4/24/2017 12:19:00 PM

O koreańskim internecie słów kilka

O koreańskim internecie słów kilka

Korea Południowa to kraj, w którym nowe technologie są na porządku dziennym, szybki internet jest rzeczą naturalną, a najpopularniejszą formą spędzania czasu w komunikacji miejskiej jest siedzenie z nosem w telefonie i serfowanie po kolejnych stronach. Jednak jeśli chodzi o wyszukiwarki Koreańczycy utknęli w latach dziewięćdziesiątych.

Korea to jeden z nielicznych krajów na świecie gdzie Internet Explorer jest wiodącą przeglądarką, ale nie ze względu na jej wygodę czy zaawansowanie, ale ponieważ lokalne prawodawstwo nie daje użytkownikowi żadnej innej opcji. Koreańczycy są skazani na IE między innymi przy zakupach online, bankowości elektronicznej, czy korzystaniu ze stron rządowych.

Jak widać na placach jednej ręki można policzyć kraje gdzie IE jest wiodącą przeglądarką.



Wyjaśnienie tego fenomenu jest bardzo proste. W kraju wciąż obowiązuje przestarzałe prawo z 1999 roku ograniczające korzystanie z innych przeglądarek. System płatności online realizowany przez rząd Korei Południowej jest oparty na ActiveX, które oczywiście wymaga programu Internet Explorer, aby działać poprawnie.

Żeby realizować zwykły przelew wymagane jest instalowanie dodatkowych wtyczek i kilkukrotne uwierzytelnianie, co powoduje, że najprostsza transakcja zajmuje niepotrzebnie wiele czasu. Kilka haseł, aktualizowanie oprogramowania i zabezpieczeń, ponowne uruchamianie przeglądarki... Czasami szybciej iść do banku i załatwić sprawę w okienku.

Mimo, że Koreańczycy mogą korzystać z innych przeglądarek do zwykłego serfowania po sieci, przyzwyczajenie bierze górę i IE wciąż króluje. Na szczęście coraz częściej mówi się o zmianie przepisów, więc miejmy nadzieję na rychłe "uwolnienie przeglądarek".



Korea w internetowym świecie wyróżnia się również wyszukiwarką. Google zawłaszczyły około 83% rynku światowego, jednak w Kraju Porannego Spokoju dominującą wyszukiwarką jest Naver (nazwa pochodzi od słowa Navigate, a sama firma została nomen omen założona w 1999 roku), który ma udziały w 70% krajowego rynku.

Naver bliżej niż do Google jest na przykład do Onetu czy WP. Na stronie jest dużo sekcji, banerów, działów z popularnymi tematami, czy blogami. Tym co daje jej przewagę jest skuteczność. W porównaniu do Google działa o wiele lepiej jeśli chodzi o wyszukiwanie w języku koreańskim. Wiele stron, które wyskakuje w wynikach na Naver, w Google się nie pojawi (Przy okazji warto wspomnieć, że na terenie Korei nie działa Google Maps).


Prosty przykład. Wyszukajmy po koreańsku 이브닝 가운 (suknia wieczorowa) na Naver.com oraz na Google.co.kr. Na Naver wyskoczyły 3 wyniki z encyklopedii, 5 wyników z nowości, 5 dokumentów, kilkanaście zdjęć i postów na blogach. Teraz Google: kilka obrazków (w tym tylko 1 z nowości), 1 wynik encyklopedyczny, reszta to blogi. Jak widać Naver jest lepiej dostosowany do potrzeb użytkowników i to właśnie dlatego Google mają w Korei Południowej tylko niecałe 2% rynku.

Wiemy już jakie wyszukiwarki i przeglądarki dominują w Korei, zostały jeszcze komunikatory. Najpopularniejszy z nich to KakaoTalk- darmowa aplikacja na smartfona oraz PC umożliwiająca czat, przesyłanie zdjęć i i filmów, czy prowadzenie rozmów. Jedyny wymóg to oczywiście dostęp do internetu. Ponad 93% użytkowników smartfonów w Korei korzysta właśnie z Kakao. Aplikacja jest na tyle popularna, a internet na tyle powszechny, że praktycznie nie wysyła się sms-ów, a rozmawia właśnie za jej pośrednictwem. Profil użytkownika jest powiązany z jego numerem telefonu, więc gdy zapiszemy czyjś numer, kontakt na Kakao doda się automatycznie. Oczywiście można też wyszukać użytkowników po ich ID. Aplikacja posiada różne inne opcje- gry, sklep z emotikonami, KakaoStory, kupony itd.. Wiele sklepów w dziale kontakt poza (lub nawet zamiast!) e-mailem podaje również ID z Kakao.

Emotikony w aplikacji są rozbrajające, są w stanie przekazać praktycznie każdą emocję.

A co jeśli chodzi o zakupy? Tu od lat dominuje Gmarket, czyli koreański odpowiednik Allegro. Kolejna założona w 1999 roku firma, to niekwestionowany lider, sprzedający po prostu wszystko.




Korzystaliście kiedyś z GMarket, Navera, albo KakaoTalk? Jakie są Wasze doświadczenia? A może słyszeliście o jakimś innym internetowym udogodnieniu charakterystycznym tylko dla Korei Południowej?

Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że z niecierpliwością czekam kiedy Internet Explorer przestanie być tak powszechny ;)

4/19/2017 08:54:00 AM

Czy w Seulu łatwo spotkać kogoś znanego?

Czy w Seulu łatwo spotkać kogoś znanego?
I tak i nie :D Oczywiście Seul to bardzo duże miasto, większe niż Warszawa. W polskiej stolicy mieszka około 2 milionów ludzi, a w Seulu ponad 10 milionów, więc wydaje się to mało prawdopodobne. Jest jednak kilka kwestii, które wpływają na możliwość spotkania znanej osoby i postaram się je tutaj przybliżyć.

Znane, tak na prawdę ZNANE osoby, bardzo popularne, takie, których drama z sukcesem jest właśnie emitowana, takie, których twarz wisi na co drugim autobusie i sklepie, są najtrudniejsze do spotkania. Nie dość, że plan ich dnia jest pilnowany przez managera, mają mnóstwo zajęć, to jeszcze chodzą za nimi sasaeng* i dziennikarze. Takie osoby zwykle są po prostu wożone z miejsca na miejsce i spotkanie na ulicy na przykład G-Dragona albo EXO graniczy z cudem. 

Jednak nie są to przecież jedyne znane osoby w Korei. Kiedy czyjaś sława lekko zblednie, a media zaczynają biegać za kimś innym, można poczuć się swobodniej- jeździć metrem, chodzić do sklepów czy kawiarni. Zresztą wiemy po zdjęciach, że nawet te ultra znane osoby czasami tak robią. 


Byłam w Korei kilka razy, najdłużej 1,5 miesiąca i ZA KAŻDYM RAZEM widziałam kogoś znanego. Oczywiście dowiadywałam się tego głównie dlatego, że ktoś o tym rozmawiał, pokazywał, nagle przebiegała koło mnie masa ludzi, bądź ktoś bardzo się starał aby nie można było zajrzeć do vana, co przyciągało uwagę przechodniów.

Drugi czynnik to kamuflaż ;) W Korei gdy jest się zaziębionym bądź jest smog ludzie noszą maseczki. To bardzo ułatwia gwiazdom zadanie, mogą bez problemu nałożyć taką maskę, czapkę na głowę i po prostu iść do kina czy jeździć metrem. Bardzo dużo ludzi chodzi tak ubranych, nie widać ich twarzy, a wpatrywanie się w kogoś jest niegrzeczne, więc można przejść niezauważonym. Jestem pewna, że widziałam kilka znanych osób nie wiedząc, że to znane osoby (Tu link do zdjęć osób, które ktoś rozpoznał: link). Zresztą nie tylko maseczka pomaga pozostać niezauważonym, połowa Koreańczyków nawet spacerując patrzy w telefon, więc po prostu nie widzą kto ich mija na ulicy.

W Polsce jest łatwiej, można rozpoznać znaną osobę, bo na przykład jest ubrana w markowe ubrania, podjeżdża jakimś super samochodem, a tutaj moda i chęć posiadania dóbr jest tak wysoka, że widzi się w metrze osoby "ubrane" w bardzo dużo pieniędzy. W Warszawie mówimy z koleżankami, że jak ktoś w metrze ma torebkę LV to znaczy, że fałszywa, bo takie osoby powinny jeździć taksówkami albo z kierowcą (Oczywiście są to tylko moje opinie, a ta kwestia wypowiadana z przymrużeniem oka, a zresztą nie zawsze umiem rozpoznać prawdziwą :D), więc jak widać strój nie jest żadnym wyznacznikiem.

Kolejna sprawa to różnica pomiędzy wyglądem scenicznym, a naturalnym. Musicie bardzo dobrze znać tę osobę; jak wygląda bez makijażu, zrobionych włosów, w normalnych ubraniach, ile ma wzrostu, jak chodzi itp. Ten post powstał, ponieważ dziś siedziałam w kawiarni koło Ji Soo, który był tam z kolegami (albo współpracownikami?). Mieli okulary (świeciło słońce), normalne, modne ubrania, siedzieli z nosami w telefonach, czasami o czymś rozmawiali, a ja dwa stoliki dalej czytałam książkę. Nagle zobaczyłam, że ekspedientki dziwnie się zachowują (myślałam, że to chodzi o mnie, ale niestety nie :D), ale reszta ludzi nie zwracała na nich uwagi, nikt nie wykazywał większego zainteresowania, każdy zajęty swoimi sprawami. Oglądałam kilka dram, w których występował, a wczoraj (!!!!!) Strong Woman Do Bong Soon i nawet go nie poznałam! O tym, że to był on dowiedziałam się dopiero jak wyszli i obok zaczęła się rozmowa o tej dramie. 

Wczoraj też widziałam znane osoby, jakiś zespół składający się z dziewcząt które miały kolorowe włosy (co najmniej dwie z nich), wsiadały do vana pod salą weselną/eventową, a tydzień temu mega tłum ludzi pod budynkiem SM w Gangnam.


Ostatnia kwestia, która moim zdaniem pomaga ukrywać się gwiazdom to inne prawo dotyczące przyciemnianych szyb. W Polsce kierowca musi być widoczny, więc czasami zdarza się mi zobaczyć kogoś znanego w samochodzie (Skrzynecka, Nergal, Kayah, Deląg i kilku innych), a tutaj nie ma takiej możliwości. Widzę jakieś mega wypasione auto, myślę sobie, że może to jedzie G-Dragon (chociaż teoretycznie wiadomo jakie ma samochody), ale nie ma takiej opcji. Pozostaje mi jedynie wyobrażanie sobie, że któreś z tych mega aut, które wyjeżdża mi przed twarz, albo przejeżdżało na czerwonym, wiozło ze sobą na przykład Gong Yoo :D

Nawet gdybym spotkała na ulicy kogoś znanego i w dodatku go rozpoznała, znała i lubiła, to i tak bym nie podeszła. Mają wystarczająco ciężkie życie, a Ci moi ulubieni ostatnio wyglądają na zmęczonych, więc nie chciałabym męczyć ich jeszcze bardziej. Jest dużo oficjalnych spotkań z fanami, więc gdybym chciała mieć jakiś kontakt ze swoim ulubionym aktorem to pewnie tam. Chociaż dramy/filmy i w przypadku Big Bang - koncert, mi wystarczą :)

Jakie są Wasze opinie na ten temat? Chcielibyście spotkać kogoś znanego i co by się wydarzyło gdybyście spotkali? Myślicie, że to możliwe, czy ja po prostu mam takiego farta? :D

Edit: dzięki za komentarz na fejsie Anna :) Myślałam, że to jasne, ale tak, to jest post o znanych Koreańczykach tak po prostu, a za przykład podane zostały osoby, które mogą być znane z punktu widzenia Polaka i naszego czytelnika.  Moi koreańscy znajomi nie oglądają za dużo dram, znają te topowe gwiazdy, które robią reklamy itp, ale w niektórych, skrajnych, przypadkach, to jest jak w Polsce. Ja nie oglądam Klanu ani Na wspólnej (a innych seriali to nawet nie znam nazw :D) i często nie kojarzę nawet tych całkiem znanych serialowych aktorów. Tutaj to obserwuję gdy na ulicy jest reklama z kimś kogo ja kojarzę z dramy, a moja koreańska koleżanka w ogóle nie zna tej osoby. Tak jak napisała Ania, jest większe grono "znanych" osób z punktu widzenia Koreańczyka niż osoby odwiedzającej: komicy, aktorzy musicalowi (też robią reklamy :D), nawet politycy. Ale to zasada międzynarodowa, nie dotyczy tylko Korei, "punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia" :) fani baseballu będą może w stanie rozpoznać graczy, mega fani literatury pisarzy, ktoś jakiegoś komika czy polityka.

*sasaeng - 사생팬 
To psychiczni, bardzo nachalni fani, którzy naruszają prywatność swoich idoli. Ścigają ich taksówkami, przebierają się za chłopców by wejść za EXO do WC itp. Nie lubimy ich. Im bardziej są natarczywi i wkurzający, tym wytwórnia i manager bardziej pilnują swoich podopiecznych. Kiedyś można było wysyłać na przykład jedzenie swoim idolom, teraz niektórzy tego nie przyjmują, bo przestali mieć zaufanie do fanów. Różne rzeczy się dzieją :(

4/14/2017 11:23:00 AM

Tradycje kulinarne Korei - recenzja książki

Tradycje kulinarne Korei - recenzja książki
Dzięki wydawnictwu Hanami podczas pobytu w Korei mam możliwość zapoznania się z kuchnią koreańską również teoretycznie. Co innego jeść, doświadczać i próbować, a co innego robić to świadomie. Pani Małgorzata Tomaszewska-Bolałek podeszła do swojej pracy bardzo profesjonalnie, więc w jej książce znajdziemy nie tylko przepisy i opis typowych produktów, ale również wstęp dotyczący kultury i historii związanej z kuchnią.


Jeśli chodzi o wiedzę jestem fanką stwierdzenia "wiem, że nic nie wiem", niezależnie ile się uczymy, czytamy i poznajemy, zawsze jest coś czego nie wiemy, nie umiemy bądź nie rozumiemy. Można założyć, że miałam dosyć sporą wiedzę na temat kuchni koreańskiej, nawet nie chcę liczyć ile ryżu i kimchi zjadłam przez całe życie, ale na szczęście zawsze są jeszcze rzeczy, których nie wiem. Nie mówiąc już w ogóle o gotowaniu i przygotowywaniu potraw. Lubię się uczyć nowych rzeczy, a ta książka zaspokoiła tę potrzebę dużym wstępem teoretycznym.

"Zmiany diety wpływały nie tylko na rozwój kulturowo-społeczny, ale również i biologiczny. Około 12000 lat temu ludzie zaczęli metabolizować bulwy oraz alkohol. Warto przyjrzeć się tym zagadnieniom nieco bliżej, gdyż ewolucja w tym przypadku nie była tak łaskawa dla mieszkańców Azji Wschodniej. Koreańczycy znani są z zamiłowania do napojów alkoholowych. Niestety, tak jak w przypadku Japończyków, Chińczyków czy Inuitów, u wielu osób występuje dysfunkcja dehydrogenazy aldehydowej - enzymu odpowiedzialnego za rozkład alkoholu. Problemy objawiają się rumieńcem, wzrostem ciśnienia, dusznościami, uciskiem w klatce piersiowej, wymiotami, stanami lękowymi, a w skrajnych wpadkach spożycie alkoholu może zakończyć się nawet śmiercią." 

 

Kuchnie narodowe składają się głównie z produktów dostępnych na danym terenie, więc w książce znajdziecie opis tego co rośnie w Korei, z czego gotują Koreańczycy, jak wykorzystują rosnące na półwyspie koreańskim rośliny i zwierzęta. Ciekawy jest też opis tego jak kuchnia się rozwijała, jakie potrawy kiedy "powstały" lub pierwszy raz zostały opisane. Bardzo mi się podoba, że książka traktuje temat bardzo szeroko, Pani Magdalena zdaje sobie sprawę z tego, że świat się zmienia, a kuchnia zachodnia wpływa na to co i jak jedzą Koreańczycy.
 

w książce znajdziecie również wiele przepisów, opisy tradycyjnych potraw, podział na typy jedzenia (zupy, produkty zbożowe, kleiki, słodycze itp.), ale również rozdział poświęcony etykiecie, tego jak wygląda, stół i zastawa. 

Pani Tomaszewska-Bolałek jest prawdziwym znawcą tematu, spod jej pióra wyszedł również odpowiednik dla Koreańczyków o kuchni polskiej. 


Mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć w Seulu, chciałabym kupić tę książkę koreańskiej rodzinie, z którą mieszkam. W razie czego jest dostępna online: w języku koreańskim, japońskim i chińskim.

Do publikacji Pani Małgorzaty należy jeszcze nagradzana książka o japońskich słodyczach: link.

Jedyna rzecz, której mi brakuje, to zapis nazw w języku koreańskim. Autorka korzysta z transkrypcji i nawet poświeciła miejsce aby wyjaśnić z jakiej i dlaczego, ale większość osób, które uczą się koreańskiego nie uczą się transkrypcji, więc niektóre nazwy musiałam sprawdzać w internecie. Koreańczycy również nie uczą się transkrypcji, więc ja chciałam się dopytać o coś znajomych Koreańczyków musiałam wyszukiwać słowo w hangulu.

Tradycje kulinarne Korei zdecydowanie polecamy, jest to książka, która zawiera bardzo dużo rzetelnej wiedzy, dobre przepisy i na pewno będę do niej wracała.

4/09/2017 03:21:00 PM

Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?

Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?
Gdybym dostawała 5 zł za każdym razem gdy ktoś zadaje mi to pytanie to stać by mnie było przynajmniej na dwa tygodnie w Korei :D Pisałyśmy już o organizowaniu podróży do Korei, ale nadal dostajemy takie pytania, więc uznałyśmy, że post o takim tytule jest potrzebny. Postaramy się aby w tym tekście pojawiło się dużo przydatnych informacji, ale przede wszystkim chodzi o uściślenie co i za jaką kwotę można kupić. Gdybyście mieli jakieś pytania, na które nie ma tu odpowiedzi, prosimy o info w komentarzu.


Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?

Krótka odpowiedź: ile chcesz.

Długa odpowiedź:

Równie dobrze mogłabym się zapytać ile pieniędzy potrzebuję na weekend w Krakowie. Z Warszawy mogę polecieć tam samolotem, pojechać pociągiem, autobusem, samochodem lub nawet stopem. Mogę spać u znajomych, pod namiotem, w hostelu, w hotelu. Mogę jeść przywiezione kanapki, chodzić do sklepów i gotować, albo chodzić tylko do restauracji. W ramach pamiątki mogę przywieźć sobie pocztówkę albo dwie siaty ubrań z galerii krakowskiej i obraz lokalnego artysty. To samo, tylko na większą skalę, ma miejsce przy organizowaniu wyjazdu do Korei. Zresztą to ma miejsce przy organizowaniu KAŻDEGO wyjazdu :) Wasze potrzeby i zasobność portfela są najważniejsze. Dlatego najważniejsze to odpowiedzieć sobie na pytania: "czego oczekuję od tego wyjazdu", "co chcę przywieźć", "na czym mi zależy".

Przelot: Cena zależy od sezonu, tego czy lot jest z przesiadką czy bezpośredni, czy w klasie ekonomicznej czy biznes.

Koszt: od 2 do 15 tys zł - lot w obie strony


Wylot wyszukany po najtańszym okresie, z przesiadką, bez patrzenia na godziny, daty i czas podróży, klasa ekonomiczna.


Wylot wyszukany po terminie, lot bezpośredni, klasa biznes.


Przelot w 1 klasie, z przesiadką (LOT ma najwyżej biznes).


Nocleg: Cena zależy od lokalizacji, tego czy nocleg jest ze śniadaniem, jakie są w tym hotelu atrakcje. Może być airbnb, może być booking.com, opcji jest dużo.

Koszt: od 60 do 1500 za noc.


Łóżko w pokoju wieloosobowym, wspólna łazienka, tu nietypowo nawet ze śniadaniem. Powiedzmy, że jedziecie na 2 tygodnie, 56 x 12 = 672 zł.


Pokój w hotelu ze śniadaniem i basenem, dziś akurat zniżka, więc liczmy 941 x 12 = 11 292 zł.

Ja zwykle wybieram airbnb, własne miejsce lub pokój w jakimś fajnym miejscu. Tam dostaje się też zwykle zniżkę, gdy pobyt jest dłuższy. Teraz śpię w domu koreańskiej rodziny, mam własny, bardzo ładny pokój, śniadanie, z kim porozmawiać i po angielsku i po polsku, a gdy potrzebuję ciszy to jest się gdzie zamknąć :D Przykładowa oferta:


3 921 zł za 2 tygodnie.

Jedzenie: To wszystko zależy od tego ile jecie, gdzie jecie i co jecie. W hostelach można gotować, w mieszkaniach z airbnb zwykle też, w dobrych hotelach często macie śniadanie. Koreańskie jedzenie jest w Korei tanie, można też stołować się w 7eleven :D

Koszt: od 50 do 200 zł dziennie.

Przykładowy koszt dziennego jedzenia na mieście.

  • "Na bogato" (moje bogato, bo jest jeszcze bogatsze bogato :D)
  • Omlet z borówkami 5 600 i kawa 3 500 w Sinchon 
  • Pączek z dunkin donuts  1 800
  • Bibimbap albo np zupa z bulgogi 8 000
  • Rybki z pastą z czerwonej fasoli, 3 za 1 000
  • Soju i kurczak w barze 4 500
  • Razem 24 400 (ok 74 zł)
  • "Taniej"
  • Kimbap z tuńczykiem, kawa z 7evelen 3 500
  • Pączek mleczny z dunkin donuts 1 000
  • Bibimbap od Ahjummy 6 000
  • Rybki z pastą z czerwonej fasoli, 3 za 1 000
  • Kawałki kurczaka ze stoiska na ulicy i soju z 7eleven 3 000
Razem 14 500 (ok 44 zł)

Na tej podstawie wyliczacie sobie dniówkę, Przy moim "na bogato" na 12 dni to będzie 74 x 12 = 888. Przy taniej 528. Wiadomo, że jednego dnia wydacie więcej a innego mniej. Ja zwykle zakładam około 100 zł dziennie, jak wydam mniej to super, ucieszę się z oszczędności. Po kilku razach przestałam już zapisywać, wiem mniej więcej ile wydaję i mieszczę się w budżecie.

Przejazdy: Wszystko zależy od tego gdzie chcecie pojechać. W tym roku jadę do Hongkongu, więc dużo wydam na przejazdy, rok temu byłam na Jeju, dwa lata temu jeździłam po całym kraju, a raz miałam taki pobyt, że 2 tygodnie spędziłam w jednym miejscu.

Koszt: od 0 do 2 000 zł.

Wszystko jest do sprawdzenia i ceny są łatwe do policzenia. Jeśli jesteście tylko w Seulu to też wystarczy sprawdzić po ile jest metro i ile mniej więcej chcecie jeździć. Na pewno dojazd z i na lotnisko, a później to kwestia waszych potrzeb. Zacznijcie od zastanowienia się co chcecie zobaczyć, a później trzeba to po prostu policzyć.



Odpalcie google maps i dosłownie palcem po mapie, wybierzcie miejsca, które chcecie zobaczyć, a one ułożą się w mapę.


To plan mojej pierwszej podróży do Korei, niektóre miejsca ominęłam, bo trzeba by było bardzo zboczyć z trasy i niepotrzebnie tracić czas na zbędne dojazdy.

Incheon -> Seoul -> 3 dni w Seulu -> Mokpo -> Jeju -> Udo -> Jeju -> Wando -> Bosang -> Suncheon -> Busan -> Gyeongju -> Sokcho -> Seoul -> Inecheon

Na tej podstawie policzyłam ile potrzebuję na przejazdy: lotnisko-miasto, 3 dni miejskie, autobus do Mokpo, prom x 2, mniejsze przejazdy między miastami na południu, 2 dni w Busan, pociąg, autobus do Sokcho, autobus z Sokcho z Seulu, miasto-lotnisko. Po prostu wszystko do siebie dodałam i założyłam, że pewnie wydam więcej o jakieś 150 zł (wydałam mniej niż założyłam ;p)


Atrakcje:Tutaj jeszcze bardziej wszystko zależy od waszych upodobań. Lubicie kpop? A może wyprawa na koncert jakiegoś zespołu? Do tego dochodzą muzea, występy, ubrania, pamiątki itp.

Koszt : od 0 do NIE MA LIMITU zł :D

Limitem jest wasza wyobraźnia, można wybrać się na piechotę podziwiać Seul z pobliskiej góry (0 W), można wjechać na Namsan Tower (10 000 W) albo Seoul Sky (24 000 W), można wziąć udział w lekcji gotowania, wybrać się na koncert G-Dragona (w czerwcu 2017 :D). Chodzenie po muzeach to też kwestia wyboru: są dni darmowe, są miejsca gdzie nie ma opłaty, a są też takie atrakcje jak Trick Eye Museum gdzie bilet kosztuje 15 000 W. Możecie też odwiedzić Lotte World za 52 000 W lub oddać się w macki konsumpcjonizmu w jednym z bardzo wielu centrów handlowych. Nie mówiąc już o takich wydatkach jak operacja plastyczna lub tatuaż (duuużo drożej niż Polsce).


Nie znam nikogo kto przyjechał na operację plastyczną ;), ale wiele osób decyduje się na Lotte World czy zakupy u projektantów. Radzę abyście wybrali 3 najdroższe rzeczy, które chcecie zobaczyć/zrobić w ramach atrakcji, a reszta po prostu zmieści się w cenie dniówki. Warto też pomyśleć czy chcecie przywozić pamiątki, wysyłać kartki itp, to są rzeczy, które możecie policzyć przed przyjazdem.


Pamiętajcie, że wszystko zależy od Waszych potrzeb i nastawienia, wcale nie musicie tego liczyć, kwestia przetrwania jest bardzo łatwa, można dać radę wydając minimum, ale sugeruję odpowiedzieć sobie na pytanie: PO CO CHCĘ JECHAĆ DO KOREI? Znając odpowiedź na to pytanie będziecie w stanie zaplanować podróż i oszacować wydatki. Powodzenia! W razie pytań zapraszamy do kontaktu :)

3/23/2017 03:09:00 PM

Dzieci poszły do Polski

Dzieci poszły do Polski
CHU SANG-MI

Koreańska aktorka, a od niedawna również reżyser. Do tej pory nakręciła trzy filmy krótkometrażowe, obecnie kończy prace nad filmem dokumentalnym na temat ośrodka dla północnokoreańskich sierot wojennych, działającego w latach 50-tych w Płakowicach (obecnie dzielnica Lwówka Śląskiego) niedaleko Wrocławia. W planach ma również film fabularny na ten temat.


Dzień dobry. Chcę zacząć od pytania skąd dowiedziałaś się o północnokoreańskich sierotach w Polsce i dlaczego zainteresował Cię ten temat? Od czego się zaczęło?

Wcześniej nakręciłam trzy filmy krótkometrażowe i od jakiegoś czasu szukałam tematu na film pełnometrażowy. Przypadkowo trafiłam na artykuł znajomego dziennikarza na ten temat. Dowiedziałam się wtedy, że polska dziennikarka radiowa- Jolanta Krysowata napisała książkę, połączenie fikcji i reportażu, na temat życia północnokoreańskich sierot w Polsce w latach 50-tych.

Później spotkałam również profesor Choi Sung Eun z Wydziału Polonistyki na Hankuk University of Foreign Studies, która miała w planach przetłumaczenie tej książki. Gdy Koreę odwiedził prezydent Bronisław Komorowski i spotkał się z prezydent Park Geun Hye, profesor Choi pracowała jako tłumacz i wspomniała prezydentowi o swoich planach. Okazało się, że matka prezydenta Komorowskiego uczyła muzyki północnokoreańskie dzieci.

Wracając do mnie, zawsze byłam zainteresowana tematem Korei Północnej oraz dorastaniem dzieci. Pomyślałam, że obie te rzeczy mogę połączyć w tej historii.

Jestem przekonana, że uda mi się w tym filmie zawrzeć również temat reunifikacji Korei oraz globalnego problemu uchodźców. Dzięki tej historii o miłości, uda się pokonać różnice pomiędzy kulturą Wschodu i Zachodu, różnice etniczne, kulturowe i ideologiczne.

Kilka lat temu Jolanta Krysowata nagrała audycje radiowe, nakręciła film dokumentalny „Kim Ki Dok”, oraz wydała książkę „Skrzydło anioła” właśnie o tych wydarzeniach. Mimo to temat nadal jest słabo znany w Polsce. Czy w Korei Południowej ktokolwiek słyszał o tej historii?

W Korei Południowej praktycznie nikt nie słyszał o tej historii. Zastanawiam się jakie będą w związku z tym reakcje widzów, kiedy dowiedzą się, że to prawdziwa historia północno, a nie południowokoreańskich sierot.

Czasy się zmieniają i wydaje mi się, że stoimy na progu do zjednoczenia Korei. W Korei Południowej żyje obecnie ponad 30.000 uciekinierów, ale wskaźnik samobójstw wśród nich jest niepokojąco wysoki. To rzeczywistość o której nie wiemy, ludzi którzy żyją tuż obok nas. Jeżeli nastąpi zjednoczenie to co powinniśmy zrobić z 25 milionami Koreańczyków z Północy? Myślę, że to czas kiedy powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić i mam nadzieję, że mój film będzie jednym z głosów w tej sprawie. Będzie zadawał pytania...

Jaki tytuł będzie miał twój film i dlaczego?

„Dzieci poszły do Polski” - ponieważ ta historia jest nieznana w Korei, już w tytule chcę zawrzeć część informacji. Słowa polski czy Polska, są dla Koreańczyków dziwne i obce, więc i tak tytuł filmu będzie dla nich bardzo zagadkowy.

cr: www.koreaherald.com. Od lewej: Pierwszy Sekretarz i Konsul Maksymilian Zych, reżyser Chu Sang-mi, Ambasador Polski w Korei Południowej Krzysztof Ignacy Majka oraz jego żona Zofia Majka, Sekretarz Kim Soo-hyung. Po seansie filmu "Kim Ki Dok" w Seoul Museum of History.

Czy w filmie poruszysz jakieś nowe wątki lub tematy, o których jeszcze nie słyszeliśmy? Może dotarłaś do jakiś nowych informacji?

Przede wszystkim pracuję nad tą historią dwutorowo: najprawdopodobniej w przyszłym roku rozpocznę prace nad filmem fabularnym, a obecnie pracuję nad filmem dokumentalnym, do którego materiały zbieraliśmy w październiku zeszłego roku w Polsce.

Film fabularny będzie fikcją, ale oczywiście bazującą na prawdziwej historii. Odpowiedzi na wszystkie historyczne pytania będą natomiast zawarte w filmie dokumentalnym. Aktorzy, którzy zostali wybrani do filmu fabularnego pojawią się również w filmie dokumentalnym.

W castingu który przeprowadzałam brali udział uciekinierzy z Korei Północnej. Lee Song, dziecko z Korei Północnej, to główny bohater filmu dokumentalnego. Film będzie w pewnym stopniu filmem drogi, który pokazuje historię północnokoreańskich sierot Wojny Koreańskiej i równocześnie cierpienia współczesnych uciekinierów z Korei Północnej. Przez tę podróż Lee stanie naprzeciw swoich problemów. Dziecko Korei Północnej, które leczy swoje  rany i odzyskuje spokój ducha dzięki historii o wielkiej miłości polskich nauczycieli. Konfrontuje się z własnymi problemami i poszukiwaniem tożsamości.

Zbierałaś materiały w Polsce, poznałaś kilku żyjących uczestników tych wydarzeń, co o nich myślisz? Byli tacy jak oczekiwałaś, czy rozmawiając z nimi inaczej spojrzałaś na całą sprawę?

Z różnych powodów nie udało mi się spotkać ze wszystkimi, ale rozmawiałam z kilkoma ważnymi dla tej historii osobami. W pamięci zapadł mi szczególnie wywiad z Panem Józefem Borowcem, który powiedział, że „Wiedzieliśmy kim są te dzieci i byliśmy pod wrażeniem, że nie mówią do nas nauczycielu czy wujku, ale po prostu tato i mamo.”

Polacy pracujący w ośrodku to byli ludzie skierowani tam przez system komunistyczny, to był ich obowiązek, ale mimo to stali się dla tych dzieci rodzicami. Po 6 latach nadal płakali i tęsknili za dziećmi, które zostały odesłane do Korei Północnej i o których nawet nie wiedzieli czy nadal żyją. To właśnie jeden z tematów tego filmu- jak bardzo niezwykła potrafi być miłość.

Spotkałam ludzi, którzy w dzieciństwie czy wczesnej dorosłości przeżyli wojnę i znają jej okrucieństwo. Rany zadane koreańskim dzieciom raniły również ich, rozumieli ich ból.

cr: news.chosun.com

To zaskakująca historia, pełna emocji, poruszająca serca. Dzieci i ich nauczycieli połączyła miłość, stworzyli razem namiastkę domu. Myślisz, że takie porozumienie było możliwe przez podobne przeżycia i traumy? (Wojna Koreańska  i Druga Wojna Światowa, utrata rodzin i domów)

Dziękuję za to pytanie. Właśnie o to chodzi, ich rany stworzyły z nich rodzinę. Jeden z fragmentów filmu to właśnie „czas ran”.

Są różne rodzaje okaleczenia, można być w równiej mierze okaleczonym fizycznie przez ludzi oraz psychicznie przez swoje doświadczenia (sieroty wojenne i uchodźcy uciekający przed ISIS)

Zdolność do empatii leczy poranione dusze. To wybór każdego z nas! Polacy zdecydowali się pomóc innym. Niestety wydaje mi się, że Koreańczycy nadal nienawidzą się nawzajem przez ból spowodowany Wojną Koreańską.

Po tylu latach od polskiego filmu, w końcu będziemy mieli okazję zapoznać się z tą historią opowiedzianą z koreańskiej perspektywy. Spodziewam się innego spojrzenia na temat, może odrobinę innej wrażliwości i uwypuklenia innych aspektów?

To będzie film z wieloma nawiązaniami do ponownego zjednoczenia Korei, ale będzie również zadawał pytania o fale nacjonalizmu i ekskluzywizm w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Wiem, że różni nas kultura, religia i wartości, ale porzucone dzieci, niewinne i cierpiące tylko z powodu swoich narodzin zawsze cierpią podobnie. Politycy zajmują się polityką, ale uważam, że twórcy również powinni głośno mówić o takich sprawach i stać się głosem pamięci, obudzić sumienia.

Każdy z nas ma swój wewnętrzny kompas sumienia. Jego esencją jest chyba macierzyństwo, tak silne uczucie, że przezwycięża wszystko inne. Powinniśmy je odnaleźć i to właśnie chcę przekazać przez moją pracę.

Dla kogo jest Twój film?

Dla zmęczonych konkurencją i wiecznym dążeniem do sukcesu Koreańczyków, którzy pragną coś zmienić.

Na jakim etapie jest teraz produkcja?

Teraz jestem na etapie kończenia montażu. Film dokumentalny powinien pojawić się w kinach w lecie.

Równolegle pracuję nad filmem fabularnym, ale wymaga to dużo wysiłku. Samo zdobycie funduszy, budżet będzie  wynosił  około  5 milionów dolarów, do tego praca nad scenariuszem. Konieczny jest research w Polsce, dlatego wkrótce planuję kolejną wizytę, w tym lub na początku przyszłego roku, w celu zebrania reszty informacji.

cr: www.koreaherald.com. Zdjęcia wychowanków ośrodka.

W związku z filmem fabularnym robiłaś również przesłuchania północnokoreańskiej młodzieży. Opowiesz nam o tym coś więcej?

W filmie pojawia się wiele dzieci (w wieku od 4 do 18 lat) dlatego szukałam wielu aktorów, zarówno z Korei Południowej jak i Północnej. Zaczęłam od przesłuchań dzieci z Korei Północnej, których było ponad dwadzieścioro, ale wciąż szukamy. To film oparty na faktach, więc zależy mi na możliwie największym autentyzmie. Chciałabym uchwycić unikatowość dzieci z Korei Północnej, różnice w wyglądzie i języku.

Po zakończeniu castingów mam w planach miesięczny obóz treningowy dla aktorów. Dzieci z Korei Północnej będą uczyły te z Korei Południowej zachowań i dialektu północnokoreańskiego, tak by stało się to dla nich naturalne.

Film będzie wyświetlany w Korei, ale mamy również nadzieję, że pojawi się na jakiś festiwalach w Polsce?

Oczywiście. Chcę żeby film był dostępny również w Polsce, dlatego współpracuję w tej sprawie z Polską  Ambasadą.

Dziękujemy za wywiad i mamy nadzieję wkrótce zobaczyć Cię w Polsce.

Dziękuję bardzo!

3/11/2017 06:40:00 AM

Polska w Korei Południowej

Polska w Korei Południowej
Zastanawialiście się kiedyś ile Polski da się znaleźć w Korei Południowej? O dziwno mimo dzielących nas kilometrów trochę jej tu jest. Na początek kilka faktów.

Pierwszymi Polakami, którzy pojawili się na Półwyspie Koreańskim pod koniec XIX wieku i opisali swoje doświadczenia byli naukowcy-podróżnicy Jan Kalinowski i Władysław Kotowicz. Pierwszym pisarzem był natomiast Wacław Sieroszewski (o jego książce "Korea- klucz Dalekiego Wschodu" wspominałyśmy TUTAJ).

Stosunki dyplomatyczne z Koreą Południową nawiązaliśmy dopiero 28 lat temu, czyli w 1989 roku. W Polsce upadł komunizm, więc wcześniej dość ścisłe relacje z Koreą Północną się ochłodziły, a te z Koreą Południową zaczęły kiełkować. Obecnie w Polsce ma siedziby kilkanaście koreańskich firm, a eksport pomiędzy krajami rośnie. Poza tym w Seulu działa prężny wydział polonistyki, największy w Azji pod względem liczby studentów (nasz wywiad z jego studentem przeczytacie TUTAJ).

Miałyśmy okazję odwiedzić uczelnię i uczestniczyć w zajęciach z kultury Polski. Studenci przygotowali prezentacje i... zaskoczyli nas. Ich wiedza na temat polskiego malarstwa była imponująca (muszę z ubolewaniem przyznać, że nie znałam wszystkich artystów, o których wspominali). Poza tym naprawdę dobrze się tam bawiłyśmy. Mimo że studenci pierwszego roku nie byli w stanie płynnie się z nami komunikować, udało nam się „zjednoczyć” testując najlepsze smaki polskiej wódki ;)


Wydział polonistyki znajduje się w sporej odległości od centrum stolicy, ale jeżeli będziecie mieli czas warto tam zajrzeć i odszukać obelisk z kilometrami dzielącymi Polskę i Koreę (dokładnie 7736km). Inny „polski znacznik” odnajdziecie również w międzynarodowej dzielnicy Seulu- Itaewon. Po wyjściu z metra patrzcie uważnie pod nogi, a bez problemu traficie na płytę z mapą Polski i przywitaniem.


Na drugim końcu kraju, w Busanie, czekają za to inne płyty. W alei gwiazd swoje odciski dłoni zostawili Agnieszka Holland i Krzysztof Zanussi, którzy odwiedzili miasto przy okazji Busan International Film Festival (więcej o wizycie na festiwalu).

Dorota Kędzierzawska, Agnieszka Holland i Krzysztof Zanussi. cr: Adam Mickiewicz Institute

Na szczęście chodniki to nie jedyne miejsca z polskimi akcentami. Od czasu do czasu w sklepach można trafić na przykład na polskie piwo, ciastka, czy sok z aronii. Wśród Koreańczyków dobrą renomę ma również ziaja. Kosmetyki tej firmy są wręcz rozchwytywane przez Koreanki, co na początku dziwi, biorąc pod uwagę jak wielki jest rynek kosmetyczny Kraju Porannego Spokoju i że to właśnie koreańskie kosmetyki robią się popularne w Polsce.

Zabójcze ceny Łomży, 3000 wonów to ponad 10zł!

Nie można zapomnieć o ceramice z Bolesławca, która w zaskakujący wręcz sposób jest przez Koreańczyków lubiana. W całym kraju jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy specjalizujące się w sprzedaży polskiej ceramiki, tylko w Seulu jest ich kilka, a popyt jest na tyle duży, że na dostawy towaru trzeba czekać miesiącami. Zaczęły się już nawet pojawiać chińskie podróbki!


W koreańskiej telewizji swego czasu wyświetlano nawet program o Manufakturze w Bolesławcu


Znaki, jedzenie, ceramika...ale chyba najważniejsi są ludzie. Nie zapominajmy o koreańskiej Polonii. Nie jest ona zbyt liczna- w Ambasadzie Polski w Korei Południowej jest zarejestrowanych około 150 osób, ale trzeba też doliczyć studentów czy ludzi przyjeżdżających tu do pracy na krótszy okres czasu, więc jest to liczba dość płynna. Ambasada co roku organizuje kilka imprez okolicznościowych (w zeszłym roku po raz pierwszy "Dzień Polski w Seulu"), a w części z nich biorą udział działający na terenie Korei polscy księża Pallotyni.

Warto również wspomnieć o programie telewizyjnym "Non-Summit" (비정상회담), w którym przedstawiciele różnych krajów świata dyskutują na temat kultury i polityki. Przez pewien czas jego panelistą był Przemysław Krompiec, dzięki któremu Koreańczycy dowiedzieli się czegoś więcej o naszym kraju. 


To nie jedyny polski akcent w telewizji. W innym popularnym show "Please Take Care of My Refrigerator" (냉장고를 부탁해) jednym z uczestników jest polsko-bułgarski kucharz Mihal Ashminov, który zadziwiał gości na przykład polskimi zrazami (które dały mu zwycięstwo w programie!). Poza telewizją prowadzi on również bułgarską restaurację Zelen w Itaewon i jeżeli chcecie zjeść polską kuchnię w Seulu to warto o niej pamiętać. W Korei niestety nie ma ani jednej polskiej restauracji, na szczęście w Zelenie od czasu do czasu organizowane są dni polskie.



Poza wyżej wymienionymi w telewizji pojawiają się okazjonalnie inne polskie akcenty jak na przykład odcinek o wizycie u żony Polskiego Ambasadora, czy program podróżniczy. W dramach czasami powiewają polskie flagi, a w jednym z seriali piosenką, przy której się bawiono była "Bania u Cygana" ;)



Nie można zapomnieć o działalności Instytutu Adama Mickiewicza, który intensywnie promuje polską kulturę za granicą. Co roku w Korei odbywa się co najmniej kilka polskich wydarzeń- od wystaw w muzeach, przez koncerty czy przedstawienia teatralne. Zdecydowanie warto śledzić działalność instytutu, o tym co robi w Korei przeczytacie TUTAJ.

Wystawa "Eye on Poland" w Seulu w 2015 roku, cr: http://www.eyeonpoland.eu/

Koreańczycy czytają również polską literaturę- Wisława Szymborska, Henryk Sienkiewicz, Zbigniew Herbert, to tylko kilku z dostępnych w języku koreańskim autorów, a ich liczba rośnie (wydano również polską książkę kucharską!). Podobnie jest z muzyką, w większości są to artyści jazzowi, ale od 2015 roku i zwycięstwa Cho Seong-Jin w Konkursie Chopinowskim płyty z nagraniami utworów Fryderyka Chopina wyprzedają się jak świeże bułeczki.




Jak widać Polska w Korei jest, mimo że nie w oszałamiających ilościach. Koncerty, wystawy, sklepy... mamy nadzieję, że będzie ich coraz więcej i już niedługo zjemy obiad w polskiej restauracji w Seulu. Wciąż tropimy polskie ślady, więc jeżeli o jakiś słyszeliście to dajcie znać ;)

2/20/2017 04:48:00 PM

Bukchon Hanok Village (북촌한옥마을)

Bukchon Hanok Village (북촌한옥마을)
Bukchon Hanok Village, czyli "północna wioska" to dzielnica starych domów- hanoków leżąca na północ od strumienia Cheonggyecheon, pomiędzy pałacami Gyeongbukgung (경복궁) i Changdeokgung (창덕궁) w Seulu.


Gdy "wioska południowa" była domem dla niższych rangą oficjeli, w Bukchon znajdował się teren zamieszkały przez tych najważniejszych, koreańską elitę dynastii Joseon. Ci, którzy nie mieszkali w pałacu, właśnie tu budowali swoje posiadłości. To tutaj knuto, intrygowano i walczono o lepszą pozycję na królewskim dworze.

Obecnie jest to jedyne miejsce w stolicy gdzie można zobaczyć tak gęstą zabudowę hanoków. Gdy Korea Południowa przeżywała bum gospodarczy w zastraszającym tempie wyburzano takie domy, każdy chciał mieszkać w nowym, luksusowym mieszkaniu. Jeszcze 30 lat temu w Seulu było ponad 800 000 hanków, dziś jest ich tylko 12 000, z czego 900 znajduje się w samym Bukchon.



Od 2000 roku teren został objęty programem rewitalizacyjnym, mającym na celu uratowanie pozostałych zabudowań. Właściciele dostali bezzwrotne granty oraz preferencyjne pożyczki na renowacje, w Bukchon zaczęły powstawać galerie, kawiarnie i muzea, a Koreańska Organizacja Turystyczna zaczęła promować Hanok Stay– program umożliwiający pobyt w tradycyjnym domu. Ceny domów szybko podskoczyły, a cały teren stał się modną dzielnicą, co na szczęście nie pozbawiło Bukchon niezwykłej atmosfery.


Noclegi w hanokach stały się wręcz główną atrakcją okolicy, na Airbnb można znaleźć naprawdę świetne okazje: TU, TU i TU są nasze ulubione, a TU hanok w nowoczesnym wydaniu.




Nadal jest to miejsce gdzie można poczuć ducha starej Korei. Poza tym nie jest to skansen wybudowany dla turystów, czuć, że to miejsce żyje, większość domów jest zamieszkana i należy do prywatnych właścicieli.

Gęstwina wąskich uliczek (nie wiedzieć czemu prawie zawsze biegnących pod górę ;)), morze fantazyjnie powyginanych dachów... byłby to raj dla fotografów gdyby nie wszędobylskie kłęby kabli zwieszające się nad głową. Mimo to miejsce urzeka swoją atmosferą, można się tu włóczyć cały dzień. Turystów jest dużo, ale i tak wydaje się być tu dużo spokojniej niż w innych częściach zabieganej stolicy.




To tutaj jadłyśmy najlepszy Bungeoppang (붕어빵)- chlebek w kształcie rybki wypełniony pastą ze słodkiej czerwonej fasoli. Niektórzy Koreańczycy uważają, że istotne jest, od której strony zacznie się swoją rybkę jeść (ogon, głowa, albo od środka) i ma to związek z charakterem danej osoby. Zaczynający od głowy to urodzeni optymiści, nieprzejmujący się dniem dzisiejszym. Jedzący od strony ogona to nieśmiali romantycy. Ci którzy zaczynają od środka (swoją drogą dość ciekawa technika jedzenia) to aktywni i otwarci ludzie. Okazuje się, że team Oppy jest w tym przypadku niejednorodny i jedna z nas zaczyna jeść od głowy, a druga od ogona.



Niedaleko znajduje się też Polska Ambasada, więc nie zdziwcie się gdy spotkacie tu więcej rodaków niż w innych częściach miasta ;)

INFORMACJE PRAKTYCZNE: 
  • Dojazd: Anguk Station (linia 3), wyjście 1 lub 2 
  • Godziny otwarcia: 24/7 przez cały rok 
  • Wstęp: bezpłatny 
  • Oficjalna strona: Bukchon Hanok Village
    Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger