5/03/2020 12:57:00 PM

„Wspomnienie o przeszłości Ziemi” - epopeja, którą poleca Barack Obama

„Wspomnienie o przeszłości Ziemi” - epopeja, którą poleca Barack Obama
Często kupuję książki na drogę. Na drogę z Warszawy do Singapuru, na drogę z Warszawy do Gdańska, na drogę z Centrum do domu. Ogólnie sporo kupuję. Wiem jaki typ książek lubię i jeśli nie znajdę nic sama, to zdarza mi się prosić o rekomendację. Tak było z "Problemem trzech ciał".

"Poproszę jakaś książkę o świecie przyszłości, jakąś fantastykę, nie musi być na serio, albo coś w stylu Murakamiego, jakieś azjatyckie niesamowite historie".

Okazało się, że dostałam połączenie obu tych życzeń. "Problem trzech ciał", czyli pierwsza część trylogii, otrzymała nagrodę Hugo dla najlepszej powieści, po raz pierwszy w historii przyznanej tłumaczonemu tekstowi. Ma bardzo dużo pozytywnych ocen, nominacji do wielu różnych nagród, ale mnie najbardziej rozczulają opisy w tylu każdego amerykańskiego "new york times bestseller" : "Mark Zuckerberg, twórca Facebooka, uznał ją za jedną z najbardziej wartych przeczytania książek roku, a prezydent Barack Obama zabrał ją na urlop na Hawajach". Na HAWAJACH. Nie byle gdzie, na Hawajach. Jeśli Obama zabrał ją na Hawaje to powinna mi się spodobać :D dałam jej szanse i szybko wsiąkłam.

Liu Cixin skończył studia inżynierskie na Uniwersytecie Ochrony Wody i Energii Elektrycznej, pracował też w elektrowni. Ma dużą wiedzę i jego książka ma sens. Oczywiście jest to fantastyka, wymysły, które nigdy się nie zrealizują, teorie, które już sprawdzono i okazały się niesłuszne, ale każda część techniczna jest bardzo dobrze i starannie wyjaśniona. Autor przytacza istniejące zasady fizyki i matematyki, ma dużą wiedzę o kosmosie i już nawet dla pogłębienia tej wiedzy warto tę książkę przeczytać. Oczywiście komuś kto nie jest fizykiem ciężko będzie postawić granicę pomiędzy tym co prawdziwe i możliwe, a tym co autor sobie dopowiedział. Nie wpływa to jednak na postrzeganie historii. Wystarczy, jak do wszystkiego, podchodzić krytycznie i sprawdzać. To była też dla mnie ciekawa lektura ze względu na inne książki, które czytałam. Lema i Neila deGrasse Tysona'a - prawdziwy astrofizyk :D Nie sądzę bym kiedykolwiek posiadła wiedzę pozwalającą mi dyskutować o kosmosie, ale czuję, że wiem coraz więcej.



Na trylogię składają się: "Problem trzech ciał", "Ciemny las" i "Koniec śmieci". Łącznie prawie 2000 stron. Sam "Koniec śmierci" ma ponad 800. Najbardziej podobała mi się 2 i 3 część, po czasie zaczęłam traktować "Problem trzech ciał" tylko jako wprowadzenie, a jego bohaterów jako osoby które nas zapoznają z klimatem całej trylogii.

"Problem trzech ciał" zaczyna się w trakcie rewolucji kulturalnej w Chinach. Ye Wenjie, córka wybitnego fizyka jest świadkiem śmierci swego ojca z rąk hunwejbinów. Sama zostaje zesłana do tajnej bazy wojskowej Czerwony Brzeg, gdzie uczestniczy w programie wysyłania sygnałów w kosmos w poszukiwaniu obcych cywilizacji. Niespodziewanie to ona w końcu nawiązuje pierwszy kontakt. Czasy współczesne, naukowiec Wang Miao zostaje powołany w skład komisji badającej przyczyny samobójstw czołowych fizyków. W trakcie dochodzenia natyka się na grę komputerową o niestabilnym świecie Trzech Ciał. Okazuje się, że świat tej gry wcale nie jest fikcją, a projekcją rzeczywistości obcej cywilizacji, która wysłała ku Ziemi armadę, wezwana przez Ye Wenjie (źródło: wikipedia). Podobnież Chińczycy już kończą ekranizację.

"Ciemny las" opisuje przygotowania Ziemi do ataku obcej cywilizacji. Wiemy, że ten atak nastąpi za 400 lat. Czas się kurczy, społeczeństwo się zmienia, nauki podstawowe rozwijają w różnym tempie, każdy może z bohatera stać się antybohaterem. Jedyne zarzuty jakie miałam dotyczyły opisów socjologicznych i psychologicznych, nie zawsze zgadzałam się z tym jak społeczeństwo lub jednostki by zareagowały na dane sytuacje. Ale i dla mnie i dla autora jest to niewiadoma, z każdym założeniem można by było dyskutować, dlatego postanowiłam przyjmować wszystko tak jak jest opisane. Niektórych bohaterów lubiłam bardziej, innych mniej. Każdy jednak miał konkretną i spójną osobowość.



"Koniec śmieci" ciężko opisać bez zdradzania fabuły. Historia zaczyna się pół wieku po bitwie w dniu Sądu Ostatecznego. Nie będę więcej pisała bo mam nadzieję, że będziecie mieli kiedyś ochotę przeczytać i zdradzenie jak potoczyła się ta bitwa za dużo by powiedziało. Już to, że bitwa miała miejsce, dla mnie byłoby lekkim spojlerem ale jest to informacja podana nawet na okładce książki. Czytając "Ciemny Las" ciągle czkałam na jakiś plot twist, który zdradzi, że jednak nie ma żadnych kosmitów :d Książki są pełne plot twistów. Są również bardzo spójne i autor często wraca do przeszłości lub jakieś zdarzenie sprzed milenia nagle nabiera znaczenia.

Polecam! Książki do kupienia w moim sklepiku lub oczywiście w każdej dobrej księgarni ;)
Link: thrift shop



4/28/2020 04:47:00 PM

Straciłam pracę. Co dalej?

Straciłam pracę. Co dalej?
Miałam świadomość, że życie to nie jest ciągły progres. To nie jest tak, że z roku na rok mamy więcej pieniędzy, lepszą pracę, większe mieszkanie i więcej szczęścia. Tak, wiem. Raz na wozie, raz pod wozem. Wiedziałam, że powinnam się cieszyć tym co mam i dobrą pracą, którą miałam, ale chciałam coraz więcej. Kiedy już zapewniłam sobie całkiem dobry byt, wynajęłam mieszkanie w centrum i czułam się "ustawiona", zaczęłam myśleć o samorozwoju i innych dziwnych rzeczach, które obecnie wydają mi się fanaberiami. Odeszłam z tej dobrej posady na nową, mniej płatną rolę, która miała mi ten samorozwój i wyzwania przynieść. Nie przyniosła. A na dodatek przez obecny kryzys jeszcze ją straciłam. Jestem obecnie na tzw wypowiedzeniu. Od miesiąca wiem, że pracuję tylko do końca maja. Minął miesiąc. Co zrobiłam w tym czasie?

1. Szukałam pracy 

Wysłałam ponad 100 CV, odbyłam około 30 rozmów, z czego w kilku udało mi się przejść do następnych etapów. Każda z firm z którą rozmawiałam wydłużyła proces, wszystko trwa zdecydowanie dłużej i mimo, że przechodziłam na kolejne etapy odbywały się one z opóźnieniem. Czasami rekruter dzwonił tylko aby powiedzieć, że proces jest zawieszony i będą o mnie pamiętali w przyszłości, lub, że postanowili w ogóle takiej roli nie otwierać. Cieszyłam się z każdej rozmowy, ale każda była też stresem, a później kolejnym odrzuceniem i rozczarowaniem. Do każdej rozmowy się przygotowuję, staram zaprezentować jak najlepiej i pokazać z dobrej strony. Tylko raz dostałam konstruktywny feedback, pozostałe odmowy mogę zinterpretować dowolnie. Oczywiście bywały dni, że chodziłam zdołowana bo interpretowałam tak, że do niczego się nadaje i ogólnie będzie źle. W końcu utrata pracy to nic przyjemnego. Dodatkowo szukając pracy widzę jak wiele osób jest w podobnej, a często zdecydowanie gorszej sytuacji niż ja, rynek pracy to teraz rynek pracodawcy. Pracy na "etat" szukam dalej. Codziennie przeglądam pracuj.pl, linkedina i grupy na facebooku oferujące pracę ludziom z mojej branży. Na razie szukam pracy na podobnym poziomie doświadczenia i wynagrodzenia do którego przywykłam i chciałabym na nim zostać, ale dodałam oferty z innych miast. Mogę się przeprowadzić. Rozglądam się też za mniejszymi zleceniami,  czyli pracą nie na etat. Przede mną obniżenie wymagań i zmiana mojego CV tak, aby dostawać też oferty na role bardziej juniorskie. 




2. Doszkalałam się

Ze względu na social distancing wiele firm oferuje darmowe kursy i szkolenia, jest bardzo wiele webinarów i jeśli ktoś jest zmotywowany to nie powinien się nudzić. Moja motywacja jest zmienna, ale zrobiłam 3 różne kursy na linkedinie (RODO w HR, podstawy Lean Six Sigma, Performance-Based Hiring) i kontynuuje rozwijanie wiedzy na temat Lean Six Sigma. Zrobiłam też kurs "Sience of Well-Being" oferowany za darmo przez Yale University, który trwał kilka tygodni, miał testy, prace domowe i egzamin końcowy. Dodatkowo wzięłam udział w kilku (chyba 7) webinarach na różne około HRowe tematy. Od polityki rekrutacyjnej, przez komunikację w dobie kryzysu, po politykę płacową. W planach mam jeszcze programowanie, więcej kursów ze znanych uczelni i tyle fajnych webinarów ile się da.




3. Poprosiłam o pomoc

To było najtrudniejsze bo bardzo nie lubię prosić o cokolwiek. Musiałam się nauczyć prosić o pomoc nawet własną mamę i siostrę. Chodzi mi o przysługi, wsparcie, zrobienie czegoś dla mnie. Biłam się z myślami czy napisać posta na linkedinie i przyznać się do tego, że straciłam pracę bo z jednej strony pokazuję swoją niepewność i ciężką sytuację, a z drugiej ktoś może mi przecież pomóc. W końcu napisałam. Miałam dwie rozmowy z osobami, które widziały mój post. Niestety ewentualna współpraca dopiero jak się skończy pandemia, czyli nic z tego nie wyszło. W każdym razie nic pewnego. Post widziało ponad 10 tysięcy osób, nie znalazłam dzięki niemu pracy ani nie miałam żadnych obiecujących rozmów, ale otrzymałam bardzo dużo wsparcia i miłych słów. To było ważne i potrzebne, pozwoliło mi przez jakiś czas mieć poczucie, że się uda i patrzeć w przyszłość z nadzieją. 




4. Skorzystałam ze wsparcia dla pokrzywdzonych przez koronariwusa. 

Status pokrzywdzonego przez koronawirusa przyznawałam między innymi tym, którzy musieli wyprowadzić się z mieszkań i wrócić do rodziców, chorym, proszącym o wsparcie materialne i pomoc doraźną. Ja się pokrzywdzona przez koronawirusa nie czułam. Dopiero jak jedna rekruterka tak o mnie powiedziała to uznałam, że owszem, jestem pokrzywdzona przez koronawirusa. Gdyby nie on, to miałabym nadal pracę, byłabym po super wyjeździe na Kubę i planowałabym kolejne wakacje, a teraz boję się cokolwiek planować i nie wiem co będzie za miesiąc. Mocno za wsparciem się nie rozglądałam, skorzystałam z ofert, które zauważyłam dosyć przypadkowo. 

Skorzystałam z:  

- darmowej oceny mojego CV przez Gorilla Job. Miło było sobie z nimi pomailować, w sumie jedyna sugestia dotyczyła dodania zdjęcia. Nie wiem ile normalnie kosztuje taka usługa. Linka do tej oferty dostałam w komentarzu pod postem na linkedinie.

- konta premium na code cademy. Musiałam wypełnić ankietę, przesłać zdjęcie, powiedzieć czemu straciłam pracę, z jakiego kursu bym skorzystała i zgodzić się na wywiad gdyby chcieli opisać moją historię. Konto jest na 3 miesiące i daje dostęp do bardzo wielu wspaniałych kursów. Normalnie  kosztuje 20 dolarów miesięcznie, więc jest to wsparcie w wysokości około 250 zł. Kiedyś korzystałam z ich usług, informację o tym konkursie dostałam w newsletterze.

- webinarów i doszkalania się. Opisałam to wyżej. Wiele osób oferuje dostęp do swojej wiedzy, materiałów i narzędzi, co jest bezcenne i bardzo miłe z ich strony. Dowiaduję się o nich głównie z liniedina i facebooka.

- tarczy antykryzysowej. Jeszcze nie wiem czy z niej korzystam, dopiero złożyłam wniosek. Nie ubiegam się o pożyczkę tylko o zwolnienie z ZUSu. Nie jest to duża kwota i gdyby mi odmówiono musiałabym opłacić i ZUS i odsetki, więc jeszcze nie wiem jak to będzie. Dowiedziałam się z facebooka i kolega pomógł mi z wnioskiem. 



5. Zaczęłam nowy projekt 

Sklep chciałam mieć od dawna. Kiedyś żartowałam, że to będzie sklep z metalowymi pudełkami po ciastkach, później, że to będzie spółdzielnia, antykwariat, biblioteka 2.0., a teraz mam profil na instagramie. Pomysłów zawsze miałam dużo i jawiło się to jako marzenie sprzed lat, które nigdy nie będzie zrealizowane. Nadal nie sądzę aby kiedykolwiek zostało zrealizowane w takiej formie o jakiej marzę, ale postanowiłam wykorzystać okazję i zacząć z mini sklepikiem na instagramie. Jest to ostatnio popularna forma robienia wyprzedaży i sprzedawania niepotrzebnych rzeczy. Niektóre konta to pełnoprawne sklepy vintage, więc uznałam, że czemu nie, od czegoś trzeba zacząć. Nie kosztuje mnie to wiele. Jedyna inwestycja, którą planuję zrobić to więcej muliny, haftuję i chciałabym przerabiać zakupione w lumpeksach jeansy oraz jedna czy dwie reklamy na insta aby zebrać odbiorców. Mam dużo pomysłów jak rozwijać ten biznes, ale do czasu aż nie zacznę zarabiać chociaż na czynsz to nie będę robiła większych inwestycji. Na razie myślę o tym jako o dodatku, coś małego na boku co pozwoli mi zebrać dosłownie kilka zł i zająć czymś myśli. Największy z tego pożytek to odwrócenie uwagi od problemu, zajęcie się czymś, robienie zdjęć, przeszukiwanie internetu i uczenie się o marketingu i innych rzeczach, które mogą mi pomóc zebrać odbiorców. Wiem, że to ciężkie czasy dla wszystkich i pewnie nie jest to dobry moment na ruszanie z takim biznesem, ale może lepszego nie będzie ;) 
Link do mojego "sklepiku" : Kliknij Tuuuu ;)



Przede mną kolejny miesiąc poszukiwań, pracy, rozkręcania sklepiku i ogólnie siedzenia w domu, więc dobre słowo, feedback i follow miłe widziane ;) Dajcie znać jak u Was!

2/12/2020 01:04:00 PM

Dlaczego najlepiej czuję się w podróży

Dlaczego najlepiej czuję się w podróży
"Trzeba było mnie inaczej wychować" - to moja standardowa odzywka, gdy moja mama znów się martwi, że jadę na jakiś inny kontynent, gdzie nie będzie internetu, są piraci, szaleje odra lub jakaś inna dziwna choroba. Zwykle jeszcze żartuję, że nie musi się martwić, bo wykupiłam ubezpieczanie z transportem zwłok do kraju, więc nie będzie miała kosztownego problemu :D

Jestem bardzo wdzięczna za to, że jako dziecko podróżowaliśmy sporo. Wyjazd z tatą w góry świętokrzyskie, 8 godzin w pociągu w drodze w góry stołowe, polewanie oranżadą zakrwawionego nosa, stanie na poboczu, bo znów w naszym małym fiacie zabrakło benzyny, czy tworzenie z siostrą zeszytu z podpowiedziami do "państwo, miasto", to jedne z moich lepszych wspomnień z dzieciństwa. Pamiętam też jak płakałam gdy rodzice siłą wysłali mnie na wędrowny obóz harcerski i jak te dwa tygodnie stały się jednym z najlepszych wyjazdów, a przygoda z harcerstwem na pewno pomogła w tym magicznym (i strasznym) okresie dojrzewania. Od tego czasu podróżuję coraz więcej, 2018 był chyba najbardziej intensywny. Pracuję na pełny etat, mam ograniczone wolne, ale w poprzedniej pracy jeździłam też służbowo, wiec udało mi się być za granicą minimum raz w każdym z 12 miesięcy. W listopadzie po dwóch tygodniach w USA, miałam 3 dni w Warszawie i pojechałam na tydzień do Izraela. To był moment, w którym miałam dość... po czym wróciłam do domu i po 3 tygodniach poleciałam do Brazylii. Jeśli chodzi o bycie w domu to 1 tydzień to minimum, a 2 tygodnie to max. Później zaczyna mnie "nosić" i muszę chociaż coś planować. Nie jestem jednak w stanie żyć z podróżowania i być w ciągłej podróży, więc te krótkie wyjazdy to coś co lubię planować, wyczekiwać i przeżywać jak najlepiej umiem (nie zawsze się udaje).
cr: Martina Martian

Bagaż

Prywatnie podróżuję z plecakiem o pojemności 45 litrów i czasami dodatkowo bagażem podręcznym o pojemności około 30 litrów. Gdy podróżuję służbowo to biorę kabinówkę + plecak o pojemności 30 litrów jako bagaż podręczny. Łącznie mój bagaż nigdy nie przekracza 20kg. Na wyjazd do 4 dni biorę tylko ten plecak podręczny. Jak możecie sobie wyobrazić jest to bardzo mały procent tego co znajduje się w moim mieszkaniu. Czyli da się żyć bez tych wszystkich rzeczy! Na zdjęciu: ja, mój polecak, moja walizka i walizka koleżanki. Kolejna zmiana lokum w NY.



W domu ciągle staram się sprzątać, pozbywać rzeczy, nie kupować nowych, ale nie zawsze się to udaje i często czuję się przytłoczona swetrami, prezentami i innymi zbędnymi produktami. W podróży mogę chodzić tydzień w tej samej sukience i sandałach i czuć się z tym super. W pracy jak nałożyłam t-shirt, który miałam w zeszłym tygodniu, to zdarzało mi się musieć odpowiadać na pytania czy nie mam więcej ubrań #ludzie. Wiem, że to presja, którą sama sobie narzucam, ale w podróży czuję się z tym lepiej. Do pracy noszę siatę z komputerem, zeszytami, gumką do włosów, szczotką, książką, kluczami, telefonem, portfelem, czasami rzeczami na siłownię lub jakieś zajęcia "pozalekcyjne", a wracam jeszcze bardziej obładowana, bo wpadnę do rossmana po jakieś waciki, proszek do prania i inne mniej lub bardziej potrzebne rzeczy. W podróży zdarza mi się chodzić bez żadnej torebki, plecaka czy nawet telefonu. Szok i niedowierzanie :D

Bagaż emocjonalny 

Niestety jestem osobą, której zdarza się traktować wyjazdy jako ucieczkę od odpowiedzialności, problemów i innych trudów codzienności. Dlatego zostawiam problemy i zmartwienia w domu, wyjeżdżam z zeszytem i długopisem, a w podróży planuję lepsze jutro. Zapisuję pomysły, zobowiązuję się sama przed sobą do różnych zmian (po powrocie) i w miarę możliwości ładuję baterie. Im bardziej się odcinam od tego co w domu, tym bardziej wypocząta jestem. Im bardziej różny od codzienności wyjazd, tym lepiej. Bardziej odpocznę w dziczy czy górach i bez dostępu do komputera niż na wyjeżdzie służbowym, który bywa bardziej męczący niż codzienność. Oczywista oczywistość :)


Sprzątanie i inne codzienne atrakcje

Zwykle w podróży nie trzeba załatwiać spraw w urzędzie, nie trzeba ogarniać problemów z cieknącym kranem, nie trzeba myć wanny i okien. Takie rzeczy jak pranie, wycieczka na pocztę by wysłać kartkę, czy stanie gdzieś w kolejce są elementem przygody i poznawania nowego miejsca.  Przeżywa się je zupełnie inaczej niż pójście po 8 godzinach pracy postać godzinę w kolejce na poczcie, by odebrać polecony z urzędu skarbowego (bo znów się zapomniało wypełnić wniosek o wrzucanie poleconych do skrzynki).

Ciągła zmiana

Plan dnia należy do mnie i jest połączeniem wszystkich fajnych rzeczy, które chciałabym zrobić. Nie lubię być za długo w jednym miejscu, więc nie grozi mi przymus siedzenia 8 godzin na jednym krześle. Nawet jeśli to bardzo wypoczynkowy wyjazd i chcę czytać książkę przez kilka godzin, to każdą z tych godzin mogę spędzić w innym miejscu. Mogę wsiąść w pociąg i gdzieś pojechać, w ramach swojego urlopu mogę wszystko. Niestety (lub "stety") działam też dosyć szybko i impulsywnie, ale na urlopie to nie problem. Na zdjęciu mój ukochany Singapur, bilety kupiłam na tydzień przed wyjazdem i kilka godzin po tym jak wpadłam na pomysł, że chcę gdzieś pojechać. 





Mam świadomość, że to co opisałam to typowe plusy bycia na urlopie. Ucieczka od obowiązków, odpoczywanie i po prostu nie chodzenie do pracy :D Cieszę się, że mam możliwość podróżować i jeszcze bardziej postaram się doceniać każdy, nawet mały, wyjazd. Miewam niestety też takie, podczas których czuję się źle, mimo wszystkich plusów opisanych wyżej. Dużo zależy od naszego nastawienia i chciałabym się postarać wprowadzać pozytywne i wakacyjne elementy do mojego codziennego życia. Mimo pracy, obowiązków, deszczu i kolejek na poczcie :)

Dajcie znać jeśli macie jakieś swoje dobre powody na lepszy humor podczas urlopu i przede wszystkim dajcie znać co najbardziej lubicie w swoim życiu codziennym.

1/11/2020 02:00:00 PM

5 stron, które obserwuję na Instagramie.

5 stron, które obserwuję na Instagramie.
Już od jakiegoś czasu porzuciłam fejsa na rzecz instagrama. Wiem, jeden właściciel. I tak wszędzie dostaje te same reklamy, ale na instagramie wyglądają ładniej :D Na facebooku czytam wiadomości, obserwuje głównie strony, gazety, komików i kilka wybranych osób, które wrzucają jakąś ciekawą dla mnie treść, a przede wszystkim komunikuję się ze znajomymi (messenger <3) Na instagramie obserwuje marki, miejsca, śmieszne strony i konta ludzi, którzy mnie inspirują lub ciekawią. Jeśli chodzi o komunikację z ludźmi to jest raczej przesyłanie sobie memów i emotikonowe komentowanie ich story :D Jestem ciekawa Waszej opinii i tego jak wy korzystacie z mediów społecznościowych.

Konto Oppy zniknie z sieci z końcem miesiąca, wraz z nim większość zdjęć, które tam zamieściłyśmy. Starałyśmy się aby były mocno związane z Koreą, a w związku z tym, że mamy o wiele więcej pasji i podróżujemy nie tylko do Azji, nasze konta prywatne były tym miejscem gdzie z miesiąca na miesiąc trafiało więcej zdjęć niż na Oppę. 


Zdjęcia z moich podróży, jakieś tam przebłyski codziennego życia, książki i pieski na story, znajdziecie na moim instagramie: Kasiasa (Cachaça - wymawiane "kasiasa" to brazylijska wódka, mam kilku znajomych w BR, jakoś się przyjęło. Poszukiwania lepszej nazwy, która nie jest zajęta, trwają. Jak macie pomysły to będę wdzięczna XD) 

Poniżej 5 kont, które obserwuję i polecam. Jeśli obserwujecie kogoś kogo TRZEBA obserwować to dajcie znać w komentarzach. Jeśli obserwujecie już któreś z kont, które polecam, to też prośba o informację :)  Łącznie obserwuję 354 strony, znajomi i osoby, które znam osobiście to maksymalnie 50.




tak, dobrze myślicie. cała masa zdjęć piesków w okienkach :D na story jeszcze więcej piesków, żarcików i zdjęć, które otagowały inne osoby. Fajna komunikacja z obserwatorami.





rysowniczka i autorka (przygotowuje komiks), którą wygrzebałam jakoś przez pinterest (moje kolejne uzależnienie). Wszystkie zdjęcia są w podobnej kolorystyce, większość dałabym sobie wytatuować ;)




taka stronka żebym mogła się poczuć biedna :D autorka znajduje ubrania, które występują w dramach, ale też po prostu na zdjęciach czy postach znanych koreańskich aktorów i piosenkarzy. Zawsze pisze ile dane ubranie kosztuje (ten płaszcz to MIU MIU 4,2k dolarów haha). Podoba mi się sposób w jaki prezentuje zdjęcia (screeny z dram) oraz zwykle jak nieumiejętnie zgaduję cenę danej rzeczy. 




koreańskie jedzenie - co tu dużo mówić :D piękne zdjęcia, proste przepisy, koreański styl, wszystko po koreańsku. Autorka bloga na Naver


5. etsy



Etsy to taka zagraniczna pakamera, a raczej pakamera to takie polskie etsy. Miejsce dla twórców z całego świata, którzy mogą sprzedawać swoje produkty. Głównie hand made. Duża inspiracja do rzeczy, która sama robię, ale też prezentów, fajnych gadżetów (już nie mam gdzie przypinać tych przypinek :D) itp.


Obserwuje też miejsca o których ktoś mi powie, poleci lub przypadkiem na nie wpadnę. A później gdy myślę "co bym tu zjadła" to poza tym, że zwykle mam ochotę na koreańskie (:D) to wracam do tego co zapisałam. Obserwuje również fajne hotele, miejsca (turystyczne), które chcę odwiedzić, osoby, które mówią mądre rzeczy (o polityce, ekologii, podróżowaniu) i instruktorów z miejsca w którym chodzę ćwiczyć. Dla mnie instagram = inspiracje.




Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger