6/20/2016 04:08:00 PM

Maseczki, kremy, lampiony i kapusta, czyli relacja z K-Beauty Poland i Korea Festival 2016.

K-beauty in Poland. Co się za tym kryje? K-beauty, czyli koreańskie piękno i uroda. 10 czerwca w Warszawie odbyła się konferencja na ten temat i dziś Wam trochę o niej opowiem. Wydarzenie organizowała Koreańska Agencja Promocji Handlu i Inwestycji (KOTRA), a jej celem było zapoznanie się z rynkiem kosmetycznym w Polsce i Korei Południowej. Tyle suchych faktów, a jak to wyglądało z mojego punktu widzenia?

Po rejestracji i spróbowaniu kilku ciasteczek (ach te konferencyjne bufety) grzecznie zajęłam miejsce na widowni i przez kilka następnych godzin słuchałam wystąpień zarówno o przemyśle kosmetycznym w Korei jak i w Polsce. Nie będę się teraz zagłębiać we wszelkie  dane statystyczne i postawy prawne (mimo, że jestem ich fanką), ale przejdę do tych prelekcji, które przyciągnęły na salę najwięcej słuchaczy. Pierwszą z nich był panel bloggerów, rozprawiających nad swoimi ulubionymi koreańskimi kosmetykami (miesiąc wcześniej dostali kilka kartonów do przetestowania). Z zainteresowaniem słuchałam czemu wybrali takie, a nie inne produkty oraz co ma do zaoferowania rynek kosmetyków dla mężczyzn.

Nie mogłam się powstrzymać, zdjęcie tabelek też jest ;)

Czarszka, Ola Niepsuj, Twoje Źródło Urody i subiektywnablog.pl 

Następnie miał miejsce  pokaz makijażu wykonany przez przedstawicieli marki Missha. W tym momencie sala trochę się wyludniła (makijaż trwał za długo, a przy zbyt jasnym oświetleniu obraz na ekranie też był zbyt niewyraźny żeby można było śledzić z uwagą kolejne etapy malowania modelki). Publiczność ożywiła się na informację, że firma przygotowała dla wszystkich małe upominki (która kobieta nie chciałaby darmowego zestawu kosmetyków?), ale największe tłumy przyciągnął ostatni z zaproszonych gości.

Tak naprawdę wszyscy czekali chyba głównie na wystąpienie Charlotte Cho, autorki książki „Sekrety urody Koreanek” (nasza recenzja TUTAJ). Jednak zanim na scenę wyszła Charlotte pojawił się tam jej mąż, Dave, który opowiedział nam o ich firmie, trendzie na koreańskie kosmetyki w Stanach, a także o Charlotte i tym jak wiele dla rozprzestrzeniania się tego trendu robi. Sama autorka weszła na scenę z obszerną torbą pełną jej ulubionych produktów i opowiedziała nam o 10 krokach pielęgnacji cery oraz o kosmetykach, których sama używa.

Charlotte, Dave i tłumy do Charlotte po autograf.

Tak zakończyła się część oficjalna spotkania i pozostało mi tylko zwiedzić stoiska wystawców. Pooglądałam nowinki kosmetyczne, maski, kremy, toniki... Prowadzimy blog o Korei Południowej, ale żadna z nas nie jest ekspertką od koreańskiej branży kosmetycznej, więc o kilku firmach usłyszałam po raz pierwszy. Ze świeżo zdobytą wiedzą i inspiracją na najbliższe zakupy pożegnałam K-Beauty in Poland i już zaczęłam myśleć o następnym dniu. W sobotę na warszawskiej Agrykoli już po raz piąty odbywał się Korea Festival (relacja z zeszłorocznej edycji).


W tym roku przybyłam na miejsce dopiero koło godziny 14. Interesowały mnie przede wszystkim występy na głównej scenie, ale i tak przeszłam się po stoiskach. Tak jak się spodziewałam poza lekką zmianą konfiguracji nie zauważyłam większych zmian. Jak kilkukrotnie wcześniej o tym wspominałam, co roku pojawiają się dokładnie takie same atrakcje i szkoda, że nie ma na festiwalu "namiotu rotacyjnego", w którym co roku pojawiałby się jakaś nowość. Jest to jedyny minus i tak na prawdę wynika z tego, że po prostu już tych wszystkich rzeczy próbowałam. Dla tych, którzy po raz pierwszy stykają się z kulturą Korei atrakcje są na pewno ciekawe i niosą wiele radości. Z przyjemnością patrzyłam na tłumy zwiedzających robiących wachlarze, przymierzających hanboki, czy próbujących sił w tradycyjnych grach

Ja nie miałam drabiny do robienia zdjęć, a szkoda ;)


Jedzenie jak zwykle było pyszne i jak zwykle dwa razy musiałam obejść stoiska żeby się na coś zdecydować.

Pyszne Chapchae.

Chwilę przed 15 zajęłam miejsce pod sceną w oczekiwaniu na główne występy. W tym roku był to Sunban Suljanggu - solista grający na Janggu (bęben w kształcie klepsydry), polski zespół Percu Chopin Group oraz niekwestionowana gwiazda wieczoru - NANTA.


NANTA, czyli niewerbalne widowisko muzyczne łączące tradycyjną muzykę koreańską, taniec i gotowanie. Musical zjeździł już cały świat (był też wystawiany na Brodway'u) i w końcu zawitał do Polski. Tu muszę się przyznać, że to moje pierwsze z nimi spotkanie, mimo że teatr, w którym wystawiają przedstawienia mieścił się przysłowiowy rzut kamieniem od mojego mieszkania w Seulu i wielokrotnie go mijając obiecywałam, że kiedyś tam zajrzę. Traf chciał, że pierwszy raz zobaczyłam ich w Warszawie.


Publiczność bawiła się świetnie i wchodziła w interakcje z aktorami, którzy poza bębnieniem czy wystawianiem kolejnych "scenek z życia kuchni", bardzo intensywnie szatkowali kapustę (kto był ten wie o czym mówię ;)). Gdy zwycięzcy w loterii odbierali nagrody, musieli na scenie lawirować między wszechobecną na scenie kapustą :D



A propos loterii, utwierdziłam się w przekonaniu, że szczęście w grach hazardowych jest u mnie bliskie zeru i niestety znowu nic nie wygrałam. Zdruzgotana porażką wkrótce potem opuściłam festiwal. Wrócę tu za rok, obejrzeć kolejne występy, które jak co roku wypadły świetnie. A Wy? Byliście? Jak wrażenia? Co Wam się podobało, a może coś byście zmienili? Czekamy na komentarze :)

13 komentarzy:

  1. To był mój pierwszy festiwal kultury koreańskiej. Wyszłam zachwycona! Organizacja na najlepszym poziomie, a same występy fajnie przygotowane. Do tej pory ogladam NANTE na yt :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. NANTA najlepsza!No i super, że się dobrze bawiłaś :)

      Usuń
  2. Och jak żałuję że nie dałam rady być na Korea Festival :( mam nadzieję że za rok będę mieć okazję ;)
    Czy cera Charlotte Cho na żywo też jest taka piękna?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam cały czas się na nią wgapiać (dobra, robiłam to :P), ale tak pobieżnie obejrzana jej cera wygląda bardzo dobrze :) I nie ma tony tapety na sobie, więc to znaczy, że nie ma za bardzo czego tuszować :D

      Usuń
    2. Mam jej książkę może pora zacząć się stosować do porad ^^

      Usuń
    3. i co? i co? widzisz efekty? :D potrzebuję motywacji hihi

      Usuń
    4. Trudne pytanie, nie jestem pewna. Nie wiem czy to efekt stosowania się do porad, czy efekt placebo :D w każdym razie mam uczucie, że skóra wygląda lepiej, więc jakiś efekt jest :D motywuj się!

      Usuń
  3. Szkoda ,że w tym roku nie załapałam się na ten festiwal. Muszę w końcu zakupić książkę Charlotte Cho. Tyle dobrego słyszałam o niej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam, naprawdę jest super wydana :D

      Usuń
    2. Książka robi się tak popularna, że kto wie, może autorka zaraz zawiata na Tajwan :D

      Usuń
  4. interendo mocno cierpi że nie mogła lawirować z kapustą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, a za rok kapusty pewnie już nie będzie ;)

      Usuń

Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger