańska drama w życiu, mój pierwszy bias (Lee Min Ho), moje pierwsze OTP, mój pierwszy ulubiony OST, moje pierwsze wszystko.


Historia typowa jak na koreańskie dramy. Bogaty rozpuszczony chłopak Goo Joon Pyo (Lee Min Ho) zakochuje się w biednej dziewczynie (Koo Hye Sun). Mamy zanik pamięci, mamy jej metamorfozę, jego gołą klatkę piersiową, dziwne stroje, jeszcze dziwniejsze dialogi, tonę romantycznych scen i lekko przymulonego Kim Hyun Joonga grającego (w białym golfie!) na skrzypcach. Uwielbiam tę dramę bo każdy odcinek rozbawiał mnie do łez. Oczywiście historia jest poważna, trudna miłość i w ogóle, ale wszystko przedstawione w taki sposób, że jeśli płacz to ze śmiechu.



Co świadczy o tym, że drama jest kultowa?
  • Reklamy wykorzystujące bardziej bohaterów niż aktorów, np. 1, 2, 3
  • Parodie zrobione przez znane kpopowe zespoły, np. 1, 2, 3
  • OST, którego nie da się zapomnieć (nawet gdyby się chciało) Aaaaaaaaaalmost paradise!
  • Nawiązania do tej dramy dostrzegalne w innych produkcjach 
  • Drama powstała na powstanie japońskiej mangi, jest bardzo dużo ekranizacji (nawet amerykańska)


2. Secret Garden, 2010
Chyba Was nie zdziwię jak powiem, że historia jest bardzo podobna do tej z BOF? Tylko ludzie trochę starsi. Główny bohater to Kim Joo Won (Hyun Bin <3), arogancki i ekscentryczny CEO, który zakochuję się w biednej Gil Ra Im (Ha Ji Won). Co ciekawego tutaj mamy? Jest zamiana ciał między nimi (to też wątek, który w dramach powraca), poza tym standardowo: gołe klaty, dziwne ubrania (bluzy Hyun Bina) i mnóstwo ciekawych scen, które zostały później odtworzone w innych produkcjach.


Polecam Waszej uwadze parodię, którą przygotowali panowie z Big Bang (klik), nie tylko dobrze ją odtworzyli, ale jest też sporo odniesień do ich historii. No i GD powinien dostać jakąś nagrodę za rolę Gil Ra Im. 


Poza tym ta drama jest na prawdę słodka, Hyun Bin robi fajne miny i wszystko kończy się dobrze.


3. You're Beautiful, 2009 
Czy ktoś nie zna tej dramy? Klasyka klasyki!  Drama naszpikowana znanymi aktorami (Jang Geun Suk, Park Shin Hye) oraz piosenkarzami (Hongki z FT ISLAND i Yongwa z CN BLUE). Dziewczyna udaje faceta (swojego brata) i zostaje członkinią (członkiem? :D) popularnego zespołu. Ona zakochuje się w liderze, a wszyscy pozostali w niej (nawet Ci, którzy myślą, że jest mężczyzną). Po drodze mamy dużo śpiewania oraz bardzo śmiesznych scen. 



Dlaczego ta drama jest kultowa? Moim zdaniem głównie dzięki temu, że odnośniki do niej pojawiają się w bardzo wielu innych dramach, nie znam osoby, które by jej nie oglądała, a poza tym jest znana i lubiona przez mnóstwo znanych osób. Była też wielokrotnie parodiowana i wykorzystywana w wielu reklamach. 
Hongki rlz!

4. City Hunter, 2011
To drama, której "kultowowść" nie jest aż tak bezdyskusyjna jak pozostałych, ale jest to moja lista, więc "sziti hunter" musi się tu znaleźć. Jest to jedna z dram w których wątek miłosny nie gra głównej roli. Większe znaczenie ma historia głównego bohatera, jego cierpienia, męki oraz zawiłości rodzinne.

Kultowa fryzura kultowego Lee Min Ho, stała się najbardziej popularnym uczesaniem w Korei na ponad rok (źródło: moje przekonania, fantazje i obserwacje). 시티헌터 wymawiany jako "sziti hunter" to rola, którą Lee Min Ho tylko potwierdził swoją niesamowitą popularność. Jeden drewniany kiss i słabe zakończenie, ale nadal polecam i trzymam na liście kultowych.

5. Coffee Prince, 2007
Wyglądająca lekko po męsku Go Eun Chan, zostaje wzięta przez Han Gyula za mężczyznę, czego nie prostuje aby dostać pracę w jego kawiarni, która zatrudnia tylko mężczyzn. Oczywiście on zakochuje się w niej jeszcze zanim wyjdzie na jaw, że Eun Chan jest kobietą. Przez chwilę się gniewa, a później dochodzi do niego, że nie ma o co, bo to chyba lepiej, że on okazał się nią. I mamy happy end. 


Para, którą grają Yoon Eun Hye i Goon Yoo (#pisk) jest bardzo słodka, więc dobrze się ogląda ich wspólne sceny, których jest dużo i są romantyczne. Były wykorzystywane w wielu innych dramach i teledyskach, a postaci wielokrotnie wykorzystywane do reklamowania różnych rzeczy.




Chciałabym zaznaczyć, że ta lista jest subiektywna i u każdego mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Powstała na podstawie rozmów z innymi i tego co widzę w nowych dramach. Jest też kilka starszych, również bardzo dobrych dram, które z pewnością zasługują na miano kultowych, ale chyba dotyczy to innego pokolenia (np. Full House z 2004). Dlatego jeszcze raz powtarzam, że ta lista jest subiektywna :) Jakie dramy znalazłyby się na Waszej liście?

1/25/2015 02:03:00 PM

Sesja w koreańskiej fotobudce, czyli wyglądamy jak woskowe laleczki.

Sesja w koreańskiej fotobudce, czyli wyglądamy jak woskowe laleczki.
Pamiętam z dzieciństwa stojące w przejściach podziemnych budki fotograficzne. Za niewygórowaną cenę oferowały prawie natychmiast pasek z kilkoma zdjęciami. Przez jakiś czas były popularnym (tańszym) substytutem fotografa gdy ktoś robił sobie zdjęcia do dowodu albo paszportu. Zabawnie było wybrać się tam z koleżankami i zrobić serię fotek z głupimi minami.

Teraz takich budek nie widuję prawie wcale, przynajmniej w mojej okolicy, za to w Korei znowu przypomniałam sobie jak zabawne to miejsca. Tak naprawdę to dopiero w Korei odkryłam jak BARDZO zabawne to miejsca.

Sticker Photo Booths na początku były ogromnie popularne w Japonii, ale bardzo szybko pojawiły się też w Korei. Istnieje masa lokali z różnymi rodzajami kabin, w niektórych oferują dodatkowo bezpłatne rekwizyty (peruki, okulary, a nawet hanboki).

wnętrze lokalu

Pierwszy zakład mieścił się w Insadong, zrobiłyśmy tam sobie sesję w hanbokach. Kilka dni później kiedy spacerowałyśmy po Myeongdong przyciągnęło nas stoisko z schneeball (kruche ciasto w polewie). Obok było wejście do kolejnego lokalu z fotobudkami, więc zaciągnęłam tam Kasię. Myeongdong Myon to duży zakład z masą budek, już na wejściu fanów hallyu wita ekran wyświetlający k-popowe teledyski, a lokal stał się znany po wizycie Kwanghee i Sunhwy oraz Taemina i Naeun gdy kręcili program „We Got Married”.

wspomniane schneeball, czyli Niemcy w Korei



Weszłyśmy i znowu przez dobre pół godziny cykałyśmy sobie zdjęcia w różnych dziwacznych pozach. Nie całkiem odpowiadamy grupie docelowej (lata nastoletnie już dawno za nami), ale fajnie jest się tam wybrać i trochę powygłupiać. Po zrobieniu zdjęć czas na ich ozdabianie. Do fotografii można dodać napisy i obrazki...

Zmienić karnację, kolor włosów, dodać makijaż, wyszczuplić nogi, przedłużyć rzęsy, zmniejszyć nos, powiększyć oczy. Do tego dochodzi jeszcze fantazyjne tło, zabawne dodatki, królicze uszy, kokardki, gwiazdki. W automacie można zmienić wszystko co Ci nie pasuje, stworzyć idealnego siebie. Trochę straszne. Po pierwszej sesji zdjęciowej długo patrzyłyśmy na fotografie i zastanawiałyśmy się czy to naprawdę my. Efekt był oszałamiający, wręcz „zbyt idealny”, wyglądałyśmy jak woskowe laleczki, dlatego kolejna próba odbyła się w budce, która tak bardzo nie poprawiała, zdjęcia wyszły dużo bardziej naturalne.

efekty ;)

Kilka praktycznych informacji:
  1. Budki są samoobsługowe i tylko na monety, ale w lokalu zawsze jest pracownik, który ma pod ręką bilon, albo pomoże gdy postanowimy popsuć budkę lub nie będziemy wiedzieć gdzie wypadają gotowe zdjęcia (to My! :D).
  2. Koszt to średnio 8000 wonów (czyli im nas więcej tym taniej od głowy).
  3. Im starsza maszyna tym mniej dodatków do wyboru i tym mniej można sobie "poprawić".
  4. Instrukcje są po koreańsku, ale zabawa jest tak intuicyjna, że łatwo się połapać.
  5. Liczy się czas, po zrobieniu zdjęcia automat odlicza sekundy na edycję zdjęć.
Chcielibyście zrobić sobie sesję w takiej fotobudce? Co sądzicie o "poprawianiu" siebie, czy to już nie lekka przesada?
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger