Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świątynia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świątynia. Pokaż wszystkie posty

12/28/2015 05:34:00 PM

UNESCO - światowe dziedzictwo Korei.

UNESCO - światowe dziedzictwo Korei.
Lista światowego dziedzictwa UNESCO, to spis wszystkich miejsc na świecie, które stanowią unikatową wartość kulturową lub przyrodniczą. UNESCO to organizacja ONZ, której celem jest wspieranie wspólnoty międzynarodowej w dziedzinie kultury, sztuki i nauki. Lista obejmuje ponad 1000 obiektów w 163 krajach. W Korei znajduje się 11 o wartości kulturowej i 1 o wartości przyrodniczej. Mój plan odwiedzenia wszystkich jest ciągle w realizacji :)


cr: http://english.visitkorea.or.kr


Od jakiegoś czasu trwa konkurs, popularne w Korei książeczki na stemple zachęcają do zwiedzenia wszystkich miejsc z listy. Za 3 do 5 stempli otrzymacie torbę, za więcej niż 6, parasolkę. 

Zacznę od tych, które już miałam okazję zwiedzić:


 cr: unesco

Nad urodą tego miejsca rozwodziłam się wielokrotnie. Mur otaczający centrum Suwonu powstał w latach 1794-1796 na polecenie króla Jeongjo z dynastii Joseon. Więcej informacji znajdziecie w naszym poście : link. Suwon znajduje się w pobliżu Seulu, więc jeśli nie planujecie dalszych podróży to miejsce jest doskonałym wyborem na jednodniową wycieczkę. Na liście UNESCO znajduje się od 1997 roku. 

2. Kompleks Changdeokgung


cr: http://english.triptokorea.com
Sąsiadujący z Gyeongbokgung, pałac Changdeokgung został zbudowany zaraz po nim, w 1405 roku. Kompleks obejmuje również ogród, Huwon, w którym znajdziemy małe pawilony oraz piękne drzewa, wśród nich jedno mające ponad 300 lat. Nie bez powodu jest nazywany tajemniczym ogrodem, ingerencja współczesnego człowieka została ograniczona do minimum, więc spacerując pomiędzy stawami można poczuć się jak na wycieczce w przeszłość. Na liście również od 1997 roku.

3. Grota Seokguram i świątynia Bulguksa





Bulguska to jedna z ładniejszych świątyń w których byłam, do tego jedna z najstarszych. Postała jeszcze w Silla i jest żywym dowodem niesamowitych zdolności architektonicznych mieszkańców tego okresu. Zwraca się uwagę również na dwie kamienne pagody, które znajdują się na jej terenie.

Seokguram to granitowa grota, w której wnętrzu znajduje się Bonjon i Bodhisattwa. Oba miejsca znajdują się w Gyeongju i zostały wpisane na listę UNESCO jako jedne z pierwszych, w 1995 roku. Było to jedno z miejsc, poza Seulem, w którym spotkałyśmy najwięcej turystów. Świątynia, polecana przez wszystkich napotkanych Koreańczyków, robi niesamowite wrażenie.

 cr: http://korean.visitkorea.or.kr/

4. Historyczne dzielnice Gyeongju




Gyeongju było stolicą Państwa Silla, ma więc bardzo bogatą i długą historię. Dzięki temu, że z tamtego okresu zachowało się wiele budowli i grobowców, Gyeongju nazywane jest muzeum bez ścian. Historyczne dzielnice zajmują duży obszar i na dokładne zwiedzenie wszystkiego potrzeba kilku dni. Podczas mojego pobytu było wietrznie, dzięki czemu nad grobowcami unosiło się wiele latawców. Okolica jest zadbana i otoczona wieloma uroczymi kawiarniami oraz restauracjami, co sprawia, że Gyeongju jest popularnym miejscem wycieczek nie tylko dla obcokrajowców.


5. Wulkaniczna wyspa Jeju i lava tubes (inaczej niż "tuby z lawy" nie mogę tego przetłumaczyć :D)


O Jeju pisałam przy okazji wizyty na wyspie Udo, na którą można się dostać tylko z Jeju, oraz trekkingu na najwyższy szczyt Korei. Jeju oraz wszystkie jej przynależności (jak Udo) znalazły się na liście UNESCO w 2007 roku. Na Jeju byłam w maju, pogoda była letnia, temperatury jak w polskim sierpniu. Uwielbiam całą Koreę, mam swoje ulubione miasta, restauracje i kawiarnie, ale to na Jeju bawiłam się najlepiej. Tutaj chcę wrócić dla atmosfery i ludzi. Zbyt wiele litrów makkoli sprawiło, że zaprzyjaźniony Koreańczyk dokupywał więcej mówiąc po angielsku, a poznany tego wieczoru młody francuz mówił do mnie "noona". Ech, atmosfera prawdziwego lata i palmy w środku miasta.



6. Świątynia Jongmyo 


cr: unesco

Kolejne miejsce z listy, które można odwiedzić bez opuszczania Seulu :) W obecnym stanie świątynia istnieje od XVI wieku i jest najstarszą i najbardziej autentyczną z konfucjanistach królewskich świątyń. Została poświęcona duchom przodków rodziny królewskiej dynastii Joseon. Powstała w 1934  i była wtedy najdłuższym budynkiem w Azji.

cr: www.pacificworld.com





Tyle widziałam na własne oczy: 6, czyli połowę :) Zasłużyłam na parasolkę :) Daria też, bo mimo, że nie była na Jeju to odwiedziła grobowce królewskie (Co prawda tylko Seonjeongneung, ale i tak parasolka się należy ;D)



7. Grobowce Królewskie dynastii Joseon. 


cr: www.kccla.org

Teren na którym rozsiane są grobowce można podzielić na trzy główne części. Okolice Jeongjagak to miejsce pomiędzy życiem a śmiercią. Brama Hongsalmun (widoczna na zdjęciu jest z Seonjeongneung) i jej okolice są miejscem dla żywego. Obszar za bramą to miejsce pomiędzy tym co ziemskie i święte. Tutaj dochodzi do spotkania duchów królów oraz ich żyjących czcicieli.  Dalej już tylko grobowce, grobowce i więcej grobowców. Najbardziej znany jest Seonjeongneung, leżący 20 km od Seulu. Inne znajdują się między innymi w Paju, Gimpo i Namyangju.


Samo czytanie o tym miejscu i przygotowywanie tego krótkiego tekstu zrobiło na mnie wrażenie, mam nadzieję, że następnym razem uda mi się je odwiedzić. Na przejście po tym dużym terenie z pewnością warto przeznaczyć cały dzień.

8. Namhansanseong


Kolejne miejsce, które jest bardzo łatwo osiągalne z Seulu (linia 8 Seulskiego metra), a na które zabrakło czasu. Górska forteca zaprojektowana na awaryjną stolicę dynastii Joseon. Idealna na trekking, z pięknymi widokami na miasto, poprzetykana wspaniałymi  bramami.

cr: rjkoehler.com

 cr: www.fortress-namhansanseong.or.kr

9. Historyczne wioski: Hahoe i Yangdong


Odwiedzenie Hahoe było w moim pierwszym planie na podróż do Korei. Leżąca w Andong wioska dobrze wpisywała się w moją trasę, ale zrezygnowałam z niej na rzecz podróży koleją, która przez Andong tylko przejeżdżała. Hahoe to tradycyjna wioska z dynastii Joseon. "Ha" to skrót od rzeki, a "hoe" oznacza odwrót, powrót, nawrócenie, więc można by nazwać ją Wędrującą Rzeką. Wioska jest zorganizowana zgodnie z pungsu (koreańskie feng shui) i ma kształt kwiatu lotosu, zachowana jest w niej architektura oraz książki charakterystyczne dla tego okresu.

cr: unesco
Yangdong znajduje się 16 km od Gyeongju, mieszka w niej około 250 osób. Tutaj zwraca się uwagę na zachowane tradycje neo-konfucjańskie oraz świadectwo kultury klasy yangban.

cr: koreajoongangdaily.joins.com

 10. Historyczne obszary Baekje


Baekje było jednym z trzech królestw, które znajdowały się na terenie Korei baaardzo dawno temu (18 p.n.e - 660 n.e). Historyczne "obszary" Baekje i to co wchodzi w skład tego hasła to 8 różnych zabytków rozsianych w trzech lokalizacjach. Na terenie Gongju, Buyeo i Iksan znajdziemy między innymi fortece Gongsanseong oraz  Busosanseong, królewskie grobowce, budynki administracyjne, składającą się z pięciu poziomów pagodę, pałac oraz świątynię.

cr: www.baekje-heritage.or.kr
cr: jikimi.cha.go.kr

11. Dolmeny Gochang, Hwasun i Ganghwa


Nie każdy wie (ja dopiero od roku) co to jest dolmen. Otóż dolmen to prehistoryczna budowla megalityczna o charakterze grobowca. Składa się w zasadzie z dwóch głazów pionowo wkopanych w ziemię i kolejnego płaskiego, który jest na nich położony. W Korei znajduje się 40% wszystkich dolmenów jakie istnieją na Ziemi. Dolmeny koreańskie oznaczały miejsca gdzie pochowana była rządząca elita, pod nimi znajdowano biżuterię, ceramikę oraz inne cenne przedmioty. Dolmeny z Gochang, Hwasun i Ganghwa datowane są na 7 w p.n.e.

 
cr: www.thousandwonders.net

12. Świątynia Haeinsa Janggyeong Panjeon, depozytariusz drewnianych płyt koreańskiej Tipitaki (vel Tripitaki)


Historia zarówno Tipitaki jak i świątyni jest bardzo ciekawa. Tipitaka (zbiór nauk buddyjskich) znajdująca się w tej świątyni jest trzecim "egzemplarzem", który powstał w Korei (dwa poprzednie zostały wywiezione i spalone przez Mongołów), stworzenie tego dzieła zajęło autorowi 16 lat. Nie ma pewności, ale ze względu na to, że na wszystkich płytach znajduje się ten sam styl pisma, uważa się, że jest to praca jednej osoby. 81, 258 płyt jest przechowywanych w dwóch budynkach.

cr: ministryofmen.gr
Sama świątynia również stanowi ciekawe miejsce. Znajduje się na terenie góry Kaya i jest jednym z najsłynniejszych koreańskich klasztorów. Według legendy został założony w 802 r. W okolicy znajduje się 16 pustelni oraz miejsca praktyki górskich mnichów. Jest to parafialny klasztor szkoły chogye i zarządza 82 innymi klasztorami.

cr: haeinart.wordpress.com


Przyznacie, że za każdą pozycją kryje się niesamowita historia, którą warto byłoby zgłębić dokładniej. Najbardziej zwróciły moją uwagę grobowce oraz Tripitaka (trochę wątek Mongolski). Nie da się ukryć, że Korea ma fascynująca historię o której czyta się z przyjemnością.

12/22/2015 01:30:00 PM

Temple Stay - być jak buddyjski mnich.

Temple Stay - być jak buddyjski mnich.
Oj długo nam zabrało napisanie tego postu. Poprawiany, przerabiany, porzucany na kilka miesięcy, powstawał przeszło rok. Szło ciężko, ale i temat trudny, obie połówki Oppy miały zupełnie inne przemyślenia i co innego chciały w nim zawrzeć. Decyzja jednak zapadła, czas najwyższy się z nim rozprawić i napisać o naszym pobycie w buddyjskiej świątyni.

Już sam początek okazał się trudny. Daria jako takie pojęcie o buddyzmie miała (wychodzi tu maniakalne oglądanie filmów dokumentalnych), ale głównie tybetańskim. Ja nie wiedziałam prawie nic, a moimi jedynym skojarzeniem był złoty posąg grubego faceta, obecny Dalajlama i może kilka scen z filmu "Siedem lat w Tybecie". Nie pozostało nam nic innego jak tylko wybrać się na Temple Stay i poszerzyć horyzonty.

W Korei buddyzm był swego czasu religią panującą, do tej pory różne jego założenia obecne są w kulturze, a świątynie nadal powstają (około 20% społeczeństwa deklaruje, że jest buddystami). Dzięki temu, że mnisi potrzebowali trochę PRu, miałyśmy szansę skorzystać z darmowego Temple Stay. Całość tak dobrze funkcjonuje, że doczekała się własnego centrum oraz strony internetowej. Do wyboru jest bardzo dużo świątyń, programy są zróżnicowane, można uczestniczyć w krótkich zajęciach albo w dłuższych wyjazdach. Zdecydowałyśmy się na dwudniowy pobyt z noclegiem. Formularz do rejestracji zawierał błędy, zanim go naprawili, świątynia, którą wcześniej sobie wybrałyśmy nie miała już wolnych miejsc. Zrządzeniem losu trafiłyśmy do International Seon Center, które znajduję się w centrum Seulu i jest zupełnym przeciwieństwem tego co przychodzi do głowy gdy myśli się o świątyni (Gdzie te góry, lasy i ucieczka od cywilizacji?). 

cr: International Seon Center
Razem z nami do świątyni przybyło około 50 Koreańczyków (część z nich tylko na jednodniowy pobyt) oraz jeden Czech, więc jak widać reprezentacja obcokrajowców nie była zbyt liczna. Przydzielono nam tłumaczkę, która na nasze ucho tłumaczyła tylko jakieś 20% tego co się dzieje, i zagoniono do głównej sali. Odznaczyliśmy się na liście, odebraliśmy identyfikatory i stroje (Kamizelki i dla chętnych spodnie. Czech okazał się wykraczać poza standardowy rozmiar koreańskiego buddysty, więc kamizelki nie udało się zapiąć.).

Zdjęcie z mojego konta na instagramie
Na początku Sunim opowiedziała nam o tym czym jest Buddyzm i jak przebiega życie w świątyni. Jak składać pokłony, witać się z mnichami, co nam wolno, a czego nie. Po około godzinnym wykładzie na temat Buddyzmu i sposobach medytacji sami mieliśmy jej spróbować. Oczywiście na początku pomyślałyśmy, że przecież nie ma nic trudnego w siedzeniu po turecku. Mieliśmy spróbować nie myśleć o niczym konkretnym, myśleć o myśleniu (to ma sens!). Spojrzeć na siebie z dystansu i się wyciszyć. Tylko przez 5 min. Zamknięte oczy, wyprostowane plecy, ręce na kolanach... po 10 sekundach zaczęła mnie swędzieć cała twarz, a Darię nos, po 30 sekundach obie walczyłyśmy z bólem pleców, po minucie odezwały się u mnie kolana, a po około 3 minutach otworzyłyśmy oczy (ciekawość zwyciężyła, nudno tak myśleć o myśleniu ;) ).

Nie oszukujmy się, całe życie siedząc na krzesłach, a po turecku chyba ostatni raz w latach szkolnych, a i wtedy zgarbione, nie byłyśmy do tego przyzwyczajone. Czech stękał jeszcze bardziej niż my i poddał się, zmieniając pozycję na bardziej komfortową. Mimo, że Koreańczycy więcej życia spędzają na podłodze i teoretycznie są bardziej predysponowani do takiej medytacji, to poznane Koreanki też narzekały na kolana i plecy.



Pobyt był dobrze rozplanowany i nie pozostawiono nam nawet minuty żeby się nudzić. Po medytacji udaliśmy się na pierwszy posiłek: ryż, warzywa, kimchi, zupa i owoc na deser (Koreańscy buddyści, w przeciwieństwie do tych w innych krajach, są wegetarianami). Oczywiście należało jeść w milczeniu i do ostatniego ziarenka ryżu. Nic nie powinno się zmarnować. Po jedzeniu do pracy zabrał się team zmywający, do którego należałam. 

Na początku każdy z obecnych został przydzielony do jednej z grup, które miały się zajmować właśnie zmywaniem, sprzątaniem oraz w ostatnim dniu podawaniem herbaty (to była rola Darii). Gdy na końcowym spotkaniu zapytano nas o to co najbardziej nam się podobało wybrałam właśnie przynależność do drużyny zmywającej. Nie tylko dlatego, że była to praca zbiorowa i mogłam się poczuć częścią grupy, ale również dlatego, że czułam, że coś ode mnie zależy i przez to staję się częścią świątyni. Mniszka pochwaliła ten wybór, podkreślając, że właśnie taki był cel tych obowiązków. Poza tym każdy kto przychodzi do świątyni staje się jej pełnoprawnym mieszkańcem, a nie gościem, dlatego powinien pomagać w jej funkcjonowaniu. Tu warto nadmienić, że przemyślenia Darii nie były tak wzniosłe. Podawanie herbaty nie spowodowało, że poczuła się częścią wspólnoty, a jedyne o czym wtedy myślała, to to, że serwowane ciasteczka są pyszne (pragmatyczna dusza w każdym calu :P ).

Pierwszego dnia zrobiliśmy też papierowe kwiaty lotosu, które później mogliśmy zabrać do domu.

Noc spędziliśmy we wspólnych salach, podzielonych na te dla kobiet i dla mężczyzn. Spaliśmy na cienkich materacach, które położone były bezpośrednio na podgrzewanej podłodze. Muszę przyznać, że trochę się bałam, że będzie nam zimno, a było za gorąco. Światła zgaszono o 21:00. Pobudka była o 4:00.

O 4:30 wszyscy już siedzieli po turecku przed obliczem Buddy. Wzięliśmy udział w porannej ceremonii Ye-bool, jej celem jest m.in. oddanie szacunku Buddzie i jego uczniom. Podczas modlitwy jeden z mnichów uderza w dzwon, a drugi w drewnianą tykwę, wyznaczając rytm kolejnych pokłonów. Ponownie spróbowaliśmy medytacji, poszliśmy również na godzinną "medytację chodzoną" do pobliskiego parku. Sunim nadawała tępo, które było iście ślimacze. Obie chodzimy dość szybko, więc było dla nas dużym wyzwaniem przemieszczać się w tempie reszty grupy. Nasz pochód zwracał też uwagę okolicznych mieszkańców. Jak widać na pierwszym zdjęciu Seon Center znajduje się po środku miasta, z każdej strony otoczone wieżowcami i blokami. Widok kilkunastu osób w mnisich ubraniach, spacerujących po okolicy, raczej tu nie pasuje (Szczególnie o 6 rano).

Po śniadaniu wróciliśmy do wspólnej sali na 108 prostracji. Wszyscy Koreańczycy z naszej grupy powiedzieli, że prostracje wywarły na nich największe wrażenie i właśnie wtedy najpełniej poczuli i zrozumieli czym jest buddyzm, natomiast Sunim, zwróciła uwagę, że obcokrajowcy nigdy tego nie wybierają jako najważniejszego elementu pobytu. Praktycznie rzecz biorąc 108 prostracji to 108 głębokich pokłonów, które są wykonywane po przeczytaniu/powiedzeniu na głos różnych zdań mających na celu oczyszczenie umysłu, uwolnienie od zbędnego przywiązania do cierpienia i docenienie swojego życia. Rytuał jest też traktowany jako forma fizycznej medytacji i ćwiczenie dla zdrowia. To ostatnie na pewno, potem rozmawiałyśmy o tym, że każda z nas po około 30 pokłonach miała już trochę dość. Ja liczyłam ile jeszcze zostało do końca, Daria w ogóle się wyłączyła, automatycznie robiąc kolejne skłony.


Ostatnim punktem programu była rozmowa z Sunim w małych grupach (Popijając herbatę przyniesioną przez Darię ;) ). Rozmawialiśmy o tym co najbardziej nam się podobało, mogliśmy zadawać pytania, prosić o rady i szczerze ze sobą podyskutować. Ciekawą rzeczą była możliwość wysłania kartki do siebie z przyszłości. Poprosiłam każdego o podpis i wpisałam datę przypadającą na kilka dni przed moimi urodzinami, żeby właśnie wtedy dostać kartkę. Mniszka zaprosiła każdego z nas do ponownych odwiedzin i przypomniała, że drzwi świątyni są dla nas zawsze otwarte.



Rozmowa z mnichem, cr: International Seon Center


Pobyt był intensywny i ciekawy, poznałyśmy kilka przemiłych osób, z którymi nadal utrzymujemy kontakt. Temple Stay to dobry sposób na wyciszenie i relaks, szczególnie jeżeli jest się częścią koreańskiego wyścigu szczurów. Udział w życiu świątynnym nie doprowadził do naszej wielkiej przemiany duchowej, zresztą żadna z nas tego nie oczekiwała. To była okazja żeby dowiedzieć się czegoś więcej o buddyzmie i życiu mnichów. 

Warto również podkreślić, że wyznanie nie jest tu istotną kwestią. Większość pytanych Koreańczyków deklarowała, że jest chrześcijanami i przyszli do świątyni, żeby tak jak my dowiedzieć się czegoś więcej o nieznanej im religii, lub odpocząć od zgiełku wielkiego miasta.

Nasza grupa, cr: International Seon Center




***
W tym samym czasie kiedy odwiedziłyśmy świątynię, w Seulu było również organizowanych wiele innych imprez związanych z buddyzmem. W ratuszu miejskim na odwiedzających czekała wystawa bonsai i loteria z nagrodami. Daria mimo deklaracji, że nigdy niczego nie wygrywa, za pierwszym razem celnie rzuciła w koło fortuny i stała się dumną posiadaczką mnisiej zastawy stołowej (pałeczki, łyżki i rybki podpórki do sztućców). Może to był znak od Buddy ;)



Informacje praktyczne:
  • Dojazd: Linia 5, wyjście 8 na stacji Omokgyo. Prosto aż do pierwszego skrzyżowania, na którym należy skręcić w lewo, świątynia będzie po około 200 metrach, po prawej stronie. 
  • Cena:  Za 2 dniowy pobyt z noclegiem i posiłkiem. Dorośli: 50 000 W (około 150 zł), dzieci poniżej 13 roku życia 30 000 W (około 90 zł), chyba, że trwa akurat Temple Stay Week, kiedy takie atrakcje są za darmo.


Większość zdjęć z postu pochodzi ze strony International Seon Center i w większości są to zdjęcia konkretnie z naszego pobytu.

Jeżeli chcecie obejrzeć więcej zdjęć buddyjskich świątyń w Korei to zapraszamy to naszych postów: KLIK, KLIK, KLIK

1/10/2015 01:00:00 PM

Bongeunsa Temple (봉은사), czyli chwila spokoju po szale zakupów.

Bongeunsa Temple (봉은사), czyli chwila spokoju po szale zakupów.
Do Gangnam przygnały mnie zakupy. Najpierw wizyta w mojej ulubionej księgarni, a potem COEX. Znajomi Koreańczycy zachwalali mi je jako centrum handlowe, które nie dość, że jest największym podziemnym centrum handlowym w Azji, to na pewno jest tam wszystko co tylko przyjdzie mi do głowy. Znajomi nie docenili mojej pomysłowości i potrzeb, ale rzeczywiście jest tam dużo sklepów i restauracji, gigantyczne kino i akwarium. Naprzeciwko COEX znajduje się za to idealne miejsce na chwilę wytchnienia po zakupowym szale- Bongeunsa Temple.


Dokładnie po drugiej stronie ulicy stoi niewielka świątynia buddyjska. To była pierwsza odwiedzona przeze mnie, więc jeszcze nie miałam "syndromu świątyni" (po obejrzeniu kilku człowiek dochodzi do wniosku, że wszystkie są identyczne, oczywiście to nieprawda, ale syndrom działa).

Miejsce jest niezwykle popularne wśród turystów odwiedzających Seul, w weekendy każdy metr kwadratowy kompleksu jest zajęty przez fotografujące wszystko wycieczki. Poranki w tygodniu są na szczęście odrobinę spokojniejsze. Czemu miejsce jest tak popularne? Po pierwsze znajduje się w Gangnam (tak tak, masa sklepów, drogich restauracji, no i przecież PSY śpiewa "Gangnam Style", więc musimy jechać tam na wycieczkę), poza tym podejrzewam, że w dużej mierze chodzi o kontrasty. Niewielka świątynia otoczona masą wysokich, szklanych wieżowców robi wrażenie. 30 lat temu nie było tu prawie nic: pola, kilka domów. Teraz okolica powala nowoczesnością. Bongeunsa to kolejny przykład na to jak szybko rozwija się Seul, zaledwie w ciągu jednego pokolenia miasto zmieniło się nie do poznania („stary” Seul powoli ginie, istnieje coraz mniej księżycowych wiosek).

widok z dachu świątyni- dookoła same wieżowce
Przy wejściu powitały mnie cztery rzeźby Niebiańskich Królów, to bóstwa strzegące buddyzmu, widzące i karzące za wszelkie zło. Mimo, że są uzbrojeni, wojownicy nie wydają się przerażający, czego nie można powiedzieć o tych namalowanych na głównej bramie. Poza tym architektura i wystrój Bongeunsa są podobne do innych koreańskich świątyń buddyjskich. Czerwone ściany i zielone sufity zdobią kolorowe wzory, kwiaty i mityczne bestie.



Początki świątyni sięgają VIII wieku. Budowniczy nazwali ją Gyeonseongsa, jednak w 1498 roku przemianowano ją na Bongeunsa. Założycielem klasztoru był Narodowy Nauczyciel Yŏnhoe. W drugiej połowie XVI wieku świątynia byłą główną siedzibą koreańskiego buddyzmu Zen  (później tę funkcję przejęła świątynia Jogyesa, którą odwiedziłam kilka tygodni później). W 1939 roku pożar zniszczył część budynków, dalszych zniszczeń dokonano w czasie wojny koreańskiej. Ocalała tylko niewielka część klasztoru, ale główna atrakcja kompleksu przetrwała- najwyższy posąg Buddy w Korei, wielka statua Buddy Maitreya, która ma ponad 23 metry wysokości.






Traf chciał, że akurat podczas mojej wizyty w świątyni odbywał się kiermasz na rzecz pomocy dzieciom w Afryce. Obejrzałam stragany i wzięłam udział w licytacji. Niestety zasobność mojego portfela pozostawia wiele do życzenia, więc upatrzony przeze mnie obrazek trafił w inne ręce (Ahjumma walczyła o niego zawzięcie).


Bongeunsa jest również miejscem dość interesującej ceremonii Jeongdaebulsa, która odbywa się 9 dnia każdego miesiąca księżycowego. Dziewięciu mnichów nosi wtedy na czubku głowy święte pisma recytując buddyjskie mantry.

Informacje praktyczne:
  • Dojazd: Samseong Station (linia 2) wyjście 6; Cheongdam Station (linia 7) wyjście 2.
  • Wstęp: bezpłatny
  • Bongeunsa oferuje również program Temlestay

11/14/2014 04:10:00 PM

Bongwon Temple (봉원사)

Bongwon Temple (봉원사)

Bongwon Temple (봉원사) założona w 889 roku przez mistrza Tosŏn, jest główną świątynią buddyjskiego zakonu Taego (태고종), drugiej największej sekty buddyzmu koreańskiego zen. Znajduje się w okolicy kampusu Yonsei, na stokach góry Ansan. W 2009 roku UNESCO zaliczyło Świątynię do grona Cennego Kulturalnego Dziedzictwa Ludzkości.


Mimo że klasztor znajduje się w odległości krótkiego spaceru od ruchliwego Sinchon, jego zalesione otoczenie daje namiastkę spokoju w zatłoczonym Seulu.


Przyszłam do Świątyni od tyłu, schodząc ze szczytu góry Ansan. Trafiłam tu zupełnie przypadkiem nie planując wizyty, chciałam tylko wybrać się na mały spacer i zrobić kilka zdjęć okolicy, kiedy między drzewami zobaczyłam dachy świątyni (charakterystyczne kolory i symbole).





Bongwon Temple była niezwykle cicha i pusta, duża odmiana po wizytach w innych świątyniach w mieście, które były pełne turystów. Spotkałam tylko jedną osobę, dzięki czemu w spokoju obejrzałam z bliska wszystkie zabudowania, wśród nich wyróżniał się masywny 3000 Budda Hall wybudowany w 1991 roku. 


Większość budynków na terenie świątyni została zniszczona w czasie wojny koreańskiej, jednak kilka przetrwało np. Shrine Sali Seven Stars i Amitabha Hall, których wyblakłe farby przypominają, że budynki stoją w tym miejscu już od ponad 200 lat (świątynia została przeniesiona na obecną lokalizację w 1748 roku).


Przed głównym wejściem odwiedzających wita "16 arahantów". Mimo ich dziwacznych i groteskowych twarzy Arahat to ktoś, kto osiągnął szczególny spokój umysłu i jasność na temat życia. Rzeźby wydały mi się dość kuriozalne, ale są bardzo charakterystycznym punktem świątyni.


Dziś żyje tu około 50 mnichów, a klasztor jest znany ze swoich programów edukacyjnych i akcji charytatywnych. Co roku odwiedzających przyciąga ceremonia Yeongsanjae (영산재) poświęcona zjednoczeniu Korei i światowemu pokojowi. Zaczyna się od symbolicznego wprowadzenia ducha Buddy i innych bogów do miejsca uroczystości. Następnie odsłaniane jest wielkie malowidło Buddy, po którym następuje czas na modlitwy, muzykę i Butterfly Dance. Ten ostatni wykonują kobiety w długich, białych szatach z kapeluszami w kształcie pagody. Bębnienie, śpiewy, modlitwy, ofiary z kwiatów, żywności i kadzidła. Kilka godzin ceremonii kończy Gongdeokgye (공덕 계), czyli modlitwa za wszystkich cierpiących. Bogowie odchodzą i duchy zmarłych uciekają do raju.



Bongwon Temple kryje jednak także mroczne tajemnice. Latem 2004 roku odkryto, że seryjny morderca Yoo Young Cheol pogrzebał ponad tuzin swoich ofiar na terenie klasztoru. Skazany na karę śmierci nadal oczekuje na wykonanie wyroku, a wierni i rodziny ofiar co roku wspominają te tragiczne wydarzenia.

Informacje praktyczne: 
  • Dojazd: Sinchon Station (linia 2), wyjście 4, autobus linii 7024 do końca trasy i 350m prosto, lub wspinaczka na górę Ansan. 
  • Wstęp: bezpłatny.


Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger