9/30/2014 06:49:00 PM

My Oppa's Challenge

My Oppa's Challenge


Pod nazwą My Oppa's Challenge kryje się projekt z zadaniami, które przed sobą postawiłyśmy. Zadania mają różny stopień trudności ale ich wspólną cechą jest to, że są te rzeczy, które zawsze chciałyśmy zrobić ale się bałyśmy lub wstydziłyśmy.

Zadania do wykonania w Korei:
  • Zrobić sobie zdjęcie ze znanym Koreańczykiem (np gwiazdą kpopu lub aktorem).
  • Przeżyć całą dobę w typowej saunie.
http://i.imgur.com/GZujs6K.jpgIU, cr: http://baike.baidu.com/
  • Zrobić zdjęcie 50 Koreańczykom trzymającym logo naszego bloga
  • Pójść na driving range 
http://www.lottehotel.com/upload/imagePool/201402/FACILITY/20140206111558864_1.jpg zdjęcie: Lotte Hotel Seoul
  • Pójść do koreańskiej "wróżki"
  • Zjeść najbardziej ostrą potrawę jaką uda nam się znaleźć
  • Pójść na mecz baseballa
  • Pójść na karaoke

 cr: oficjalne materiały dramy
  • Rozstawić się z namiotem nad rzeką Han
  • Pójść na casting np do dramy albo reklamy (#lol)
  • Pójść na randkę aranżowaną

Zadania do wykonania w Polsce:
  • Zrobić lody o smaku zielonej herbaty
  • Przygotować Bibimbap COMPLETED
  • Pójść na zajęcia taekwondo


Bardzo Was prosimy o trzymanie kciuków oraz pomysły na kolejne zadania :)


9/29/2014 06:01:00 PM

Metro w Seulu

Metro w Seulu
Jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiłam po przyjeździe do Seulu było ściągnięcie na telefon mobilnej mapy metra. Zamiast pchać się do papierowych wersji, rozwieszonych w podziemnych korytarzach, szybko sprawdzam trasę w telefonie. Początkowo myślałam, że sami mieszkańcy świetnie się orientują w liniach i stacjach, ale okazało się, że jeżeli nie jadą na dobrze sobie znanym odcinku dom-praca, są tak samo zagubieni jak ja. 

Zdjęcie ze strony Seoul Cyber Station

Seulskie metro to olbrzym: 9 linii metra i drugie tyle kolejek dojazdowych obsługiwanych przez kilku różnych przewoźników. To najrozleglejsze metro na świecie i drugie pod względem liczby stacji (jest ich ponad 400). Obsługuje cztery miliony pasażerów dziennie. Metro w Seulu to podziemny świat, do którego wchodzi się na swoją własną odpowiedzialność.

Na każdej stacji można znaleźć restauracje, sklepy, kafejki, apteki. Normą, poza automatami z jedzeniem i piciem, są też automaty z maskami gazowymi (przezorny zawsze ubezpieczony). Wszędzie są porozwieszane plakaty z przykładami złego i prawidłowego zachowania w metrze. Niepożądane są na przykład głośne dzwonki telefonów, krzykliwe rozmowy, pchanie się między zamykające się drzwi. Obowiązują też odpowiednie zasady bezpiecznego korzystania ze schodów ruchomych, a każdy peron jest odgrodzony od torów szklaną taflą rozsuwaną gdy pociąg wjedzie na stację. Poza tym na niektórych stacjach w oczekiwaniu na pociąg można zrobić zakupy. Na słupach porozwieszane są zdjęcia produktów, które po zeskanowaniu kurier przywiezie prosto pod Twoje drzwi (to pierwszy taki system na świecie!).


Szybko skanuję, wsiadam w metro i czekam w domu na kuriera z pieluchami ;)

Koreańczycy spędzają w podziemnej kolejce sporą część dnia. Podróż z jednego końca miasta na drugi trwa nawet kilka godzin. Niektórzy na czas podróży zapadają w sen, inni oglądają telewizję, jeszcze inni uczą się języków. Są też tacy, którzy przez całą drogę przechodzą kolejne poziomy w swoich elektronicznych gierkach, słuchają muzyki lub po prostu czytają książkę albo mangi. Rano kobiety często układają mokre jeszcze włosy oraz malują się podręcznymi zestawami do makijażu.


Najbardziej widocznymi (i słyszalnymi) pasażerami są zazwyczaj Ajummy. Ich natapirowane włosy, ostry makijaż i kolorowe ubrania widać już z daleka. Kiedy wpadają do wagonu cała uwaga skupia się na nich. Pierwsze kroki kierują oczywiście w stronę najbliższego wolnego miejsca siedzącego, energicznie torując sobie drogę łokciami lub torebkami. Gdy już zasiądą, rozpoczynają pogaduszki. Często bardzo głośne, bo odległość całego wagonu od swojej koleżanki wcale im w tych rozmowach nie przeszkadza. Gdy skończą im się ploteczki dotyczące rodziny i sąsiadów, zaczynają wygłaszać poglądy na temat całego otaczającego świata. Bycie jedyną białą osobą w wagonie gwarantuje, że będzie się głównym tematem rozmowy przez najbliższych kilka stacji.

W weekendy metro opanowują obwoźni sprzedawcy. Wchodząc do wagonu ustawiają na środku swoje wózki pełne najprzeróżniejszych towarów, po czym rozpoczynają występ. Pierwszy krok to opis towaru, następnie ma miejsce demonstracja. Byłam światkiem kilku takich pokazów, od parasoli, po pasy usztywniające plecy, a nawet kleje! O dziwo, żaden z pasażerów nie skusił się na zakupy, chociaż słyszałam, że taki „ruchomy handel” jest bardzo dochodowy (edit: A jednak! Widać zimową porą łatwiej złapać klienta, obecnie najlepiej sprzedają się rękawiczki, w których można obsługiwać smartfona. Rozchodzą się jak świeże bułeczki.).

Okazuje się, że nawet Warszawa postanowiła brać przykład z Seulu i oznaczy numerami wyjścia z nowo budowanej linii metra. W Seulu jest to oczywiście zasadne, z wielu stacji jest ponad 10 wyjść, często bardzo od siebie oddalonych, więc pomyłka i skorzystanie z nie tego wyjścia co trzeba gwarantuje długi spacer w przeciwną stronę. Miejmy nadzieję, że Warszawa skorzysta z jeszcze jednego udogodnienia koreańskiego metra. Pasażerowie mogą w nim kupić bilet jednorazowy lub kartę miejską doładowywaną odpowiednią kwotą pieniędzy. Jeżeli kwota nie zostanie wykorzystana (cena przejazdu zależy od długości trasy, każde 10km to koszt 1050 won) odpowiedni automat przy wyjściu zwróci pasażerowi pozostałe na karcie pieniądze. Poza tym te same karty miejskie (T-money Card) obowiązują w całym kraju, więc można na nich jeździć tak samo w Seulu jak i np. w Busanie. Mogą być również wykorzystywane do płacenia w wielu sklepach, czy nawet taksówkach. Karty mają bardzo wiele wzorów, a Ci, którym nie odpowiada zwykły model mogą zaopatrzyć się w dużo poręczniejsze breloczki.

Przykładowe wzory. Zdjęcie ze strony T-money Card

9/28/2014 12:15:00 PM

Trekking w Korei

Trekking w Korei
Czasami jak przyglądałam zdjęcia moich ulubionych aktorów i piosenkarzy to zastanawiałam się dlaczego wszyscy w pewnym momencie decydują się na reklamowanie ubrań i sprzętu turystycznego. Moje biasy wspaniale wyglądają w obcisłych koszulkach, a ja interesuje się turystyką, więc w sumie ma to same plusy.

W Polsce turystyka górska nie jest aż tak popularna, sprzęt i ubrania turystyczne reklamują w 99% sportowcy, a kampanii jest bardzo mało, więc idąc tym tropem zastanawiałam się czemu gwiazdy decydują się na reklamowanie niszowych produktów. Wszystko zmieniło się już na pokładzie samolotu do Korei. Większość Koreańczyków ubrana była na sportowo, część nawet tak jak by zaraz po zejściu z pokładu miała wejść na szlak, a ja poczułam, że godziny spędzone na przeglądaniu zdjęć przystojnych Koreańczyków w obcisłych ubraniach nie poszły na marne, znałam wszystkie marki.

T.O.P z zespołu Big Bang reklamujący The North Face (zdjęcie ze strony The North Face)

Po pewnym czasie miałam już pewność, że trekking uprawiają w Korei wszyscy. W miejscowościach , w których są jakieś góry, sklepów ze sprzętem turystycznym jest więcej niż 7eleven. Góry zajmują 70% powierzchni całego kraju, jest około 20 parków narodowych a klimat sprzyja turystyce.

Moje pierwsze doświadczenie z górami Korei Południowej to od razu jej najwyższy szczyt: Halla-san lub Halla (한라산) to wulkan tarczowy na Jeju. Ma 1950 m n.p.m, znajduje się na liście UNESCO i prowadzi na niego 7 szlaków o różnej trudności. Turystyka w Korei jest bardzo zorganizowana, na stronie internetowej parku można znaleźć informacje o godzinach wyjścia, pogodzie, punktach kontrolnych a nawet zasadach poruszania się po terenie.

Wybrałam Eorimok Trial. 7 km, ale mało przewyższenia. Szlaki są bardzo dobrze przygotowane, co chwile pojawiają się mapki, informacja o faunie i florze oraz różne drogowskazy. 




To, że szlak jest ograniczony barierkami ma oczywiście głównie plusy. Przyroda znajdująca się poza wytyczoną ścieżką pozostaje nieskażona, wszyscy idą wytoczoną drogą i wiedzą jak mają się zachowywać. Niestety ze względu na to, że spotkani przeze mnie Koreańczycy nie stosowali się do ustalonych zasad, odkryłam również minusy. Ciężko jest iść innym tempem niż wszyscy, wyprzedzenie kogoś graniczy z cudem. Nie można zejść ze szlaku, więc albo się za kimś idzie bardzo wolno i narasta nerwowość albo robi się tak jak ja i zaczyna integrować z maszerującymi.

Wszyscy powinni iść po tych stopniach pomalowanych na żółto. Nikt nie szedł :D

Na zdjęciu poniżej widać kolejną sytuację w której ciężko mi było wyminąć grupę. Numerki na ich plecach, jak wytłumaczyła mi moja koreańska towarzyszka, oznaczają przyporządkowanie do jednego stowarzyszenia. Ludzie z różnych terenów, wcześniej się nie znający, wybrali się tutaj razem. W trakcie marszu gdy spotkali kogoś z tą samą nazwą to wiedzieli, że należą do tej samej grupy. Na dole czekał oznaczony tak samo autokar, do którego powoli się schodzili.


Pod koniec szlaku dochodzi się do Witseoreum Shelter. Ciężko w tym wypadku przetłumaczyć "Shelter" na "schronisko", ponieważ nie jest to takie schronisko o którym się myśli mówiąc to słowo po polsku. Jest to bardziej schronienie, jedno pomieszczenie gdzie można kupić ramyon. 


Zapamiętam tę wyprawę głownie dzięki poznanym tam osobom. Panu, który był w Polsce służbowo, Pani która oddała mi swoje ogórki, Koreance z Seulu która szła ze mną większą część trasy i bardzo dużo mi o Korei opowiedziała. Myślę, że to ograniczenie w postaci szlaków, z których nie można zejść jeszcze bardziej wszystkich zbliża. Mimo, że na szlak weszłam sama to czułam się jak by wszyscy byli tam moimi przyjaciółmi.

9/27/2014 01:32:00 PM

Bibimbap (비빔밥)

Bibimbap (비빔밥)
Bibimbap to jedno z najbardziej popularnych dań kuchni koreańskiej. Żadna drama nie może obejść się bez sceny, w której główni bohaterowie jedzą ramyon albo właśnie bibimbap. Potrawa ta jest z pozoru prosta: ryż, trochę warzyw, mięso i jajko. Postanowiłyśmy sprawdzić czy uda nam się odtworzyć ten smak w Polsce.


Skorzystałyśmy z przepisu Kuchennych Dyfuzji trochę go modyfikując.

Lista zakupów (2 duże porcje):
  • 250 g mielonej wołowiny
  • 250 g szpinaku (liście)
  • 1 mała cukinia
  • 1 marchewka
  • Pęczek szczypiorku
  • Małe opakowanie grzybów mun/shitake
  • Mała puszka kiełków fasoli mung
  • 2 jajka
  • 400 g ryżu
  • Główka czosnku
  • Sos sojowy
  • Olej sezamowy
  • Sól, pieprz, cukier brązowy
  • Pasta z papryczek chilli (opcjonalnie)

Krok 1: Jeśli grzyby są suszone to pierwszym krokiem powinno być zalanie ich wrzątkiem i odstawienie na godzinę. 
Krok 2: Pokroić szczypior, marchewkę i cukinię.
Krok 3: Odcedzić kiełki.


Krok 4: Szpinak zalać wrzątkiem, po 3 minutach odcedzić i wymieszać z 1 łyżką sosu sojowego, 1 ząbkiem czosnku i szczyptą soli.
Krok 5: Do mięsa dodać 2 łyżki sosu sojowego, 5 ząbków czosnku, pieprz i 1 łyżkę oleju sezamowego.


Krok 6: Zacząć gotować ryż
Krok 7: W między czasie na oddzielnych patelniach podsmażyć na oleju marchew i cukinię, dodać szczyptę soli.
Krok 8: Do pokrojonych w paski grzybów dodać 2 łyżki sosu sojowego i 1 łyżeczkę brązowego cukru. Podsmażyć.
Krok 9: Podsmażyć wcześniej przygotowane mięso.
Krok 10: Ugotowany ryż przełożyć do naczynia.
Krok 11: Na ryżu ułożyć wszystkie wcześniej przygotowane warzywa oraz mięso.


Krok 12: Usmażyć jajko i przykryć nim potrawę.


My dodałyśmy jeszcze łyżkę pasty chilli (to opcja dla lubiących ostrą kuchnię) i wszystko energicznie wymieszałyśmy. Życzymy smacznego. 많이 먹고!


9/26/2014 07:06:00 PM

Seoul International Fireworks Festival

Seoul International Fireworks Festival
Koreańczycy uwielbiają festiwale. Festiwal błota, chryzantem, filmów, tańca, jesieni, co tylko wpadnie im do głowy. Postanowiłam odwiedzić jeden z nich, coroczny festiwal fajerwerków nad brzegiem rzeki Han. Dwugodzinne, spektakularne show ekip z całego świata. Piękne pokazy do cudownej muzyki. Do konkursu stanęły ekipy z Kanady, Francji, Japonii i Korei.


Żeby zająć miejsce siedzące trzeba przyjść kilka godzin wcześniej. Część Koreańczyków zabiera ze sobą namioty, reszta pozostaje przy kocach. Ja, nieprzygotowana na takie oblężenie, przyszłam tylko na cztery godziny przed pokazami. Cudem znalazłam jakieś mikre drzewko, pod którym jeszcze nie było stada Koreańczyków i usiadłam z postanowieniem, że nie ruszę się nawet na krok.


Niedługo później dosiadła się do mnie sympatyczna koreańska rodzina. Ja z Panią Kim dzieliłyśmy zapasy między obecnych, ojciec rodziny i maluchy piszczeli z zachwytu podziwiając kolejne fajerwerki. Wygrali reprezentanci Japonii, ale trudno żeby było inaczej, ich występ był po prostu najlepszy. Idealnie zsynchronizowane z muzyką fajerwerki wybuchające w kształty kwiatów, uśmiechniętych ludzi i smoków. Pokaz był cudowny, ale po nim nastąpił istny koszmar.

Myśląc, że będę sprytna (pamiętam jak ciężko było wrócić z Busanu) wstałam z trawy jeszcze przed oficjalnym zakończeniem festiwalu, pożegnałam się z nowymi przyjaciółmi i próbowałam dostać się do metra. Niestety na ten sam pomysł wpadło kilka tysięcy Koreańczyków z prawie 2mln tłumu oglądających, więc nagle znalazłam się w samym centrum małego pandemonium: rozdzielone rodziny, płaczące dzieci, zgubione koce, torby i buty. Tłum był wszędzie i bez względu na to jaki miałam plan znowu byłam ciągnięta przez falę ludzi. Było tak tłoczno, że policja zdecydowała się zamknąć najbliższą stację i skierowała wszystkich do kolejnych. Został wstrzymany ruch na ulicach, a przed wejściami do metra służby porządkowe rozstawiły taśmy, żeby choć trochę opanować napierającą tłuszczę. Trasę do domu, która normalnie zajmuje mi pół godziny, pokonałam w dwie, ale było warto, to naprawdę najbardziej oszałamiający pokaz fajerwerków na jakim byłam (Jedzenie rodzinki Kim też było niczego sobie ;)).


Ciekawe czy jest jakiś sposób na uniknięcie wszechobecnego koreańskiego tłoku... Macie jakiś pomysł?

9/25/2014 08:31:00 PM

Miejsca z dram: Udo

Miejsca z dram: Udo
Zanim zaczęłam interesować się Koreą i jej kulturą bardzo dużo podróżowałam, chodziłam po górach i ogólnie uważałam, że turystyka to moje hobby którego nigdy nic nie przebije. Dzięki temu, kiedy na pierwsze miejsce dumnie wskoczyła kultura Korei Południowej na równi interesowały mnie kolejne odcinki dram jak i to jakie parki, roślinność i góry znajdują się na terenie Korei. Wraz z wzrostem mojego zainteresowania rosła moja wiedza i lista rzeczy do zobaczenia. Pierwszy wyjazd do Korei był typowo turystyczny, nawet nie byłam na żadnym koncercie, nie kupiłam żadnej płyty (teraz żałuję :p) ani gadżetu. Planując wyjazd nie wiedziałam kiedy uda mi się wrócić, więc postanowiłam odwiedzić wszystkie miejsca z listy. Ostatecznie tak wyglądała trasa mojej pierwszej podróży.




W związku z tym, że jestem uzależniona od dram, bardzo lubię moment, w którym oglądając coś produkcji koreańskiej rozpoznaję miejsce w którym byłam. Czasami jest łatwo, dużo dram wykorzystuje te same lokalizacje i w Korei często są nawet informacje, że tak! to miejsce bywa w dramach. Np Boseong green tea plantation. Mają tam znak który nie pozostawia żadnych złudzeń.




Obecnie oglądam kilka dram jednocześnie (uzależnienie to poważna sprawa) a jedną z nich jest "My Spring Day" aka "The Spring Day of My Life". Z Choi Soo Young (z Girl's Generation) i Kam Woo Sung. Nie będę Wam zdradzała fabuły, ale na początku postać grana przez Soo Young jedzie na wyspę Udo (można się do niej dostać tylko z wyspy Jeju) i odwiedza miejsca, w których ja też byłam (#yay). Ogólnie Udo jest najładniejszym miejscem w którym byłam w życiu. Można wypożyczyć rower, skuter, samochód i objeżdża się wyspę na około. Jest tam dosłownie tylko kilka domków, trochę pól uprawnych, 5.9 km2 całkowitej powierzchni i  1 752 mieszkańców. Raj na ziemi.

screeny z dramy:







Moje zdjęcia:







Bom Yi (bohaterka dramy) nie odwiedziła wszystkich najładniejszych miejsc, ale wyemitowano dopiero 6 odcinków, więc dajmy jej jeszcze szansę, na pewno jeszcze tu wróci.

Miejsca z dram to jeden z cykli, który będzie pojawiał się na naszym blogu regularnie. Jeśli macie jakieś propozycje albo coś w którejś dramie Was zaciekawiło, napiszcie w komentarzach, przyjrzymy się tej dramie dokładniej :)

9/25/2014 12:30:00 PM

Busan International Film Festival

Busan International Film Festival
Piątego października rozpoczyna się Busan International Film Festival (BIFF), jeden z najbardziej znaczących festiwali filmowych w Azji. Z tej okazji zapraszamy na wspominkowy wpis o pobycie na zeszłorocznej edycji.


Pierwszy BIFF odbył się w 1996 roku i był to przy okazji pierwszy międzynarodowy festiwal filmowy w Korei Południowej. Co roku wyświetlanych jest na nim ponad 100 filmów z całego świata, w tym również z Polski. Dotychczas były to m.in. "Miasto 44", "Wałęsa", "Róża".

Udało mi się zdobyć bilet na „Asia Pacific Network Actors - Blue Carpet”. Co roku kilkanaście biletów jest przeznaczonych dla obcokrajowców, którzy mogą je dostać za darmo, logując się na stronie organizatora Blue Carpet. Na festiwalu jest oczywiście „czerwony dywan”, jednak to właśnie ten „niebieski” jest nastawiony na kontakt z publicznością. Odbywają się wtedy spotkania z gwiazdami, sesje zdjęciowe i umożliwia się fanom przyjrzenie z bliska swoim idolom.



Impreza odbywała się w miasteczku festiwalowym na plaży Headeong. Przyjechałam z samego rana i zaczęłam od odebrania biletów. Kolejka była gigantyczna! (Stałam w niej przeszło trzy godziny) W międzyczasie zaczepiała mnie ekipa radia studenckiego z prośbą o wywiad. Nie byłam zainteresowana, ale za to dziewczyna obok bardzo. Z przejęciem opowiadała o swojej wierze w przesądy i najdziwniejszych sytuacjach z życia na pewno związanych z jakimiś „omenami”. Zabawnie było posłuchać jej ślepej wiary w sny i popatrzeć na minę skonsternowanej Koreanki, która chyba zwątpiła w swoją znajomość angielskiego, próbując zrozumieć powiązania pomiędzy snem o żabie, a wygraną na loterii.

W końcu udało mi się odebrać wejściówkę (Pechowy numer 444, dziwny zbieg okoliczności po wysłuchaniu wywiadu o przesądach... Czwórka jest homonimem chińskiego znaku oznaczającego „śmierć”, więc w Korei uważana jest za nieszczęśliwą. Dochodzi do tego, że w niektórych budynkach 4 piętro jest oznaczane literą F, lub nawet pomijane). Miałam jeszcze trochę czasu więc wybrałam się na spacer po plaży. Wszędzie kręciło się pełno turystów z całego świata: Azjaci, Czarni, Biali... zrobiłam kilka zdjęć co bardziej znanym aktorom, a potem ściągnęłam buty i pomaszerowałam na skraj plaży żeby chociaż raz dotknąć wody z Cieśniny Koreańskiej. Rozłożona na piasku łapałam opaleniznę aż do zachodu słońca.




O 20 zajęłam miejsce w loży i cieszę się, że miałam miejsce VIP i wygodne krzesło. Od kilku godzin wzdłuż barierek gromadziły się coraz większe tłumy fanów, którzy chociaż przez chwilę chcieli popatrzeć na gwiazdy. Niektórzy rozbili małe obozowiska: wyłożyli chodnik gazetami, przynieśli parasole, składane krzesełka i zapasy jedzenia. Chwilę po 20 zaczęła się gala. Każdy z aktorów po przejściu dywanu zatrzymywał się przed naszą lożą na krótki wywiad. Fanki szalały, więc nie obyło się bez interwencji ochrony gdy jedna z nich przekroczyła barierki i pobiegła w stronę idola. Na szczęście był to jedyny taki incydent i pomimo chwilowego wyłączenia prądu, reszta imprezy przebiegła bez większych komplikacji. Przed naszymi oczyma taśmowo przewijali się kolejni aktorzy: Big Bang's T.O.P., 2pm's Taecyeon, EXO, Lee Soo Hyuk, Jewelry... Wybiła godzina 22:30 i ostatnia z gwiazd opuściła plażę żegnana piskami nastolatek.



Wtedy nadszedł czas na koreański koszmar komunikacyjny. Koło plaży jest tylko jedna stacja metra i wszyscy oczywiście udali się w jej kierunku. Jedyne co mogłam zrobić to patrzeć czy tłum ciągnie mnie w dobrą stronę. Dopiero za trzecim podejściem udało mi się zmieścić do wagonu i po godzinie jazdy na dworzec autobusowy, o 1:50 wystartowałam w drogę powrotną do Seulu.


Przy okazji polecam film "Rough Play" kor. "배우는 배우다", w reżyserii Shin YounShick. Miał premierę właśnie podczas BIFF


Więcej zdjęć z Blue Carpet 2013 można znaleźć  tutaj
Oficjalna strona BIFF

9/24/2014 06:57:00 PM

Mokpo City

Mokpo City
W Korei na dłuższych trasach są miejsca do odpoczynku. Ogromny parking, kilka budynków, różne restauracje, sklepy, toalety, małe centrum handlowe pośrodku niczego. Na jednym z takich parkingów zatrzymał się nasz autobus relacji Seoul - Mokpo. Wszyscy szybko wyszli a my zostałyśmy w środku, podróż miała trwać jeszcze tylko kilka godzin, miałyśmy zapas jedzenia, nie było potrzeby wychodzić, trochę przysypiałyśmy. 



 

Kierowca przechodząc przez autobus sprawdzał pasy, wynosił drobne śmieci i wracając na swoje miejsce zatrzymał się przy nas. Patrząc mi gdzieś koło głowy, spora część Koreańczyków unika kontaktu wzrokowego, zapytał po koreańsku czy wszystko w porządku. Ja też patrząc gdzieś koło jego głowy, odpowiedziałam, że tak, wszystko w porządku. Po chwili kierowca wrócił i nadal na mnie nie patrząc podał mi dwie gumy do żucia. Mamine „nie przyjmuje się słodyczy od obcych Panów” gdzieś mi uciekło, bo pakując sobie gumę do buzi tylko wydusiłam z siebie „dziękuję”. Gdyby nie trzymające mnie pasy to pewnie bym wstała aby się grzecznie pokłonić. 

Pokłon to w Korei rzecz oczywista, praktykowana codziennie, przy przywitaniu, pożegnaniu, podziękowaniu, pozdrowieniu, poproszeniu. Wszędzie i zawsze jak wydaje Ci się, że można się pokłonić to zrób to. Głębsze pokłony zarezerwowane są dla ważniejszych ludzi oraz bardzo podniosłych sytuacji, lekkie skłony to szara codzienność.




만나서 반갑습니다,

Witamy na naszym blogu. Będziemy opisywały nasze podróże, przeprowadzały wywiady z ciekawymi osobami, gotowały, szukały Korei w Polsce oraz realizowały bardzo trudne, tajemnicze zadania. Do zobaczenia.


Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger