9/20/2017 03:21:00 PM

Busan rybą stoi

Busan rybą stoi
Nasi stali czytelnicy już pewnie zdążyli zauważyć, że uwielbiamy koreańskie jedzenie. Na blogu regularnie pojawiają się przepisy oraz polecane przez nas restauracje. Nic dziwnego zatem, że i ten post będzie się odnosił do jedzenia.

Kiedy kilka lat temu pierwszy raz pojechałam do Korei przez kilka tygodni mieszkałam w Busanie- to portowe, drugie co do wielkości miasto Korei Południowej. Wspominałyśmy o nim przy okazji postu Rosjanie, Koreańczycy i Teksas.

Wśród większych i mniejszych atrakcji turystycznych nieodzownie pojawia się Jagalchi Fish Market (부산 자갈치시장)- największy i najpopularniejszy targ rybny w Korei. Działa od końca XIX wieku i odpowiada za sprzedaż 30-50% wszystkich morskich specjałów w kraju. Znajdziecie tu setki ryb i owoców morza; kraby, homary, ośmiornice, kalmary, płaszczki, tuńczyki, mogłabym tak wymieniać bez końca, a i tak nie umiem nazwać nawet połowy z dostępnych tam towarów. Jest tu po prostu wszystko co da się złapać w morzu. Większość, wciąż żywa, pływa w niezliczonej ilości akwariów.


Targ znajduje się w centralnej hali oraz otaczających ją mniejszych budynkach i ulicznych straganach, a w poszukiwaniach najlepiej kierować się nosem. Mieszanki zapachu owoców morza i przypraw nie da się pomylić z niczym innym. Jeżeli nie przepadacie za zapachem ryb radzę zatykać nos ;) To tętniące życiem miejsce, a nie tylko atrakcja turystyczna. Codziennie wielu Koreańczyków robi tu zakupy i jada obiady. Zresztą i ja przyjechałam tam właśnie w celach obiadowych.



Opcje zakupów są dwie, a właściwie trzy. Pierwsza, ta najnudniejsza, to po prostu wizyta w jednej z wielu otaczających targ restauracji i wybranie czegoś z karty. Druga możliwość to zakup wybranych produktów i przygotowanie ich w domu. Wygodne, ale też trochę nudne, no i w moim lokalu nie miałam warunków do gotowania, więc ta opcja też odpadła. Zdecydowałam się więc na wariant numer trzy. Chociaż nie oszukujmy się, tak naprawdę od samego początku myślałam tylko o nim. Wskazałam interesującą mnie rybkę Jagalchi Ajummie (Większość sprzedawców na targu to kobiety, więc często nazywane są po prostu Jagalchi Ajumma- coś jak nasza ciocia) i powiedziałam, że chcę ją zjeść na miejscu. Ciocia zaprowadziła mnie na zaplecze stoiska i przygotowała hoe (생선회) – surową rybę, z wyglądu i smaku przypominającą nieco japońskie sashimi.


Nie będę się rozpisywać nad delikatnością ryby, czy niesamowitymi doznaniami, było po prostu pyszne, a do tego zjedzone w niesamowitym klimacie. Przy niewielki stoliku otoczonym setkami akwariów, w gwarze i tłoku, wśród słonego zapachu świeżych ryb i morza.

Warto tu zajrzeć w październiku kiedy jest organizowany doroczny festiwal,  na którym czeka jeszcze więcej ryb, a do tego zawody sportowe np. łowienie na czas, ale i podczas zwyczajnych dni sprzedażowych jest to interesujące miejsce na mapie Busanu. Wciąż, mimo że minęło już prawie 5 lat od mojego pierwszego tu posiłku uważam go za jeden z najlepszych jakie zjadłam w Korei.

Informacje praktyczne:
  • godziny otwarcia: 5:00-22:00
  • dojazd: 52, Jagalchihaean-ro, Jung-gu, Busan. Metro linia 1, stacja Jagalchi.



9/09/2017 11:54:00 PM

Japchae (잡채)

Japchae (잡채)
Miałam dziś gości, więc postanowiłam, że chociaż jedno danie musi być koreańskie. Japchae zwykle podawane jest jako banchan (przystawka), ale bywa również daniem głównym. Dzięki warzywom i marynacie ma lekko słodkawy smak i jest jedną z moich ulubionych koreańskich przystawek. Podstawa jest prosta: szklany makaron ze słodkich ziemniaków, dużo warzyw i jakiś dodatek - najczęściej mięso.


O Maangchi pisałam wiele razy, więc nie powinno Was dziwić, że jej przepis z YT był dla mnie inspiracją. U mnie pojawiło się tofu, ale większość kroków wykonałam w ten sam sposób co ona. 

Video Maangchi: link 

Składniki na 5 średnich porcji:

  • 200 g makaronu ze słodkich ziemniaków (można zamówić przez internet lub kupić w Kuchniach Świata, cena około 12 zł)
  • 1 marchewka
  • 1 czerwona papryka
  • 1 dymka
  • 250 g pieczarek
  • 1/2 cebuli (białej lub czerwonej)
  • Kiełki fasoli mung 
  • Sezam
  • Sos sojowy
  • Olej sezamowy
  • 1-2 jajka (1 starczy, ja użyłam dwóch)
  • Tofu
  • Marynata bulgogi  
  • Cukier trzcinowy
 Opcjonalnie:
  • Szpinak
  • Wołowina (zamiast tofu)  

Sposób przygotowania:

Krok 1: Makaron przygotowujemy zgodnie z instrukcją na opakowaniu. Mój wymagał namaczania przez około 20 min, więc nalałam do dużego garnka tyle wody aby przykryć makaron i zabrałam się za krojenie.


Krok 2: Kostkę tofu kroimy na małe kwadraty. Mam marynatę do bulgogi, więc ją wykorzystałam, ale wystarczy sos sojowy, trochę oleju sezamowego i przypraw. Odstawiamy tofu na około 20 min. 

Krok 3: W japchae znajdują się warzywa sporej wielkości, więc pokroiłam je właśnie na takie kawałki. Moja wersja przepisu jest bez mięsa, więc zdecydowałam się na więcej pieczarek (obrane i bez nóżek).


Krok 4: Po przygotowaniu warzyw wstawiłam makaron i na średnim ogniu gotowałam przez około 7 min. Ciężko powiedzieć kiedy makaron jest gotowy, wzięłam kawałek na spróbowanie, ale bez warzyw i sosu sojowego nie ma on żadnego konkretnego smaku. Zdecydowałam się nie ryzykować i po prostu ściśle przestrzegałam czasu podanego na opakowaniu.

Krok 5: Ugotowany makaron przełożyłam do durszlaka i zalałam zimną wodą. Makaron jest bardzo długi, więc zaleca się go poprzecinać w kilku miejscach. Podnosiłam go pałeczkami przecinałam w połowie.

Krok 6: Makaron przekładamy do dużej miski. Dodajemy sos sojowy, olej sezamowy, cukier trzcinowy oraz trochę soli i wszystko delikatnie mieszamy.

Krok 7: Według przepisu powinno się zrobić omleta z samych żółtek, ale w moim było również trochę białka. Omlet będzie krojony, więc po smażeniu odstawiłam go na bok aby wystygł. 

Krok 8: Zaczynamy podsmażać warzywa. Wszystko robimy na jednej patelni, więc nie trzeba używać dużo oleju. Zaczynamy od dymki i cebuli, później pieczarki, a na końcu marchew i papryka. Pieczarki muszą się zarumienić i trochę zmniejszą swoją objętość. 


Krok 9: Wszystkie ugotowane warzywa dodajemy do makaronu i delikatnie mieszamy. Zrobiłam to ręcznie bo makaron się klei i ciężko w inny sposób wymieszać wszystkie składniki.

Krok 10: Kroimy omleta na małe paseczki i również dodajemy do makaronu. 



Krok 11: Wcześniej przygotowane tofu lekko podsmażamy i dodajemy do makaronu. 

Krok 12: Nasze danie jest już prawie gotowe. Dodajemy sezam, kiełki, jeszcze trochę sosu sojowego i wszystko dokładnie (oraz delikatnie) łączymy. Podając posypujemy sezamem.

Opcjonalnie:
  • Szpinak: Liście szpinaku gotujemy z sosem sojowym, cukrem trzcinowym i odrobiną soli. Odcedzamy, kroimy na kawałki i dodajemy jako jedno z warzyw.
  • Wołowina: Marynujemy z sosem sojowym, grzybami, czosnkiem, solą, cukrem. Smażymy i dodajemy zamiast tofu.

Danie wyszło bardzo dobrze i jestem zadowolona z tego jak smakowało. Osiągnęłam koreański smak w swojej polskiej kuchni, a pracy nie było aż tak wiele jak się na początku wydawało. Zdecydowanie jest to danie do którego będę wracała, ale ze względu na wielkość raczej wtedy kiedy będę miała gości. Wszystko zostało zjedzone i były nawet dokładki, więc wydaje mi się, że smakowało.


8/28/2017 03:55:00 PM

Cheonggyecheon Stream

Cheonggyecheon Stream
Trochę czasu minęło od naszego ostatniego turystycznego posta, więc tym razem opowiemy Wam o jednym z najpopularniejszych miejsc w Seulu, opisywanym we wszystkich przewodnikach, pokazywanym w telewizji, codziennie odwiedzanym przez rzesze turystów i mieszkańców miasta.

cr:talktomeinkorean.com

Cheonggyecheon Stream (청계천) to prawie 11 kilometrowy strumień, który w magiczny sposób rozpoczyna się w samym centrum Seulu i płynie przez dzielnice Jongno i Dongdaemun zanim połączy się z Jungnangcheon i ostatecznie wpadnie do potężnej rzeki Han (o rzece Han, która jest jednym z naszych ulubionych miejsc w Seulu, pisałyśmy TUTAJ).

Budowę strumienia ukończono w 2005 roku i przez wielu jest to uważane za duży sukces w rekultywacji obszarów miejskich. Piękno i ekologia nie są jednak tanie, na przebudowę samego tylko strumienia wydano ponad 900 miliardów wonów. Co znajdowało się tu zanim powstał strumień? Betonowa droga ekspresowa. Jednak Cheonggyecheon (czyli „czysty strumień”) płynął sobie spokojnie w tym miejscu już 600 lat temu i był jednym z kilku naturalnych cieków wodnych w okolicy. W XV wieku strumień pogłębiono i używano do odprowadzania ścieków. Po Drugiej Wojnie Światowej strumień znalazł się na terenie slumsów i szybko wypełnił się odpadami i ściekami roztaczając wszechobecny smród. Później, w latach 60-tych, slumsy zniszczono, a w miejscu strumienia powstała autostrada.

cr: blogtalkwithejay.blogspot.com

W 2003 roku nadszedł czas na podejmowanie „przyjaznych dla środowiska decyzji” i wszedł w życie projekt przywrócenia miastu strumienia. Budził wiele protestów mieszkających i pracujących w okolicy ludzi, którzy obawiali się ( i słusznie), że projekt spowoduje nieodwracalną zmianę charakteru okolicy. Również niektóre organizacje zajmujące się ochroną środowiska skrytykowały wysokie koszty oraz brak ekologicznej i historycznej autentyczności, nazywając projekt czysto symbolicznym, a nie naprawdę korzystnym dla miasta i środowiska. Co więcej, na kilka miesięcy przed ukończeniem projektu aresztowano pod zarzutem łapówkarstwa ówczesnego zastępcę burmistrza Seulu.

Obecnie co tydzień strumień odwiedza przeszło pół miliona ludzi. Rano spacerują tu jaskrawo ubrane ahjummy, wieczorami zakochani, a w ciągu dnia kolejne wycieczki turystów. W okolicy pojawia się też coraz więcej ryb i ptaków. Co roku organizowany jest tu też Seoul Lantern Festival- w listopadzie na strumieniu ustawiane są papierowe, podświetlane lampiony często ilustrujące ważne sceny z życia i historii Seulu i Korei.



Warto tu zajrzeć i przejść się trasą, nad którą wiszą 22 mosty i znajduje się kilka interesujących atrakcji. Zacznijmy od początku i Cheonggye Plaza, placu wyznaczającego początek strumienia. Stoi tam dość dziwna rzeźba- Spring Sculpture, która przypomina mi wielką muszlę, a według autorów ma nawiązywać do tradycyjnych koreańskich strojów i reprezentować nowe życie okolicy oraz jedność ludzi i natury. Poza tym warto tu być na przełomie maja/czerwca, to właśnie w tych okolicach organizowany jest co roku Dzień Polski w Seulu.


Niedaleko czeka Gwangtong Bridge- most zbudowany na początku dynastii Joseon, który był ówcześnie największym kamiennym mostem w mieście. Do jego budowy wykorzystano kamienie z grobowca królowej Sindeok.


Pamiętajcie rozglądać się też na boki, a znajdziecie Banchado, czyli 192-metrową ilustrację wizyty króla Jeongjo w Suwon, namalowana na  ponad 5 tysiącach ceramicznych płytek.


Kawałek dalej znajduje się Wall of Hopes. To z kolei namalowane przez 20.000 mieszkańców miasta rysunki i życzenia.


Zbliżając się do Dongdaemun (więcej TUTAJ) natrafimy na Jonchigyogak- te filary to wszystko co pozostało ze starej drogi ekspresowej biegnącej w miejscu strumienia.

cr: sweetandtastytv.com

Muzeum Cheonggycheon to chyba moje ulubione miejsce związane ze strumieniem. Rekonstrukcja budynków, które stały tu w latach 50 i 60-tych, w których znajduje się muzeum (w środku jest genialna makieta miasta). Wyglądają jak z zupełnie innego świata otoczone szklanymi wieżowcami.

cr: sweetandtastytv.com

Spacer kończymy przy Willow Wetland, najmniej zadbanym, podmokłym terenie rekultywacji, znajdującym się prawie na samym końcu strumienia. To siedlisko wielu ptaków i zwierząt, zazwyczaj nie ma tu zbyt wielu ludzi, którzy zmęczeni skończyli spacer kilka kilometrów wcześniej.

cr: sinembetul.blogspot.com


Cheonggyecheon Stream to miejsce, które mimo początkowych kontrowersji stało się jedną z popularniejszych atrakcji stolicy Korei Południowej i my również gorąco zachęcamy Was do jego odwiedzenia i przekonania się na własnej skórze jak udał się w tym miejscu proces przywracania miastu historycznych trenów zielonych.

P.S. Na koniec odsyłam Was do naszego bardziej osobistego posta o poranku w Seulu KLIK, to właśnie okolice Cheonggyecheon Stream są w nim opisane.

8/21/2017 11:19:00 AM

Wyszukiwane słowa kluczowe - odpowiedzi

Wyszukiwane słowa kluczowe - odpowiedzi
Statystki bloggera pozwalają nam zobaczyć po jakich hasłach znajdujecie naszego bloga. Niektóre są dosyć proste i szybko pozwalają wam znaleźć odpowiedź, np "my oppa's blog", część z nich doprowadza Was do konkretnych postów, a te na które nie znaleźliście odpowiedzi na naszym blogu prezentujemy w tym poście. Muszę przyznać, że niektóre są bardzo nietypowe, ale wszystkie w jakiś sposób związane w Koreą.

1. "Co oznacza gest kciuk i palec wskazujący" 




Jest to skrócona wersja pokazania "love". Chyba idziemy na łatwiznę. Zaczęło się od rąk nad głową, trzeba było się trochę wysilić.




Później już tylko dłonie. 


I teraz mamy "kciuk i palec wskazujący" :D 

2. "Drama koreańska gdy on zły ona dobra tytuł"

haha :D macie jakieś propozycje? W sumie to zależy od tego co oznacza "zły". Jest sporo dram gdzie główny bohater nie jest sympatyczny, taki bad boy trochę. Poniżej kilka propozycji: 




Nie muszę chyba mówić, że wszystko się w końcu dobrze kończy? :) 

3. "Romanse koreańskie i chińskie"

Do napisania nowego posta o dramach romantycznych przymierzam się już o jakiegoś czasu. Moja poprzednia lista nie jest aktualna. Oczywiście, to nadal dramy romantyczne, ale już nie moje TOP 5.

Jeśli chodzi o Chińskie to one są zwykle o wiele dłuższe i bardziej zagmatwane, więc nie oglądałam wielu. Mam swoje ulubione i z całą pewnością mogę polecić:

-> My amazing boyfriend
-> Boss and me

4. "My oppa instagram"

Tak, mamy konto na instagramie, nawet dwa :)

Oficjalne konto Oppy - link 


Prywatne konto Kasi - link 


5. "Koreańskie przepisy"

Dawno nic nie gotowałyśmy, ale na naszym blogu znajduje się kilka przepisów na koreańskie potrawy. Moja ulubiona to oczywiście bibimbap, ale najczęściej korzystam z dwóch naszych najprostszych przepisów.
Często robię gyeranppang i frytki ze słodkich ziemniaków. Oba przepisy są bardzo łatwe, nie trzeba brudzić wielu naczyń, a czas przygotowania jest krótki.



Jeśli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące naszej działalności lub ogólnie Korei, zapraszamy do zadawania ich w komentarzach, na fejsie lub mailowo :)

8/17/2017 06:07:00 PM

K-Content Expo 2017

K-Content Expo 2017
Zapraszamy na relację z K-Content Expo, a właściwie K-Content Expo Central Europe 2017, które odbyło się 11 sierpnia na warszawskim Torwarze.

cr: CKK
Celem expo była prezentacja najbardziej popularnych produktów koreańskiej popkultury (muzyka, seriale, film, animacje, gry komputerowe, komiksy Webtoon itd.). Część wystawowa trwała od 10 do 16, a koncert rozpoczął się o godzinie 19. Organizatorami byli Ambasada Republiki Korei, Centrum Kultury Korei, Ministerstwo Kultury, Sportu i Turystyki Korei oraz agencja rządowa Kocca.

Przed 11 pojawiłyśmy się na Torwarze, gdzie przywitały nas kilometrowe (i nie jest to przenośnia) kolejki do wejścia. Okazało się, że i na expo i na późniejszy koncert, na który trzeba było odebrać bilety, jest jedna i ta sama kolejka. Po jakimś czasie otworzono drugą bramkę, dla osób, które chcą wejść tylko na expo, co trochę zmniejszyło kolejkę, ale i tak stałyśmy w niej prawie 3 godziny, a dodam, że ten dzień był w Warszawie wyjątkowo upalny. Tu warto napisać co nieco o biletach. Wstęp był darmowy, ale na koncert obowiązywała ograniczona ilość biletów. Aby wybrać się na koncert trzeba było się wcześniej zarejestrować, a dodatkowo odebrać bilety w dniu wydarzenia. Trochę mnie dziwi, że nie można było odebrać/wydrukować biletów z internetu. Rejestracja odbywała się na stronie Eventbrite, gdzie podawało się swoje dane i dostawało unikalny numer, a mimo to i tak trzeba było ustawić się w piątek w kolejce, pokazać wydruki i na ich postawie dostać nowy bilet na koncert. Czyli najpierw w dniu rejestracji dreszczyk emocji czy się zdąży i zmieści w puli (było 3,5 tysiąca biletów, które rozeszły się w pół godziny), potem w dniu koncertu kilkugodzinne kolejki żeby bilety odebrać, a następnie wieczorem kolejne kolejki żeby na koncert wejść. Spokojnie można by to zorganizować tak, żeby chociaż z jednej kolejki zrezygnować.

cr: CKK
Wydarzenie nie było mocno reklamowane, ale miejsce wydarzenia oraz hasło "expo" sprawiło, że oczekiwania miałyśmy spore. Kiedy w końcu udało nam się wejść na halę okazało się, że atrakcji nie ma zbyt wiele i po godzinie zwiedziłyśmy już wszystko. Było 6 stref:

Animation & Character - czyli instalacje ze zdjęciami i maskotkami/gadżetami ze znanych koreańskich bajek, a jako bardziej interaktywna atrakcja możliwość zrobienia sobie tatuażu (u mnie na ręce pojawił się Pororo) oraz znaczka z ulubioną postacią.

Game & VR - punkt ponownie ze zdjęciami z popularnych gier, oraz kilka stanowisk gdzie można było zagrać w gry na telefonach i wypróbować VR.

cr: CKK
Webtoon - strefa komiksów internetowych, gdzie przeczytałam kilka komiksów na tablecie. Niestety nie wszyscy mogli się nimi cieszyć, bo były tylko w języku angielskim i widziałam jak kilka zniechęconych osób odchodzi narzekając, że nie znają wystarczająco dobrze języka.

K-Beauty- pokazy makijażu w koreańskim stylu, konsultacje i "ściana pocałunków"; na kartce można było zostawić całusa i przyczepić ją do ściany.

cr: CKK
PyeongChang 2018 - ulotki i zdjęcia z oficjalnymi maskotami Igrzysk Olimpijskich.

K-POP Star, TV Drama - zdjęcia z kartonowymi podobiznami muzyków i plakatami popularnych dram.

cr: CKK
Korean Culture - przymierzanie hanboków, rzucanie do celu, odciskanie drzeworytów, ozdabianie wachlarzy i masek, czyli atrakcje, które większość z Was zna jeżeli chociaż raz brała udział w jakimś wydarzeniu organizowanym przez Centrum Kultury Koreańskiej.

cr: CKK
W każdym z tych miejsc można było zdobyć pieczątkę i wziąć potem udział w loterii. W tym samym czasie na scenie wyświetlano klipy z popularnych dram i bajek, teledyski, odbyło się kilka pokazów tańca, makijażu i quizy. Zabrakło mi na przykład stoisk z koreańskim jedzeniem, czy jakimiś gadżetami, które można było kupić. Byłam przy każdym stanowisku i atrakcji, a zwiedzenie całości zabrało mi trochę ponad godzinę, z czego najwięcej czasu zajęło stanie w kolejkach.

Biorąc udział w wielu podobnych wydarzeniach za granicą miałyśmy nadzieję na więcej. W Polsce znajduje się wiele firm promujących koreańską kulturę czy sprzedających koreańskiej produkty, więc niewykorzystanie ich w tym wydarzeniu było naszym zdaniem błędem. Tego samego dnia, w Warszawie, Yatta.pl organizowało wykład "Webtoons - koreański fenomen"- wydarzenie, na którym można było dowiedzieć się na jakiej zasadzie działa platforma, od czego zacząć i przede wszystkim można było kupić wiele rzeczy na miejscu. Tego typu atrakcji oczekiwałabym na expo. To samo dotyczy kosmetyków, restauracji (jedzenie! koreańskie jedzenie <3) i udziału osób, którym zależy na promowaniu Korei w Polsce. Nie rozumiem też dlaczego w wydarzenie nie został zaangażowany Samsung. Najbardziej mnie jednak smuciła strefa dedykowana dramom. Zrobienie sobie zdjęć z kartonowymi bohaterami? Ok, fajnie, ale trochę słabo to wygląda jak na takie duże wydarzenie. Brakowało mi też strefy związanej z językiem, w Warszawie są przynajmniej dwie duże szkoły językowe, które prowadzą zajęcia z nauki koreańskiego i zaproszenie ich byłoby dobrym pomysłem. Jestem pewna, że za reklamę na takiej imprezie przygotowaliby jakieś promocje czy konkursy. Martwi mnie niewykorzystany potencjał.

cr: CKK
Pod Torwar wróciłam ponownie przed koncertem i ponownie spędziłam trochę czasu w kolejce. Na hali miałam miejsce na trybunach i tu spotkała mnie niemiła niespodzianka. O 16 trzeba było opuścić Torwar żeby organizatorzy mogli przygotować się do koncertu, uprzątnięto np. część stanowisk, niestety nie wszystkie. Nasze miejsca wypadły tak, że pozostawione stanowiska zasłaniały nam scenę. Na szczęście kiedy już wszyscy zajęli swoje miejsca wypatrzyłyśmy wolne, niezasłonięte niczym krzesełka bliżej sceny. Koncert okazał się najlepszym elementem tego dnia. Na scenie pojawili się Victon, Parc Jae Jung, Eddy Kim, 24K, A-Pink i Teen Top. Jako gość specjalny z Polski wystąpiła natomiast SARSA. I tu niestety muszę o tym napisać, tak jak wszyscy inni przyszłam na koncert oczekując k-popu i występ SARSY mnie zaskoczył, jednak mimo że nie jestem jej fanką przeczekałam jej piosenki w ciszy. W tym samym czasie wiele osób buczało, przekręcało słowa piosenek "żeby było śmieszniej", a gdy artystka pytała czy ma coś jeszcze zaśpiewać, albo czy cieszą się, że tu jest głośno krzyczano "NIE!". Rozumiem, że można kogoś lubić lub nie, jak sama napisałam, nie jestem jej fanką, ale każdemu należy się szacunek. Buczenie i wrzaski nie przystoją dobrze wychowanym ludziom. Artystka odśpiewała piosenki i widać było, że schodzi ze sceny najszybciej jak się da.

Poza tym incydentem reszta koncertu przebiegła przewidywalnie. 24K, którzy są w Polsce już po raz 3, mają tu naprawdę wielu fanów, razem z nimi krzyczą "PIEROGI!" i tupią. Chłopcy nauczyli się też trochę mówić po polsku. Zresztą nie oni jedyni, podobnie Victon i Eddy Kim, próbowali swoich sił w polskim (z różnym skutkiem), a Eddy razem z Parc Jae Jungiem pochwalili się też znajomością ważnych postaci z polskiej kultury i historii. Panowie znali Kopernika, Chopina, Marię Skłodowską-Curie, Jana Pawła II i oczywiście Roberta Lewandowskiego ;). Kolejni artyści wykonywali po 3-4 piosenki a w przerwach między nimi prowadzący zadawał pytania. Na facebooku czytałam, że wielu osobom nie podobał się prowadzący i że zadawał głupie pytania. Otóż jego styl prowadzenia imprezy to jedno i komuś może pasować albo nie, ale pytania to zupełnie inna kwestia. To nie jest tak, że były wymyślane przez niego na bieżąco. Były przygotowane wcześniej i odczytane z kartki, a artyści wiedzieli jakie to będą pytania, więc pisanie o tym, że któryś zespół był zażenowany pytaniami czy nie wiedział co powiedzieć nie mają sensu. Jedyne co mi się nie podobało na koncercie to dość nachalne promowanie Igrzysk Olimpijskich. Wiem, że to był jeden z głównych celów całego expo, ale raziło mnie gdy w co trzecim zdaniu o tym mówiono, albo gdy dziewczyny z A-Pink teatralnie przekazały prowadzącemu maskotkę Igrzysk jako "spontaniczny prezent", a potem wygłosiły przemówienie o tym co to za maskotka i że trzeba jechać na Olimpiadę. Spodziewałam się reklamy, ale odrobinę mniej ostentacyjnej.

cr: CKK

cr: CKK

cr: CKK
Podsumowując, targi wypadły średnio, moim zdaniem stoisk było za mało i były za mało interaktywne, natomiast koncert wypadł dobrze. To największe takie wydarzenie promujące Koreę Południową w naszej części Europy, więc cieszę się, że się odbyło i liczę na to, że kolejne edycje (jeżeli takie będą) okażą się lepsze.

Byliście na expo? Jakie są Wasze wrażenia? Coś byście zmienili, a może wszystko było super? Czy macie jakieś rekomendacje? Jak według Was powinno wyglądać takie wydarzenie?

8/07/2017 03:35:00 PM

Tak, słucham kpopu

Tak, słucham kpopu
Interesuję się kulturą popularną Korei już od 6 lat. To oznacza, że od 6 lat słucham kpopu i oglądam koreańskie dramy. To również oznacza, że od 6 lat dostaję pytania "czy oni na prawdę Ci się podobają?", "jak możesz tego słuchać?" albo linki do dziwnych japońskich programów, które z kpopem nie mają nic wspólnego (왜?!!?). Na początku wdawałam się w dyskusje, przez jakiś czas unikałam tematu, ale nie ma się czego wstydzić. Jestem dumna z bycia VIPem, jestem dumna z tego co robią moi idole, lubię koreańskie dramy i uważam, że są dobrze zrobione. Poniżej kilka punktów, które zwykle pojawiają się w tego typu dyskusjach.

1. "To" nie było zaplanowane.

Wbrew pozorom to nie wygląda tak, że weszłam na jakąś stronę internetową typu "Najdziwniejsze hobby na świecie" i tam wybrałam kpop. Po prostu kiedyś nadszedł dzień, w którym usłyszałam swoją pierwszą koreańską piosenkę i później już wszystko potoczyło się szybko. Nie miałam nad tym zbyt dużej kontroli, ale nie uważam, że to coś złego.


Moja pierwsza piosenka: FT ISLAND " Hello Hello"
Moje pierwsze MV: Big Bang "Bad Boy"
Moja pierwsza drama: BOF

Słuchając FT ISLAND od razu spodobał mi się język koreański, chciałam rozumieć o czym śpiewają. Początek był ciężki, myślałam, że nie będę w stanie ich rozróżnić ani zapamiętać. Pierwsze miesiące to była prawdziwa koreańska fala, później wszystko zaczęło się układać i obecnie znam więcej szczegółów z życia Big Bang, niż niektórych moich znajomych (sorry!). 




2. Nie, nie mogę z "tym" skończyć.

Najbardziej mnie rozwalają Ci ludzie, którzy uważają, że to jest jakiś problem. Czy ja jestem uzależniona od narkotyków i prosiłam o pomoc? nie. 


Jasne, czasami mogłabym nie mówić cytatami z piosenek lub dram, ale chyba nie ma w tym nic szkodliwego? Rozumiem, że nie wszyscy mogą uważać Koreańczyków za najprzystojniejszych mężczyzn na świecie, ale to lepiej dla mnie ;)


Przyznaję, że rozumiem trochę te zarzuty dotyczące "marnowania" czasu, czyli spędzania wielu godzin przez komputerem. Oglądanie dram to jest zobowiązanie, muszę być też na bieżąco jeśli chodzi o to co robi mój zespół, ale inni ludzie też oglądają seriale w ten sposób, tylko np. amerykańskie, albo siedzą non stop online. W czym kpop i koreańskie dramy są gorsze?

 


3. Tak, lubię kpop, a Koreańczyków uważam za przystojnych.

Omg, im jestem starsza tym ten temat pojawia się częściej. Czy uważam Koreańczyków za przystojnych? Haha..czy uważam Polaków za przystojnych?  Niektórych tak, niektórych nie. Ale ogólnie: TAK, uważam Koreańczyków za MEGA przystojnych. Sorry, not sorry. 


Nie rozumiem czemu w ogóle muszę się z tego tłumaczyć. Ja się nie śmieję z nikogo kto lubi blondynów albo słucha techno. De gustibus non est disputandum - o gustach się nie dyskutuje :) 




Jeśli chodzi o kpop i dramy. Nikogo nie zmuszam do tego aby też tego słuchał, osobom, które chciały poleciłam jakąś dramę lub piosenkę, ale nikogo nie przepytuję i nie zmuszam. Bardziej nawet cenię sobie te chwile porozumienia z obcymi ludźmi. Gdy jestem w górach i widzę dziewczynę z plecakiem B.A.P, gdy jadę metrem i słyszę, że ktoś słucha Big Bang itp.. To są osoby, które są równie zakręcone co ja, to je wyróżnia i to bardzo w tym lubię <3 


4. To jest normalne.

Nikogo nie dziwi gdy ktoś jara się amerykańskimi serialami i spędza całą noc na netflixie, nikogo nie dziwi, że fani wydają setki złotych na koncerty swoich idoli czy kupują wszystkie ich płyty. Czemu więc dziwi, że ja spędzam całe dnie na good drama lub wydaję oszczędności na koncert Big Bang? 


5. Kpop i dramy są super, żałuj, że nie jesteś w żadnym fandomie.



Bycie w fandomie do jak posiadanie międzynarodowej rodziny. Koncert Big Bang był cudowny, sam w sobie był ekstra, ale te chwile porozumienia z innymi fanami to coś wyjątkowego. Gdziekolwiek nie spojrzysz widać ludzi, którzy uwielbiają to co ty, rozumieją dlaczego to uwielbiasz i chcą z Tobą o tym rozmawiać. Mimo, że językowo nie wyszło nam super to wspólne śpiewanie Haru Haru było jednym z fajniejszych momentów w moim życiu. Mówię serio :d Czuję jakąś niesamowitą wieź ze wszystkimi fanami kpopu :D



6. To nie jest faza

Nie wiem czy 6 lat to dużo, dla mnie tak. Nie sądzę też abym nagle przestała słuchać kpopu czy oglądać dramy. Nie siedzę nam nimi codziennie, czasami mam okresy gdy oglądam trzy dramy na raz, a czasami przez miesiąc nic (obecnie dochodzę do siebie po Suspicious Partner), ale zawsze do nich wracam. To samo dotyczy muzyki, jest tak wiele dobrych zespołów, że po prostu staram się nie interesować tymi nowymi bo bym kompletnie wsiąknęła i nie miała czasu na swoje ulubione zespoły i..życie :D



Czy macie podobne doświadczenia? Co jeszcze musicie wyjaśniać? :D Dajcie znać w komentarzach. 


----
gify: otagowane w miarę możliwości, reszta z tumblra odorianki

7/25/2017 11:54:00 AM

Obalamy mity Korei Południowej

Obalamy mity Korei Południowej
Kiedy niedawno po raz kolejny natknęłam się w internecie na spis prawdziwych faktów/rzeczy, które zaskoczą mnie w Korei Południowej, stwierdziłam że nadszedł czas na ten post. Na blogu wystrzegamy się generalizacji (chociaż i nam czasami się to zdarza) i wielokrotnie podkreślałyśmy, że to co znajdziecie na blogu to nasze subiektywne spojrzenie na Koreę Południową, oparte na naszych doświadczeniach. Jednak gdy czytam, że Korea jest taka czy inna, a teorie są wysnuwane na podstawie 3-dniowego pobytu w Seulu to nie wiem czy mam się śmiać czy płakać. Korea Południowa to dużo więcej niż tylko stolica. Wszystkie inne miasta i wsie to też Korea, chociaż często turyści tam nie docierają i arbitralnie zakładają, że Seul=Korea Południowa. Otóż nie. Nawet sam Seul to nie tylko miejsca turystyczne, to także dzielnice oddalone od centrum miasta. Daleko nam od nazywania się ekspertkami od Korei Południowej, sumując wszystkie nasze pobyty w tym kraju nie wyszedłby z tego nawet rok (chociaż już niedługo), ale mimo wszystko przez te miesiące spędzone tutaj poznałyśmy Koreę na tyle żeby wyłapywać te najbardziej nieprawdziwe fakty o Korei, a Ci którzy mieszkają tam na stałe widzą ich pewnie jeszcze więcej.

Na początek kilka faktów z posta "19 rzeczy, które zaskoczą Was w Korei Południowej" z bloga Weekendowi.pl.

Porządek i spokój na ulicach- Największym zaskoczeniem przy okazji pierwszej wizyty w Seulu jest to, że choć miasto jest ogromne – liczy ponad 10 mln mieszkańców – to jednak jest ono w miarę spokojne. W ciągu dnia w centrum nie ma tłumów, ludzie nie wyglądają jakby gdziekolwiek się spieszyli. Podobnie jest nocą – oczywiście, ludzi kręci się tutaj sporo, ale nie ma dzikich tłumów, jakich można by się spodziewać. Gdzie są ci wszyscy ludzie?

Nie wiem gdzie spędzali czas autorzy posta wieczorami, ale spokój? W dzielnicach studenckich czy turystycznych restauracje i kluby są czynne do późnych godzin nocnych, albo i rannych, na ulicach odbywają się występy, a w niektórych miejscach po prostu nie da się przejść. W ciągu dnia oczywiście ludzie siedzą w pracy i szkole, ale wieczorami (i to również w tygodniu, a nie tylko w weekendy) jest tu o wiele tłoczniej niż w przeciętnym polskim mieście. Nie zapominajmy też o obowiązkowej przerwie na lunch, w dni powszednie około godziny 12 ulice są pełne ludzi.


Hongdae nocą, cr: southernerabroad.wordpress.com



Wolni od nałogów- Koreańczycy to bardzo mili ludzie. A także uporządkowani i zdyscyplinowani. Widać to choćby po bardzo czystych ulicach. Mimo tego, że w mieście praktycznie nie ma koszy na śmieci! Obie te rzeczy da się oczywiście banalnie prosto wyjaśnić. W Seulu obowiązuje całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych pod bezwzględną karą mandatu w wysokości 100 dolarów. Ale nie ma powodu jej egzekwować, bo Koreańczycy zwyczajnie nie palą, a jeśli już znajdą się jacyś odszczepieńcy, to mają dla siebie specjalne małe budki w centrum miasta (które pewnie da się policzyć na palcach jednej ręki), przypominające kubiki na lotniskach. Ze śmieciami jest jeszcze ciekawiej – Koreańczycy przykładają ogromną wagę do segregacji śmieci. Do tego stopnia, że gdy po zjedzeniu kanapki lub wypiciu kawy na mieście zostanie im opakowanie, to…pakują je do torby i zanoszą do domu, gdzie wrzucają do odpowiedniego pojemnika. Naprawdę!

Nie i jeszcze raz nie. Czyste ulice? To prawda, że nie ma koszy na śmieci, ale cóż z tego. Wieczorami i nad ranem na ulicach piętrzą się góry śmieci. Rano trzeba lawirować między nimi do stacji metra zanim sprzątacze i właściciele restauracji je uprzątną. Segregacja śmieci? Owszem, ale nie zawsze i nie wszyscy. Niejednokrotnie widziałam jak taki pusty kubek po kawie lądował na stercie innych śmieci leżących na chodniku. Ci którzy chowają śmieci do torby raczej nie robią tego kierowani potrzebą segregacji, a po prostu nie chcą wyrzucać śmieci na ulicę. Same pisałyśmy niedawno o tym, że Koreańczycy segregują śmieci, ale robią to głównie w domu, bo i w domu mają do tego warunki (odpowiednie pojemniki, konkretne kolory worków itd.).


cr: koreajoongangdaily.joins.com
cr: koreajoongangdaily.com

śmieci na plaży Heundae w Busanie cr: koreatimes.co.kr

Żeby nie być gołosłownym tutaj macie kilka artykułów na ten temat: KLIKKLIKKLIK. Temat śmieci jeszcze na pewno na blogu poruszymy, bo to ciekawe zagadnienie i wgląd w zachowania społeczne. Segregujemy w domach, zmuszeni niejako przez system, śmiecimy na ulicach nie czując odpowiedzialności za przestrzeń publiczną?

Nie palą? Palą i to więcej niż w Polsce. Teraz rzeczywiście są zakazy palenia w restauracjach i miejscach publicznych oraz wyższe ceny papierosów, ale wystarczy przechodząc koło restauracji czy biurowca zerknąć w boczną uliczkę, a od razu znajdzie się tych "palaczy-odszczepieńców". Według danych OECD 37% Koreańczyków pali codziennie KLIK, a wielu z nich wpada w nałóg podczas obowiązkowej służby wojskowej. Żeby z tym walczyć rząd prowadzi liczne kampanie- k-popowy zespół Lovelyz został w 2016 roku ambasadorem kampanii antynikotynowej w wojsku KLIK. Czy gdyby problemy śmieci i palenia nie istniały to tak intensywnie by z nimi walczono?


cr: www.thestar.com.my

Jak kawa, to tylko ze Starbucksa. Z drugiej strony – po pobieżnej i ogólnej obserwacji życia w Seulu można w skrócie podsumować, że to hmm…dość zamerykanizowane społeczeństwo. Nie zrozumcie mnie źle – Koreańczycy świetnie konserwują swoje tradycje, ale z drugiej strony, ze wszystkich stron biją w nas te wszystkie symptomy globalizacji: neony, globalne marki, komercja, język angielski. Czy to źle? Trudno powiedzieć…

Wiem, wiem. Same pisałyśmy o tym, że w Korei jest najwięcej lokali Starbucks na świecie, ale nie przesadzajmy. Wielu woli rodzime sieci kawiarni, albo małe kawiarenki z unikalnym klimatem, które stają się teraz szczególnie popularne. Koreańczycy po prostu uwielbiają pić kawę, KLIK. Według danych z 2015 roku w Korei Południowej istnieje 49,600 kawiarni (KLIK)  i Starbucksy nie stanowią tu większości (największa sieć kawiarni pod względem lokali to rodzima Caffe Bene). Zastanawiają mnie też neony jako objaw amerykańskości i globalizacji, czy aby na pewno?

Przepyszne desery w Banana Tree w Gangnam

Różnorodność smaków- Niestety jedzenie nie należy do najtańszych – kociołek zupy rybnej w knajpie (oddajmy sprawiedliwość, że bardzo pysznej), taki powiedzmy dla 2 osób, może kosztować w przeliczeniu na nasze ok. 150 złotych. Z drugiej strony – bardzo rozwinięty i popularny wśród miejscowych jest street food. Na improwizowanych stoiskach znajdziecie krewetki, kiełbaski, owoce morza, deep-frajowane słodkości, a nawet smażone jedwabniki (dość dobre, naprawdę!), którymi zajadają się miejscowi.

Widać autorzy jadali tylko w turystycznych lokalizacjach i to wybierając te droższe punkty, bo spokojnie w Seulu da się zjeść taniej i to nie tylko kupując na ulicznym straganie.

Post udostępniony przez Kejty (@actuallyyk)

Powyżej przykład obiadu za 20zł, a tu link do naszego tekstu o koreańskiej restauracji ze zdjęciami cen KLIK - było taniej.

Najśmieszniejszy zawód świata- Nie zapominaj jednak, że to zatłoczona Azja i w Seulu tak jak w Pekinie w godzinach szczytu na niektórych stacjach pracują specjalni upychacze, których celem jest wpychanie jak największej liczby pasażerów do już i tak zapchanych wagonów. Tak, zanim będziesz podróżować metrem w szczycie, dwa razy się zastanów…

Ani razu, a będąc w Seulu jeżdżę metrem codziennie, nie spotkałam upychacza. W metrze w godzinach szczytu jest oczywiście ciasno, tak samo gdy odbywają się jakieś większe imprezy plenerowe, ale nawet wtedy nie spotkałam takich panów. Raz jeden wracając z festiwalu filmowego w Busanie, czekałam na metro i pracownicy pilnowali porządku, ale broń Boże nie upychali ludzi, a raczej sugerowali, że ten skład jest pełen i trzeba zaczekać na następne metro. Być może autorzy mieli bardzo dużo szczęścia, bo sprawdziłam, że w całej Korei Południowej takich "upychaczy" można spotkać tylko w trzech miejscach w godzinach szczytu: Soge Station Bus Stop Dongdaemun 01, Hwangyoung Transportation Vehicle Kwangmyeong Sagley Bus Stop (Ansan direction), oraz Ansan Station Bus Stop, a i tak jak mówiłam ich główną funkcją jest kierowanie ludźmi, a nie upychanie (tekst na ten temat niestety tylko w języku koreańskim KLIK).



A tak wygląda przeciętna podróż metrem. Koreańczycy ustawiają się w kolejce przy drzwiach, lub "zaklepują" sobie miejsce np. plecakiem.


Na kpopworld.blog.pl trafiłam na "fakt", który moim zdaniem wynika po prostu z niedoczytania w odpowiednich źródłach, ale informacja i tak się rozprzestrzenia:

Około 50% Koreańczyków wyznają chrześcijaństwo. Następna połowa dzieli się na protestantyzm i ateistów. Natomiast pozostałe wiary m.in. buddyzm i islam stanowią mały procent w porównaniu do wcześniej wymienionych religii.

Po pierwsze protestanci to też chrześcijanie. Po drugie tylko około 30% Koreańczyków to chrześcijanie. Po trzecie ateiści stanowią około 50%, a buddyzm wyznaje ponad 20% wiernych, więc ja bym nie powiedziała, że to mały procent (podstawowe informacje można znaleźć na Wikipedii KLIK, albo TUTAJ) Jako ciekawostka mogę dodać, że w Seulu znajduje się największy, pod względem ilości wiernych w zborze, kościół na świecie. Pisałyśmy o odwiedzinach w nim TUTAJ.


A to dla odmiany kwiatki z Popularne.pl:

Koreańczycy bardzo dbają o swój wygląd i używają wielu kosmetyków. To dlatego ich skóra i włosy zawsze wyglądają idealnie.

Wiem, że "Sekrety Urody Koreanek" zrobiły furorę, polskie sklepy są teraz pełne koreańskich kosmetyków, no i w ogóle koreańska pielęgnacja jest teraz na topie, ale nie. Nie wszyscy Koreańczycy mają idealną cerę, nawet nie większość. Wielu boryka się z poważnymi problemami skórnymi i korzysta z usług klinik dermatologicznych, a perfekcyjna tapeta na twarzy ma za zadanie skutecznie (albo nie) ukryć chociaż część niedoskonałości. Ani super geny, ani super kuchnia, ani inna tajemna moc nie sprawia, że Koreańczycy mają lepszą skórę od Polaków.

Zarówno dzieci, jak i dorośli piją mleko podczas obiadu. Dużą popularnością cieszą się tu również jogurty, kefiry oraz mleczne koktajle.

Mleko do obiadu? Na śniadanie widziałam, ale obiad? Jeżeli jestem dorosła i nie biorę piwa czy soju, to pewnie wybiorę wodę, ale mleko? A ta popularność produktów mlecznych? To nie w Korei. W porównaniu do Polski, gdzie mamy zatrzęsienie wszelkich jogurtów, śmietan, kefirów, serów w Korei jest pod tym względem ubogo. Łatwiej znaleźć produkty mleczne w dzielnicach obcokrajowców; Iteawon czy Russian Town... Produkty mleczne nie są w Korei popularne. Wielu kojarzy koreańskie Banana Milk, wszyscy je piją w dramach i to rzeczywiście prawda, jest ono popularne, ale z bardzo prostej przyczyny, jest jednym z niewielu dostępnych. Czy ktoś umie podać jeden, najpopularniejszy jogurt w Polsce, który je większość społeczeństwa? Ja nie, bo po prostu jest ich u nas zbyt wiele. Należy również pamiętać, że Koreańczycy tak jak i wiele innych azjatyckich narodów w większości nie trawią laktozy, więc po co się katować i wmuszać w siebie mleko jeżeli mi szkodzi? Więcej o problemach z trawieniem laktozy przeczytacie tu: KLIK, KLIK, KLIK.

Post udostępniony przez Kejty (@actuallyyk)

To tylko kilka z kwiatków, na które trafiłam wpisując w google "fakty o Korei", "rzeczy które zaskoczą Cię w Korei" i "ciekawostki o Korei", a jestem pewna, że jest tego jeszcze więcej. Słyszeliście jakieś inne mity na temat Korei Południowej?

I wiem, że teraz może to wyglądać tak, że piętnuję wszelkie posty o Korei napisane po wakacyjnym wyjeździe, ale nie o to tu chodzi. Cieszę się, że Koreę odwiedza coraz więcej osób, są bezpośrednie loty z Warszawy, blogerzy piszą o Korei, ale nie zawsze to z czym wracają jest prawdą i trzeba brać na to poprawkę.
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger