2/09/2018 06:57:00 PM

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Cześć, powiedz nam kilka słów o sobie.

Cześć, nazywam się Monika Olszyńska i mieszkam w Piasecznie koło Warszawy. Ukończyłam studia licencjackie na koreanistyce Uniwersytetu Warszawskiego z wynikiem celującym i obecnie udzielam korepetycji z języka koreańskiego stacjonarnie w Piasecznie oraz online przez Skype na terenie całej Polski. Koreą interesuję się równo 10 lat, od lutego 2008 roku. Uwielbiam melodykę języka koreańskiego, a jego nauka jest moją pasją. Obok Korei, moją drugą wielką miłością są Indie i kino indyjskie (Bollywood, Tollywood oraz Kollywood).

W 2015 roku wzięłaś udział w KBS World Radio Korean Language Video Contest i znalazłaś się w finałowej trójce. Mogłabyś nam opowiedzieć o tym coś więcej? Jak wyglądały przygotowania, na czym polegał konkurs, jak wybierano zwycięzcę i oczywiście jaką nagrodę zdobyłaś?


Oczywiście, z wielką chęcią Wam o tym opowiem. Najpierw kilka słów o samym konkursie. Jest to międzynarodowy internetowy konkurs krasomówczy języka koreańskiego organizowany przez koreańskie radio KBS. Gdy ja brałam udział, konkurs wspierany był przez takie gwiazdy KPOP jak Super Junior D&E, BTS, 4Minute, Niela z TEEN TOP, EXID i SHINHWA. Muszę przyznać, że do udziału w konkursie zachęciło mnie wideo Donghae i Eunhyuka z Super Junior, gdyż Donghae jest moim ulubionym idolem niezmiennie od 10 lat.


Konkurs polegał na napisaniu prezentacji po koreańsku na jeden z podanych tematów i nakręceniu wideo, w którym uczestnik prezentuje speech. Po pierwszym etapie konkursu, jury składające się z prezenterów radiowych oraz pracowników radia KBS wybierało 20 najlepszych uczestników, spośród około 300 osób biorących udział. Po dostaniu się do TOP20, trzeba było nagrać kolejny filmik na podany przez KBS temat: „Jakie elementy kultury koreańskiej ukazywane w koreańskich dramach, filmach i muzyce kpop chciałbyś/abyś doświadczyć osobiście?”. 





Kolejny etap konkursu to wybór, na podstawie oceny jurorów i głosów ludzi, 10 uczestników, którzy następnie musieli porozmawiać przez Skype z prezenterem radia KBS (miało to na celu sprawdzenie umiejętności komunikacyjnych uczestników). Później, po rozmowie z prezenterem, odbywało się kolejne głosowanie, tym razem do TOP3. Ostateczną decyzję podejmowało jednak jury. Duża ilość głosów miała jedynie pomóc przy wyborze, ale nie była jednoznacznym wyznacznikiem zwycięstwa. Dla przykładu powiem, że jedna dziewczyna miała bardzo dużo głosów od ludzi, ale nie dostała się do TOP3, gdyż została nisko oceniona przez jurorów. Ja zaś otrzymałam mnóstwo głosów od ludzi, ale też dobre oceny jurorów. Tutaj chciałabym serdecznie podziękować mojej rodzinie, znajomym oraz całej społeczności K-pop Poland, którzy licznie na mnie głosowali w obu głosowaniach. Dziękuję Wam, kochani! W nagrodę finałowa trójka (Cassandra z Australii, Kokking z Kambodży oraz ja) poleciała na 6-dniową wycieczkę do Korei w pełni opłaconą przez KBS World Radio, w trakcie której nastąpił ostatni etap konkursu: wybór I, II oraz III miejsca na podstawie quizu radiowego przeprowadzonego w studio w KBS. Dzięki pozytywnej ocenie jurorów ostatecznie zdobyłam pierwsze miejsce, a wraz z nim piękne trofeum Gold Prize, wykonane przez tego samego eksperta, który robi trofea dla idoli wygrywających w programie Music Bank.


W trakcie pobytu w Korei oprócz udziału w ostatnim etapie konkursu, razem z Cassandrą i Kokkingiem, mogliśmy doświadczyć wielu elementów koreańskiej kultury na własnej skórze. Między innymi zwiedziliśmy cały budynek KBS łącznie z magazynami, w których przechowują wykorzystywane w trakcie kręcenia dram przedmioty, podziwialiśmy nocne widoki z wieży Namsan Tower, wzięliśmy udział w prywatnych lekcjach koreańskiego prowadzonych przez prezenterów radiowych KBS, odwiedziliśmy muzeum króla Sejonga, mieliśmy wycieczkę na granicę z Koreą Północną, byliśmy na planie dramy KBS „Protect The Family” (przy okazji zrobiliśmy sobie zdjęcie z głównym aktorem Jae Hee), poznaliśmy proces edycji koreańskich dram dzięki opowieściom reżysera dramy „I Remember You” – No Sang Huna, przymierzyliśmy koreańskie stroje hanbok w Namsangol Hanok Village, przejechaliśmy się vipowskim vanem KBS przeznaczonym dla celebrytów, a także obejrzeliśmy na żywo program Music Bank. Na pożegnanie dostaliśmy od pracowników radia KBS wiele koreańskich upominków, w tym płyty z autografami ulubionego zespołu (ja dostałam podpisaną płytę Super Junior D&E ). Cały konkurs trwał ponad 2 miesiące, więc był to dłuuuugi proces, ale warto było się starać.



Masz jakieś rady dla tych, którzy chcieliby startować w kolejnych edycjach konkursu?


Jak najlepiej przygotować speech oraz starać się dużo mówić w trakcie rozmowy przez Skype z prezenterem. I wierzyć w siebie! (Praca, praca i jeszcze raz praca nad koreańskim).

Czy brałaś udział jeszcze w jakichś innych konkursach?

Tak, dwukrotnie wzięłam udział w konkursie krasomówczym koreańskiego w Warszawie i w obu tych konkursach zajęłam pierwsze miejsce. Wygrałam również tygodniowy wyjazd do Korei w finale europejskiego konkursu krasomówczego w Londynie. W 2014 roku zajęłam I miejsce w konkursie wiedzy na temat Korei "Quiz on Korea" w Warszawie, która to wygrana pozwoliła mi na wzięcie udziału w finale Quizu w Korei wyemitowanym przez koreańską telewizję KBS z okazji święta Chuseok.


Mogłabyś polecić naszym czytelnikom jakieś miejsce szczególnie warte odwiedzenia w Korei?


Na pewno koniecznie trzeba zwiedzić pałac Gyeongbokgung (경복궁) w Seulu. Seul to niezmiernie nowoczesne miasto, ale na szczęście ostało się w nim sporo tradycji. Takim właśnie miejscem przepełnionym duchem tradycji i historii jest pałac Gyeongbokgung. Można zobaczyć, jak żyła rodzina królewska, popodziwiać tradycyjną architekturę i widoki. Zanim wybierzemy się do pałacu, najpierw polecam udać się do wypożyczalni hanboków, wtedy sami poczujemy się jak księżniczki bądź książęta. Obsługa pomaga w dobraniu strojów, dodatków i układa fryzurę. Tak przyozdobieni w pięknym hanboku możemy wyruszyć do pałacu na podbój tradycji. Co ciekawe, gdy przyjdziemy na zwiedzanie pałacu w hanboku, nie będziemy musieli płacić za wejściówkę. Dla osób kochających nowoczesność, dobrą zabawę i szaleństwo oraz nie mających lęku wysokości, polecam park rozrywki Lotte World. Koniecznie idźcie ze znajomymi. Rozrywka gwarantowana przez calutki dzień!


Trafiłyśmy też na Twoje wspólne zdjęcie z Sungminem z zespołu Super Junior. Jaka historia się za tym kryje?


Oj, dużo by opowiadać. W takim tempie nigdy nie skończymy tego wywiadu haha. Gdy pojechałam do Korei po raz pierwszy, mama kupiła mi w prezencie bilet na koncert SMTown w Seulu. Nie był to jednak zwykły bilet, a bilet Global Package specjalnie stworzony dla zagranicznych fanów kpopu. W jego skład wchodziły atrakcje rozplanowane na 3 dni. Pierwszego dnia razem z innymi fanami zabrano nas na wystawę S.M.ART Exhibition, gdzie oglądaliśmy koncert hologramowy oraz robiliśmy sobie zdjęcia z tekturowymi postaciami idoli z SM. Każdego dnia na tę wystawę przychodziły niespodziewanie jakieś gwiazdy. W dzień gdy byłam ja, przyszły Taeyeon i Tiffany z SNSD. Drugiego dnia odbyło się Welcome Party dla fanów z zagranicy i wtedy zorganizowano dla nas różnego rodzaju gry i zabawy, w których nagrodą były kpopowe gadżety. Mnie w jednej z gier udało się wygrać ciasteczko z wróżbą, ale zamiast wróżby w środku była ręcznie napisana wiadomość od Kangina z SuJu. Dostałam również karteczkę z ręczną wiadomością od Kaia z EXO, w której napisał mi „Kocham Cię” po koreańsku. Później jako niespodzianka na imprezę przyszło 4 członków EXO – Suho, Kris, Lay i Chanyeol. Następnie na imprezie pojawili się Shim Jae Won, słynny choreograf z SM, oraz gitarzysta Jungmo z TRAX i mieliśmy naprawdę cudowną zabawę. Jae Won miksował najbardziej znane piosenki gwiazd SM i tańczył układy na żywo. Po tym był mini fanmeeting z zespołami z SM.



Ostatniego dnia był sam koncert SMTown. Jeszcze przed koncertem, SM Entertainment wysłało do mnie mail z zapytaniem, czy chcę wziąć udział w paradzie idąc obok jednej z gwiazd SM, udzielić wywiadu, który zostanie wyświetlony na ogromnym telebimie przed 45 tysiącami widzów, a na ostatniej piosence wejść na scenę razem z gwiazdami! Okazało się, że spośród 5000 fanów Kpop, którzy zakupili Global Package wytypowano kilkadziesiąt osób jako reprezentantów poszczególnych krajów do parady. Reprezentanci mieli nieść flagę własnego kraju i w połowie parady spotkać się z gwiazdą, od której otrzymywali wieniec kwiatów. By zostać wytypowanym trzeba było wypełnić ankietę, ale nikt nie wiedział jaka czeka nagroda. Ja nie musiałam nic wypełniać, gdyż byłam jedyną osobą z Polski, która zakupiła Global Package, więc automatycznie przypadło mi niesienie flagi, udzielenie wywiadu oraz otrzymanie wieńca kwiatów. W przypadku innych krajów funkcje te były rozłożone na 3 osoby. Do ostatniej chwili nie spodziewałam się, że uda mi się zobaczyć tak wiele artystów SM z tak bliska. Gdy podeszłam do Sungmina, na znak staffu, osobiście nałożył mi na szyję wieniec z kwiatami, a potem szliśmy razem przez parę minut. Kiedy na niego spojrzałam, dał mi znać, żebym patrzyła na fanki i machała, a ja mu wtedy powiedziałam po koreańsku, że one i tak patrzą tylko na niego. Gdy zorientował się, że rozumiem po koreańsku, zapytał mnie, kiedy przyjechałam do Korei, gdzie się uczyłam koreańskiego, uścisnęliśmy dłonie i życzył mi dobrej zabawy na koncercie. 


W tym samym momencie, gdy szliśmy w paradzie, na ekranie był wyświetlany mój wywiad. Przywitałam się i przedstawiłam po polsku, a potem wyraziłam swoje uczucia odnośnie koncertu. Niestety dowiedziałam się potem, że mój wywiad został ucięty. Nawet Shindong, który był wtedy MC, był podobno trochę zawiedziony, że mnie ucięli, bo byli pod wrażeniem z Eunhyukiem, że ktoś mówi po koreańsku. Gdy stałam z flagą, widziałam z bliska Yunho U-Know, Changmina z DBSK, Siwona z Suju, Krisa, Taemina z Shinee i Yunę z SNSD, bo przechodzili dosłownie koło mnie z flagą SM, żeby potem ją zawiesić. Machałam do nich i Yunho i Kris uśmiechnęli się i odmachali :)



Potem był koncert, miałam miejsce w sekcji C, ale naprawdę blisko sceny, udało mi się stać w 2 albo 3 rzędzie przez cały koncert. Na koniec koncertu wytypowani fani mieli wyjść na scenę razem z artystami w trakcie ostatniej piosenki. Ja niestety miałam ogromnego pecha i nikt mnie nie poinformował, że jak będzie leciało Dancing Out SuJu, to mam się udać w wyznaczone miejsce. Było mi strasznie smutno, jak zobaczyłam innych fanów Kpop na scenie, bo przecież ja też miałam być jedną z nich. Nie wiedziałam, czy zostać blisko sceny, czy ruszyć się i próbować się tam dostać, w końcu jednak wyszłam stamtąd i poszukałam pomocy u kogoś ze staffu. Na początku mi mówili, że jest za późno i nic nie mogą już zrobić, ale próbowałam dalej. W końcu ktoś mi pomógł i pobiegłam za scenę. Widziałam gwiazdy z drugiej strony sceny, ale było za późno, żeby wejść. Wtedy wytłumaczyłam po koreańsku całą sytuację pracownikom SM. Zrobiło im się mnie szkoda, bo na scenie gwiazdy podchodziły do fanów, łapały za ręce, przytulały, robiły sobie wspólne zdjęcia z fanami, czasem dawały autografy, a mnie to wszystko ominęło. Ale muszę powiedzieć, że miałam pecha i szczęście jednocześnie. Pracownicy SM chcieli mi to jakoś wynagrodzić i zapytali, kogo lubię. Ja lubię dużo zespołów, ale mój ulubiony zespół to Suju, a idol to Donghae. Zabrano mnie więc najpierw bezpośrednio do samego prezesa SM Lee Soo Mana!!! Uwierzycie? Po otrzymaniu pozwolenia od prezesa, że wolno mi spotkać się osobiście z Donghae, poszliśmy pod przebieralnię SuJu. Pracownicy SM zapukali do przebieralni, głowa Donghae wychyliła się zza drzwi, a oni zapytali go, czy jak się przebierze, to wyjdzie do fanki, która przez pomyłkę nie wyszła na scenę razem z nimi. Widziałam tylko, jak pokiwał głową twierdząco, a potem zamknął drzwi. Czekając na Donghae, udało mi się zamienić parę zdań z Kyuhyunem z Super Junior, który przechadzał się koło przebieralni. Uścisnęliśmy dłonie, pochwalił mój koreański i życzył koncertu SM w Polsce. Potem wyszedł Donghae. Jak tylko się pojawił, zaczął szukać mnie wzrokiem. Gdy mnie ujrzał, posłał mi zabójczy uśmiech, pomachał do mnie i podszedł z pytaniem na ustach: "Hi, where are you from?". Wtedy odparłam, że jestem z Polski i że możemy rozmawiać po koreańsku, bo się uczę. Pytał się, czy studiuję w Korei i kiedy wracam do Polski oraz czy podobał mi się koncert. Jak powiedziałam mu, że dał dziś świetny występ, uśmiechnął się i podziękował mi. Później rozłożył ręce z uśmiechem na twarzy i dał mi znak, żebym się przytuliła. Pierwszy mnie objął, a ja wtedy powiedziałam mu na ucho, że lubię go najbardziej: „Donghae oppa, jesteś moim ulubionym członkiem Super Junior”. Później pożegnaliśmy się. Więc tak jak wspomniałam, miałam pecha i szczęście w jednym. Gdybym wyszła na scenę, mogłabym zobaczyć z bliska więcej gwiazd SM, ale na pewno nie udałoby mi się zamienić kilku zdań z ulubieńcem. Za sceną byliśmy tylko ja i Donghae, więc myślę, że ostatecznie wygrałam o wiele więcej. To był mój pierwszy i jedyny koncert SM, a było tak cudownie, że nie zapomnę go do końca życia.

Udało nam się również znaleźć informację, że pracujesz w Centrum Kultury Koreańskiej w Warszawie, czym się tam zajmujesz?


Pracowałam w Centrum Kultury Koreańskiej przez około rok na recepcji, jednocześnie zajmując się tłumaczeniami pisemnymi z koreańskiego na polski. Do moich obowiązków należało przyjmowanie gości w CKK, prowadzenie warsztatów kultury koreańskiej dla dzieci, udzielanie informacji, zamieszczanie postów na oficjalnym fanpagu CKK na facebooku oraz na stronie, przygotowywanie wszystkich wydarzeń kulturowych organizowanych przez Centrum Kultury Koreańskiej typu Korea Festival czy Kpop Festival oraz tłumaczenia ustne i pisemne. Teraz nie pracuję tam na co dzień, ale wciąż współpracuję z CKK. Pracuję jako staff na różnych eventach, czy też tłumaczę filmy na Warsaw Korean Film Festival.


Czy poza tym włączasz się jakoś inaczej w promocję kultury koreańskiej w Polsce?


Na pewno staram się opowiadać o Korei moim znajomym, którzy zupełnie nic o niej nie wiedzą. Zachęcam do oglądania filmów, dram, daję piosenki do przesłuchania, zapraszam na wydarzenia związane z Koreą, opowiadam im o kulturze i języku. Ponadto w trakcie zajęć koreańskiego, przybliżam moim uczniom kulturę Korei, opowiadając im o moich doświadczeniach związanych z tym krajem.

Czas na pytanie, które powinno zostać zadane na samym początku: Skąd Korea? Od czego się zaczęło: dramy, muzyka, a może jeszcze jakaś inna historia?


Tak jak wspomniałam na początku, pasjonuję się również Indiami i kinem indyjskim. Ta miłość trwa nawet dłużej niż koreańska, bo od 2006 roku. W 2008 roku, moja koleżanka, z którą razem oglądałyśmy filmy bollywoodzkie, tollywoodzkie i kollywoodzkie, pewnego dnia zaproponowała mi do obejrzenia koreański film. Mój pierwszy w życiu koreański film. Jako że zawsze byłam otwarta na poznawanie nowych kultur i języków, z chęcią po niego sięgnęłam. Był to melodramat „A Moment to Remember” z 2004 roku z Son Ye-jin i  Jung Woo-sung w rolach głównych. Wyciskacz łez jakich mało. Jestem osobą wrażliwą i bardzo lubię wzruszające filmy, a na tym wylałam hektolitr łez. Takie zrobił na mnie wrażenie, że postanowiłam bliżej zapoznać się z kinem koreańskim. W taki oto sposób sama wyszukałam w internecie, że jest coś takiego jak drama i Kpop. Wpadłam po uszy i tak już od 10 lat bez przerwy tkwię w swej koreańskiej obsesji i dobrze mi z tym.

Kolejne pytanie, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom: jakie masz plany na przyszłość? Związane z Koreą, czy może coś zupełnie innego?


Oczywiście, że Korea! Poświęciłam jej dużą część mego życia, nie wyobrażam sobie siebie w pracy niezwiązanej z Koreą i językiem koreańskim. Mam zamiar pogłębiać swoją wiedzę na temat Korei i języka koreańskiego, gdyż wierzę, że człowiek uczy się całe życie. Przy okazji chciałabym przyczyniać się do tego, by Polska i Korea stawały się sobie coraz bliższe, by Koreańczycy częściej do nas przyjeżdżali, by chcieli wiedzieć więcej o Polsce. Chciałabym być takim mostem łączącym nasze dwa kraje.

Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy spełnienia marzeń.

11/21/2017 12:38:00 PM

Prezenty dla azjatyckich maniaków

Prezenty dla azjatyckich maniaków
Kolejny rok prawie za nami, więc kolejna lista z prezentami musi pojawić się na blogu (listy z poprzednich lat: KLIK, KLIK). Muszę przyznać, że na początku miałam obawy czy co roku będę miała o czym pisać, ale bardzo mnie cieszy, że produkty z Azji są tak widoczne na polskim rynku. Mam nadzieję, że to oznacza, że Korea zagościła u nas na dobre, a ja co roku będę znajdowała pod choinką coś koreańskiego. 

Poniżej moja subiektywna lista, znajdziecie na niej produkty z polskich i zagranicznych sklepów.

1. Nauka koreańskiego - Talk To Me In Korean

Na polskim rynku nie ma jeszcze aż tak dużego wyboru jak za granicą, ale każdy uczący się koreańskiego na pewno którąś z tych publikacji posiada. Jak zwykle polecam Talk To Me In Korean. Trzeba kupić w sklepie internetowym, ale jest z czego wybierać więc nie będzie ryzyka, że kupicie coś co obdarowywany już posiada. Dla zaczynających przygodę proponuję: Talk To Me In Korean Level 1, My First 500 Korean Words lub Hangul Master. Osobiście zastanawiam się nad Your First Hanja Guide. To nowość i nie ma jeszcze wielu opinii, ale zapowiada się super.



2. Nauka koreańskiego z języka polskiego - Azjatycki Zakątek 

Do tej pory uczyłam się koreańskiego jedynie z angielskiego, więc bardzo mnie ta publikacja interesuje. Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami znajdziecie na blogu moją recenzję tego kursu.




3. Ubrania i inne gadżety - allkpop

Wiernym fanom koreańskiego show biznesu raczej nie trzeba przedstawiać tej strony. Taki pudelek i tvn24 w jednym, wszystkie newsy, plotki i artykuły związane z kpopem i dramami. Allkpop posiada też sklep, w którym można kupić bardzo dużo ubrań (głównie koszulki i bluzy) z różnymi koreańskimi napisami. Przeważają oczywiście nawiązania do konkretnych zespołów, ale da się znaleźć też coś po prostu związanego z Koreą.

Już miałam w koszyku tę bluzę ale dostawa do PL niestety jest dość droga, więc opłaca się robić łączone zamówienia (kilka koleżanek i dzielicie się kosztem dostawy - działa i polecam :D)



4. Ubrania i inne gadżety - Libery in North Korea 

Tutaj też dostawa nie jest tania, ale działa wspólne zamawianie oraz wiedza o tym, że wszystkie Wasze pieniądze pójdą na cele charytatywne.


Robiłam tam zakupy już dwa razy i zamierzam to jeszcze powtórzyć. Do wyboru macie koszulki, bluzy, bidony, książki, naszywki i plakaty.

5. Ubrania i inne gadżety - Azjatycki Zakątek 

Wybór jest ogromny. Ja szaleję na punkcie Totoro, więc najpierw wyszukuję wszystkie rzeczy z nim związane :D



Ceny są przystępne, wyszukiwarka dobrze działa, a sklep jest dobrze zaopatrzony, więc każdy znajdzie coś dla siebie i ze swoim ulubionym bohaterem.

OSTyyyyy z Draaaaaaaaaaam <3 Dożyliśmy czasów, w których nie trzeba jechać do Korei lub zamawiać mega drogich przesyłek z Azji aby mieć w Polsce koreańską płytę <3


Azjatycki Zakątek

6. Gotowanie - Tradycje kulinarne Korei


Recenzję tej książki pisałam w maju - link - i swoje zdanie podtrzymuję. To jedyna taka książka na polskim rynku i zajmuje się tematem bardzo dokładnie. Dobra zarówno na pierwszy kontakt z kuchnią koreańską, jak i dla smakoszy, którzy już nie jedno kimchi jedli. 



6. Ubrania - sieciówki


Klimaty azjatyckie nadal na czasie, więc prawie w każdej sieciówce można znaleźć coś interesującego. Na prezenty nadają się bony, kimona, koszulki, swetry i dodatki.


Zara : link


Zara: link

7. Kosmetyki - Dr. G, Azjatycki Zakątek i wiele innych


Doczekaliśmy czasów, w których nasze ulubione koreańskie kosmetyki dostępne są w wielu sklepach, nawet tych stacjonarnych. Sporo promocji i dobre okazje znajdziecie też online. Dr.G ma obecnie sporo obniżek, św Mikołaj może skorzystać ;) Na mnie działają ładne opakowania. Maseczka w pojemniczku na mleko bananowe? Yes, please! 

Cocolita: link

8. Gotowanie - porcelana i przybory kuchenne - Azjatycki Zakątek, sklepy stacjonarne


Dużo świetniej japońskiej porcelany znajdziecie w... TK Maxx! Niestety sklep jest dostępny tylko w wybranych lokalizacjach, ale jeśli będziecie mieli okazję to polecam się tam rozejrzeć (mają też koreańskie kosmetyki). Jest też sporo sklepów online, a dzięki temu, że sushi jest w Polsce popularne, wybór jest spory.

pakamera: link

Azjatycki zakątek: link

link: decobazar

9. Komiksy i książki - Azjatycki Zakątek


Jak już pewnie pisałam wiele razy, książek nigdy za wiele. Moja koreańska biblioteczka liczy już wiele pozycji, również dzięki prezentom na święta, ale pojawia się coraz więcej publikacji, z którymi warto się zapoznać.


10. Gotowanie i jedzenie - cała masa sklepów


Może jestem dziwna, że ucieszyłabym się ze sfermentowanej kapusty zapakowanej w ładny papier, ale dobre kimchi to podstawa.  Mamy szczęście, że są Kuchnie Świata, allegro i takie sklepy jak Azjatycki Zakątek, gdzie można kupować koreańskie półprodukty w konkurencyjnych cenach. Marynata do bulgogi ratowała mi życie już nie raz. Niezależnie czy miałam pod ręką jakieś mięso czy tylko kostkę tofu marynata sprawdzała się idealnie. 

Azjatycki Zakątek

Dajcie znać gdzie jeszcze zaopatrujecie się w koreańskie produkty (odp: "W Korei" się nie liczy :D), co kupujecie najczęściej oraz jakie koreańskie (lub azjatyckie) produkty chcielibyście znaleźć pod choinką.

Z okazji zbliżających się świąt oraz szału zakupowego mamy dla Was kod rabatowy na zakupy w Azjatyckim Zakątku: myoppasblog2017

Kod rabatowy należy wpisać w polu "kupony" na stronie Azjatycki Zakątek gdy przejdzie się do koszyka i upoważnia on do rabatu 10% na cały asortyment, a ważny jest do 21 grudnia.


Polecamy zakupy online ze względu na możliwości ominięcia tłoków w sklepach, duży wybór oraz dobrą politykę zwrotów. Im wcześniej kupicie tym mniej problemów pod koniec grudnia ;) Zachęcamy do podzielenia się waszymi znaleziskami. Czekamy na zdjęcia i informacje, które produkty polecacie.

11/14/2017 03:32:00 PM

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG
Właśnie zakończył się 3. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich, na którym mieliśmy okazję zobaczyć 12 filmów. O tych z sekcji „Hity ostatnich lat” przeczytacie we wcześniejszym poście KLIK, więc teraz skupimy się na pozostałych dwóch sekcjach: „Koreańskie Smaki” oraz „Fokus Kim Hee-Jung”.

Zacznijmy od Kim Hee-Jung, reżyserki intymnych, wielowymiarowych filmów, skupiających się na ludzkiej osobowości. Na festiwalu zaprezentowano jej dwa filmy pełnometrażowe „Cudowne lata” i „Ścieżki na śniegu” oraz dwa krótkie metraże, zrealizowanie w Szkole Filmowej w Łodzi, na której studiowała.

Oba długie metraże to filmy niezależne. „Ścieżki na śniegu” to opowieść o alkoholiku, który próbuje walczyć z chorobą w prowadzonym przez zakonnice domu. Mamy tu elementy katolicyzmu i szamanizmu, nie wiadomo co tak naprawdę jest snem, a co jawą. Z każdą minutą film intryguje bardziej i zmusza widza do samodzielnego ułożenia wszystkich puzzli. Koniec jest niejednoznaczny i pozostawia z polem do przemyśleń, ale mimo to film nie sili się na bycie "artystycznym". To dobre, przemyślane kino.


Z kolei „Cudowne lata” to historia nastolatki, która po śmierci ojca musi na nowo poukładać sobie życie, relacje z matką i szkolnymi przyjaciółmi. W Q&A po seansie reżyserka przyznała, że w dużej mierze film opiera się na jej własnych doświadczeniach. Krok po kroku poznajemy bohaterkę, jej myśli i problemy. Jest to film dobry, chociaż niestety nie polubiłam głowniej bohaterki, w przeciwieństwie do kolejnego filmu "The World of Us".


"The world of us" (pol. "Cały nasz świat") w reżyserii Yoon Ga-eun również jest historią zagubionej dziewczynki. Ponownie mamy wyobcowaną bohaterkę, która próbuje znaleźć przyjaźń, jednak ten film podobał mi się dużo bardziej. Bardzo wiarygodnie przedstawione relacje z róweśnikami, szkolne konflikty, kruche sojusze... oglądając film przypominałam sobie własne dzieciństwo. To dobry obraz koreańskiej, trochę bardziej okrutnej od polskiej, szkoły.


Również sekcja "Koreańskie smaki" pozwoliła nam na zapoznanie się z najnowszymi filmami kina niezależnego. Pierwszy był „On the Beach at Night Alone” (pol. „Samotnie na plaży pod wieczór”) w reżyserii Hong Sang-soo, czyli powolna opowieść o ucieczce przed własnymi uczuciami. Rozmowy na ulicach Hamburga, wieczorne popijawy nad koreańskim morzem. Mam problem z twórczością Hong Sang-soo. Uważam jego filmy za przegadane i często chaotyczne, a jednak cieszą się one ogromną popularnością na europejskich festiwalach filmowych. Również ten film wydaje mi się nudny, a oceniając filmy w pierwszej kolejności określam czy mi się podobają czy nie, a dopiero potem zagłębiam się w szczegóły: Dlaczego? Co sądzę o bohaterach i akcji? Itd.  Tym razem nie było najgorzej. Nie uważam filmu za dobry, ale jest zdecydowanie najlepszy z filmów Hong Sang-soo, które widziałam. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to zasługa bardzo dobrej gry Kim Min-hee (znana np. ze „Służącej”), która za tę rolę zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale. To film niezależny, nie będzie podobać się każdemu, nawet nie większości, ale na pewno znajdzie wiernych fanów.


„The Firs Lap” (pol. „Pierwsze okrążenie”) Kim Dae-hwana, pojawił się w Warszawie jeszcze przed oficjalną premierą w Korei. Reżyser był gościem pierwszej edycji festiwalu z filmem „End of Winter” („Koniec zimy”). To kolejny bardzo festiwalowy film. Niewielki budżet, długie rozmowy, znowu albo pokochany przez widzów, albo odrzucony jako zbyt nudny. Część może doszukiwać się w nim nim drugiego dna. Autor nie formułuje konkretych tez, pokazując nam tylko kolejne sceny z życia dwójki 30-latków i ich rodzin. Mimo toczących się rozmów o potrzebie zmian, z ekranu bije stagnacja i niemożność tych zmian wprowadzenia. Film kończy się nie popychając życia bohaterów do przodu, wszystko na tle politycznych demonstracji przeciwko prezydent Park Geun-hye. Właśnie to polityczne tło może powodować moim zdaniem niepotrzebną nadinterpretację tego filmu i doszukiwanie się w nim większej głębi. To nie moje kino, ale reżyser zdobył za ten film nagrodę dla najlepszego nowego reżysera na festiwalu w Locarno, więc być może jednak pewna nadinterpretacja jest tu wskazana.


Na festiwalu pojawił się również klasyk koreańskiego kina "The Housemaid" z 1960 roku, ale więcej o nim napiszemy w kolejnym poście, tak jak i o naszych ogólnych wrażeniach z festiewalu.

Byliście w tym roku na festiwalu? Które filmy podobały Wam się najbardziej, a które najmniej?

11/08/2017 07:54:00 AM

Jak ugryźć koreańskie kino?

Jak ugryźć koreańskie kino?
Przychodzimy do Was z kolejnym postem gościnnym na temat koreańskiego kina (wcześniejszy znajdziecie TUTAJ). Kasia, autorki bloga HOW GEE ~ 하우지 (facebook), prawdziwego kompendium wiedzy na temat koreańskiej kinematografii, stworzyła dla Was krótki poradnik na temat tego jak zacząć swoją przygodę z kinem Kraju Porannego Spokoju. Czy Wy też kierujecie się tymi zasadami przy doborze filmów? Jaki był Wasz pierwszy koreański film?

***

cr: seecannes.com

Ruszyła właśnie trzecia edycja Warsaw Korean Film Festival, jedynego takiego festiwalu w Polsce poświęconemu kinematografii tego konkretnego państwa. Jest to idealna okazja do zobaczenia na wielkim ekranie ulubieńców znanych być może z seriali telewizyjnych lub poznania całkiem nowego, egzotycznego dotychczas kina z drugiego końca świata. Nieważne czy to będzie rzucenie się na głęboką wodę, czy wizyta w kinie z pewną już podkładką wiedzy, nasuwa się pytanie, co dalej, jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, ale nie wiadomo dokładnie skąd?

Po prawie dekadzie oglądania koreańskich filmów i napisaniu ponad pięciuset recenzji, z których tak naprawdę większość nie przekazuje niczego głębszego niż “podobało się” lub “nie podobało się”, wciąż jednak potrafię czerpać przyjemność z ich oglądania, a to dzięki wyrobionemu na przestrzeni lat mojemu “systemowi”. Oto kilka wskazówek dla tych, którzy zaciekawili się koreańskim kinem, ale nie wiedzą, z której strony je ugryźć.

1. Poznaj podstawy

Nie musisz od razu poznawać dogłębnie wszystkich pozycji listy top 100 koreańskich filmów według Korean Film Archive (źródło) lub najbardziej kasowych tytułów w historii (źródło; chociaż to prędzej czy później polecam - większość z nich nie bez powodu przyciągnęła tylu Koreańczyków do kin…). Opanowanie podstaw najnowszego kina koreańskiego, tzw. Koreańskiej Nowej Fali jest dość proste, gdyż większość tekstów źródłowych na ten temat rozpoczyna się właśnie od pierwszych wielkich komercyjnych sukcesów w latach 90., a te filmy są właśnie o wiele bardziej dostępne niż starsze tytuły dla filmowych “hardkorów”.

Być może przy okazji jakiegoś światowego festiwalu filmowego obiły się o uszy nazwiska Kim Ki Duka lub Hong Sang Soo, a od strony bardziej komercyjnej Park Chan Wooka, Bong Joon Ho albo Kim Ji Woona? Oklepane to? Jednak nie bez powodu są to najbardziej znani koreańscy reżyserowie na świecie, których każdy nowy film jest wart uwagi! Wielu kinomanów, nawet tych niekoniecznie zaznajomionych głębiej z koreańskim kinem, słyszało z pewnością o “Oldboyu” lub “Służącej”, ale myślę, że warto rzucić okiem na każdy inny film Park Chan Wooka, szczególnie rozpoczynające jego karierę “JSA: Joint Security Area”. Dodam przy tym jako ciekawostkę, że “Oldboy” wcale nie jest w Korei takim “największym klasykiem” jak poza granicami tego kraju - rodzimi krytycy najbardziej chwalą “Zagadkę zbrodni” (ang. “Memories of Murder”) w reżyserii Bong Joon Ho… W każdym razie łatwo zacząć od dobrych koreańskich filmów, szczególnie w Polsce - większość tych tytułów jest u nas dostępna na dvd w polskiej wersji językowej! To zaleta tego, że praktycznie wszystkie koreańskie filmy, które w ogóle trafiają do naszej dystrybucji, biorą się z europejskich festiwali filmowych.

"Oldboy", cr: flickfeast.co.uk

2. Kieruj się sprawdzonymi nazwiskami

Dobra, tak więc podstawy opanowane, ale filmografie wspomnianych wyżej reżyserów wcale nie są takie długie, więc co dalej? W tym momencie powinien się zacząć efekt domina, który przecież doskonale się sprawdza przy poznawaniu jakiejkolwiek kinematografii. Spodobał się jakiś aktor? Warto się przekonać, jak wypada w innych rolach! Obiło się o uszy, że jakiś film był wielkim hitem (dla przykładu “Weteran” wyświetlany na zeszłorocznej edycji Warsaw Korean Film Festival)? Warto sprawdzić czy dany reżyser tworzy inne tak dobre filmy, czy to był jednak jednorazowy sukces. W Korei pełno jest specjalistów od kina komercyjnego, których filmów raczej nie uświadczy się na zagranicznych festiwalach. Myślę, że nie wypada się zamykać jedynie w kręgu “kina wysokiego”, ponieważ to właśnie ze swoich blockbusterów słynie Korea.

Tutaj mam taką uwagę - sukces w koreańskich dramach (serialach) rzadko przekłada się na filmy, dlatego rozróżnia się w Korei “talenty” (dosłownie tłumacząc z kor. 탈렌트) - aktorów serialowych i osobowości telewizyjne oraz “aktorów” (kor. 배우 lub 연기자) czyli tych występujących w filmach. Łamacze niewieścich serc z koreańskich produkcji telewizyjnych to kiepski trop, jeśli chodzi o poznawanie tamtejszego kina, dlatego warto się dowiedzieć, kto dla odmiany rządzi kinowym box office. Nie jest tego wiele, bo “A-lista” aktorów w Korei jest krótka, ale mogę zagwarantować, że naprawdę wiele filmów z udziałem Ha Jung Woo, Hwang Jung Mina, Song Kang Ho, Choi Min Shika, Sol Kyung Goo, Jung Woo Sunga, Lee Jung Jae lub Kim Hye Soo (żeby nie przesadzać z ilością…) jest warta uwagi. Zresztą co roku podobne nazwiska są nominowane do największych nagród koreańskiego przemysłu filmowego… Warto je śledzić.

"Veteran", cr: asiasociety.org

3. Zakłady dla wprawionych

Jednak znowu w pewnym momencie można dojść do granicy, kiedy będzie się polegać na sprawdzonych ulubieńcach, nie dając miejsca dla niespodzianek. Dlatego właśnie od kilku lat śledzę nie tylko rozwój karier, ale także wyniki box office koreańskich kin (np. na stronie Hancinema). W większości przypadków przecież sprawdza się zasada, że wielkie hity stały się nimi, bo są to po prostu dobre lub przynajmniej “przyjemne w odbiorze” filmy... Kiedy zna się największe gwiazdy koreańskiego kina, można w ciemno obstawiać, że produkcje z ich udziałem będą hitowe, bo tak właśnie działa w Korei kult celebrytów. Jeśli dany film wcale nie staje się spodziewanym hitem, tzn. nie sprzedaje więcej niż 1 mln kinowych biletów, co jest bardzo ważną granicą, albo można zakładać, że w rzeczywistości okazał się być po prostu nieciekawy, albo że jest niedoceniany (jak np. tegoroczne “The Merciless”, pol. tytuł “Bezlitosny”, które niemniej jest nominowane w tym roku do wszystkich większych nagród).

Możecie się zapytać, po co w ogóle brać pod uwagę sukces pieniężny filmu, skoro nie powinno to tak naprawdę wpływać na osobisty odbiór filmu, ale gwarantuję wam, że takie zakłady mogą dać niezły przedsmak tego, czego można się spodziewać. Aby poprzeć to innym przykładem, w tym roku największym niespodziewanym hitem stało się “Crime City”/”The Outlaws” z Ma Dong Seokiem i Yoon Kye Sangiem - niekoniecznie najbardziej “bankowymi” gwiazdami. Przez to właśnie mam całkiem spore oczekiwania wobec tego filmu, który w innym przypadku po prostu obejrzałabym z automatu.

Jeśli liczby to nie wasza bajka, pozostaje tylko jedna rada - dużo czytać. Internet to w końcu nieprzebrane źródło informacji, więc warto poczytać “coś więcej” na temat historii koreańskiego kina, przeglądać najnowsze recenzje i śledzić filmowe newsy.

"The Mercilles", cr: hollywoodreporter.com

Rozpoczynając swoją przygodę z koreańskim kinem lub będąc już w pewnym stopniu “zaawansowania”, łatwo natrafić na przysłowiową ścianę, kiedy nie czerpie się już takiej przyjemności z oglądania filmów, jak na początku albo filmografia ulubionego aktora/reżysera szybko się kończy. Warto pamiętać o jednej (bardzo oczywistej w sumie…) rzeczy - koreańska kinematografia, proklamowana jako antyteza Hollywoodu, powiew świeżości na światowej mapie filmów i zarazem wielkie sukcesy komercyjne, to nie jest niekończące się pasmo cudów. Koreańskie konglomeraty zbudowały swoje własne “fabryki snów”, w których tworzy się wykalkulowane blockbustery, niemniej ich charakterystyczne mieszanie gatunków wzbudza lepszy odbiór niż w przypadku ogranych już filmów o superbohaterach, które w koreańskim wydaniu praktycznie nie istnieją (bo po co, Marvel i DC są tam tak samo popularne jak wszędzie indziej). Na setki produkowanych w Korei filmów rocznie, tych naprawdę wartych włożenia między współczesne klasyki znajdzie się kilka, a reszta, którą można nazwać “naprawdę dobrą”, będzie liczona w ilości około kilkunastu. Innymi słowy trzeba być przygotowanym na rozczarowania, oglądając koreańskie filmy, ale wciąż ta garstka wspaniałych filmów pojawiających się rokrocznie sprawia, iż jest to hobby, od którego ciężko się oderwać.

Przydatne linki:

Na Twitterze:

10/28/2017 08:57:00 AM

„Hity ostatnich lat” na WKFF

„Hity ostatnich lat” na WKFF


Dziś zapraszamy Was na gościnny post Krzysztofa Karnkowskiego z Czarnowłose zjawy i ich nawiedzone telefony (warto do niego zajrzeć jeżeli szukacie dobrych recenzji koreańskiego, i nie tylko, kina) na temat sekcji "Hity ostatnich lat" na zbliżającym się Warsaw Korean Film Festival (7-13 listopada, Kino Kultura).

Miłego czytania! Dajcie znać w komentarzach czy widzieliście któreś z tych filmów i czy wybieracie się na festiwal.

***




Hity ostatnich lat” na WKFF

W listopadzie po raz trzeci odbędzie się Warsaw Korean Film Festival. Po raz pierwszy seanse nie będą darmowe. Choć filmów na liście sporo, niestety dość skromnie (choć całkiem ciekawie, o czym za chwilę) wypada sekcja „Hity ostatnich lat”. Szkoda o tyle, że dobrych filmów po drodze pojawiło się przecież bardzo dużo, a nawet te, które zapowiadane były hucznie, jako szykowane do polskiej dystrybucji, z reguły znikały gdzieś w niszowych kinach i nieprzyjaznych godzinach. Ot, taki „Lament”, w Warszawie zagrany był tylko w jednym kinie, za to aż dwa razy. „Gra cieni” podobnie. Nie ma się co oszukiwać, sytuacja fana koreańskich filmów, chcącego obejrzeć coś na legalu i w kinie, jest ciągle nie do pozazdroszczenia. Festiwale sytuację oczywiście trochę poprawiają, ale apetyty są ogromne, a oferta cały czas skromna.

Co więc zobaczymy w przeglądzie kinowych przebojów? Tylko cztery filmy – „Prawda jest inna” (tytuł międzynarodowy „The truth beneath”); „Miłość i kłamstwa” („Love, lies”), „Panią zło” (The Villainess”), wreszcie „Tunel” („The Tunnel”). Nie zobaczymy natomiast „Taksówkarza”, choć spodziewać można się go było po zobaczeniu pierwszej wersji plakatu, z której patrzył na nas odgrywający tytułową rolę Kang Ho-song. Szkoda, ale może innym razem.

Każdy z prezentowanej czwórki obraz reprezentuje jakieś szersze zjawisko, bądź nurt w koreańskim kinie. „Miłość i kłamstwa” (reż. Park Heung-sik) to komercyjny i melodramatyczny odprysk mody na pokazywanie na ekranie wydarzeń, związanych z japońską okupacją Korei i jej konsekwencjami dla mieszkańców. Polscy widzowie mogli zobaczyć dotąd na ekranach przede wszystkim atrakcyjne, sensacyjne i spektakularne obrazy umieszczone w realiach koreańskiej walki narodowo-wyzwoleńczej („Assassination”, „Age of Shadows”, kilka lat wcześniej – „Dobry, zły i zakręcony”). W Korei pojawił się też głośny dramat społeczny „Spirit’s homecoming”, lecz czasy japońskiej okupacji mogły stworzyć nawet ciekawe tło do horroru, jak stało się w przypadku „Silenced” (nie mylić ze starszym filmem pod tym samym tytułem, opowiadającym o zmowie milczenia wokół przypadków pedofilii). Mamy wreszcie dwa filmy oparte na faktach – smutną historię więzionej przez Japończyków, doprowadzonej do szaleństwa księżniczki Deokhye, opowiedzianą w „Last Princess” i „Anarchist from Colony”, opowiadającej, zgodnie z tytułem, o przywódcy działających w Japonii koreańskich anarchistów i jego procesie sądowym, który wymknął się spod kontroli. „Miłość i kłamstwa”, na ile udało mi się zorientować w tekstach autorów obeznanych z tematem, od realiów historycznych jest raczej odległy. Historia dwóch przyjaciółek (Han Hyo-joo, Chun Woo-hee), rywalizujących ze sobą o względy mężczyzny (Yoo Yeon-seok), mogącego ułatwić karierę tylko jednej z nich, z wielką polityką w tle, ogląda się jednak dobrze, w czym pomagają atrakcyjne zdjęcia i obsada, a także spora dawka stylowej muzyki z epoki. Ciekawy jest też obraz przemysłu muzycznego sprzed kilkudziesięciu lat, w którym odnajdziemy wszystkie ciemne strony dzisiejszych fabryk k-popu.


„Prawda jest inna” (reż. Lee Kyoung-mi) z pozoru może wydawać się thrillerem politycznym – zawiązanie akcji to zniknięcie córki kandydata na ważne stanowisko, tropy zdają się prowadzić do konkurencji… Cóż, prawda jest inna. Dowiemy się, wraz z poszukującą córki i logicznego wyjaśnienia co się właściwie wydarzyło, matką (Son Ye-jin), co naprawdę działo się w szkole, a także wszędzie indziej, oczywiście za jej plecami. Razem z nią będziemy pomału osuwać się w szaleństwo, by na koniec odkryć jeszcze bardziej okrutną tajemnicę. To chyba najtrudniejszy z całej czwórki film, zarazem jednak bardzo dobry i doceniony przez krytykę.


Trzeci seans w ramach prezentowanych polskiej publiczności hitów, będzie prawdopodobnie największym wydarzeniem. „The Villainess” to film, w którym jest wszystko, co chcą w koreańskiej produkcji znaleźć fani „Trylogii zemsty” Park Chan-wooka, nie znający poza tym oferty koreańskiej kinematografii. Wybranie na polski tytuł nawiązującego do jego filmu tytułu „Pani Zło” pokazuje, że taki właśnie jest pomysł na promocję filmu Jung Byung-gila. Głębokie i intensywne barwy, atrakcyjne, wyestetyzowane, a zarazem ekstremalne ujęcia przemocy – co więcej, chwilami naprawdę nowatorskie, kilku rzeczy jeszcze nie widzieliśmy! – jest tu wszystko, spięte niszczącą zemstą młodej i atrakcyjnej bohaterki (Kim Ok-bin) i jej walką z tajemniczym przeciwnikiem, którego intencji bardzo długo nie znamy. Fabuła jest tu tak naprawdę pretekstowa, dziewczyna musi dostać jakiś powód, by się mścić, jakoś trzeba też uzasadnić kolejne intrygujące miejsca i pojawiające się w nich postacie, ale nie oszukujmy się, nie o fabułę tu chodzi.


Ostatni film, który zobaczymy na festiwalu, to „Tunel” Kim Seong-Huna. Katastrofa promu Sewol według opinii publicznej nie została w pełni wyjaśniona, a co więcej, pokazała bardzo wiele patologii koreańskiego społeczeństwa. Odpowiedzią kina była seria filmów, pokazujących Koreę Południową jako piekło korupcji, na co nałożyła się jeszcze narastająca atmosfera upadku skompromitowanej prezydent Park Geun-hye. Duch tej degrengolady łączy takie dzieła jak opowiadający o wymiarze sprawiedliwości „The King”, pokazujący piramidę finansową w stylu naszego Amber Gold „Master”, oraz dwa filmy katastroficzne – „Pandorę” o awarii w elektrowni atomowej i „Tunel” właśnie. „Tunel” to klaustrofobiczna historia kierowcy, przysypanego zwaloną na niego potężną górą (Ha Jung-woo) oraz jego żony (Bae Doo-na), próbującej przebić się przez równie potężne zwały obojętności, korupcji i propagandy. Uwaga – ten „Tunel” nie ma nic wspólnego ani z popularnym serialem pod tym samym tytułem, ani mniej znanym, ale całkiem udanym horrorem „Tunnel 3D” sprzed kilku lat.


Na koniec trzeba wspomnieć o „Taksówkarzu” Jang Hoona, którego, nie wiedzieć czemu, ostatecznie nie zobaczymy. To wstrząsający, z rozmachem zrealizowany film, którego tłem jest jeden z bardziej ponurych epizodów historii najnowszej Korei, masakra w Kwangju w 1980 roku. W 1980 roku doszło tam do protestów, brutalnie stłumionych przez wojsko. Według różnych źródeł zginąć mogło od 200 do nawet 2000 osób. Od władzy odsunięty został urzędujący wówczas prezydent Choi, który próbował złagodzić trochę ówczesny reżim, zastąpił go zaś twardogłowy wojskowy Chun, rządzący do 1987. Mogliśmy już trochę poznać ten temat, również pod kątem ciekawego dla polskiego widza wątku nierozliczenia sprawców w filmie „26 lat”. „Taksówkarz” oparty jest na autentycznej historii niemieckiego dziennikarza, który dostaje się do zablokowanego przez armię miasta, pakuje się w sam środek masakry, po czym ujawnia światu niewygodną dla władz prawdę. Tytułowy bohater to zaś zwykły, nieinteresujący się polityką kierowca taksówki z Seulu, który podstępem pozbawia innego kolegi na pozór intratnego zlecenia i w ten sposób trafia w sam środek piekła. Dla niego, patrioty, a zarazem naiwnego konsumenta rządowej propagandy, zupełnie niepojętego. Co ciekawe, Kang-ho Song powtarza tu w pewnym sensie swoją rolę z „The Attorney”, w którym droga adwokata – sympatycznego cwaniaka, do stania się czołowym obrońcą w procesie politycznym, a w konsekwencji prezydentem demokratycznej już Korei, była bardzo podobna. „Taksówkarz” nie jest przy tym wyłącznie ponurym dramatem, do pewnego momentu ma w sobie coś z komedii sytuacyjnej, zaś później, gdy groza narasta, jest bardzo widowiskowy. Scena, taka jak pościg wojskowych gazików i taksówek to marzenie każdego reżysera sensacji. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja zobaczyć to w kinie, z drugiej strony, skoro nie zadbał o to żaden z tegorocznych festiwali, może być różnie. Tymczasem przed nami cztery opisane wyżej filmy i kilka innych, zebranych w bloki tematyczne. Do zobaczenia w kinie Kultura.
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger