3/28/2018 05:30:00 AM

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) - 제주목관아

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) - 제주목관아
W Jeju City pojawiłam się we wtorek wieczorem. Przywitały mnie palmy, kwitnące drzewa i piękny zachód słońca. Postanowiłam, że następnego dnia zwiedzanie zacznę od najbliższej okolicy. Po szybkim śniadaniu i krótkim spacerze dotarłam do pawilonu Gwandeokjong (관덕정), koło którego odbywał się akurat pokaz łucznictwa. Okazało się, że z okazji odbywającego się właśnie festiwalu, wejście do biura rządu jest za darmo, a w środku przygotowane są różne atrakcje.

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) na język polski tłumaczy się jako biuro zarządu, ale chodzi po prostu o siedzibę, w której pracowali urzędnicy, w tym konkretnym miejscu od 1392 do 1910 roku. 

Gwandeokjeong Pavilion


Jeju Mokgwana została całkowicie spalona w 1434 roku, szybko odbudowana, ponownie zniszczona za czasów okupacji japońskiej (1910-1945). Obecne zabudowania zostały odrestaurowane w 2002 roku, co było zakończeniem prac wykopaliskowych w tym miejscu (1991-1998). 






Na terenie znajduje się kilka budynków i pawilonów, każdy z nich jest dobrze opisany, w większości znajdują się manekiny, które obrazują czym zajmowali się urzędnicy; od przesłuchań, po ewidencję, do zarządzania.

Najbardziej podobał mi się Hongwhagak- siedziba urzędu wojskowego, który został utworzony na Jeju w 1435 roku. Budynek posiada pięć sekcji z przodu, cztery z boku, dwa filary, podwójne okapy i  ma powierzchnię ponad 155 metrów kwadratowych!





Dzięki dobrej pogodzie byłam w stanie zrobić bardzo dużo ładnych zdjęć i spędzić tam miło ponad godzinę. Polecam na spacer, lunch oraz po prostu aby posiedzieć w miłym otoczeniu. Wewnątrz znajdują się dwie wystawy i można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy.








Informacje praktyczne:
  • Adres: 25, Gwandeong-ro, Jeju-si, Jeju-do
    제주특별자치도 제주시 관덕로 25 (삼도이동), Korea
  • Dojazd:  Gwandeokjeong Bus Stop, Autobusy: 100, 200, 300
  • Wstęp: dorośli 1500, nastolatki 800, dzieci 500 won
  • Godziny otwarcia: 9:00 - 18:00

3/13/2018 12:26:00 PM

"Córki Smoka" William Andrews

"Córki Smoka" William Andrews
Po długiej podróży do sierocińca w Korei dwudziestoletnia Amerykanka Anna Carlson dowiaduje się, że jej biologiczna matka nie żyje. Jednak właśnie w chwili, gdy zdruzgotana kobieta dochodzi do wniosku, że przebyła całą drogę na próżno, tajemnicza staruszka podaje jej paczuszkę zawierającą wiekowy grzebień i kartkę z adresem.

Dzięki temu Anna trafia do mieszkania niezbyt zamożnej, lecz eleganckiej kobiety – Hong Jae-hee, która opowiada jej o niesamowitych wydarzeniach zaczynających się od japońskiej okupacji Korei i Chin podczas II wojny światowej, kiedy to ponad dwieście tysięcy Koreanek zostało niewolnicami japońskich żołnierzy – „kobietami do towarzystwa”. Jae-hee zna tę historię bardzo dobrze: była jedną z nich.

Anna odkrywa, że cenny grzebień ze skorupy żółwia, ozdobiony dwugłowym smokiem z kości słoniowej, pokonał wraz z kobietami w jej rodzinie mnóstwo przeciwności losu. Im lepiej dziewczyna poznaje jego historię, tym bardziej uświadamia sobie, że wraz z grzebieniem trafia do niej dziedzictwo niewyobrażalnej siły charakteru, odwagi, miłości i niezłomności.

Odezwało się do nas Wydawnictwo NieZwykłe z propozycją zrecenzowania książki "Córki Smoka" Williama Andrewsa. Tematyka jak najbardziej odpowiada naszemu blogowi, więc czym prędzej zabrałyśmy się do czytania. Książka opowiada historię Anny, poszukującej swoich biologicznych rodziców, oraz Honga Jae-hee- Koreanki, która była jedną z comfort women. Być może część z Was już o nich słyszała. Były to pocieszycielki, kobiety do towarzystwa (jap. 慰安婦, ianfu), albo często spotykana nazwa ang. comfort women- eufemistyczne określenie kobiet zmuszanych do nierządu przez japońskich okupantów. Liczbę zmuszanych do nierządu kobiet szacuje się na od 50 000 do 30 0000 (nie tylko Koreanki, ale również m.in. kobiety z Chin, Tajwanu, Wietnamu, Malajów i Filipin).

Książkę czyta się dobrze. Jest napisana plastycznym, miejscami dosadnym językiem. Pierwszoosobowa narracja i lekki styl dobrze wchodzą. Przeczytałam ją w zaledwie kilka wieczorów. Historia mnie wciągnęła i chciałam wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Jae-hee, bo głównie na niej i sześćdziesięciu latach jej życia się skupiamy. Jednak nie mogę napisać, że jest to książka wybitna, która poruszyła moje serce i poruszy każdego (bo właśnie takie podsumowania zauważyłam w innych internetowych recenzjach).

Miałam z nią kilka problemów, pierwszy podstawowy to tłumaczenie. Powinniśmy się w końcu na coś zdecydować, bo co książka to inna latynizacja. W Korei Południowej obowiązuje oficjalna transkrypcja języka koreańskiego i wydaje mi się, że najlepiej byłoby się jej trzymać, a tak w książce pojawiają się na przykład Ummah i Appah. Jeżeli czyta to ktoś kto ma mało do czynienia z językiem koreańskim i jego transkrypcją, to pewnie nawet nie zauważy problemu i szybko załapie co znaczy które słowo, ale kiedy rocznie czytam kilka książek, w których stosowana jest różna transkrypcja i za każdym razem muszę się przestawiać na "nową wersję" to mnie to po prostu trochę męczy.

Mój drugi zarzut to lekka naiwność tej historii. Zastanawiałam się nawet czy autor nie skończył swojego zbierania materiałów na jednej książce naukowej i kilku artykułach w internecie (Nie, nie skończył, na końcu książki jest bibliografia i zdjęcia z pocieszycielkami, więc podejrzewam, że zbierając materiały miał też szansę z nimi porozmawiać). Wszystko co przydarza się głównej bohaterce i jak wychodzi z opresji jest trochę zbyt niewiarygodne. Kluczowy jest tu grzebień, który ma "magiczną moc", zawsze jej pomoże i popchnie w sam środek ważnych historycznie wydarzeń. Nie wystarczy, że była jedną z comfort women, w między czasie trafi do Korei Północnej i to z bliskim współpracownikiem Kim Ir Sena, spektakularnie będzie uciekać przez granicę, to ona będzie głośno mówić o tym co spotkało ją i inne koreańskie kobiety. W trakcie opowiadania historii pojawi się południowokoreańska policja i zacznie przeszukiwać mieszkanie itd. itd. takich sytuacji będzie więcej. Jednym słowem zawsze będzie w centrum najważniejszych wydarzeń. Wolałabym żeby bohaterka książki była bardziej zwyczajna, skoro jak sam autor wspomina ma reprezentować wszystkie pocieszycielki, wtedy całość byłaby bardziej wiarygodna. Do tego czasami wydawało mi się, że wychodzi to, że autor jest mężczyzną i Amerykaninem. Gdy opisując kontakty bohaterki z Amerykanami i Koreańczykami stara się pokazywać ich dobre i złe strony (chociaż oczywiście więcej jest tych dobrych), tak na przykład Japończycy (poza jednym wyjątkiem) są tu jednoznacznie źli. Podobnie Rosjanie. Wszelkie sceny dziejące się w strefach komfortu też są opisywane bardziej od strony fizycznej, a nie psychologicznej. Wolałabym trochę inaczej rozłożyć akcenty i pogłębić psychologię postaci. Może więcej bym też napisała o  dążeniu głównej bohaterki do upublicznienia informacji o jej losach. A tak, fragmenty o jej pracy jako comfort women są bardzo krótkie i część o jej walce o upublicznienie prawdy o pocieszycielkach jest również bardzo krótka. 

Również w notatce od autora, umieszczonej na końcu książki, jednoznacznie widać jak bardzo jednostronna jest to książka. Pan Andrews analizuje jak bardzo przepraszające lub nie są konkretne, wyrwane z kontekstu japońskie słowa. Powiedzmy jedno, los comfort women był straszny i powinniśmy mówić o tym głośno, jednak taki los spotyka kobiety na całym świecie w każdym większym konflikcie zbrojnym. Wydaje mi się, że autor ma za małe podstawy by dawać sobie prawo do decydowania, że jedna nacja jest gorsza od drugiej, jest bardziej zła.

Żeby nie było tak, że mam do książki same uwagi, ma ona również plusy. Jednym z nich jest bibliografia. Na polskim rynku chyba nie ma książek naukowych na temat comfort women (jeżeli są to podrzućcie tytuły), ale warto sięgnąć po te po angielsku i poszerzyć wiedzę. Czego by nie mówić, "Córki Smoka" to fikcja literacka, oczywiście oparta na faktach, ale nie jest to książka historyczna. Mimo to, jeżeli ktoś nic wcześniej nie wiedział o pocieszycielkach, "Córki Smoka" mogą być dobrym wstępem i zachęcić do wgłębienia się w temat.

Na polskim rynku niedawno ukazała się inna, bardzo podobna książka- "Biała chryzantema" Mary Lynn Bracht (jeżeli ktoś z Was czytał to dajcie znać jak wrażenia).

Tyle ode mnie. Dajcie znać w komentarzach czy czytaliście "Córki Smoka" i co o nich sądzicie. A może czytaliście inne, warte polecenia książki na temat comfort women?

2/09/2018 06:57:00 PM

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Cześć, powiedz nam kilka słów o sobie.

Cześć, nazywam się Monika Olszyńska i mieszkam w Piasecznie koło Warszawy. Ukończyłam studia licencjackie na koreanistyce Uniwersytetu Warszawskiego z wynikiem celującym i obecnie udzielam korepetycji z języka koreańskiego stacjonarnie w Piasecznie oraz online przez Skype na terenie całej Polski. Koreą interesuję się równo 10 lat, od lutego 2008 roku. Uwielbiam melodykę języka koreańskiego, a jego nauka jest moją pasją. Obok Korei, moją drugą wielką miłością są Indie i kino indyjskie (Bollywood, Tollywood oraz Kollywood).

W 2015 roku wzięłaś udział w KBS World Radio Korean Language Video Contest i znalazłaś się w finałowej trójce. Mogłabyś nam opowiedzieć o tym coś więcej? Jak wyglądały przygotowania, na czym polegał konkurs, jak wybierano zwycięzcę i oczywiście jaką nagrodę zdobyłaś?


Oczywiście, z wielką chęcią Wam o tym opowiem. Najpierw kilka słów o samym konkursie. Jest to międzynarodowy internetowy konkurs krasomówczy języka koreańskiego organizowany przez koreańskie radio KBS. Gdy ja brałam udział, konkurs wspierany był przez takie gwiazdy KPOP jak Super Junior D&E, BTS, 4Minute, Niela z TEEN TOP, EXID i SHINHWA. Muszę przyznać, że do udziału w konkursie zachęciło mnie wideo Donghae i Eunhyuka z Super Junior, gdyż Donghae jest moim ulubionym idolem niezmiennie od 10 lat.


Konkurs polegał na napisaniu prezentacji po koreańsku na jeden z podanych tematów i nakręceniu wideo, w którym uczestnik prezentuje speech. Po pierwszym etapie konkursu, jury składające się z prezenterów radiowych oraz pracowników radia KBS wybierało 20 najlepszych uczestników, spośród około 300 osób biorących udział. Po dostaniu się do TOP20, trzeba było nagrać kolejny filmik na podany przez KBS temat: „Jakie elementy kultury koreańskiej ukazywane w koreańskich dramach, filmach i muzyce kpop chciałbyś/abyś doświadczyć osobiście?”. 





Kolejny etap konkursu to wybór, na podstawie oceny jurorów i głosów ludzi, 10 uczestników, którzy następnie musieli porozmawiać przez Skype z prezenterem radia KBS (miało to na celu sprawdzenie umiejętności komunikacyjnych uczestników). Później, po rozmowie z prezenterem, odbywało się kolejne głosowanie, tym razem do TOP3. Ostateczną decyzję podejmowało jednak jury. Duża ilość głosów miała jedynie pomóc przy wyborze, ale nie była jednoznacznym wyznacznikiem zwycięstwa. Dla przykładu powiem, że jedna dziewczyna miała bardzo dużo głosów od ludzi, ale nie dostała się do TOP3, gdyż została nisko oceniona przez jurorów. Ja zaś otrzymałam mnóstwo głosów od ludzi, ale też dobre oceny jurorów. Tutaj chciałabym serdecznie podziękować mojej rodzinie, znajomym oraz całej społeczności K-pop Poland, którzy licznie na mnie głosowali w obu głosowaniach. Dziękuję Wam, kochani! W nagrodę finałowa trójka (Cassandra z Australii, Kokking z Kambodży oraz ja) poleciała na 6-dniową wycieczkę do Korei w pełni opłaconą przez KBS World Radio, w trakcie której nastąpił ostatni etap konkursu: wybór I, II oraz III miejsca na podstawie quizu radiowego przeprowadzonego w studio w KBS. Dzięki pozytywnej ocenie jurorów ostatecznie zdobyłam pierwsze miejsce, a wraz z nim piękne trofeum Gold Prize, wykonane przez tego samego eksperta, który robi trofea dla idoli wygrywających w programie Music Bank.


W trakcie pobytu w Korei oprócz udziału w ostatnim etapie konkursu, razem z Cassandrą i Kokkingiem, mogliśmy doświadczyć wielu elementów koreańskiej kultury na własnej skórze. Między innymi zwiedziliśmy cały budynek KBS łącznie z magazynami, w których przechowują wykorzystywane w trakcie kręcenia dram przedmioty, podziwialiśmy nocne widoki z wieży Namsan Tower, wzięliśmy udział w prywatnych lekcjach koreańskiego prowadzonych przez prezenterów radiowych KBS, odwiedziliśmy muzeum króla Sejonga, mieliśmy wycieczkę na granicę z Koreą Północną, byliśmy na planie dramy KBS „Protect The Family” (przy okazji zrobiliśmy sobie zdjęcie z głównym aktorem Jae Hee), poznaliśmy proces edycji koreańskich dram dzięki opowieściom reżysera dramy „I Remember You” – No Sang Huna, przymierzyliśmy koreańskie stroje hanbok w Namsangol Hanok Village, przejechaliśmy się vipowskim vanem KBS przeznaczonym dla celebrytów, a także obejrzeliśmy na żywo program Music Bank. Na pożegnanie dostaliśmy od pracowników radia KBS wiele koreańskich upominków, w tym płyty z autografami ulubionego zespołu (ja dostałam podpisaną płytę Super Junior D&E ). Cały konkurs trwał ponad 2 miesiące, więc był to dłuuuugi proces, ale warto było się starać.



Masz jakieś rady dla tych, którzy chcieliby startować w kolejnych edycjach konkursu?


Jak najlepiej przygotować speech oraz starać się dużo mówić w trakcie rozmowy przez Skype z prezenterem. I wierzyć w siebie! (Praca, praca i jeszcze raz praca nad koreańskim).

Czy brałaś udział jeszcze w jakichś innych konkursach?

Tak, dwukrotnie wzięłam udział w konkursie krasomówczym koreańskiego w Warszawie i w obu tych konkursach zajęłam pierwsze miejsce. Wygrałam również tygodniowy wyjazd do Korei w finale europejskiego konkursu krasomówczego w Londynie. W 2014 roku zajęłam I miejsce w konkursie wiedzy na temat Korei "Quiz on Korea" w Warszawie, która to wygrana pozwoliła mi na wzięcie udziału w finale Quizu w Korei wyemitowanym przez koreańską telewizję KBS z okazji święta Chuseok.


Mogłabyś polecić naszym czytelnikom jakieś miejsce szczególnie warte odwiedzenia w Korei?


Na pewno koniecznie trzeba zwiedzić pałac Gyeongbokgung (경복궁) w Seulu. Seul to niezmiernie nowoczesne miasto, ale na szczęście ostało się w nim sporo tradycji. Takim właśnie miejscem przepełnionym duchem tradycji i historii jest pałac Gyeongbokgung. Można zobaczyć, jak żyła rodzina królewska, popodziwiać tradycyjną architekturę i widoki. Zanim wybierzemy się do pałacu, najpierw polecam udać się do wypożyczalni hanboków, wtedy sami poczujemy się jak księżniczki bądź książęta. Obsługa pomaga w dobraniu strojów, dodatków i układa fryzurę. Tak przyozdobieni w pięknym hanboku możemy wyruszyć do pałacu na podbój tradycji. Co ciekawe, gdy przyjdziemy na zwiedzanie pałacu w hanboku, nie będziemy musieli płacić za wejściówkę. Dla osób kochających nowoczesność, dobrą zabawę i szaleństwo oraz nie mających lęku wysokości, polecam park rozrywki Lotte World. Koniecznie idźcie ze znajomymi. Rozrywka gwarantowana przez calutki dzień!


Trafiłyśmy też na Twoje wspólne zdjęcie z Sungminem z zespołu Super Junior. Jaka historia się za tym kryje?


Oj, dużo by opowiadać. W takim tempie nigdy nie skończymy tego wywiadu haha. Gdy pojechałam do Korei po raz pierwszy, mama kupiła mi w prezencie bilet na koncert SMTown w Seulu. Nie był to jednak zwykły bilet, a bilet Global Package specjalnie stworzony dla zagranicznych fanów kpopu. W jego skład wchodziły atrakcje rozplanowane na 3 dni. Pierwszego dnia razem z innymi fanami zabrano nas na wystawę S.M.ART Exhibition, gdzie oglądaliśmy koncert hologramowy oraz robiliśmy sobie zdjęcia z tekturowymi postaciami idoli z SM. Każdego dnia na tę wystawę przychodziły niespodziewanie jakieś gwiazdy. W dzień gdy byłam ja, przyszły Taeyeon i Tiffany z SNSD. Drugiego dnia odbyło się Welcome Party dla fanów z zagranicy i wtedy zorganizowano dla nas różnego rodzaju gry i zabawy, w których nagrodą były kpopowe gadżety. Mnie w jednej z gier udało się wygrać ciasteczko z wróżbą, ale zamiast wróżby w środku była ręcznie napisana wiadomość od Kangina z SuJu. Dostałam również karteczkę z ręczną wiadomością od Kaia z EXO, w której napisał mi „Kocham Cię” po koreańsku. Później jako niespodzianka na imprezę przyszło 4 członków EXO – Suho, Kris, Lay i Chanyeol. Następnie na imprezie pojawili się Shim Jae Won, słynny choreograf z SM, oraz gitarzysta Jungmo z TRAX i mieliśmy naprawdę cudowną zabawę. Jae Won miksował najbardziej znane piosenki gwiazd SM i tańczył układy na żywo. Po tym był mini fanmeeting z zespołami z SM.



Ostatniego dnia był sam koncert SMTown. Jeszcze przed koncertem, SM Entertainment wysłało do mnie mail z zapytaniem, czy chcę wziąć udział w paradzie idąc obok jednej z gwiazd SM, udzielić wywiadu, który zostanie wyświetlony na ogromnym telebimie przed 45 tysiącami widzów, a na ostatniej piosence wejść na scenę razem z gwiazdami! Okazało się, że spośród 5000 fanów Kpop, którzy zakupili Global Package wytypowano kilkadziesiąt osób jako reprezentantów poszczególnych krajów do parady. Reprezentanci mieli nieść flagę własnego kraju i w połowie parady spotkać się z gwiazdą, od której otrzymywali wieniec kwiatów. By zostać wytypowanym trzeba było wypełnić ankietę, ale nikt nie wiedział jaka czeka nagroda. Ja nie musiałam nic wypełniać, gdyż byłam jedyną osobą z Polski, która zakupiła Global Package, więc automatycznie przypadło mi niesienie flagi, udzielenie wywiadu oraz otrzymanie wieńca kwiatów. W przypadku innych krajów funkcje te były rozłożone na 3 osoby. Do ostatniej chwili nie spodziewałam się, że uda mi się zobaczyć tak wiele artystów SM z tak bliska. Gdy podeszłam do Sungmina, na znak staffu, osobiście nałożył mi na szyję wieniec z kwiatami, a potem szliśmy razem przez parę minut. Kiedy na niego spojrzałam, dał mi znać, żebym patrzyła na fanki i machała, a ja mu wtedy powiedziałam po koreańsku, że one i tak patrzą tylko na niego. Gdy zorientował się, że rozumiem po koreańsku, zapytał mnie, kiedy przyjechałam do Korei, gdzie się uczyłam koreańskiego, uścisnęliśmy dłonie i życzył mi dobrej zabawy na koncercie. 


W tym samym momencie, gdy szliśmy w paradzie, na ekranie był wyświetlany mój wywiad. Przywitałam się i przedstawiłam po polsku, a potem wyraziłam swoje uczucia odnośnie koncertu. Niestety dowiedziałam się potem, że mój wywiad został ucięty. Nawet Shindong, który był wtedy MC, był podobno trochę zawiedziony, że mnie ucięli, bo byli pod wrażeniem z Eunhyukiem, że ktoś mówi po koreańsku. Gdy stałam z flagą, widziałam z bliska Yunho U-Know, Changmina z DBSK, Siwona z Suju, Krisa, Taemina z Shinee i Yunę z SNSD, bo przechodzili dosłownie koło mnie z flagą SM, żeby potem ją zawiesić. Machałam do nich i Yunho i Kris uśmiechnęli się i odmachali :)



Potem był koncert, miałam miejsce w sekcji C, ale naprawdę blisko sceny, udało mi się stać w 2 albo 3 rzędzie przez cały koncert. Na koniec koncertu wytypowani fani mieli wyjść na scenę razem z artystami w trakcie ostatniej piosenki. Ja niestety miałam ogromnego pecha i nikt mnie nie poinformował, że jak będzie leciało Dancing Out SuJu, to mam się udać w wyznaczone miejsce. Było mi strasznie smutno, jak zobaczyłam innych fanów Kpop na scenie, bo przecież ja też miałam być jedną z nich. Nie wiedziałam, czy zostać blisko sceny, czy ruszyć się i próbować się tam dostać, w końcu jednak wyszłam stamtąd i poszukałam pomocy u kogoś ze staffu. Na początku mi mówili, że jest za późno i nic nie mogą już zrobić, ale próbowałam dalej. W końcu ktoś mi pomógł i pobiegłam za scenę. Widziałam gwiazdy z drugiej strony sceny, ale było za późno, żeby wejść. Wtedy wytłumaczyłam po koreańsku całą sytuację pracownikom SM. Zrobiło im się mnie szkoda, bo na scenie gwiazdy podchodziły do fanów, łapały za ręce, przytulały, robiły sobie wspólne zdjęcia z fanami, czasem dawały autografy, a mnie to wszystko ominęło. Ale muszę powiedzieć, że miałam pecha i szczęście jednocześnie. Pracownicy SM chcieli mi to jakoś wynagrodzić i zapytali, kogo lubię. Ja lubię dużo zespołów, ale mój ulubiony zespół to Suju, a idol to Donghae. Zabrano mnie więc najpierw bezpośrednio do samego prezesa SM Lee Soo Mana!!! Uwierzycie? Po otrzymaniu pozwolenia od prezesa, że wolno mi spotkać się osobiście z Donghae, poszliśmy pod przebieralnię SuJu. Pracownicy SM zapukali do przebieralni, głowa Donghae wychyliła się zza drzwi, a oni zapytali go, czy jak się przebierze, to wyjdzie do fanki, która przez pomyłkę nie wyszła na scenę razem z nimi. Widziałam tylko, jak pokiwał głową twierdząco, a potem zamknął drzwi. Czekając na Donghae, udało mi się zamienić parę zdań z Kyuhyunem z Super Junior, który przechadzał się koło przebieralni. Uścisnęliśmy dłonie, pochwalił mój koreański i życzył koncertu SM w Polsce. Potem wyszedł Donghae. Jak tylko się pojawił, zaczął szukać mnie wzrokiem. Gdy mnie ujrzał, posłał mi zabójczy uśmiech, pomachał do mnie i podszedł z pytaniem na ustach: "Hi, where are you from?". Wtedy odparłam, że jestem z Polski i że możemy rozmawiać po koreańsku, bo się uczę. Pytał się, czy studiuję w Korei i kiedy wracam do Polski oraz czy podobał mi się koncert. Jak powiedziałam mu, że dał dziś świetny występ, uśmiechnął się i podziękował mi. Później rozłożył ręce z uśmiechem na twarzy i dał mi znak, żebym się przytuliła. Pierwszy mnie objął, a ja wtedy powiedziałam mu na ucho, że lubię go najbardziej: „Donghae oppa, jesteś moim ulubionym członkiem Super Junior”. Później pożegnaliśmy się. Więc tak jak wspomniałam, miałam pecha i szczęście w jednym. Gdybym wyszła na scenę, mogłabym zobaczyć z bliska więcej gwiazd SM, ale na pewno nie udałoby mi się zamienić kilku zdań z ulubieńcem. Za sceną byliśmy tylko ja i Donghae, więc myślę, że ostatecznie wygrałam o wiele więcej. To był mój pierwszy i jedyny koncert SM, a było tak cudownie, że nie zapomnę go do końca życia.

Udało nam się również znaleźć informację, że pracujesz w Centrum Kultury Koreańskiej w Warszawie, czym się tam zajmujesz?


Pracowałam w Centrum Kultury Koreańskiej przez około rok na recepcji, jednocześnie zajmując się tłumaczeniami pisemnymi z koreańskiego na polski. Do moich obowiązków należało przyjmowanie gości w CKK, prowadzenie warsztatów kultury koreańskiej dla dzieci, udzielanie informacji, zamieszczanie postów na oficjalnym fanpagu CKK na facebooku oraz na stronie, przygotowywanie wszystkich wydarzeń kulturowych organizowanych przez Centrum Kultury Koreańskiej typu Korea Festival czy Kpop Festival oraz tłumaczenia ustne i pisemne. Teraz nie pracuję tam na co dzień, ale wciąż współpracuję z CKK. Pracuję jako staff na różnych eventach, czy też tłumaczę filmy na Warsaw Korean Film Festival.


Czy poza tym włączasz się jakoś inaczej w promocję kultury koreańskiej w Polsce?


Na pewno staram się opowiadać o Korei moim znajomym, którzy zupełnie nic o niej nie wiedzą. Zachęcam do oglądania filmów, dram, daję piosenki do przesłuchania, zapraszam na wydarzenia związane z Koreą, opowiadam im o kulturze i języku. Ponadto w trakcie zajęć koreańskiego, przybliżam moim uczniom kulturę Korei, opowiadając im o moich doświadczeniach związanych z tym krajem.

Czas na pytanie, które powinno zostać zadane na samym początku: Skąd Korea? Od czego się zaczęło: dramy, muzyka, a może jeszcze jakaś inna historia?


Tak jak wspomniałam na początku, pasjonuję się również Indiami i kinem indyjskim. Ta miłość trwa nawet dłużej niż koreańska, bo od 2006 roku. W 2008 roku, moja koleżanka, z którą razem oglądałyśmy filmy bollywoodzkie, tollywoodzkie i kollywoodzkie, pewnego dnia zaproponowała mi do obejrzenia koreański film. Mój pierwszy w życiu koreański film. Jako że zawsze byłam otwarta na poznawanie nowych kultur i języków, z chęcią po niego sięgnęłam. Był to melodramat „A Moment to Remember” z 2004 roku z Son Ye-jin i  Jung Woo-sung w rolach głównych. Wyciskacz łez jakich mało. Jestem osobą wrażliwą i bardzo lubię wzruszające filmy, a na tym wylałam hektolitr łez. Takie zrobił na mnie wrażenie, że postanowiłam bliżej zapoznać się z kinem koreańskim. W taki oto sposób sama wyszukałam w internecie, że jest coś takiego jak drama i Kpop. Wpadłam po uszy i tak już od 10 lat bez przerwy tkwię w swej koreańskiej obsesji i dobrze mi z tym.

Kolejne pytanie, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom: jakie masz plany na przyszłość? Związane z Koreą, czy może coś zupełnie innego?


Oczywiście, że Korea! Poświęciłam jej dużą część mego życia, nie wyobrażam sobie siebie w pracy niezwiązanej z Koreą i językiem koreańskim. Mam zamiar pogłębiać swoją wiedzę na temat Korei i języka koreańskiego, gdyż wierzę, że człowiek uczy się całe życie. Przy okazji chciałabym przyczyniać się do tego, by Polska i Korea stawały się sobie coraz bliższe, by Koreańczycy częściej do nas przyjeżdżali, by chcieli wiedzieć więcej o Polsce. Chciałabym być takim mostem łączącym nasze dwa kraje.

Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy spełnienia marzeń.

11/21/2017 12:38:00 PM

Prezenty dla azjatyckich maniaków

Prezenty dla azjatyckich maniaków
Kolejny rok prawie za nami, więc kolejna lista z prezentami musi pojawić się na blogu (listy z poprzednich lat: KLIK, KLIK). Muszę przyznać, że na początku miałam obawy czy co roku będę miała o czym pisać, ale bardzo mnie cieszy, że produkty z Azji są tak widoczne na polskim rynku. Mam nadzieję, że to oznacza, że Korea zagościła u nas na dobre, a ja co roku będę znajdowała pod choinką coś koreańskiego. 

Poniżej moja subiektywna lista, znajdziecie na niej produkty z polskich i zagranicznych sklepów.

1. Nauka koreańskiego - Talk To Me In Korean

Na polskim rynku nie ma jeszcze aż tak dużego wyboru jak za granicą, ale każdy uczący się koreańskiego na pewno którąś z tych publikacji posiada. Jak zwykle polecam Talk To Me In Korean. Trzeba kupić w sklepie internetowym, ale jest z czego wybierać więc nie będzie ryzyka, że kupicie coś co obdarowywany już posiada. Dla zaczynających przygodę proponuję: Talk To Me In Korean Level 1, My First 500 Korean Words lub Hangul Master. Osobiście zastanawiam się nad Your First Hanja Guide. To nowość i nie ma jeszcze wielu opinii, ale zapowiada się super.



2. Nauka koreańskiego z języka polskiego - Azjatycki Zakątek 

Do tej pory uczyłam się koreańskiego jedynie z angielskiego, więc bardzo mnie ta publikacja interesuje. Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami znajdziecie na blogu moją recenzję tego kursu.




3. Ubrania i inne gadżety - allkpop

Wiernym fanom koreańskiego show biznesu raczej nie trzeba przedstawiać tej strony. Taki pudelek i tvn24 w jednym, wszystkie newsy, plotki i artykuły związane z kpopem i dramami. Allkpop posiada też sklep, w którym można kupić bardzo dużo ubrań (głównie koszulki i bluzy) z różnymi koreańskimi napisami. Przeważają oczywiście nawiązania do konkretnych zespołów, ale da się znaleźć też coś po prostu związanego z Koreą.

Już miałam w koszyku tę bluzę ale dostawa do PL niestety jest dość droga, więc opłaca się robić łączone zamówienia (kilka koleżanek i dzielicie się kosztem dostawy - działa i polecam :D)



4. Ubrania i inne gadżety - Libery in North Korea 

Tutaj też dostawa nie jest tania, ale działa wspólne zamawianie oraz wiedza o tym, że wszystkie Wasze pieniądze pójdą na cele charytatywne.


Robiłam tam zakupy już dwa razy i zamierzam to jeszcze powtórzyć. Do wyboru macie koszulki, bluzy, bidony, książki, naszywki i plakaty.

5. Ubrania i inne gadżety - Azjatycki Zakątek 

Wybór jest ogromny. Ja szaleję na punkcie Totoro, więc najpierw wyszukuję wszystkie rzeczy z nim związane :D



Ceny są przystępne, wyszukiwarka dobrze działa, a sklep jest dobrze zaopatrzony, więc każdy znajdzie coś dla siebie i ze swoim ulubionym bohaterem.

OSTyyyyy z Draaaaaaaaaaam <3 Dożyliśmy czasów, w których nie trzeba jechać do Korei lub zamawiać mega drogich przesyłek z Azji aby mieć w Polsce koreańską płytę <3


Azjatycki Zakątek

6. Gotowanie - Tradycje kulinarne Korei


Recenzję tej książki pisałam w maju - link - i swoje zdanie podtrzymuję. To jedyna taka książka na polskim rynku i zajmuje się tematem bardzo dokładnie. Dobra zarówno na pierwszy kontakt z kuchnią koreańską, jak i dla smakoszy, którzy już nie jedno kimchi jedli. 



6. Ubrania - sieciówki


Klimaty azjatyckie nadal na czasie, więc prawie w każdej sieciówce można znaleźć coś interesującego. Na prezenty nadają się bony, kimona, koszulki, swetry i dodatki.


Zara : link


Zara: link

7. Kosmetyki - Dr. G, Azjatycki Zakątek i wiele innych


Doczekaliśmy czasów, w których nasze ulubione koreańskie kosmetyki dostępne są w wielu sklepach, nawet tych stacjonarnych. Sporo promocji i dobre okazje znajdziecie też online. Dr.G ma obecnie sporo obniżek, św Mikołaj może skorzystać ;) Na mnie działają ładne opakowania. Maseczka w pojemniczku na mleko bananowe? Yes, please! 

Cocolita: link

8. Gotowanie - porcelana i przybory kuchenne - Azjatycki Zakątek, sklepy stacjonarne


Dużo świetniej japońskiej porcelany znajdziecie w... TK Maxx! Niestety sklep jest dostępny tylko w wybranych lokalizacjach, ale jeśli będziecie mieli okazję to polecam się tam rozejrzeć (mają też koreańskie kosmetyki). Jest też sporo sklepów online, a dzięki temu, że sushi jest w Polsce popularne, wybór jest spory.

pakamera: link

Azjatycki zakątek: link

link: decobazar

9. Komiksy i książki - Azjatycki Zakątek


Jak już pewnie pisałam wiele razy, książek nigdy za wiele. Moja koreańska biblioteczka liczy już wiele pozycji, również dzięki prezentom na święta, ale pojawia się coraz więcej publikacji, z którymi warto się zapoznać.


10. Gotowanie i jedzenie - cała masa sklepów


Może jestem dziwna, że ucieszyłabym się ze sfermentowanej kapusty zapakowanej w ładny papier, ale dobre kimchi to podstawa.  Mamy szczęście, że są Kuchnie Świata, allegro i takie sklepy jak Azjatycki Zakątek, gdzie można kupować koreańskie półprodukty w konkurencyjnych cenach. Marynata do bulgogi ratowała mi życie już nie raz. Niezależnie czy miałam pod ręką jakieś mięso czy tylko kostkę tofu marynata sprawdzała się idealnie. 

Azjatycki Zakątek

Dajcie znać gdzie jeszcze zaopatrujecie się w koreańskie produkty (odp: "W Korei" się nie liczy :D), co kupujecie najczęściej oraz jakie koreańskie (lub azjatyckie) produkty chcielibyście znaleźć pod choinką.

Z okazji zbliżających się świąt oraz szału zakupowego mamy dla Was kod rabatowy na zakupy w Azjatyckim Zakątku: myoppasblog2017

Kod rabatowy należy wpisać w polu "kupony" na stronie Azjatycki Zakątek gdy przejdzie się do koszyka i upoważnia on do rabatu 10% na cały asortyment, a ważny jest do 21 grudnia.


Polecamy zakupy online ze względu na możliwości ominięcia tłoków w sklepach, duży wybór oraz dobrą politykę zwrotów. Im wcześniej kupicie tym mniej problemów pod koniec grudnia ;) Zachęcamy do podzielenia się waszymi znaleziskami. Czekamy na zdjęcia i informacje, które produkty polecacie.

11/14/2017 03:32:00 PM

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG
Właśnie zakończył się 3. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich, na którym mieliśmy okazję zobaczyć 12 filmów. O tych z sekcji „Hity ostatnich lat” przeczytacie we wcześniejszym poście KLIK, więc teraz skupimy się na pozostałych dwóch sekcjach: „Koreańskie Smaki” oraz „Fokus Kim Hee-Jung”.

Zacznijmy od Kim Hee-Jung, reżyserki intymnych, wielowymiarowych filmów, skupiających się na ludzkiej osobowości. Na festiwalu zaprezentowano jej dwa filmy pełnometrażowe „Cudowne lata” i „Ścieżki na śniegu” oraz dwa krótkie metraże, zrealizowanie w Szkole Filmowej w Łodzi, na której studiowała.

Oba długie metraże to filmy niezależne. „Ścieżki na śniegu” to opowieść o alkoholiku, który próbuje walczyć z chorobą w prowadzonym przez zakonnice domu. Mamy tu elementy katolicyzmu i szamanizmu, nie wiadomo co tak naprawdę jest snem, a co jawą. Z każdą minutą film intryguje bardziej i zmusza widza do samodzielnego ułożenia wszystkich puzzli. Koniec jest niejednoznaczny i pozostawia z polem do przemyśleń, ale mimo to film nie sili się na bycie "artystycznym". To dobre, przemyślane kino.


Z kolei „Cudowne lata” to historia nastolatki, która po śmierci ojca musi na nowo poukładać sobie życie, relacje z matką i szkolnymi przyjaciółmi. W Q&A po seansie reżyserka przyznała, że w dużej mierze film opiera się na jej własnych doświadczeniach. Krok po kroku poznajemy bohaterkę, jej myśli i problemy. Jest to film dobry, chociaż niestety nie polubiłam głowniej bohaterki, w przeciwieństwie do kolejnego filmu "The World of Us".


"The world of us" (pol. "Cały nasz świat") w reżyserii Yoon Ga-eun również jest historią zagubionej dziewczynki. Ponownie mamy wyobcowaną bohaterkę, która próbuje znaleźć przyjaźń, jednak ten film podobał mi się dużo bardziej. Bardzo wiarygodnie przedstawione relacje z róweśnikami, szkolne konflikty, kruche sojusze... oglądając film przypominałam sobie własne dzieciństwo. To dobry obraz koreańskiej, trochę bardziej okrutnej od polskiej, szkoły.


Również sekcja "Koreańskie smaki" pozwoliła nam na zapoznanie się z najnowszymi filmami kina niezależnego. Pierwszy był „On the Beach at Night Alone” (pol. „Samotnie na plaży pod wieczór”) w reżyserii Hong Sang-soo, czyli powolna opowieść o ucieczce przed własnymi uczuciami. Rozmowy na ulicach Hamburga, wieczorne popijawy nad koreańskim morzem. Mam problem z twórczością Hong Sang-soo. Uważam jego filmy za przegadane i często chaotyczne, a jednak cieszą się one ogromną popularnością na europejskich festiwalach filmowych. Również ten film wydaje mi się nudny, a oceniając filmy w pierwszej kolejności określam czy mi się podobają czy nie, a dopiero potem zagłębiam się w szczegóły: Dlaczego? Co sądzę o bohaterach i akcji? Itd.  Tym razem nie było najgorzej. Nie uważam filmu za dobry, ale jest zdecydowanie najlepszy z filmów Hong Sang-soo, które widziałam. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to zasługa bardzo dobrej gry Kim Min-hee (znana np. ze „Służącej”), która za tę rolę zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale. To film niezależny, nie będzie podobać się każdemu, nawet nie większości, ale na pewno znajdzie wiernych fanów.


„The Firs Lap” (pol. „Pierwsze okrążenie”) Kim Dae-hwana, pojawił się w Warszawie jeszcze przed oficjalną premierą w Korei. Reżyser był gościem pierwszej edycji festiwalu z filmem „End of Winter” („Koniec zimy”). To kolejny bardzo festiwalowy film. Niewielki budżet, długie rozmowy, znowu albo pokochany przez widzów, albo odrzucony jako zbyt nudny. Część może doszukiwać się w nim nim drugiego dna. Autor nie formułuje konkretych tez, pokazując nam tylko kolejne sceny z życia dwójki 30-latków i ich rodzin. Mimo toczących się rozmów o potrzebie zmian, z ekranu bije stagnacja i niemożność tych zmian wprowadzenia. Film kończy się nie popychając życia bohaterów do przodu, wszystko na tle politycznych demonstracji przeciwko prezydent Park Geun-hye. Właśnie to polityczne tło może powodować moim zdaniem niepotrzebną nadinterpretację tego filmu i doszukiwanie się w nim większej głębi. To nie moje kino, ale reżyser zdobył za ten film nagrodę dla najlepszego nowego reżysera na festiwalu w Locarno, więc być może jednak pewna nadinterpretacja jest tu wskazana.


Na festiwalu pojawił się również klasyk koreańskiego kina "The Housemaid" z 1960 roku, ale więcej o nim napiszemy w kolejnym poście, tak jak i o naszych ogólnych wrażeniach z festiewalu.

Byliście w tym roku na festiwalu? Które filmy podobały Wam się najbardziej, a które najmniej?

11/08/2017 07:54:00 AM

Jak ugryźć koreańskie kino?

Jak ugryźć koreańskie kino?
Przychodzimy do Was z kolejnym postem gościnnym na temat koreańskiego kina (wcześniejszy znajdziecie TUTAJ). Kasia, autorki bloga HOW GEE ~ 하우지 (facebook), prawdziwego kompendium wiedzy na temat koreańskiej kinematografii, stworzyła dla Was krótki poradnik na temat tego jak zacząć swoją przygodę z kinem Kraju Porannego Spokoju. Czy Wy też kierujecie się tymi zasadami przy doborze filmów? Jaki był Wasz pierwszy koreański film?

***

cr: seecannes.com

Ruszyła właśnie trzecia edycja Warsaw Korean Film Festival, jedynego takiego festiwalu w Polsce poświęconemu kinematografii tego konkretnego państwa. Jest to idealna okazja do zobaczenia na wielkim ekranie ulubieńców znanych być może z seriali telewizyjnych lub poznania całkiem nowego, egzotycznego dotychczas kina z drugiego końca świata. Nieważne czy to będzie rzucenie się na głęboką wodę, czy wizyta w kinie z pewną już podkładką wiedzy, nasuwa się pytanie, co dalej, jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, ale nie wiadomo dokładnie skąd?

Po prawie dekadzie oglądania koreańskich filmów i napisaniu ponad pięciuset recenzji, z których tak naprawdę większość nie przekazuje niczego głębszego niż “podobało się” lub “nie podobało się”, wciąż jednak potrafię czerpać przyjemność z ich oglądania, a to dzięki wyrobionemu na przestrzeni lat mojemu “systemowi”. Oto kilka wskazówek dla tych, którzy zaciekawili się koreańskim kinem, ale nie wiedzą, z której strony je ugryźć.

1. Poznaj podstawy

Nie musisz od razu poznawać dogłębnie wszystkich pozycji listy top 100 koreańskich filmów według Korean Film Archive (źródło) lub najbardziej kasowych tytułów w historii (źródło; chociaż to prędzej czy później polecam - większość z nich nie bez powodu przyciągnęła tylu Koreańczyków do kin…). Opanowanie podstaw najnowszego kina koreańskiego, tzw. Koreańskiej Nowej Fali jest dość proste, gdyż większość tekstów źródłowych na ten temat rozpoczyna się właśnie od pierwszych wielkich komercyjnych sukcesów w latach 90., a te filmy są właśnie o wiele bardziej dostępne niż starsze tytuły dla filmowych “hardkorów”.

Być może przy okazji jakiegoś światowego festiwalu filmowego obiły się o uszy nazwiska Kim Ki Duka lub Hong Sang Soo, a od strony bardziej komercyjnej Park Chan Wooka, Bong Joon Ho albo Kim Ji Woona? Oklepane to? Jednak nie bez powodu są to najbardziej znani koreańscy reżyserowie na świecie, których każdy nowy film jest wart uwagi! Wielu kinomanów, nawet tych niekoniecznie zaznajomionych głębiej z koreańskim kinem, słyszało z pewnością o “Oldboyu” lub “Służącej”, ale myślę, że warto rzucić okiem na każdy inny film Park Chan Wooka, szczególnie rozpoczynające jego karierę “JSA: Joint Security Area”. Dodam przy tym jako ciekawostkę, że “Oldboy” wcale nie jest w Korei takim “największym klasykiem” jak poza granicami tego kraju - rodzimi krytycy najbardziej chwalą “Zagadkę zbrodni” (ang. “Memories of Murder”) w reżyserii Bong Joon Ho… W każdym razie łatwo zacząć od dobrych koreańskich filmów, szczególnie w Polsce - większość tych tytułów jest u nas dostępna na dvd w polskiej wersji językowej! To zaleta tego, że praktycznie wszystkie koreańskie filmy, które w ogóle trafiają do naszej dystrybucji, biorą się z europejskich festiwali filmowych.

"Oldboy", cr: flickfeast.co.uk

2. Kieruj się sprawdzonymi nazwiskami

Dobra, tak więc podstawy opanowane, ale filmografie wspomnianych wyżej reżyserów wcale nie są takie długie, więc co dalej? W tym momencie powinien się zacząć efekt domina, który przecież doskonale się sprawdza przy poznawaniu jakiejkolwiek kinematografii. Spodobał się jakiś aktor? Warto się przekonać, jak wypada w innych rolach! Obiło się o uszy, że jakiś film był wielkim hitem (dla przykładu “Weteran” wyświetlany na zeszłorocznej edycji Warsaw Korean Film Festival)? Warto sprawdzić czy dany reżyser tworzy inne tak dobre filmy, czy to był jednak jednorazowy sukces. W Korei pełno jest specjalistów od kina komercyjnego, których filmów raczej nie uświadczy się na zagranicznych festiwalach. Myślę, że nie wypada się zamykać jedynie w kręgu “kina wysokiego”, ponieważ to właśnie ze swoich blockbusterów słynie Korea.

Tutaj mam taką uwagę - sukces w koreańskich dramach (serialach) rzadko przekłada się na filmy, dlatego rozróżnia się w Korei “talenty” (dosłownie tłumacząc z kor. 탈렌트) - aktorów serialowych i osobowości telewizyjne oraz “aktorów” (kor. 배우 lub 연기자) czyli tych występujących w filmach. Łamacze niewieścich serc z koreańskich produkcji telewizyjnych to kiepski trop, jeśli chodzi o poznawanie tamtejszego kina, dlatego warto się dowiedzieć, kto dla odmiany rządzi kinowym box office. Nie jest tego wiele, bo “A-lista” aktorów w Korei jest krótka, ale mogę zagwarantować, że naprawdę wiele filmów z udziałem Ha Jung Woo, Hwang Jung Mina, Song Kang Ho, Choi Min Shika, Sol Kyung Goo, Jung Woo Sunga, Lee Jung Jae lub Kim Hye Soo (żeby nie przesadzać z ilością…) jest warta uwagi. Zresztą co roku podobne nazwiska są nominowane do największych nagród koreańskiego przemysłu filmowego… Warto je śledzić.

"Veteran", cr: asiasociety.org

3. Zakłady dla wprawionych

Jednak znowu w pewnym momencie można dojść do granicy, kiedy będzie się polegać na sprawdzonych ulubieńcach, nie dając miejsca dla niespodzianek. Dlatego właśnie od kilku lat śledzę nie tylko rozwój karier, ale także wyniki box office koreańskich kin (np. na stronie Hancinema). W większości przypadków przecież sprawdza się zasada, że wielkie hity stały się nimi, bo są to po prostu dobre lub przynajmniej “przyjemne w odbiorze” filmy... Kiedy zna się największe gwiazdy koreańskiego kina, można w ciemno obstawiać, że produkcje z ich udziałem będą hitowe, bo tak właśnie działa w Korei kult celebrytów. Jeśli dany film wcale nie staje się spodziewanym hitem, tzn. nie sprzedaje więcej niż 1 mln kinowych biletów, co jest bardzo ważną granicą, albo można zakładać, że w rzeczywistości okazał się być po prostu nieciekawy, albo że jest niedoceniany (jak np. tegoroczne “The Merciless”, pol. tytuł “Bezlitosny”, które niemniej jest nominowane w tym roku do wszystkich większych nagród).

Możecie się zapytać, po co w ogóle brać pod uwagę sukces pieniężny filmu, skoro nie powinno to tak naprawdę wpływać na osobisty odbiór filmu, ale gwarantuję wam, że takie zakłady mogą dać niezły przedsmak tego, czego można się spodziewać. Aby poprzeć to innym przykładem, w tym roku największym niespodziewanym hitem stało się “Crime City”/”The Outlaws” z Ma Dong Seokiem i Yoon Kye Sangiem - niekoniecznie najbardziej “bankowymi” gwiazdami. Przez to właśnie mam całkiem spore oczekiwania wobec tego filmu, który w innym przypadku po prostu obejrzałabym z automatu.

Jeśli liczby to nie wasza bajka, pozostaje tylko jedna rada - dużo czytać. Internet to w końcu nieprzebrane źródło informacji, więc warto poczytać “coś więcej” na temat historii koreańskiego kina, przeglądać najnowsze recenzje i śledzić filmowe newsy.

"The Mercilles", cr: hollywoodreporter.com

Rozpoczynając swoją przygodę z koreańskim kinem lub będąc już w pewnym stopniu “zaawansowania”, łatwo natrafić na przysłowiową ścianę, kiedy nie czerpie się już takiej przyjemności z oglądania filmów, jak na początku albo filmografia ulubionego aktora/reżysera szybko się kończy. Warto pamiętać o jednej (bardzo oczywistej w sumie…) rzeczy - koreańska kinematografia, proklamowana jako antyteza Hollywoodu, powiew świeżości na światowej mapie filmów i zarazem wielkie sukcesy komercyjne, to nie jest niekończące się pasmo cudów. Koreańskie konglomeraty zbudowały swoje własne “fabryki snów”, w których tworzy się wykalkulowane blockbustery, niemniej ich charakterystyczne mieszanie gatunków wzbudza lepszy odbiór niż w przypadku ogranych już filmów o superbohaterach, które w koreańskim wydaniu praktycznie nie istnieją (bo po co, Marvel i DC są tam tak samo popularne jak wszędzie indziej). Na setki produkowanych w Korei filmów rocznie, tych naprawdę wartych włożenia między współczesne klasyki znajdzie się kilka, a reszta, którą można nazwać “naprawdę dobrą”, będzie liczona w ilości około kilkunastu. Innymi słowy trzeba być przygotowanym na rozczarowania, oglądając koreańskie filmy, ale wciąż ta garstka wspaniałych filmów pojawiających się rokrocznie sprawia, iż jest to hobby, od którego ciężko się oderwać.

Przydatne linki:

Na Twitterze:
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger