2/24/2019 08:27:00 AM

Testujemy Borntree

Testujemy Borntree
Posty o kosmetykach nie pojawiają się u nas zbyt często, ale jeżeli już się pojawią to znaczy, że coś jest na rzeczy. Oczywiście używamy koreańskich kosmetyków, chociaż zazwyczaj kupionych w Korei, a nie w Polsce, ale rzadko robią na nas na tyle duże wrażenie żeby pisać o nich coś więcej. Tym razem będzie o marce Borntree, ale zanim do niej przejdziemy, szybkie wprowadzenie. 

Pod koniec grudnia dostałyśmy zaproszenie na KBeautyShow 2018 organizowany przez firmę Korean Unicorn Shop, zajmującą się dystrybucją koreańskich kosmetyków w Polsce (przede wszystkim własnie firmy Borntree). To było pierwsze takie wydarzenie organizowane przez tę firmę i jak na pierwszy raz wypadło nieźle. Spotkanie było oczywiście poświęcone koreańskiej pielęgnacji i kosmetykom. Czekało nas kilka wykładów na temat m.in. 10 stopniowego rytuału pielęgnacji  (tych którzy jeszcze o nim nie słyszeli odsyłamy do tego postu), walki z trądzikiem, masek w płachcie. Właściwie nie dowiedziałam się tam niczego nowego, ale odświeżyłam wiedzę i widziałam, że dla osób, które nie znają zbyt dobrze koreańskiej pielęgnacji sporo z informacji było nowością. 

cr: Korean Unicorn Shop, to epika odpowiedzialna za całe wydarzenie :)

Fajną sprawą na konferencji był sprzęt do badania jakości swojej skóry, w stosunku do swojego wieku (Hurra, moja skóra jest troszeczkę "młodsza" niż ja, więc trzymam się nieźle ;) ). Dostałam też w pakiecie informację o problemach  i porady dotyczące pielęgnacji.

Małym minusem było to, że zaprezentowano nam niewiele marek (2 lata temu byłyśmy na K-Beauty Poland i tam było wszystkiego dużo dużo więcej), ale wracając do głównego tematu. Na konferencji dostałyśmy do przetestowania kilka kosmetyków. Jako że impreza odbyła się pod koniec grudnia to oczywiście były Święta, potem Sylwester, więc tak naprawdę dopiero w styczniu sięgnęłam po nowe nabytki. Mijają 2 miesiące odkąd zaczęłam ich używać, więc czas najwyższy na recenzję. Do przetestowania dostałam krem mleczny Gold Milk Steam, serum wygładzające Gold Milk oraz krem przeciwsłoneczny Sunblocker Berry Essence 50/PA+++. Zacznijmy od kremu... nie przepadam za kremami i niestety ten też mi nie przypasował. Teoretycznie do każdego rodzaju skóry, w praktyce bardzo długo się u mnie wchłaniał i pozostawiał na twarzy nieprzyjemną tłustą warstwę. Po mniej więcej tygodniu dałam sobie z nim spokój.

Na szczęście poza kremem były też inne rzeczy, więc przejdźmy do przyjemności. Na początek serum, którym jestem zachwycona. Podobnie jak krem zawiera połączenie mleka koziego, oślego i tłuszczu końskiego i ponownie sprawdza się przy każdym rodzaju cery, ale tutaj to rzeczywiście prawda. Szybko się wchłania, naprawdę dobrze wygładza i nawilża twarz, z czystym sercem polecam. Za każdym razem kiedy go użyję moja skóra następnego dnia wygląda naprawdę bardzo dobrze. Używam regularnie i na pewno będę to robić nadal.

Kolejnym udanym produktem jest krem przeciwsłoneczny, który też bardzo przypadł mi do gustu. Jest lekki i nie zostawia tego paskudnego tłustego filtra i białej warstwy na twarzy, których nie cierpię. Dobry pod makijaż i już wiem, że przed wakacjami muszę dokupić kolejne opakowanie. Najlepszy krem przeciwsłoneczny jakiego używałam, a było ich dużo, bo walczę ze słońcem jak się da (wolę w lecie być całkiem biała niż czerwona jak burak :D). 

Poza skutecznością, plusem tych kosmetyków są opakowania. Mimo że czasami nie mogę się oderwać od tych ślicznych, uroczych koreańskich opakowań w kształcie zwierzątek, kwiatków, owocków itd. to jednak zazwyczaj stawiam na minimalizm. Opakowania Borntree właśnie takie są- proste, białe, bez zbędnych ozdobników. Malutki (ale bardzo malutki) minusik to to, że informacja o produkcje w języku polskim znajduje się tylko na kartonowym opakowaniu, więc kiedy je wyrzucę pozostaje mi szukać szczegółów tylko na stronie dystrybutora. Mały minus, bo zazwyczaj bez problemu zorientuję się, że to na co patrzę to krem, a nie na przykład tonik, ale czasami taka informacja z tyłu produktu się przydaje.

Podsumowując, czy polecam markę Borntree? Z 3 przetestowanych produktów, bardzo podobają mi się 2, więc jak najbardziej tak. Czy będę dalej używać ich produktów? Tak, kiedy mi się skończą te, to kupię sobie następne i z chęcią przetestuję też inne produkty tej marki.

Tyle z mojej strony, napiszcie mi czy znacie Borntree, a jeśli nie to jakie koreańskie kosmetyki polecacie?

1/15/2019 04:03:00 PM

Wywiad z zespołem Hae-eo-hwa

Wywiad z zespołem Hae-eo-hwa
ZESPÓŁ HAE-EO-HWA

Hae-eo-hwa (해어화), czyli zespołu studentek filologii koreańskiej Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, prezentujący tradycyjny koreański taniec z wachlarzami- buchaechum (부채춤).

Facebook: 해어화 Haeeohwa - Korean Fan Dance Group
Instagram: @hae_eo_hwa


Cześć. Przedstawcie się. Kto wchodzi w skład zespołu?

안녕하세요! Jesteśmy zespołem o nazwie Hae-eo-hwa. Nasz obecny skład to Paulina, Daria, Liliana, Klaudia, Marta, Ewa, Ewelina, Justyna, Alexandra, Basia, Ludwika, Izabela i Klaudia.

Co oznacza nazwa Waszego zespołu?

Nasza nazwa, czyli Hae-eo-hwa wzięła się z chińskich znaków, które można przetłumaczyć jako "kwiat potrafiący wyrażać" i to również oznacza "piękną kobietę".

Jak długo występujecie w zespole?

Najdłuższy staż to 5 lat, reszta z nas po 3 i 2 lata, ale mamy też dwa nowe, tegoroczne nabytki.


Kiedy powstał Wasz zespół?

Nie zostało to jakoś udokumentowane, że od tego i tego dnia powstał ten zespół, ale wiemy, że powstał około 2008 roku. Wiemy też, że te wachlarze, które miałyśmy na początku zostały przez kogoś podarowane, ale coraz więcej osób chciało dołączyć do zespołu, więc dziewczyny ze starszych roczników za własne pieniądze kupowały deseczki, materiały i pióra do wachlarzy i samodzielnie je robiły.

Jak wyglądają przygotowania do występów, jak często odbywają się próby?

Raz w tygodniu, potem, jeżeli okazuje się, że jednak musimy dopracować układ to ilość prób się zwiększa. Jedna próba potrafi trwać od minimum 2 do 4 godzin.

Opowiedzcie nam coś więcej o tradycyjnym tańcu z wachlarzami. Skąd się wywodzi, kiedy powstał, kto jest jego twórcą?

Sam taniec buchaechum (부채춤) powstał w połączeniu tańca szamańskiego z tańcem dworskim z czasów dynastii Joseon, i stworzyła go Kim Baek-bong. W 1954 roku został oficjalnie zaprezentowany przez solową artystkę, a po raz pierwszy właśnie w takiej formie jaką możemy dzisiaj podziwiać (w większych grupach) pokazano go podczas Festiwalu Sztuki Ludowej, który odbył się w Meksyku równolegle z Igrzyskami Olimpijskimi w 1968 roku. Wtedy ten rodzaj tańca po raz pierwszy przedstawiło około 20 osób.

Na czym polega taniec z wachlarzami,  co jest w nim najtrudniejsze?

Wydaje się, że to bardzo płynny taniec, ale żeby tę płynność uzyskać trzeba w określony sposób poruszać ciałem, tak więc za tą płynnością kryje się określony ruch rąk, o którym cały czas trzeba myśleć, żeby go wykonać poprawnie. Obrót musimy wykonywać na pięcie nie na palcach, kąty między wachlarzem, a ręką muszą być zachowane. Są takie klasyczne figury jak fala, kwiatek czy obrót, które wykonuje się w określony sposób. Ważny jest też odpowiedni sposób chodzenia- malutkie kroczki na ugiętych nogach. Staramy się tego wszystkiego przestrzegać.

Powoli zagłębiamy się w te wszystkie szczegóły i poznajemy zasady. W miarę jak się tego uczymy to wprowadzamy nowe rzeczy. Zależy nam na tym, żeby być coraz bardziej profesjonalnie.

Jak rekrutujecie nowych członków zespołu? Czy każdy może do niego dołączyć?

Co roku, na początku pierwszego semestru, ogłaszamy nabór i osoby, które się zgłoszą zapraszamy na spotkanie, podczas którego uczymy ich podstawowych figur i wybieramy spośród nich te osoby, które mają najlepsze predyspozycje. Wszystko zależy też od tego ile akurat mamy wolnych miejsc, w danym roku. Oczywiście naszym wymogiem jest to, żeby wszystkie kandydatki były z naszego wydziału. 

To też nie jest tak, że ktoś musi mieć kilkuletnie doświadczenie w tańcu. Wybieramy osoby, które mają predyspozycje i im zależy, bo dbamy o to, żeby jak najbardziej rozwijać nasz zespół. Chcemy, żeby były w nim osoby, które nie robią tego tylko dla jakiś korzyści (punktów), ale jest to po prostu ich hobby.

Czy ten taniec mogą tańczyć również mężczyźni?

Akurat ten rodzaj tańca, który my przedstawiamy, jest przeznaczony tylko dla kobiet. Mężczyźni go raczej nie tańczą, ale są inne rodzaje tańca z wachlarzami, które mogą wykonywać razem i kobiety i mężczyźni, albo sami mężczyźni. Gdyby taka sekcja (męska) chciała powstać, to my jesteśmy bardzo pozytywnie nastawione i chętnie możemy pomóc.


Czy inni studenci kojarzą Wasz zespół?

Sporo osób z innych wydziałów wie o naszym zespole. Podchodzą do nas i pytają czy to my jesteśmy z zespołu z wachlarzami. Wydaje nam się, że jesteśmy coraz bardziej rozpoznawalne i czasami po prostu jak ćwiczymy, bo ćwiczymy głównie na korytarzu naszego uniwersytetu, słyszymy osoby przechodzące korytarzem, które wiedzą kim jesteśmy.

Jakiś czas temu prowadziłyście zbiórkę internetową na nowe wachlarze. Czy w takim razie stroje i wachlarze musicie kupować sobie same, czy ktoś je Wam częściowo sponsoruje?

Na początku miałyśmy jeden hanbok na wzór i każda musiała we własnym zakresie albo zakupić albo uszyć własny. Teraz nawiązałyśmy współpracę z orkiestrą z Korei- Chungnam Korean Traditional Music Orchestra z Cheonan ( 천안시충남국악관현악단 ) i oni w ramach tej współpracy nas wspomogli i ofiarowali się z hanbokami, które sami nam też wysłali, za co jesteśmy im bardzo wdzięczne. W działalności zespołu pomaga nam również nasza uczelnia.

Skąd czerpiecie inspiracje?

Głównie z filmików i nagrań profesjonalnych zespołów. Obserwując te osoby staramy się czerpać inspiracje. Wszystkie układy, które przedstawiamy są naszego autorstwa.

Do jakiej muzyki tańczycie?

Zazwyczaj staramy się tańczyć do muzyki tradycyjnej, ale zdarzyło się nam tańczyć do muzyki z dramy historycznej. Generalnie stawiamy na utwory tradycyjne, żeby osoba, która zna się na tym tańcu nie zarzuciła nam, że nie tańczymy do muzyki przeznaczonej do buchaechum.


Jak widzicie przyszłość zespołu?

Wydaje nam się, że w Polsce nie mamy warunków na to, żeby robić coś w kierunku bycia profesjonalnymi tancerkami, ale gdyby któraś z nas pracowała na przykład w centrum kultury, to w takim miejscu jak najbardziej możemy przygotowywać jakieś prelekcje i pokazywać rzeczy  związane z tańcem z wachlarzami. Nie sądzimy żeby powstało coś takiego jak oficjalny, zarabiający pieniądze, jeżdżący po Europie, zespół koreańskiego tańca składający się z Polek.

W takim razie dlaczego akurat taniec z wachlarzami?

Chodzi nam o to, żeby promować koreańską kulturę, ale nie tylko od strony k-popu, ale własnie też  od strony kultury tradycyjnej. Też jesteśmy zespołem, niekoniecznie tańczymy i śpiewamy jednocześnie,  ale chcemy pokazać światu, że Korea to nie jest tylko k-pop i że jest wiele innych rzeczy, które warto poznać i zakochać się w tej kulturze.

Występowałyście już na różnych związanych z Koreą imprezach. Pamiętacie jakiś swój najbardziej stresujący występ?

Stresujące wydarzenie... chyba Korea Festival i taniec przed Ambasadorem Korei. Chociaż tak naprawdę, chyba każda z nas za najbardziej stresujący uważa swój pierwszy występ.

Jakie macie plany na przyszłość?

Niedawno dostałyśmy zaproszenie na festiwal folklorystyczny w Macedonii, więc jeżeli uda nam się na niego pojechać to czeka nas przed nim dużo pracy.

Dziękujemy za wywiad i powodzenia w dalszej działalności zespołu!

12/10/2018 08:35:00 AM

Koreański w obrazkach

Koreański w obrazkach
Preferowana modalność sensoryczna- inaczej "podstawowa reprezentacja zmysłowa" czyli cecha określająca dominujący u danej osoby rodzaj zmysłu. Wyróżnia się trzy podstawowe modalności sensoryczne: wzrokową, słuchową i kinestetyczną. Zakłada się, że 65% populacji stanowią wzrokowcy. To właśnie treści wizualne powodują wzrost zaangażowania u odbiorcy. Wzrok automatycznie skupia się na poziomie graficznym strony, pomijając komunikaty tekstowe. Co prawda nie potwierdzono doświadczalnie, że można skuteczniej uczyć się wykorzystując preferowane zmysły, ale coś jest na rzeczy. Ja sama określiłabym się wzrokowcem, łatwiej mi zapamiętać i nauczyć się nowych rzeczy gdy je widzę. Nie ma opcji żebym powtórzyła na przykład czyjś numer telefonu po jednokrotnym wysłuchaniu (a dla niektórych to nie jest żaden problem), ale jeżeli podczas słuchania tego numeru wyobrażam sobie obrazki kojarzące mi się z danymi cyframi to go zapamiętam.

Właśnie dlatego byłam bardzo ciekawa nowej książki do nauki koreańskiego wydanej przez Edgard - "Koreański w obrazkach. Słownik, rozmówki, gramatyka" bazującej na metodzie wizualnej (poziom A1-A2). Wszystkie pojęcia są tam objaśnione przy pomocy zdjęć i ilustracji.







Książka jest podzielona na 15 grup tematycznych, w każdym dziale poza słówkami są również ćwiczenia z gramatyki i pisowni.

Jak mi się podoba? Podręcznika używam od tygodnia i ma u mnie za zadanie głównie odświeżyć zardzewiały koreański. Jak na razie się sprawdza, rzeczywiście wyraz skojarzony z obrazkiem łatwiej mi się utrwala. Wszystko jest przejrzyste, stopniowy wzrost poziomu trudności zadań z gramatyki też jest przemyślany. Z tyłu znajduje się oczywiście słowniczek i klucz odpowiedzi.

Dział, który mi się nie podoba, to czas i liczby, rysunki są w nim dobrane trochę na siłę, bo podejrzewam, że twórcy nie wiedzieli jak co zobrazować, ale cyferki w formie ciasteczek moim zdaniem nie pomagają w ich zapamiętaniu.

Druga uwaga to kwestia latynizacji, ale jak już wielokrotnie podkreślałam i na blogu i na naszym facebook'u są to moje prywatne preferencje, po prostu uważam, że łatwiej i szybciej nauczyć się języka koreańskiego bez latynizacji i od samego początku mojej przygody z Koreą tak właśnie się go uczyłam. Zresztą w książce stosowana jest transkrypcja McCune’a-Reischauera (podobno najbardziej powszechna metoda latynizacji języka koreańskiego na świecie), ale w samej Korei Południowej od 2000 roku używa się latynizacji poprawionej (milenijna).

Mimo tych uwag uważam, że jest to książka dobra i szczerze ją polecam. Dla kogoś kto się dopiero zaczyna uczyć koreańskiego będzie na pewno świetnym początkiem. Jest przejrzysta, a proste komunikaty graficzne i duża czcionka ułatwiają korzystanie i szybciej przebijają się do naszej świadomości niż suche komunikaty tekstowe.

Jeżeli ktoś z Was ma już tę książkę to dajcie znać w komentarzach co sądzicie, a jeśli nie, to napiszcie czy Waszym zdaniem taka książka obrazkowa jest lepsza czy gorsza od zwykłego podręcznika?

3/28/2018 05:30:00 AM

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) - 제주목관아

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) - 제주목관아
W Jeju City pojawiłam się we wtorek wieczorem. Przywitały mnie palmy, kwitnące drzewa i piękny zachód słońca. Postanowiłam, że następnego dnia zwiedzanie zacznę od najbliższej okolicy. Po szybkim śniadaniu i krótkim spacerze dotarłam do pawilonu Gwandeokjong (관덕정), koło którego odbywał się akurat pokaz łucznictwa. Okazało się, że z okazji odbywającego się właśnie festiwalu, wejście do biura rządu jest za darmo, a w środku przygotowane są różne atrakcje.

Jeju Mokgwana (wcześniej Jeju Goverment Office) na język polski tłumaczy się jako biuro zarządu, ale chodzi po prostu o siedzibę, w której pracowali urzędnicy, w tym konkretnym miejscu od 1392 do 1910 roku. 

Gwandeokjeong Pavilion


Jeju Mokgwana została całkowicie spalona w 1434 roku, szybko odbudowana, ponownie zniszczona za czasów okupacji japońskiej (1910-1945). Obecne zabudowania zostały odrestaurowane w 2002 roku, co było zakończeniem prac wykopaliskowych w tym miejscu (1991-1998). 






Na terenie znajduje się kilka budynków i pawilonów, każdy z nich jest dobrze opisany, w większości znajdują się manekiny, które obrazują czym zajmowali się urzędnicy; od przesłuchań, po ewidencję, do zarządzania.

Najbardziej podobał mi się Hongwhagak- siedziba urzędu wojskowego, który został utworzony na Jeju w 1435 roku. Budynek posiada pięć sekcji z przodu, cztery z boku, dwa filary, podwójne okapy i  ma powierzchnię ponad 155 metrów kwadratowych!





Dzięki dobrej pogodzie byłam w stanie zrobić bardzo dużo ładnych zdjęć i spędzić tam miło ponad godzinę. Polecam na spacer, lunch oraz po prostu aby posiedzieć w miłym otoczeniu. Wewnątrz znajdują się dwie wystawy i można dowiedzieć się dużo ciekawych rzeczy.








Informacje praktyczne:
  • Adres: 25, Gwandeong-ro, Jeju-si, Jeju-do
    제주특별자치도 제주시 관덕로 25 (삼도이동), Korea
  • Dojazd:  Gwandeokjeong Bus Stop, Autobusy: 100, 200, 300
  • Wstęp: dorośli 1500, nastolatki 800, dzieci 500 won
  • Godziny otwarcia: 9:00 - 18:00

3/13/2018 12:26:00 PM

"Córki Smoka" William Andrews

"Córki Smoka" William Andrews
Po długiej podróży do sierocińca w Korei dwudziestoletnia Amerykanka Anna Carlson dowiaduje się, że jej biologiczna matka nie żyje. Jednak właśnie w chwili, gdy zdruzgotana kobieta dochodzi do wniosku, że przebyła całą drogę na próżno, tajemnicza staruszka podaje jej paczuszkę zawierającą wiekowy grzebień i kartkę z adresem.

Dzięki temu Anna trafia do mieszkania niezbyt zamożnej, lecz eleganckiej kobiety – Hong Jae-hee, która opowiada jej o niesamowitych wydarzeniach zaczynających się od japońskiej okupacji Korei i Chin podczas II wojny światowej, kiedy to ponad dwieście tysięcy Koreanek zostało niewolnicami japońskich żołnierzy – „kobietami do towarzystwa”. Jae-hee zna tę historię bardzo dobrze: była jedną z nich.

Anna odkrywa, że cenny grzebień ze skorupy żółwia, ozdobiony dwugłowym smokiem z kości słoniowej, pokonał wraz z kobietami w jej rodzinie mnóstwo przeciwności losu. Im lepiej dziewczyna poznaje jego historię, tym bardziej uświadamia sobie, że wraz z grzebieniem trafia do niej dziedzictwo niewyobrażalnej siły charakteru, odwagi, miłości i niezłomności.

Odezwało się do nas Wydawnictwo NieZwykłe z propozycją zrecenzowania książki "Córki Smoka" Williama Andrewsa. Tematyka jak najbardziej odpowiada naszemu blogowi, więc czym prędzej zabrałyśmy się do czytania. Książka opowiada historię Anny, poszukującej swoich biologicznych rodziców, oraz Honga Jae-hee- Koreanki, która była jedną z comfort women. Być może część z Was już o nich słyszała. Były to pocieszycielki, kobiety do towarzystwa (jap. 慰安婦, ianfu), albo często spotykana nazwa ang. comfort women- eufemistyczne określenie kobiet zmuszanych do nierządu przez japońskich okupantów. Liczbę zmuszanych do nierządu kobiet szacuje się na od 50 000 do 30 0000 (nie tylko Koreanki, ale również m.in. kobiety z Chin, Tajwanu, Wietnamu, Malajów i Filipin).

Książkę czyta się dobrze. Jest napisana plastycznym, miejscami dosadnym językiem. Pierwszoosobowa narracja i lekki styl dobrze wchodzą. Przeczytałam ją w zaledwie kilka wieczorów. Historia mnie wciągnęła i chciałam wiedzieć jak potoczą się dalsze losy Jae-hee, bo głównie na niej i sześćdziesięciu latach jej życia się skupiamy. Jednak nie mogę napisać, że jest to książka wybitna, która poruszyła moje serce i poruszy każdego (bo właśnie takie podsumowania zauważyłam w innych internetowych recenzjach).

Miałam z nią kilka problemów, pierwszy podstawowy to tłumaczenie. Powinniśmy się w końcu na coś zdecydować, bo co książka to inna latynizacja. W Korei Południowej obowiązuje oficjalna transkrypcja języka koreańskiego i wydaje mi się, że najlepiej byłoby się jej trzymać, a tak w książce pojawiają się na przykład Ummah i Appah. Jeżeli czyta to ktoś kto ma mało do czynienia z językiem koreańskim i jego transkrypcją, to pewnie nawet nie zauważy problemu i szybko załapie co znaczy które słowo, ale kiedy rocznie czytam kilka książek, w których stosowana jest różna transkrypcja i za każdym razem muszę się przestawiać na "nową wersję" to mnie to po prostu trochę męczy.

Mój drugi zarzut to lekka naiwność tej historii. Zastanawiałam się nawet czy autor nie skończył swojego zbierania materiałów na jednej książce naukowej i kilku artykułach w internecie (Nie, nie skończył, na końcu książki jest bibliografia i zdjęcia z pocieszycielkami, więc podejrzewam, że zbierając materiały miał też szansę z nimi porozmawiać). Wszystko co przydarza się głównej bohaterce i jak wychodzi z opresji jest trochę zbyt niewiarygodne. Kluczowy jest tu grzebień, który ma "magiczną moc", zawsze jej pomoże i popchnie w sam środek ważnych historycznie wydarzeń. Nie wystarczy, że była jedną z comfort women, w między czasie trafi do Korei Północnej i to z bliskim współpracownikiem Kim Ir Sena, spektakularnie będzie uciekać przez granicę, to ona będzie głośno mówić o tym co spotkało ją i inne koreańskie kobiety. W trakcie opowiadania historii pojawi się południowokoreańska policja i zacznie przeszukiwać mieszkanie itd. itd. takich sytuacji będzie więcej. Jednym słowem zawsze będzie w centrum najważniejszych wydarzeń. Wolałabym żeby bohaterka książki była bardziej zwyczajna, skoro jak sam autor wspomina ma reprezentować wszystkie pocieszycielki, wtedy całość byłaby bardziej wiarygodna. Do tego wszelkie sceny dziejące się w strefach komfortu są opisywane bardziej od strony fizycznej, a nie psychologicznej. Wolałabym trochę inaczej rozłożyć akcenty i pogłębić psychologię postaci. Może więcej bym też napisała o  dążeniu głównej bohaterki do upublicznienia informacji o jej losach. A tak, fragmenty o jej pracy jako comfort women są bardzo krótkie i część o jej walce o upublicznienie prawdy o pocieszycielkach jest również bardzo krótka. 

Również w notatce od autora, umieszczonej na końcu książki, jednoznacznie widać jak bardzo jednostronna jest to książka. Pan Andrews analizuje jak bardzo przepraszające lub nie są konkretne, wyrwane z kontekstu japońskie słowa. Powiedzmy jedno, los comfort women był straszny i powinniśmy mówić o tym głośno, jednak taki los spotyka kobiety na całym świecie w każdym większym konflikcie zbrojnym. Wydaje mi się, że autor ma za małe podstawy by dawać sobie prawo do decydowania, że jedna nacja jest gorsza od drugiej, jest bardziej zła.

Żeby nie było tak, że mam do książki same uwagi, ma ona również plusy. Jednym z nich jest bibliografia. Na polskim rynku chyba nie ma książek naukowych na temat comfort women (jeżeli są to podrzućcie tytuły), ale warto sięgnąć po te po angielsku i poszerzyć wiedzę. Czego by nie mówić, "Córki Smoka" to fikcja literacka, oczywiście oparta na faktach, ale nie jest to książka historyczna. Mimo to, jeżeli ktoś nic wcześniej nie wiedział o pocieszycielkach, "Córki Smoka" mogą być dobrym wstępem i zachęcić do wgłębienia się w temat.

Na polskim rynku niedawno ukazała się inna, bardzo podobna książka- "Biała chryzantema" Mary Lynn Bracht (jeżeli ktoś z Was czytał to powiedzcie jak wrażenia).

Tyle ode mnie. Dajcie znać w komentarzach czy czytaliście "Córki Smoka" i co o nich sądzicie. A może czytaliście inne, warte polecenia książki na temat comfort women?

2/09/2018 06:57:00 PM

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Język, kultura i spotkania z idolami- wywiad z Moniką Olszyńską

Cześć, powiedz nam kilka słów o sobie.

Cześć, nazywam się Monika Olszyńska i mieszkam w Piasecznie koło Warszawy. Ukończyłam studia licencjackie na koreanistyce Uniwersytetu Warszawskiego z wynikiem celującym i obecnie udzielam korepetycji z języka koreańskiego stacjonarnie w Piasecznie oraz online przez Skype na terenie całej Polski. Koreą interesuję się równo 10 lat, od lutego 2008 roku. Uwielbiam melodykę języka koreańskiego, a jego nauka jest moją pasją. Obok Korei, moją drugą wielką miłością są Indie i kino indyjskie (Bollywood, Tollywood oraz Kollywood).

W 2015 roku wzięłaś udział w KBS World Radio Korean Language Video Contest i znalazłaś się w finałowej trójce. Mogłabyś nam opowiedzieć o tym coś więcej? Jak wyglądały przygotowania, na czym polegał konkurs, jak wybierano zwycięzcę i oczywiście jaką nagrodę zdobyłaś?


Oczywiście, z wielką chęcią Wam o tym opowiem. Najpierw kilka słów o samym konkursie. Jest to międzynarodowy internetowy konkurs krasomówczy języka koreańskiego organizowany przez koreańskie radio KBS. Gdy ja brałam udział, konkurs wspierany był przez takie gwiazdy KPOP jak Super Junior D&E, BTS, 4Minute, Niela z TEEN TOP, EXID i SHINHWA. Muszę przyznać, że do udziału w konkursie zachęciło mnie wideo Donghae i Eunhyuka z Super Junior, gdyż Donghae jest moim ulubionym idolem niezmiennie od 10 lat.


Konkurs polegał na napisaniu prezentacji po koreańsku na jeden z podanych tematów i nakręceniu wideo, w którym uczestnik prezentuje speech. Po pierwszym etapie konkursu, jury składające się z prezenterów radiowych oraz pracowników radia KBS wybierało 20 najlepszych uczestników, spośród około 300 osób biorących udział. Po dostaniu się do TOP20, trzeba było nagrać kolejny filmik na podany przez KBS temat: „Jakie elementy kultury koreańskiej ukazywane w koreańskich dramach, filmach i muzyce kpop chciałbyś/abyś doświadczyć osobiście?”. 





Kolejny etap konkursu to wybór, na podstawie oceny jurorów i głosów ludzi, 10 uczestników, którzy następnie musieli porozmawiać przez Skype z prezenterem radia KBS (miało to na celu sprawdzenie umiejętności komunikacyjnych uczestników). Później, po rozmowie z prezenterem, odbywało się kolejne głosowanie, tym razem do TOP3. Ostateczną decyzję podejmowało jednak jury. Duża ilość głosów miała jedynie pomóc przy wyborze, ale nie była jednoznacznym wyznacznikiem zwycięstwa. Dla przykładu powiem, że jedna dziewczyna miała bardzo dużo głosów od ludzi, ale nie dostała się do TOP3, gdyż została nisko oceniona przez jurorów. Ja zaś otrzymałam mnóstwo głosów od ludzi, ale też dobre oceny jurorów. Tutaj chciałabym serdecznie podziękować mojej rodzinie, znajomym oraz całej społeczności K-pop Poland, którzy licznie na mnie głosowali w obu głosowaniach. Dziękuję Wam, kochani! W nagrodę finałowa trójka (Cassandra z Australii, Kokking z Kambodży oraz ja) poleciała na 6-dniową wycieczkę do Korei w pełni opłaconą przez KBS World Radio, w trakcie której nastąpił ostatni etap konkursu: wybór I, II oraz III miejsca na podstawie quizu radiowego przeprowadzonego w studio w KBS. Dzięki pozytywnej ocenie jurorów ostatecznie zdobyłam pierwsze miejsce, a wraz z nim piękne trofeum Gold Prize, wykonane przez tego samego eksperta, który robi trofea dla idoli wygrywających w programie Music Bank.


W trakcie pobytu w Korei oprócz udziału w ostatnim etapie konkursu, razem z Cassandrą i Kokkingiem, mogliśmy doświadczyć wielu elementów koreańskiej kultury na własnej skórze. Między innymi zwiedziliśmy cały budynek KBS łącznie z magazynami, w których przechowują wykorzystywane w trakcie kręcenia dram przedmioty, podziwialiśmy nocne widoki z wieży Namsan Tower, wzięliśmy udział w prywatnych lekcjach koreańskiego prowadzonych przez prezenterów radiowych KBS, odwiedziliśmy muzeum króla Sejonga, mieliśmy wycieczkę na granicę z Koreą Północną, byliśmy na planie dramy KBS „Protect The Family” (przy okazji zrobiliśmy sobie zdjęcie z głównym aktorem Jae Hee), poznaliśmy proces edycji koreańskich dram dzięki opowieściom reżysera dramy „I Remember You” – No Sang Huna, przymierzyliśmy koreańskie stroje hanbok w Namsangol Hanok Village, przejechaliśmy się vipowskim vanem KBS przeznaczonym dla celebrytów, a także obejrzeliśmy na żywo program Music Bank. Na pożegnanie dostaliśmy od pracowników radia KBS wiele koreańskich upominków, w tym płyty z autografami ulubionego zespołu (ja dostałam podpisaną płytę Super Junior D&E ). Cały konkurs trwał ponad 2 miesiące, więc był to dłuuuugi proces, ale warto było się starać.



Masz jakieś rady dla tych, którzy chcieliby startować w kolejnych edycjach konkursu?


Jak najlepiej przygotować speech oraz starać się dużo mówić w trakcie rozmowy przez Skype z prezenterem. I wierzyć w siebie! (Praca, praca i jeszcze raz praca nad koreańskim).

Czy brałaś udział jeszcze w jakichś innych konkursach?

Tak, dwukrotnie wzięłam udział w konkursie krasomówczym koreańskiego w Warszawie i w obu tych konkursach zajęłam pierwsze miejsce. Wygrałam również tygodniowy wyjazd do Korei w finale europejskiego konkursu krasomówczego w Londynie. W 2014 roku zajęłam I miejsce w konkursie wiedzy na temat Korei "Quiz on Korea" w Warszawie, która to wygrana pozwoliła mi na wzięcie udziału w finale Quizu w Korei wyemitowanym przez koreańską telewizję KBS z okazji święta Chuseok.


Mogłabyś polecić naszym czytelnikom jakieś miejsce szczególnie warte odwiedzenia w Korei?


Na pewno koniecznie trzeba zwiedzić pałac Gyeongbokgung (경복궁) w Seulu. Seul to niezmiernie nowoczesne miasto, ale na szczęście ostało się w nim sporo tradycji. Takim właśnie miejscem przepełnionym duchem tradycji i historii jest pałac Gyeongbokgung. Można zobaczyć, jak żyła rodzina królewska, popodziwiać tradycyjną architekturę i widoki. Zanim wybierzemy się do pałacu, najpierw polecam udać się do wypożyczalni hanboków, wtedy sami poczujemy się jak księżniczki bądź książęta. Obsługa pomaga w dobraniu strojów, dodatków i układa fryzurę. Tak przyozdobieni w pięknym hanboku możemy wyruszyć do pałacu na podbój tradycji. Co ciekawe, gdy przyjdziemy na zwiedzanie pałacu w hanboku, nie będziemy musieli płacić za wejściówkę. Dla osób kochających nowoczesność, dobrą zabawę i szaleństwo oraz nie mających lęku wysokości, polecam park rozrywki Lotte World. Koniecznie idźcie ze znajomymi. Rozrywka gwarantowana przez calutki dzień!


Trafiłyśmy też na Twoje wspólne zdjęcie z Sungminem z zespołu Super Junior. Jaka historia się za tym kryje?


Oj, dużo by opowiadać. W takim tempie nigdy nie skończymy tego wywiadu haha. Gdy pojechałam do Korei po raz pierwszy, mama kupiła mi w prezencie bilet na koncert SMTown w Seulu. Nie był to jednak zwykły bilet, a bilet Global Package specjalnie stworzony dla zagranicznych fanów kpopu. W jego skład wchodziły atrakcje rozplanowane na 3 dni. Pierwszego dnia razem z innymi fanami zabrano nas na wystawę S.M.ART Exhibition, gdzie oglądaliśmy koncert hologramowy oraz robiliśmy sobie zdjęcia z tekturowymi postaciami idoli z SM. Każdego dnia na tę wystawę przychodziły niespodziewanie jakieś gwiazdy. W dzień gdy byłam ja, przyszły Taeyeon i Tiffany z SNSD. Drugiego dnia odbyło się Welcome Party dla fanów z zagranicy i wtedy zorganizowano dla nas różnego rodzaju gry i zabawy, w których nagrodą były kpopowe gadżety. Mnie w jednej z gier udało się wygrać ciasteczko z wróżbą, ale zamiast wróżby w środku była ręcznie napisana wiadomość od Kangina z SuJu. Dostałam również karteczkę z ręczną wiadomością od Kaia z EXO, w której napisał mi „Kocham Cię” po koreańsku. Później jako niespodzianka na imprezę przyszło 4 członków EXO – Suho, Kris, Lay i Chanyeol. Następnie na imprezie pojawili się Shim Jae Won, słynny choreograf z SM, oraz gitarzysta Jungmo z TRAX i mieliśmy naprawdę cudowną zabawę. Jae Won miksował najbardziej znane piosenki gwiazd SM i tańczył układy na żywo. Po tym był mini fanmeeting z zespołami z SM.



Ostatniego dnia był sam koncert SMTown. Jeszcze przed koncertem, SM Entertainment wysłało do mnie mail z zapytaniem, czy chcę wziąć udział w paradzie idąc obok jednej z gwiazd SM, udzielić wywiadu, który zostanie wyświetlony na ogromnym telebimie przed 45 tysiącami widzów, a na ostatniej piosence wejść na scenę razem z gwiazdami! Okazało się, że spośród 5000 fanów Kpop, którzy zakupili Global Package wytypowano kilkadziesiąt osób jako reprezentantów poszczególnych krajów do parady. Reprezentanci mieli nieść flagę własnego kraju i w połowie parady spotkać się z gwiazdą, od której otrzymywali wieniec kwiatów. By zostać wytypowanym trzeba było wypełnić ankietę, ale nikt nie wiedział jaka czeka nagroda. Ja nie musiałam nic wypełniać, gdyż byłam jedyną osobą z Polski, która zakupiła Global Package, więc automatycznie przypadło mi niesienie flagi, udzielenie wywiadu oraz otrzymanie wieńca kwiatów. W przypadku innych krajów funkcje te były rozłożone na 3 osoby. Do ostatniej chwili nie spodziewałam się, że uda mi się zobaczyć tak wiele artystów SM z tak bliska. Gdy podeszłam do Sungmina, na znak staffu, osobiście nałożył mi na szyję wieniec z kwiatami, a potem szliśmy razem przez parę minut. Kiedy na niego spojrzałam, dał mi znać, żebym patrzyła na fanki i machała, a ja mu wtedy powiedziałam po koreańsku, że one i tak patrzą tylko na niego. Gdy zorientował się, że rozumiem po koreańsku, zapytał mnie, kiedy przyjechałam do Korei, gdzie się uczyłam koreańskiego, uścisnęliśmy dłonie i życzył mi dobrej zabawy na koncercie. 


W tym samym momencie, gdy szliśmy w paradzie, na ekranie był wyświetlany mój wywiad. Przywitałam się i przedstawiłam po polsku, a potem wyraziłam swoje uczucia odnośnie koncertu. Niestety dowiedziałam się potem, że mój wywiad został ucięty. Nawet Shindong, który był wtedy MC, był podobno trochę zawiedziony, że mnie ucięli, bo byli pod wrażeniem z Eunhyukiem, że ktoś mówi po koreańsku. Gdy stałam z flagą, widziałam z bliska Yunho U-Know, Changmina z DBSK, Siwona z Suju, Krisa, Taemina z Shinee i Yunę z SNSD, bo przechodzili dosłownie koło mnie z flagą SM, żeby potem ją zawiesić. Machałam do nich i Yunho i Kris uśmiechnęli się i odmachali :)



Potem był koncert, miałam miejsce w sekcji C, ale naprawdę blisko sceny, udało mi się stać w 2 albo 3 rzędzie przez cały koncert. Na koniec koncertu wytypowani fani mieli wyjść na scenę razem z artystami w trakcie ostatniej piosenki. Ja niestety miałam ogromnego pecha i nikt mnie nie poinformował, że jak będzie leciało Dancing Out SuJu, to mam się udać w wyznaczone miejsce. Było mi strasznie smutno, jak zobaczyłam innych fanów Kpop na scenie, bo przecież ja też miałam być jedną z nich. Nie wiedziałam, czy zostać blisko sceny, czy ruszyć się i próbować się tam dostać, w końcu jednak wyszłam stamtąd i poszukałam pomocy u kogoś ze staffu. Na początku mi mówili, że jest za późno i nic nie mogą już zrobić, ale próbowałam dalej. W końcu ktoś mi pomógł i pobiegłam za scenę. Widziałam gwiazdy z drugiej strony sceny, ale było za późno, żeby wejść. Wtedy wytłumaczyłam po koreańsku całą sytuację pracownikom SM. Zrobiło im się mnie szkoda, bo na scenie gwiazdy podchodziły do fanów, łapały za ręce, przytulały, robiły sobie wspólne zdjęcia z fanami, czasem dawały autografy, a mnie to wszystko ominęło. Ale muszę powiedzieć, że miałam pecha i szczęście jednocześnie. Pracownicy SM chcieli mi to jakoś wynagrodzić i zapytali, kogo lubię. Ja lubię dużo zespołów, ale mój ulubiony zespół to Suju, a idol to Donghae. Zabrano mnie więc najpierw bezpośrednio do samego prezesa SM Lee Soo Mana!!! Uwierzycie? Po otrzymaniu pozwolenia od prezesa, że wolno mi spotkać się osobiście z Donghae, poszliśmy pod przebieralnię SuJu. Pracownicy SM zapukali do przebieralni, głowa Donghae wychyliła się zza drzwi, a oni zapytali go, czy jak się przebierze, to wyjdzie do fanki, która przez pomyłkę nie wyszła na scenę razem z nimi. Widziałam tylko, jak pokiwał głową twierdząco, a potem zamknął drzwi. Czekając na Donghae, udało mi się zamienić parę zdań z Kyuhyunem z Super Junior, który przechadzał się koło przebieralni. Uścisnęliśmy dłonie, pochwalił mój koreański i życzył koncertu SM w Polsce. Potem wyszedł Donghae. Jak tylko się pojawił, zaczął szukać mnie wzrokiem. Gdy mnie ujrzał, posłał mi zabójczy uśmiech, pomachał do mnie i podszedł z pytaniem na ustach: "Hi, where are you from?". Wtedy odparłam, że jestem z Polski i że możemy rozmawiać po koreańsku, bo się uczę. Pytał się, czy studiuję w Korei i kiedy wracam do Polski oraz czy podobał mi się koncert. Jak powiedziałam mu, że dał dziś świetny występ, uśmiechnął się i podziękował mi. Później rozłożył ręce z uśmiechem na twarzy i dał mi znak, żebym się przytuliła. Pierwszy mnie objął, a ja wtedy powiedziałam mu na ucho, że lubię go najbardziej: „Donghae oppa, jesteś moim ulubionym członkiem Super Junior”. Później pożegnaliśmy się. Więc tak jak wspomniałam, miałam pecha i szczęście w jednym. Gdybym wyszła na scenę, mogłabym zobaczyć z bliska więcej gwiazd SM, ale na pewno nie udałoby mi się zamienić kilku zdań z ulubieńcem. Za sceną byliśmy tylko ja i Donghae, więc myślę, że ostatecznie wygrałam o wiele więcej. To był mój pierwszy i jedyny koncert SM, a było tak cudownie, że nie zapomnę go do końca życia.

Udało nam się również znaleźć informację, że pracujesz w Centrum Kultury Koreańskiej w Warszawie, czym się tam zajmujesz?


Pracowałam w Centrum Kultury Koreańskiej przez około rok na recepcji, jednocześnie zajmując się tłumaczeniami pisemnymi z koreańskiego na polski. Do moich obowiązków należało przyjmowanie gości w CKK, prowadzenie warsztatów kultury koreańskiej dla dzieci, udzielanie informacji, zamieszczanie postów na oficjalnym fanpagu CKK na facebooku oraz na stronie, przygotowywanie wszystkich wydarzeń kulturowych organizowanych przez Centrum Kultury Koreańskiej typu Korea Festival czy Kpop Festival oraz tłumaczenia ustne i pisemne. Teraz nie pracuję tam na co dzień, ale wciąż współpracuję z CKK. Pracuję jako staff na różnych eventach, czy też tłumaczę filmy na Warsaw Korean Film Festival.


Czy poza tym włączasz się jakoś inaczej w promocję kultury koreańskiej w Polsce?


Na pewno staram się opowiadać o Korei moim znajomym, którzy zupełnie nic o niej nie wiedzą. Zachęcam do oglądania filmów, dram, daję piosenki do przesłuchania, zapraszam na wydarzenia związane z Koreą, opowiadam im o kulturze i języku. Ponadto w trakcie zajęć koreańskiego, przybliżam moim uczniom kulturę Korei, opowiadając im o moich doświadczeniach związanych z tym krajem.

Czas na pytanie, które powinno zostać zadane na samym początku: Skąd Korea? Od czego się zaczęło: dramy, muzyka, a może jeszcze jakaś inna historia?


Tak jak wspomniałam na początku, pasjonuję się również Indiami i kinem indyjskim. Ta miłość trwa nawet dłużej niż koreańska, bo od 2006 roku. W 2008 roku, moja koleżanka, z którą razem oglądałyśmy filmy bollywoodzkie, tollywoodzkie i kollywoodzkie, pewnego dnia zaproponowała mi do obejrzenia koreański film. Mój pierwszy w życiu koreański film. Jako że zawsze byłam otwarta na poznawanie nowych kultur i języków, z chęcią po niego sięgnęłam. Był to melodramat „A Moment to Remember” z 2004 roku z Son Ye-jin i  Jung Woo-sung w rolach głównych. Wyciskacz łez jakich mało. Jestem osobą wrażliwą i bardzo lubię wzruszające filmy, a na tym wylałam hektolitr łez. Takie zrobił na mnie wrażenie, że postanowiłam bliżej zapoznać się z kinem koreańskim. W taki oto sposób sama wyszukałam w internecie, że jest coś takiego jak drama i Kpop. Wpadłam po uszy i tak już od 10 lat bez przerwy tkwię w swej koreańskiej obsesji i dobrze mi z tym.

Kolejne pytanie, które zadajemy wszystkim naszym rozmówcom: jakie masz plany na przyszłość? Związane z Koreą, czy może coś zupełnie innego?


Oczywiście, że Korea! Poświęciłam jej dużą część mego życia, nie wyobrażam sobie siebie w pracy niezwiązanej z Koreą i językiem koreańskim. Mam zamiar pogłębiać swoją wiedzę na temat Korei i języka koreańskiego, gdyż wierzę, że człowiek uczy się całe życie. Przy okazji chciałabym przyczyniać się do tego, by Polska i Korea stawały się sobie coraz bliższe, by Koreańczycy częściej do nas przyjeżdżali, by chcieli wiedzieć więcej o Polsce. Chciałabym być takim mostem łączącym nasze dwa kraje.

Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy spełnienia marzeń.

11/21/2017 12:38:00 PM

Prezenty dla azjatyckich maniaków

Prezenty dla azjatyckich maniaków
Kolejny rok prawie za nami, więc kolejna lista z prezentami musi pojawić się na blogu (listy z poprzednich lat: KLIK, KLIK). Muszę przyznać, że na początku miałam obawy czy co roku będę miała o czym pisać, ale bardzo mnie cieszy, że produkty z Azji są tak widoczne na polskim rynku. Mam nadzieję, że to oznacza, że Korea zagościła u nas na dobre, a ja co roku będę znajdowała pod choinką coś koreańskiego. 

Poniżej moja subiektywna lista, znajdziecie na niej produkty z polskich i zagranicznych sklepów.

1. Nauka koreańskiego - Talk To Me In Korean

Na polskim rynku nie ma jeszcze aż tak dużego wyboru jak za granicą, ale każdy uczący się koreańskiego na pewno którąś z tych publikacji posiada. Jak zwykle polecam Talk To Me In Korean. Trzeba kupić w sklepie internetowym, ale jest z czego wybierać więc nie będzie ryzyka, że kupicie coś co obdarowywany już posiada. Dla zaczynających przygodę proponuję: Talk To Me In Korean Level 1, My First 500 Korean Words lub Hangul Master. Osobiście zastanawiam się nad Your First Hanja Guide. To nowość i nie ma jeszcze wielu opinii, ale zapowiada się super.



2. Nauka koreańskiego z języka polskiego - Azjatycki Zakątek 

Do tej pory uczyłam się koreańskiego jedynie z angielskiego, więc bardzo mnie ta publikacja interesuje. Mam nadzieję, że jeszcze przed świętami znajdziecie na blogu moją recenzję tego kursu.




3. Ubrania i inne gadżety - allkpop

Wiernym fanom koreańskiego show biznesu raczej nie trzeba przedstawiać tej strony. Taki pudelek i tvn24 w jednym, wszystkie newsy, plotki i artykuły związane z kpopem i dramami. Allkpop posiada też sklep, w którym można kupić bardzo dużo ubrań (głównie koszulki i bluzy) z różnymi koreańskimi napisami. Przeważają oczywiście nawiązania do konkretnych zespołów, ale da się znaleźć też coś po prostu związanego z Koreą.

Już miałam w koszyku tę bluzę ale dostawa do PL niestety jest dość droga, więc opłaca się robić łączone zamówienia (kilka koleżanek i dzielicie się kosztem dostawy - działa i polecam :D)



4. Ubrania i inne gadżety - Libery in North Korea 

Tutaj też dostawa nie jest tania, ale działa wspólne zamawianie oraz wiedza o tym, że wszystkie Wasze pieniądze pójdą na cele charytatywne.


Robiłam tam zakupy już dwa razy i zamierzam to jeszcze powtórzyć. Do wyboru macie koszulki, bluzy, bidony, książki, naszywki i plakaty.

5. Ubrania i inne gadżety - Azjatycki Zakątek 

Wybór jest ogromny. Ja szaleję na punkcie Totoro, więc najpierw wyszukuję wszystkie rzeczy z nim związane :D



Ceny są przystępne, wyszukiwarka dobrze działa, a sklep jest dobrze zaopatrzony, więc każdy znajdzie coś dla siebie i ze swoim ulubionym bohaterem.

OSTyyyyy z Draaaaaaaaaaam <3 Dożyliśmy czasów, w których nie trzeba jechać do Korei lub zamawiać mega drogich przesyłek z Azji aby mieć w Polsce koreańską płytę <3


Azjatycki Zakątek

6. Gotowanie - Tradycje kulinarne Korei


Recenzję tej książki pisałam w maju - link - i swoje zdanie podtrzymuję. To jedyna taka książka na polskim rynku i zajmuje się tematem bardzo dokładnie. Dobra zarówno na pierwszy kontakt z kuchnią koreańską, jak i dla smakoszy, którzy już nie jedno kimchi jedli. 



6. Ubrania - sieciówki


Klimaty azjatyckie nadal na czasie, więc prawie w każdej sieciówce można znaleźć coś interesującego. Na prezenty nadają się bony, kimona, koszulki, swetry i dodatki.


Zara : link


Zara: link

7. Kosmetyki - Dr. G, Azjatycki Zakątek i wiele innych


Doczekaliśmy czasów, w których nasze ulubione koreańskie kosmetyki dostępne są w wielu sklepach, nawet tych stacjonarnych. Sporo promocji i dobre okazje znajdziecie też online. Dr.G ma obecnie sporo obniżek, św Mikołaj może skorzystać ;) Na mnie działają ładne opakowania. Maseczka w pojemniczku na mleko bananowe? Yes, please! 

Cocolita: link

8. Gotowanie - porcelana i przybory kuchenne - Azjatycki Zakątek, sklepy stacjonarne


Dużo świetniej japońskiej porcelany znajdziecie w... TK Maxx! Niestety sklep jest dostępny tylko w wybranych lokalizacjach, ale jeśli będziecie mieli okazję to polecam się tam rozejrzeć (mają też koreańskie kosmetyki). Jest też sporo sklepów online, a dzięki temu, że sushi jest w Polsce popularne, wybór jest spory.

pakamera: link

Azjatycki zakątek: link

link: decobazar

9. Komiksy i książki - Azjatycki Zakątek


Jak już pewnie pisałam wiele razy, książek nigdy za wiele. Moja koreańska biblioteczka liczy już wiele pozycji, również dzięki prezentom na święta, ale pojawia się coraz więcej publikacji, z którymi warto się zapoznać.


10. Gotowanie i jedzenie - cała masa sklepów


Może jestem dziwna, że ucieszyłabym się ze sfermentowanej kapusty zapakowanej w ładny papier, ale dobre kimchi to podstawa.  Mamy szczęście, że są Kuchnie Świata, allegro i takie sklepy jak Azjatycki Zakątek, gdzie można kupować koreańskie półprodukty w konkurencyjnych cenach. Marynata do bulgogi ratowała mi życie już nie raz. Niezależnie czy miałam pod ręką jakieś mięso czy tylko kostkę tofu marynata sprawdzała się idealnie. 

Azjatycki Zakątek

Dajcie znać gdzie jeszcze zaopatrujecie się w koreańskie produkty (odp: "W Korei" się nie liczy :D), co kupujecie najczęściej oraz jakie koreańskie (lub azjatyckie) produkty chcielibyście znaleźć pod choinką.

Z okazji zbliżających się świąt oraz szału zakupowego mamy dla Was kod rabatowy na zakupy w Azjatyckim Zakątku: myoppasblog2017

Kod rabatowy należy wpisać w polu "kupony" na stronie Azjatycki Zakątek gdy przejdzie się do koszyka i upoważnia on do rabatu 10% na cały asortyment, a ważny jest do 21 grudnia.


Polecamy zakupy online ze względu na możliwości ominięcia tłoków w sklepach, duży wybór oraz dobrą politykę zwrotów. Im wcześniej kupicie tym mniej problemów pod koniec grudnia ;) Zachęcamy do podzielenia się waszymi znaleziskami. Czekamy na zdjęcia i informacje, które produkty polecacie.
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger