10/20/2017 07:45:00 AM

Cafe Crystal

Cafe Crystal
I jest. Na mapie Warszawy pojawił się nowy lokal- Cafe Crystal, czyli kawiarnia z tradycyjnymi koreańskimi deserami. Serwowane jest tu bingsu (빙수), dosłownie kruszony lód/śnieżny puch i to właśnie jest gwiazda Cafe Crystal, którego nazwa ma się kojarzyć z kryształkami śniegu.


Podpytana przez nas właścicielka powiedziała, że Koreańczycy uwielbiają bingsu i jedzą je na okrągło, a teraz chcą przedstawić Polakom te przepyszne desery i są przekonani, że ludzie je polubią.

Coś w tym jest. Nasze podróże do Korei obowiązkowo wiążą się z bingsu, które nadaje się też świetnie na tort urodzinowy, ale to już historia na inny post ;)

W kawiarni znajduje się specjalna, sprowadzona z Korei, maszyna do deserów. Lody są lekkie, mają właśnie taką konsystencję śniegu. Ich bazą jest mleko, a dzięki temu, że nie są tak zbite jak zwyczajne lody są zdecydowanie mniej kaloryczne i zawierają mniej tłuszczu niż desery na śmietanie.



Po tym krótkim wprowadzeniu czas na recenzję lokalu. Szczegóły tego na jakiej zasadzie oceniamy restauracje znajdziecie TUTAJ.

Zacznijmy od ogólnego pierwszego wrażenia, które jest wyjątkowo pozytywne. Kawiarnia jest przestronna, świeża, ładnie urządzona. Duży plus za wysokie sufity, lubię takie wnętrza. 



Kolejnym ważnym komponentem jest obsługa. Bariści są mili i zorientowani w menu. Kiedy tam byłyśmy nie było dużego ruchu, więc nie czekałyśmy długo na zamówienie, ale sprawdzimy też lokal w godzinach szczytu, żeby zobaczyć czy obsługa jest wtedy tak samo sprawna.

Czas na ocenę jedzenia, czyli tego o co nam wszystkim chodzi. Poza dużym wyborem kaw i herbat na chwilę obecną w menu jest 5 rodzajów bingsu oraz ciasta i kanapki.



Estetyka podania na piątkę. Jemy oczyma, a te desery zdecydowanie chce się jeść.



Do tego dochodzi element zabawy. Kawiarnia posiada maszynę do "drukowania" zdjęć na kawie latte. Chociaż z drugiej strony to dość specyficzne wrażenie pić napój ze swoją twarzą.

Dumny barista  ze swoją kawą

A smak? Pycha! Próbowałyśmy bingsu z truskawką i z sernikiem i oba desery były smaczne. W kolejce czekają jeszcze do wypróbowania oreo, tiramisu i jogurtowe z aronią.



Ceny są umiarkowane. Małe bingsu kosztuje 18zł i ta mała porcja spokojnie starcza na dwie osoby, duże to koszt 32 zł. Ceny kaw i herbat wahają się w granicach 6-14zł.

Na ile ocenia lokal Oppa? Rzadko się to zdarza, ale w tym wypadku dajemy 4.5/5. Wystrój, obsługa, ceny i menu są dobre. Jest smacznie, atmosfera jest przyjemna, na pewno będziemy odwiedzać to miejsce w przyszłości. Czemu w takim razie nie 5/5? Na zachętę, bo zdecydowanie chcemy więcej smaków bingsu!


Informacje praktyczne:

  • Adres: ulica Nowogrodzka 22, 00-511 Warszawa
  • Godziny otwarcia: 07:00-23:00 (od pon. do niedz.)
  • Strona internetowa: Facebook- Cafe Crystal


Ocena Oppy:


*zdjęcia dzięki uprzejmości Cafe Crystal

10/16/2017 12:31:00 PM

Górski spacer

Górski spacer
Późnojesienny poranek. Z ust wydobywają się obłoczki pary, zacieram ręce w za cienkich rękawiczkach i głębiej naciągam czapkę. Przed chwilą wysiadłam z prawie pustego autobusu u stóp góry.


Dokładnie przede mną piętrzą się monumentalne szczyty, których pofałdowane zbocza odbijają pierwsze promienie słońca. Mijam staruszkę, która już kilka godzin temu przyjechała tu ze swoim małym wózeczkiem i sprzedaje pieczone kasztany. Zamiast do niej, podchodzę do kolejnego straganu i kupuję pięć małych rybek wypełnionych nadzieniem z czerwonej fasoli. Jeszcze przez chwilę maszeruję słoneczną drogą, ale zaraz skręcam między drzewa.


Las jest cichy i spokojny. Żadnych ludzi i hałasu. Powoli wspinam się coraz wyżej podziwiając prześwitujące między koronami drzew góry. Drogę przebiega mi wiewiórka, gdzieś wysoko słyszę nieśmiałe trele ptaków. W oddali między sosnami widzę drewniane dachy. Zbliżam się do świątyni.



Staję przed drewnianą bramą i z zadartą głową podziwiam niesamowite detale. Na tle czerwieni i zieleni desek rosną kwiaty lotosu i bambusy, latają żurawie i mityczne bestie. Przekraczam symboliczną bramę i wkraczam na teren Buddy. 



Wciąż jestem w lesie, ale jest jakby inaczej. Na poboczach drogi pojawiają się małe stosy kamieni, wota wiernych o pomyślność i szczęście. Docieram do zabudowań. Przy wejściu witają mnie czterej Niebiańscy Królowie, widzący i karzący za wszelkie zło, strzegą świątyni przed demonami. Ich wykrzywione grymasem złości twarze i barwne szaty przywodzą mi na myśl dawno czytane bajki.



Wchodzę na teren świątyni i doświadczam kolejnego magicznego momentu. Stojąc samotnie pośrodku pustego placu czuję, że znalazłam się w innym świecie. Bez ludzi, dźwięków, ciągłego pędu. Powoli wędruję między pawilonami. Jest tu pusto i spokojnie, zupełnie inaczej niż w popularnych świątyniach w centrum miasta, zawsze pełnych turystów i wiernych. Nieniepokojona przez nikogo z bliska oglądam wszystkie zabudowania. W głównej sali modlitewnej podziwiam spokojnego Buddę Sakyamuni, kawałek dalej mijam kwatery mnichów.



Żałuję, że muszę wracać. Za kilka godzin znowu znajdę się w centrum miasta. Seul otoczy mnie swoimi hałasami i kolorami. Jednak wtapiając się w wiecznie pędzący tłum, cały czas będę myślami przy tej małej górskiej świątyni, przesiąkniętej wonią kadzideł i wypełnionej rytmicznymi modlitwami.

10/03/2017 05:21:00 PM

Romantyczne dramy - TOP 10 / Lista czytelników.

Romantyczne dramy - TOP 10 / Lista czytelników.
Oglądaliście jakąś koreańską dramę, która nie była romantyczna? Aby nie było chociaż jednego wątku dotyczącego miłości, wzruszeń, pierwszej ukochanej lub niespełnionych obietnic? Ciężko taką znaleźć, bo koreańskie dramy ogląda się często właśnie dla tej całej uroczej romantyczności. Ja lubię w nich przede wszystkim to, że cała historia mieści się zwykle w 16 odcinkach, nie ma zbędnego przynudzania, miliona wątków pobocznych, a scenarzyści nie wymyślają aż tak wielu serii, że aktorzy błagają aby ich uśmiercić. Oczywiście poziom abstrakcji jest dosyć wysoki, ale dobre aktorstwo pozwala uwierzyć w każdą, nawet najbardziej dziwną, historię. Bywają też kiepskie dramy, historie, których nie udało się opowiedzieć przekonywająco, "aktorzy", którzy jednak powinni skupić się na śpiewaniu lub modelingu lub po prostu brak chemii między głównymi bohaterami.

Mój poprzedni post, TOP 5 romantycznych dram, ma prawie 3 lata. Dramy, które tam opisałam są oczywiście romantyczne, ale niestety już nie TOP 5. Postanowiłam poprosić Was o udział w ankiecie gdzie mogliście wybrać dwie najbardziej romantyczne dramy z listy ponad 30 pozycji lub wpisać własną odpowiedź. Ankieta jest już zamknięta, wzięło w niej udział wiele osób, ale do rankingu trafiły głosy pierwszych 100. Nie jestem zaskoczona Waszym wyborem chociaż nie pokrywa się z moimi prywatnym rankingiem. Nie chodzi nawet o kolejność ale na liście brakuje kilku dram, które u mnie znajdują się wysoko. Moja prywatna lista na pewno jeszcze się na blogu pojawi.

Poniżej Wasza lista. Większość dram jest nowych, ale są też oczywiście hity z przeszłości.

10. The Master's Sun (2013)

Numer 10 to Master's Sun! Drama, która była w moim TOP 5 i na pewno jest w TOP 10. Główna bohaterka Tae Gong Shil widzi duchy, które jak na romantyczny dramaland są na prawdę przerażające. Dzięki cudownym zbiegom okoliczności duchy znikają gdy Gong Shil dotyka Joo Joong Won, głównego męskiego bohatera. Przypadkowo jest bardzo bogaty, wysoki, przystojny i ma cudowny głos. Ech So Ji Sub <3 Jak się domyślacie jest dużo cudownych scen. Joong Won, główny bohater, na początku praktycznie ją wykorzystuje. W zamian za możliwość dotykania go gdy pojawiają się duchy, ona musi pomagać mu w biznesie i załatwiać sprawy z duchami. Oczywiście z biegiem czasu Joong Won staje się najbardziej romantycznym kolesiem jakiego widział ten świat i kwestia obecności tej dramy w zestawieniu okazuje się bardziej niż uzasadniona. Polecam też OST: link.



9. Secret Garden (2010) 

Najstarsza drama w zestawieniu i moja druga drama ever. Dodatkowo Hyun Bin był moim biasem przez baaaardzo długi czas, więc jest sentyment. Tutaj znów mamy mega bogatego kolesia i biedną dziewczynę. Secret Garden to klasyka gatunku, dochodzi do zamiany ciał, co później wykorzystano w wielu innych dramach. Tak, tak, dobrze czytacie :D Jest też dużo śmiechu, kultowych scen oraz standardowo: zarozumiały i naburmuszony bogacz zamienia się we wrażliwego romantyka.


Drama ma już ponad 7 lat i ciężko się ją ogląda, bywa śmieszna i na pewno jest romantyczna, ale to coś w stylu oglądania serialu z lat 90. Trochę nostalgii i śmiechu, ale nie wydaje się już tak realna i wciągająca jak te 7 lat temu. Polecam przeróbkę w wykonaniu Big Bang: link.


8. Healer (2014)

Drama, od której zaczęła się moja miłość do Ji Chang Wooka. Postać którą gra to tzw. chłopiec na posyłki (po polsku słabo brzmi :D), który załatwia wszystko poza zabijaniem. Oczywiście jest i piękna niewiasta, Park Min Young, z którą łączy go przeszłość. W dramie jest dużo akcji, całość trzyma w napięciu, ale jest też pełna romantycznych scen, które aż chce się oglądać kilka razy z rzędu. 


Główny bohater działa pod przykrywką, więc podaje się za kogoś innego i zaczyna pracować z Chae Yeong Shin aby mieć ją na oku. Próbuje ją poderwać, ale ona coś czuje do Healera...ha HA HAAA! 

Ji Chang Wook 4 ever <3 



Przyznam się szczerze, że byłam bardzo sceptycznie nastawiona do tej dramy. Modelka/aktorka, która jest podejrzewana o anoreksję w roli nastolatki podnoszącej ciężary? No nie wiem. Co mnie przekonało? Byłam chora i nie miałam czego oglądać, drama była tuż po emisji, więc mogłam zrobić maraton i w 2 dni obejrzeć wszystkie 16 odcinków. 

Mam wrażenie, że ubierano ją w wiele warstw ubrań aby nie wygląda na zbyt szczupłą. Grała też momentami taką lekko niemądrą, ale całość wyszła bardzo dobrze. Przekonała mnie ta kreacja i nie miałam problemu z tym, że mogła to zagrać grubsza aktorka.


Główny bohater męski to tez model/aktor, Nam Joo Hyuk. Aktorsko niestety nie jest najlepszy (moim zdaniem The Bride od Habaek to tragedia), ale tutaj mu się udało bo chyba po prostu był sobą. Zabawny, wysportowany i przystojny. Do tego podczas kręcenia dramy między aktorami zrodziła się miłość (już się rozstali), więc ich wspólne sceny są bardzo przekonujące. 


Fabuły praktycznie rzecz biorąc nie ma, jak dla mnie to taka typowo romantyczna drama gdzie wszystko inne jest tłem do relacji głównych bohaterów. Tu mamy rozgrywki sportowe, nastoletnie oraz rodzinne problemy.


6. Oh My Venus (2015)

Kolejna drama z So Ji Subem i kolejna, która znalazłaby się również w moim zestawieniu. Mam już swoje lata (ekhem), więc wolę te dramy w których są dorośli, pracujący ludzie. Tutaj mamy 33 letnią prawniczkę i trenera gwiazd. Jest to drama w której wątek miłosny jest najważniejszy, a pozostałe rzeczy dzieją się w tle. Problemy z akceptacją siebie, wagą, jedzeniem i odchudzaniem. Główna bohaterka ma lekką nadwagę, ale podoba mi się, że nie na tym drama się skupia. To co jest ważne i nad czym pracują to jej zdrowie, aby mieć dobre wyniki powinna schudnąć i lepiej się odżywiać. 


Przemiana nie jest duża, ale widoczna. Kolejny plus to pokazanie, że bohater grany przez So Ji Suba zakochuje się w Kang Joo Eun jeszcze jak jest "gruba". Nie dość, że ona zaczyna podobać mu się na początku dramy to jeszcze przesłanie zostało wzmocnione. Wygląd nie jest najważniejszy, trzeba dbać o zdrowie. Liczy się wnętrze. Wydaje mi się, że takie przesłanie, zwłaszcza w Korei, jest ważne. (biorąc pod uwagę takie tragiczne dramy jak np: Birth of a Beauty, gdzie główny bohater zakochuje się a bohaterce dopiero jak ta schudła i przeszła szereg operacji oraz była grana przez dwie różne aktorki. Masakra!) 


5. Kill Me, Heal Me (2015)

Kill Me, Heal Me obejrzałam dzięki Wam :) Dwa razy podchodziłam do tej dramy, ale fabuła wydawała mi się za dziwna i nie byłam w stanie jej dokończyć. Gdy trafiła do tego zestawienia w końcu się zmobilizowałam i jak siadłam to tak obejrzałam. Maraton dramowy <3


Bałam się, że nie uda się zrobić tej dramy na poważenie. Facet mający różne osobowości, a jedna z nich to nastolatka? Brzmi absurdalnie, ale jednak się udało i wszystko było prawdziwe, przejmujące i bardzo dobrze zagrane. Cha Do Hyeon posiada siedem różnych osobowości co jest skutkiem traumatycznego przeżycia z dzieciństwa. Jego związek z główną bohaterką, Oh Ri Jin jest bardzo w stylu koreańskich dram, coś co w realnym świecie NIGDY by się nie wydarzyło, a jednak łzy z moich oczu były prawdziwe :d Polecam również OST.


4. Strong Woman Do Bong Soon (2017)

Drama, która i w moim rankingu jest bardzo wysoko. Do Bong Soon to drobna dziewuszka o nadprzyrodzonej sile, której nie może wykorzystywać dla własnych korzyści. Fabuła to głównie wątek miłosny, ale mamy dużo ciekawych pobocznych postaci. Uwielbiam sceny z "gangiem", który uważa Bong Soon za swoją liderkę, relacje dwóch facetów, którzy się w niej kochają, a nawet wątek jej rodziców były bardzo wciągające.


W dramie są  też wątki sensacyjne, ale całość to komedia i jest WIELE scen do śmiechu. Zdecydowanie drama na poprawę humoru. Ahn Min Hyuk dosyć szybko zakochuje się w Bong Soon, więc ilość romantycznych scen rośnie z odcinka na odcinek.



 
3. Descendants of the Sun (2016)

Dla wielu jedna z najlepszych dram ever, dla mnie taka sobie drama roku 2016. Oczywiście, że uwielbiam Song Jong Ki i cieszę się z prawdziwego ślubu głównych bohaterów, ale nigdy specjalnie nie przepadałam za Song Hye Kyo. Moim zdaniem postać, którą gra w tej dramie jest po prostu denerwująca. Nie rozumiem dlaczego Yoo Shi Jin od razu się w niej zakochał i nie rozumiem tego w jaki sposób ona na to reaguje. Przyznaję, że było sporo udanych scen, bardzo mi się podobało gdzie drama była kręcona, tematyka wojskowości też jest jedną z moich ulubionych, ale ogólnie 7/10. Broni się trochę druga para no i sam Song Jong Ki dobrze zagrał. Nie da się też odmówić chemii między dwojgiem głównych aktorów, w końcu ich miłość narodziła się na planie, ale sytuacje, które się tam dzieją wzbudzały we mnie co najwyżej powątpiewanie.





2. Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo (2016)

Jedyna drama na liście, której nie skończyłam oglądać. Niestety nie jestem fanką dram historycznych i nie udało mi się zmusić do obejrzenia wszystkich odcinków. Na szczęście team Oppy się uzupełnia i Daria obejrzała całą dramę.



"Moon Lovers" to adaptacja chińskiej dramy „Bu Bu Jing Xin”, która była swego czasu ogromnym hitem. Oczywiście jej koreański odpowiednik chciał ten sukces powtórzyć i mimo, że w Korei oglądalność miał średnią to zagraniczni fani autentycznie pokochali serial. Ja go oceniam średnio, powiedzmy 7/10.

Historia opiera się na motywie podróży w czasie. Główna bohaterka Go Ha Jin (IU) wpada do wody i przenosi się w czasy Goryeo. Początkowo mamy wiele zabawnych scen z przystosowywaniem się bohaterki do nowej rzeczywistości, romantyczny trójkąt, przystojnych książąt i dworskie intrygi. Pierwsza część dramy to stopniowy rozwój uczuć, jednak im dalej w las tym więcej krwi i śmierć większości bohaterów. I to właśnie ta druga część mnie zawiodła. Akcja zaczęła pędzić przeskakując po kilka lat, ważne dla historii sceny nie miały szansy odpowiednio wybrzmieć i robiono wszystko żeby jeszcze bardziej podkręcić dramat. Mimo to gra tam jeden z moich ulubionych aktorów, więc przemęczyłam się do końca. Lee Joon Gi jest aktorem dobrym i wkładał w rolę 100%, chociaż osobiście wolę go oglądać we współczesnych dramach, a już na pewno z obsadą pasującą mu wiekiem (lata lecą i nie da się wiecznie udawać 20-latka ;) ). Może wtedy romans między głównymi bohaterami byłby bardziej wiarygodny, bo uczucia widziałam tu tylko u Lee Joon Gi, natomiast IU bazowała głownie na robieniu zaskoczonych min.


1. Goblin (2017)

Miejsce nr 1 trafia w ręce GOBLINA. O tej dramie pisałam już TU



Uważam, że Goblin zasłużenie znajduje się na pierwszym miejscu, bo to na prawdę najbardziej romantyczna drama jaką znam. Nie jest to komedia, nie ma dużo trzymania się za rączki, ale uczucie dwojga głównych bohaterów jest ponadczasowe i bardzo poruszające. Przygotujcie się na płakanie, przygotujcie się na złamane serce i jeśli macie tak jak ja, to ciężko Wam będzie po tej dramie ochłonąć. OST jest wspaniały, zdecydowanie polecam. Głównie melancholijne piosenki, które jeszcze bardziej wyciskają łzy.



Można się pośmiać i bohaterowie mają szczęśliwe momenty, ale oglądając ciągle się czeka na zmianę nastroju i zdarzało mi się być w strachu, że zaraz coś się zepsuje. 

Obsada bardzo dobrze dobrana, role zagrane przekonująco, nie ma się do czego przeczepić.




------------------------

Dziękujemy za udział w ankiecie. Co sądzicie o tym rankingu? Czy znajdują się na nim wszystkie najbardziej romantyczne dramy? Ja bym kilka wymieniła na inne ;) Dajcie znać w komentarzach jakie były Wasze typy. 

9/20/2017 03:21:00 PM

Busan rybą stoi

Busan rybą stoi
Nasi stali czytelnicy już pewnie zdążyli zauważyć, że uwielbiamy koreańskie jedzenie. Na blogu regularnie pojawiają się przepisy oraz polecane przez nas restauracje. Nic dziwnego zatem, że i ten post będzie się odnosił do jedzenia.

Kiedy kilka lat temu pierwszy raz pojechałam do Korei przez kilka tygodni mieszkałam w Busanie- to portowe, drugie co do wielkości miasto Korei Południowej. Wspominałyśmy o nim przy okazji postu Rosjanie, Koreańczycy i Teksas.

Wśród większych i mniejszych atrakcji turystycznych nieodzownie pojawia się Jagalchi Fish Market (부산 자갈치시장)- największy i najpopularniejszy targ rybny w Korei. Działa od końca XIX wieku i odpowiada za sprzedaż 30-50% wszystkich morskich specjałów w kraju. Znajdziecie tu setki ryb i owoców morza; kraby, homary, ośmiornice, kalmary, płaszczki, tuńczyki, mogłabym tak wymieniać bez końca, a i tak nie umiem nazwać nawet połowy z dostępnych tam towarów. Jest tu po prostu wszystko co da się złapać w morzu. Większość, wciąż żywa, pływa w niezliczonej ilości akwariów.


Targ znajduje się w centralnej hali oraz otaczających ją mniejszych budynkach i ulicznych straganach, a w poszukiwaniach najlepiej kierować się nosem. Mieszanki zapachu owoców morza i przypraw nie da się pomylić z niczym innym. Jeżeli nie przepadacie za zapachem ryb radzę zatykać nos ;) To tętniące życiem miejsce, a nie tylko atrakcja turystyczna. Codziennie wielu Koreańczyków robi tu zakupy i jada obiady. Zresztą i ja przyjechałam tam właśnie w celach obiadowych.



Opcje zakupów są dwie, a właściwie trzy. Pierwsza, ta najnudniejsza, to po prostu wizyta w jednej z wielu otaczających targ restauracji i wybranie czegoś z karty. Druga możliwość to zakup wybranych produktów i przygotowanie ich w domu. Wygodne, ale też trochę nudne, no i w moim lokalu nie miałam warunków do gotowania, więc ta opcja też odpadła. Zdecydowałam się więc na wariant numer trzy. Chociaż nie oszukujmy się, tak naprawdę od samego początku myślałam tylko o nim. Wskazałam interesującą mnie rybkę Jagalchi Ajummie (Większość sprzedawców na targu to kobiety, więc często nazywane są po prostu Jagalchi Ajumma- coś jak nasza ciocia) i powiedziałam, że chcę ją zjeść na miejscu. Ciocia zaprowadziła mnie na zaplecze stoiska i przygotowała hoe (생선회) – surową rybę, z wyglądu i smaku przypominającą nieco japońskie sashimi.


Nie będę się rozpisywać nad delikatnością ryby, czy niesamowitymi doznaniami, było po prostu pyszne, a do tego zjedzone w niesamowitym klimacie. Przy niewielki stoliku otoczonym setkami akwariów, w gwarze i tłoku, wśród słonego zapachu świeżych ryb i morza.

Warto tu zajrzeć w październiku kiedy jest organizowany doroczny festiwal,  na którym czeka jeszcze więcej ryb, a do tego zawody sportowe np. łowienie na czas, ale i podczas zwyczajnych dni sprzedażowych jest to interesujące miejsce na mapie Busanu. Wciąż, mimo że minęło już prawie 5 lat od mojego pierwszego tu posiłku uważam go za jeden z najlepszych jakie zjadłam w Korei.

Informacje praktyczne:
  • godziny otwarcia: 5:00-22:00
  • dojazd: 52, Jagalchihaean-ro, Jung-gu, Busan. Metro linia 1, stacja Jagalchi.



9/09/2017 11:54:00 PM

Japchae (잡채)

Japchae (잡채)
Miałam dziś gości, więc postanowiłam, że chociaż jedno danie musi być koreańskie. Japchae zwykle podawane jest jako banchan (przystawka), ale bywa również daniem głównym. Dzięki warzywom i marynacie ma lekko słodkawy smak i jest jedną z moich ulubionych koreańskich przystawek. Podstawa jest prosta: szklany makaron ze słodkich ziemniaków, dużo warzyw i jakiś dodatek - najczęściej mięso.


O Maangchi pisałam wiele razy, więc nie powinno Was dziwić, że jej przepis z YT był dla mnie inspiracją. U mnie pojawiło się tofu, ale większość kroków wykonałam w ten sam sposób co ona. 

Video Maangchi: link 

Składniki na 5 średnich porcji:

  • 200 g makaronu ze słodkich ziemniaków (można zamówić przez internet lub kupić w Kuchniach Świata, cena około 12 zł)
  • 1 marchewka
  • 1 czerwona papryka
  • 1 dymka
  • 250 g pieczarek
  • 1/2 cebuli (białej lub czerwonej)
  • Kiełki fasoli mung 
  • Sezam
  • Sos sojowy
  • Olej sezamowy
  • 1-2 jajka (1 starczy, ja użyłam dwóch)
  • Tofu
  • Marynata bulgogi  
  • Cukier trzcinowy
 Opcjonalnie:
  • Szpinak
  • Wołowina (zamiast tofu)  

Sposób przygotowania:

Krok 1: Makaron przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Mój wymagał namaczania przez około 20 min, więc nalałam do dużego garnka tyle wody aby przykryć makaron i zabrałam się za krojenie.


Krok 2: Kostkę tofu kroimy na małe kwadraty. Mam marynatę do bulgogi, więc ją wykorzystałam, ale wystarczy sos sojowy, trochę oleju sezamowego i przypraw. Odstawiamy tofu na około 20 min. 

Krok 3: W japchae znajdują się warzywa sporej wielkości, więc pokroiłam je właśnie na takie kawałki. Moja wersja przepisu jest bez mięsa, więc zdecydowałam się na więcej pieczarek (obrane i bez nóżek).


Krok 4: Po przygotowaniu warzyw wstawiłam makaron i na średnim ogniu gotowałam przez około 7 min. Ciężko powiedzieć kiedy makaron jest gotowy, wzięłam kawałek na spróbowanie, ale bez warzyw i sosu sojowego nie ma on żadnego konkretnego smaku. Zdecydowałam się nie ryzykować i po prostu ściśle przestrzegałam czasu podanego na opakowaniu.

Krok 5: Ugotowany makaron przełożyłam do durszlaka i zalałam zimną wodą. Makaron jest bardzo długi, więc zaleca się go poprzecinać w kilku miejscach. Podnosiłam go pałeczkami przecinałam w połowie.

Krok 6: Makaron przekładamy do dużej miski. Dodajemy sos sojowy, olej sezamowy, cukier trzcinowy oraz trochę soli i wszystko delikatnie mieszamy.

Krok 7: Według przepisu powinno się zrobić omleta z samych żółtek, ale w moim było również trochę białka. Omlet będzie krojony, więc po smażeniu odstawiłam go na bok aby wystygł. 

Krok 8: Zaczynamy podsmażać warzywa. Wszystko robimy na jednej patelni, więc nie trzeba używać dużo oleju. Zaczynamy od dymki i cebuli, później pieczarki, a na końcu marchew i papryka. Pieczarki muszą się zarumienić i trochę zmniejszą swoją objętość. 


Krok 9: Wszystkie ugotowane warzywa dodajemy do makaronu i delikatnie mieszamy. Zrobiłam to ręcznie bo makaron się klei i ciężko w inny sposób wymieszać wszystkie składniki.

Krok 10: Kroimy omleta na małe paseczki i również dodajemy do makaronu. 



Krok 11: Wcześniej przygotowane tofu lekko podsmażamy i dodajemy do makaronu. 

Krok 12: Nasze danie jest już prawie gotowe. Dodajemy sezam, kiełki, jeszcze trochę sosu sojowego i wszystko dokładnie (oraz delikatnie) łączymy. Podając posypujemy sezamem.

Opcjonalnie:
  • Szpinak: Liście szpinaku gotujemy z sosem sojowym, cukrem trzcinowym i odrobiną soli. Odcedzamy, kroimy na kawałki i dodajemy jako jedno z warzyw.
  • Wołowina: Marynujemy z sosem sojowym, grzybami, czosnkiem, solą, cukrem. Smażymy i dodajemy zamiast tofu.

Danie wyszło bardzo dobrze i jestem zadowolona z tego jak smakowało. Osiągnęłam koreański smak w swojej polskiej kuchni, a pracy nie było aż tak wiele jak się na początku wydawało. Zdecydowanie jest to danie do którego będę wracała, ale ze względu na wielkość raczej wtedy kiedy będę miała gości. Wszystko zostało zjedzone i były nawet dokładki, więc wydaje mi się, że smakowało.


8/28/2017 03:55:00 PM

Cheonggyecheon Stream

Cheonggyecheon Stream
Trochę czasu minęło od naszego ostatniego turystycznego posta, więc tym razem opowiemy Wam o jednym z najpopularniejszych miejsc w Seulu, opisywanym we wszystkich przewodnikach, pokazywanym w telewizji, codziennie odwiedzanym przez rzesze turystów i mieszkańców miasta.

cr:talktomeinkorean.com

Cheonggyecheon Stream (청계천) to prawie 11 kilometrowy strumień, który w magiczny sposób rozpoczyna się w samym centrum Seulu i płynie przez dzielnice Jongno i Dongdaemun zanim połączy się z Jungnangcheon i ostatecznie wpadnie do potężnej rzeki Han (o rzece Han, która jest jednym z naszych ulubionych miejsc w Seulu, pisałyśmy TUTAJ).

Budowę strumienia ukończono w 2005 roku i przez wielu jest to uważane za duży sukces w rekultywacji obszarów miejskich. Piękno i ekologia nie są jednak tanie, na przebudowę samego tylko strumienia wydano ponad 900 miliardów wonów. Co znajdowało się tu zanim powstał strumień? Betonowa droga ekspresowa. Jednak Cheonggyecheon (czyli „czysty strumień”) płynął sobie spokojnie w tym miejscu już 600 lat temu i był jednym z kilku naturalnych cieków wodnych w okolicy. W XV wieku strumień pogłębiono i używano do odprowadzania ścieków. Po Drugiej Wojnie Światowej strumień znalazł się na terenie slumsów i szybko wypełnił się odpadami i ściekami roztaczając wszechobecny smród. Później, w latach 60-tych, slumsy zniszczono, a w miejscu strumienia powstała autostrada.

cr: blogtalkwithejay.blogspot.com

W 2003 roku nadszedł czas na podejmowanie „przyjaznych dla środowiska decyzji” i wszedł w życie projekt przywrócenia miastu strumienia. Budził wiele protestów mieszkających i pracujących w okolicy ludzi, którzy obawiali się ( i słusznie), że projekt spowoduje nieodwracalną zmianę charakteru okolicy. Również niektóre organizacje zajmujące się ochroną środowiska skrytykowały wysokie koszty oraz brak ekologicznej i historycznej autentyczności, nazywając projekt czysto symbolicznym, a nie naprawdę korzystnym dla miasta i środowiska. Co więcej, na kilka miesięcy przed ukończeniem projektu aresztowano pod zarzutem łapówkarstwa ówczesnego zastępcę burmistrza Seulu.

Obecnie co tydzień strumień odwiedza przeszło pół miliona ludzi. Rano spacerują tu jaskrawo ubrane ahjummy, wieczorami zakochani, a w ciągu dnia kolejne wycieczki turystów. W okolicy pojawia się też coraz więcej ryb i ptaków. Co roku organizowany jest tu też Seoul Lantern Festival- w listopadzie na strumieniu ustawiane są papierowe, podświetlane lampiony często ilustrujące ważne sceny z życia i historii Seulu i Korei.



Warto tu zajrzeć i przejść się trasą, nad którą wiszą 22 mosty i znajduje się kilka interesujących atrakcji. Zacznijmy od początku i Cheonggye Plaza, placu wyznaczającego początek strumienia. Stoi tam dość dziwna rzeźba- Spring Sculpture, która przypomina mi wielką muszlę, a według autorów ma nawiązywać do tradycyjnych koreańskich strojów i reprezentować nowe życie okolicy oraz jedność ludzi i natury. Poza tym warto tu być na przełomie maja/czerwca, to właśnie w tych okolicach organizowany jest co roku Dzień Polski w Seulu.


Niedaleko czeka Gwangtong Bridge- most zbudowany na początku dynastii Joseon, który był ówcześnie największym kamiennym mostem w mieście. Do jego budowy wykorzystano kamienie z grobowca królowej Sindeok.


Pamiętajcie rozglądać się też na boki, a znajdziecie Banchado, czyli 192-metrową ilustrację wizyty króla Jeongjo w Suwon, namalowana na  ponad 5 tysiącach ceramicznych płytek.


Kawałek dalej znajduje się Wall of Hopes. To z kolei namalowane przez 20.000 mieszkańców miasta rysunki i życzenia.


Zbliżając się do Dongdaemun (więcej TUTAJ) natrafimy na Jonchigyogak- te filary to wszystko co pozostało ze starej drogi ekspresowej biegnącej w miejscu strumienia.

cr: sweetandtastytv.com

Muzeum Cheonggycheon to chyba moje ulubione miejsce związane ze strumieniem. Rekonstrukcja budynków, które stały tu w latach 50 i 60-tych, w których znajduje się muzeum (w środku jest genialna makieta miasta). Wyglądają jak z zupełnie innego świata otoczone szklanymi wieżowcami.

cr: sweetandtastytv.com

Spacer kończymy przy Willow Wetland, najmniej zadbanym, podmokłym terenie rekultywacji, znajdującym się prawie na samym końcu strumienia. To siedlisko wielu ptaków i zwierząt, zazwyczaj nie ma tu zbyt wielu ludzi, którzy zmęczeni skończyli spacer kilka kilometrów wcześniej.

cr: sinembetul.blogspot.com


Cheonggyecheon Stream to miejsce, które mimo początkowych kontrowersji stało się jedną z popularniejszych atrakcji stolicy Korei Południowej i my również gorąco zachęcamy Was do jego odwiedzenia i przekonania się na własnej skórze jak udał się w tym miejscu proces przywracania miastu historycznych trenów zielonych.

P.S. Na koniec odsyłam Was do naszego bardziej osobistego posta o poranku w Seulu KLIK, to właśnie okolice Cheonggyecheon Stream są w nim opisane.
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger