Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

11/14/2017 03:32:00 PM

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG
Właśnie zakończył się 3. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich, na którym mieliśmy okazję zobaczyć 12 filmów. O tych z sekcji „Hity ostatnich lat” przeczytacie we wcześniejszym poście KLIK, więc teraz skupimy się na pozostałych dwóch sekcjach: „Koreańskie Smaki” oraz „Fokus Kim Hee-Jung”.

Zacznijmy od Kim Hee-Jung, reżyserki intymnych, wielowymiarowych filmów, skupiających się na ludzkiej osobowości. Na festiwalu zaprezentowano jej dwa filmy pełnometrażowe „Cudowne lata” i „Ścieżki na śniegu” oraz dwa krótkie metraże, zrealizowanie w Szkole Filmowej w Łodzi, na której studiowała.

Oba długie metraże to filmy niezależne. „Ścieżki na śniegu” to opowieść o alkoholiku, który próbuje walczyć z chorobą w prowadzonym przez zakonnice domu. Mamy tu elementy katolicyzmu i szamanizmu, nie wiadomo co tak naprawdę jest snem, a co jawą. Z każdą minutą film intryguje bardziej i zmusza widza do samodzielnego ułożenia wszystkich puzzli. Koniec jest niejednoznaczny i pozostawia z polem do przemyśleń, ale mimo to film nie sili się na bycie "artystycznym". To dobre, przemyślane kino.


Z kolei „Cudowne lata” to historia nastolatki, która po śmierci ojca musi na nowo poukładać sobie życie, relacje z matką i szkolnymi przyjaciółmi. W Q&A po seansie reżyserka przyznała, że w dużej mierze film opiera się na jej własnych doświadczeniach. Krok po kroku poznajemy bohaterkę, jej myśli i problemy. Jest to film dobry, chociaż niestety nie polubiłam głowniej bohaterki, w przeciwieństwie do kolejnego filmu "The World of Us".


"The world of us" (pol. "Cały nasz świat") w reżyserii Yoon Ga-eun również jest historią zagubionej dziewczynki. Ponownie mamy wyobcowaną bohaterkę, która próbuje znaleźć przyjaźń, jednak ten film podobał mi się dużo bardziej. Bardzo wiarygodnie przedstawione relacje z róweśnikami, szkolne konflikty, kruche sojusze... oglądając film przypominałam sobie własne dzieciństwo. To dobry obraz koreańskiej, trochę bardziej okrutnej od polskiej, szkoły.


Również sekcja "Koreańskie smaki" pozwoliła nam na zapoznanie się z najnowszymi filmami kina niezależnego. Pierwszy był „On the Beach at Night Alone” (pol. „Samotnie na plaży pod wieczór”) w reżyserii Hong Sang-soo, czyli powolna opowieść o ucieczce przed własnymi uczuciami. Rozmowy na ulicach Hamburga, wieczorne popijawy nad koreańskim morzem. Mam problem z twórczością Hong Sang-soo. Uważam jego filmy za przegadane i często chaotyczne, a jednak cieszą się one ogromną popularnością na europejskich festiwalach filmowych. Również ten film wydaje mi się nudny, a oceniając filmy w pierwszej kolejności określam czy mi się podobają czy nie, a dopiero potem zagłębiam się w szczegóły: Dlaczego? Co sądzę o bohaterach i akcji? Itd.  Tym razem nie było najgorzej. Nie uważam filmu za dobry, ale jest zdecydowanie najlepszy z filmów Hong Sang-soo, które widziałam. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to zasługa bardzo dobrej gry Kim Min-hee (znana np. ze „Służącej”), która za tę rolę zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale. To film niezależny, nie będzie podobać się każdemu, nawet nie większości, ale na pewno znajdzie wiernych fanów.


„The Firs Lap” (pol. „Pierwsze okrążenie”) Kim Dae-hwana, pojawił się w Warszawie jeszcze przed oficjalną premierą w Korei. Reżyser był gościem pierwszej edycji festiwalu z filmem „End of Winter” („Koniec zimy”). To kolejny bardzo festiwalowy film. Niewielki budżet, długie rozmowy, znowu albo pokochany przez widzów, albo odrzucony jako zbyt nudny. Część może doszukiwać się w nim nim drugiego dna. Autor nie formułuje konkretych tez, pokazując nam tylko kolejne sceny z życia dwójki 30-latków i ich rodzin. Mimo toczących się rozmów o potrzebie zmian, z ekranu bije stagnacja i niemożność tych zmian wprowadzenia. Film kończy się nie popychając życia bohaterów do przodu, wszystko na tle politycznych demonstracji przeciwko prezydent Park Geun-hye. Właśnie to polityczne tło może powodować moim zdaniem niepotrzebną nadinterpretację tego filmu i doszukiwanie się w nim większej głębi. To nie moje kino, ale reżyser zdobył za ten film nagrodę dla najlepszego nowego reżysera na festiwalu w Locarno, więc być może jednak pewna nadinterpretacja jest tu wskazana.


Na festiwalu pojawił się również klasyk koreańskiego kina "The Housemaid" z 1960 roku, ale więcej o nim napiszemy w kolejnym poście, tak jak i o naszych ogólnych wrażeniach z festiewalu.

Byliście w tym roku na festiwalu? Które filmy podobały Wam się najbardziej, a które najmniej?

11/08/2017 07:54:00 AM

Jak ugryźć koreańskie kino?

Jak ugryźć koreańskie kino?
Przychodzimy do Was z kolejnym postem gościnnym na temat koreańskiego kina (wcześniejszy znajdziecie TUTAJ). Kasia, autorki bloga HOW GEE ~ 하우지 (facebook), prawdziwego kompendium wiedzy na temat koreańskiej kinematografii, stworzyła dla Was krótki poradnik na temat tego jak zacząć swoją przygodę z kinem Kraju Porannego Spokoju. Czy Wy też kierujecie się tymi zasadami przy doborze filmów? Jaki był Wasz pierwszy koreański film?

***

cr: seecannes.com

Ruszyła właśnie trzecia edycja Warsaw Korean Film Festival, jedynego takiego festiwalu w Polsce poświęconemu kinematografii tego konkretnego państwa. Jest to idealna okazja do zobaczenia na wielkim ekranie ulubieńców znanych być może z seriali telewizyjnych lub poznania całkiem nowego, egzotycznego dotychczas kina z drugiego końca świata. Nieważne czy to będzie rzucenie się na głęboką wodę, czy wizyta w kinie z pewną już podkładką wiedzy, nasuwa się pytanie, co dalej, jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, ale nie wiadomo dokładnie skąd?

Po prawie dekadzie oglądania koreańskich filmów i napisaniu ponad pięciuset recenzji, z których tak naprawdę większość nie przekazuje niczego głębszego niż “podobało się” lub “nie podobało się”, wciąż jednak potrafię czerpać przyjemność z ich oglądania, a to dzięki wyrobionemu na przestrzeni lat mojemu “systemowi”. Oto kilka wskazówek dla tych, którzy zaciekawili się koreańskim kinem, ale nie wiedzą, z której strony je ugryźć.

1. Poznaj podstawy

Nie musisz od razu poznawać dogłębnie wszystkich pozycji listy top 100 koreańskich filmów według Korean Film Archive (źródło) lub najbardziej kasowych tytułów w historii (źródło; chociaż to prędzej czy później polecam - większość z nich nie bez powodu przyciągnęła tylu Koreańczyków do kin…). Opanowanie podstaw najnowszego kina koreańskiego, tzw. Koreańskiej Nowej Fali jest dość proste, gdyż większość tekstów źródłowych na ten temat rozpoczyna się właśnie od pierwszych wielkich komercyjnych sukcesów w latach 90., a te filmy są właśnie o wiele bardziej dostępne niż starsze tytuły dla filmowych “hardkorów”.

Być może przy okazji jakiegoś światowego festiwalu filmowego obiły się o uszy nazwiska Kim Ki Duka lub Hong Sang Soo, a od strony bardziej komercyjnej Park Chan Wooka, Bong Joon Ho albo Kim Ji Woona? Oklepane to? Jednak nie bez powodu są to najbardziej znani koreańscy reżyserowie na świecie, których każdy nowy film jest wart uwagi! Wielu kinomanów, nawet tych niekoniecznie zaznajomionych głębiej z koreańskim kinem, słyszało z pewnością o “Oldboyu” lub “Służącej”, ale myślę, że warto rzucić okiem na każdy inny film Park Chan Wooka, szczególnie rozpoczynające jego karierę “JSA: Joint Security Area”. Dodam przy tym jako ciekawostkę, że “Oldboy” wcale nie jest w Korei takim “największym klasykiem” jak poza granicami tego kraju - rodzimi krytycy najbardziej chwalą “Zagadkę zbrodni” (ang. “Memories of Murder”) w reżyserii Bong Joon Ho… W każdym razie łatwo zacząć od dobrych koreańskich filmów, szczególnie w Polsce - większość tych tytułów jest u nas dostępna na dvd w polskiej wersji językowej! To zaleta tego, że praktycznie wszystkie koreańskie filmy, które w ogóle trafiają do naszej dystrybucji, biorą się z europejskich festiwali filmowych.

"Oldboy", cr: flickfeast.co.uk

2. Kieruj się sprawdzonymi nazwiskami

Dobra, tak więc podstawy opanowane, ale filmografie wspomnianych wyżej reżyserów wcale nie są takie długie, więc co dalej? W tym momencie powinien się zacząć efekt domina, który przecież doskonale się sprawdza przy poznawaniu jakiejkolwiek kinematografii. Spodobał się jakiś aktor? Warto się przekonać, jak wypada w innych rolach! Obiło się o uszy, że jakiś film był wielkim hitem (dla przykładu “Weteran” wyświetlany na zeszłorocznej edycji Warsaw Korean Film Festival)? Warto sprawdzić czy dany reżyser tworzy inne tak dobre filmy, czy to był jednak jednorazowy sukces. W Korei pełno jest specjalistów od kina komercyjnego, których filmów raczej nie uświadczy się na zagranicznych festiwalach. Myślę, że nie wypada się zamykać jedynie w kręgu “kina wysokiego”, ponieważ to właśnie ze swoich blockbusterów słynie Korea.

Tutaj mam taką uwagę - sukces w koreańskich dramach (serialach) rzadko przekłada się na filmy, dlatego rozróżnia się w Korei “talenty” (dosłownie tłumacząc z kor. 탈렌트) - aktorów serialowych i osobowości telewizyjne oraz “aktorów” (kor. 배우 lub 연기자) czyli tych występujących w filmach. Łamacze niewieścich serc z koreańskich produkcji telewizyjnych to kiepski trop, jeśli chodzi o poznawanie tamtejszego kina, dlatego warto się dowiedzieć, kto dla odmiany rządzi kinowym box office. Nie jest tego wiele, bo “A-lista” aktorów w Korei jest krótka, ale mogę zagwarantować, że naprawdę wiele filmów z udziałem Ha Jung Woo, Hwang Jung Mina, Song Kang Ho, Choi Min Shika, Sol Kyung Goo, Jung Woo Sunga, Lee Jung Jae lub Kim Hye Soo (żeby nie przesadzać z ilością…) jest warta uwagi. Zresztą co roku podobne nazwiska są nominowane do największych nagród koreańskiego przemysłu filmowego… Warto je śledzić.

"Veteran", cr: asiasociety.org

3. Zakłady dla wprawionych

Jednak znowu w pewnym momencie można dojść do granicy, kiedy będzie się polegać na sprawdzonych ulubieńcach, nie dając miejsca dla niespodzianek. Dlatego właśnie od kilku lat śledzę nie tylko rozwój karier, ale także wyniki box office koreańskich kin (np. na stronie Hancinema). W większości przypadków przecież sprawdza się zasada, że wielkie hity stały się nimi, bo są to po prostu dobre lub przynajmniej “przyjemne w odbiorze” filmy... Kiedy zna się największe gwiazdy koreańskiego kina, można w ciemno obstawiać, że produkcje z ich udziałem będą hitowe, bo tak właśnie działa w Korei kult celebrytów. Jeśli dany film wcale nie staje się spodziewanym hitem, tzn. nie sprzedaje więcej niż 1 mln kinowych biletów, co jest bardzo ważną granicą, albo można zakładać, że w rzeczywistości okazał się być po prostu nieciekawy, albo że jest niedoceniany (jak np. tegoroczne “The Merciless”, pol. tytuł “Bezlitosny”, które niemniej jest nominowane w tym roku do wszystkich większych nagród).

Możecie się zapytać, po co w ogóle brać pod uwagę sukces pieniężny filmu, skoro nie powinno to tak naprawdę wpływać na osobisty odbiór filmu, ale gwarantuję wam, że takie zakłady mogą dać niezły przedsmak tego, czego można się spodziewać. Aby poprzeć to innym przykładem, w tym roku największym niespodziewanym hitem stało się “Crime City”/”The Outlaws” z Ma Dong Seokiem i Yoon Kye Sangiem - niekoniecznie najbardziej “bankowymi” gwiazdami. Przez to właśnie mam całkiem spore oczekiwania wobec tego filmu, który w innym przypadku po prostu obejrzałabym z automatu.

Jeśli liczby to nie wasza bajka, pozostaje tylko jedna rada - dużo czytać. Internet to w końcu nieprzebrane źródło informacji, więc warto poczytać “coś więcej” na temat historii koreańskiego kina, przeglądać najnowsze recenzje i śledzić filmowe newsy.

"The Mercilles", cr: hollywoodreporter.com

Rozpoczynając swoją przygodę z koreańskim kinem lub będąc już w pewnym stopniu “zaawansowania”, łatwo natrafić na przysłowiową ścianę, kiedy nie czerpie się już takiej przyjemności z oglądania filmów, jak na początku albo filmografia ulubionego aktora/reżysera szybko się kończy. Warto pamiętać o jednej (bardzo oczywistej w sumie…) rzeczy - koreańska kinematografia, proklamowana jako antyteza Hollywoodu, powiew świeżości na światowej mapie filmów i zarazem wielkie sukcesy komercyjne, to nie jest niekończące się pasmo cudów. Koreańskie konglomeraty zbudowały swoje własne “fabryki snów”, w których tworzy się wykalkulowane blockbustery, niemniej ich charakterystyczne mieszanie gatunków wzbudza lepszy odbiór niż w przypadku ogranych już filmów o superbohaterach, które w koreańskim wydaniu praktycznie nie istnieją (bo po co, Marvel i DC są tam tak samo popularne jak wszędzie indziej). Na setki produkowanych w Korei filmów rocznie, tych naprawdę wartych włożenia między współczesne klasyki znajdzie się kilka, a reszta, którą można nazwać “naprawdę dobrą”, będzie liczona w ilości około kilkunastu. Innymi słowy trzeba być przygotowanym na rozczarowania, oglądając koreańskie filmy, ale wciąż ta garstka wspaniałych filmów pojawiających się rokrocznie sprawia, iż jest to hobby, od którego ciężko się oderwać.

Przydatne linki:

Na Twitterze:

10/28/2017 08:57:00 AM

„Hity ostatnich lat” na WKFF

„Hity ostatnich lat” na WKFF


Dziś zapraszamy Was na gościnny post Krzysztofa Karnkowskiego z Czarnowłose zjawy i ich nawiedzone telefony (warto do niego zajrzeć jeżeli szukacie dobrych recenzji koreańskiego, i nie tylko, kina) na temat sekcji "Hity ostatnich lat" na zbliżającym się Warsaw Korean Film Festival (7-13 listopada, Kino Kultura).

Miłego czytania! Dajcie znać w komentarzach czy widzieliście któreś z tych filmów i czy wybieracie się na festiwal.

***




Hity ostatnich lat” na WKFF

W listopadzie po raz trzeci odbędzie się Warsaw Korean Film Festival. Po raz pierwszy seanse nie będą darmowe. Choć filmów na liście sporo, niestety dość skromnie (choć całkiem ciekawie, o czym za chwilę) wypada sekcja „Hity ostatnich lat”. Szkoda o tyle, że dobrych filmów po drodze pojawiło się przecież bardzo dużo, a nawet te, które zapowiadane były hucznie, jako szykowane do polskiej dystrybucji, z reguły znikały gdzieś w niszowych kinach i nieprzyjaznych godzinach. Ot, taki „Lament”, w Warszawie zagrany był tylko w jednym kinie, za to aż dwa razy. „Gra cieni” podobnie. Nie ma się co oszukiwać, sytuacja fana koreańskich filmów, chcącego obejrzeć coś na legalu i w kinie, jest ciągle nie do pozazdroszczenia. Festiwale sytuację oczywiście trochę poprawiają, ale apetyty są ogromne, a oferta cały czas skromna.

Co więc zobaczymy w przeglądzie kinowych przebojów? Tylko cztery filmy – „Prawda jest inna” (tytuł międzynarodowy „The truth beneath”); „Miłość i kłamstwa” („Love, lies”), „Panią zło” (The Villainess”), wreszcie „Tunel” („The Tunnel”). Nie zobaczymy natomiast „Taksówkarza”, choć spodziewać można się go było po zobaczeniu pierwszej wersji plakatu, z której patrzył na nas odgrywający tytułową rolę Kang Ho-song. Szkoda, ale może innym razem.

Każdy z prezentowanej czwórki obraz reprezentuje jakieś szersze zjawisko, bądź nurt w koreańskim kinie. „Miłość i kłamstwa” (reż. Park Heung-sik) to komercyjny i melodramatyczny odprysk mody na pokazywanie na ekranie wydarzeń, związanych z japońską okupacją Korei i jej konsekwencjami dla mieszkańców. Polscy widzowie mogli zobaczyć dotąd na ekranach przede wszystkim atrakcyjne, sensacyjne i spektakularne obrazy umieszczone w realiach koreańskiej walki narodowo-wyzwoleńczej („Assassination”, „Age of Shadows”, kilka lat wcześniej – „Dobry, zły i zakręcony”). W Korei pojawił się też głośny dramat społeczny „Spirit’s homecoming”, lecz czasy japońskiej okupacji mogły stworzyć nawet ciekawe tło do horroru, jak stało się w przypadku „Silenced” (nie mylić ze starszym filmem pod tym samym tytułem, opowiadającym o zmowie milczenia wokół przypadków pedofilii). Mamy wreszcie dwa filmy oparte na faktach – smutną historię więzionej przez Japończyków, doprowadzonej do szaleństwa księżniczki Deokhye, opowiedzianą w „Last Princess” i „Anarchist from Colony”, opowiadającej, zgodnie z tytułem, o przywódcy działających w Japonii koreańskich anarchistów i jego procesie sądowym, który wymknął się spod kontroli. „Miłość i kłamstwa”, na ile udało mi się zorientować w tekstach autorów obeznanych z tematem, od realiów historycznych jest raczej odległy. Historia dwóch przyjaciółek (Han Hyo-joo, Chun Woo-hee), rywalizujących ze sobą o względy mężczyzny (Yoo Yeon-seok), mogącego ułatwić karierę tylko jednej z nich, z wielką polityką w tle, ogląda się jednak dobrze, w czym pomagają atrakcyjne zdjęcia i obsada, a także spora dawka stylowej muzyki z epoki. Ciekawy jest też obraz przemysłu muzycznego sprzed kilkudziesięciu lat, w którym odnajdziemy wszystkie ciemne strony dzisiejszych fabryk k-popu.


„Prawda jest inna” (reż. Lee Kyoung-mi) z pozoru może wydawać się thrillerem politycznym – zawiązanie akcji to zniknięcie córki kandydata na ważne stanowisko, tropy zdają się prowadzić do konkurencji… Cóż, prawda jest inna. Dowiemy się, wraz z poszukującą córki i logicznego wyjaśnienia co się właściwie wydarzyło, matką (Son Ye-jin), co naprawdę działo się w szkole, a także wszędzie indziej, oczywiście za jej plecami. Razem z nią będziemy pomału osuwać się w szaleństwo, by na koniec odkryć jeszcze bardziej okrutną tajemnicę. To chyba najtrudniejszy z całej czwórki film, zarazem jednak bardzo dobry i doceniony przez krytykę.


Trzeci seans w ramach prezentowanych polskiej publiczności hitów, będzie prawdopodobnie największym wydarzeniem. „The Villainess” to film, w którym jest wszystko, co chcą w koreańskiej produkcji znaleźć fani „Trylogii zemsty” Park Chan-wooka, nie znający poza tym oferty koreańskiej kinematografii. Wybranie na polski tytuł nawiązującego do jego filmu tytułu „Pani Zło” pokazuje, że taki właśnie jest pomysł na promocję filmu Jung Byung-gila. Głębokie i intensywne barwy, atrakcyjne, wyestetyzowane, a zarazem ekstremalne ujęcia przemocy – co więcej, chwilami naprawdę nowatorskie, kilku rzeczy jeszcze nie widzieliśmy! – jest tu wszystko, spięte niszczącą zemstą młodej i atrakcyjnej bohaterki (Kim Ok-bin) i jej walką z tajemniczym przeciwnikiem, którego intencji bardzo długo nie znamy. Fabuła jest tu tak naprawdę pretekstowa, dziewczyna musi dostać jakiś powód, by się mścić, jakoś trzeba też uzasadnić kolejne intrygujące miejsca i pojawiające się w nich postacie, ale nie oszukujmy się, nie o fabułę tu chodzi.


Ostatni film, który zobaczymy na festiwalu, to „Tunel” Kim Seong-Huna. Katastrofa promu Sewol według opinii publicznej nie została w pełni wyjaśniona, a co więcej, pokazała bardzo wiele patologii koreańskiego społeczeństwa. Odpowiedzią kina była seria filmów, pokazujących Koreę Południową jako piekło korupcji, na co nałożyła się jeszcze narastająca atmosfera upadku skompromitowanej prezydent Park Geun-hye. Duch tej degrengolady łączy takie dzieła jak opowiadający o wymiarze sprawiedliwości „The King”, pokazujący piramidę finansową w stylu naszego Amber Gold „Master”, oraz dwa filmy katastroficzne – „Pandorę” o awarii w elektrowni atomowej i „Tunel” właśnie. „Tunel” to klaustrofobiczna historia kierowcy, przysypanego zwaloną na niego potężną górą (Ha Jung-woo) oraz jego żony (Bae Doo-na), próbującej przebić się przez równie potężne zwały obojętności, korupcji i propagandy. Uwaga – ten „Tunel” nie ma nic wspólnego ani z popularnym serialem pod tym samym tytułem, ani mniej znanym, ale całkiem udanym horrorem „Tunnel 3D” sprzed kilku lat.


Na koniec trzeba wspomnieć o „Taksówkarzu” Jang Hoona, którego, nie wiedzieć czemu, ostatecznie nie zobaczymy. To wstrząsający, z rozmachem zrealizowany film, którego tłem jest jeden z bardziej ponurych epizodów historii najnowszej Korei, masakra w Kwangju w 1980 roku. W 1980 roku doszło tam do protestów, brutalnie stłumionych przez wojsko. Według różnych źródeł zginąć mogło od 200 do nawet 2000 osób. Od władzy odsunięty został urzędujący wówczas prezydent Choi, który próbował złagodzić trochę ówczesny reżim, zastąpił go zaś twardogłowy wojskowy Chun, rządzący do 1987. Mogliśmy już trochę poznać ten temat, również pod kątem ciekawego dla polskiego widza wątku nierozliczenia sprawców w filmie „26 lat”. „Taksówkarz” oparty jest na autentycznej historii niemieckiego dziennikarza, który dostaje się do zablokowanego przez armię miasta, pakuje się w sam środek masakry, po czym ujawnia światu niewygodną dla władz prawdę. Tytułowy bohater to zaś zwykły, nieinteresujący się polityką kierowca taksówki z Seulu, który podstępem pozbawia innego kolegi na pozór intratnego zlecenia i w ten sposób trafia w sam środek piekła. Dla niego, patrioty, a zarazem naiwnego konsumenta rządowej propagandy, zupełnie niepojętego. Co ciekawe, Kang-ho Song powtarza tu w pewnym sensie swoją rolę z „The Attorney”, w którym droga adwokata – sympatycznego cwaniaka, do stania się czołowym obrońcą w procesie politycznym, a w konsekwencji prezydentem demokratycznej już Korei, była bardzo podobna. „Taksówkarz” nie jest przy tym wyłącznie ponurym dramatem, do pewnego momentu ma w sobie coś z komedii sytuacyjnej, zaś później, gdy groza narasta, jest bardzo widowiskowy. Scena, taka jak pościg wojskowych gazików i taksówek to marzenie każdego reżysera sensacji. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja zobaczyć to w kinie, z drugiej strony, skoro nie zadbał o to żaden z tegorocznych festiwali, może być różnie. Tymczasem przed nami cztery opisane wyżej filmy i kilka innych, zebranych w bloki tematyczne. Do zobaczenia w kinie Kultura.

12/09/2016 11:43:00 AM

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków
Polskim korporacjom, nawet polskim oddziałom zagranicznych korporacji, jeszcze daleko do stylu pracy Azjatów, ale już coraz częściej możemy czytać o korposzczurach, Mordorze na Domaniewskiej czy ludziach, którzy psychicznie nie wyrabiają, rzucają wszystko i jadą w Bieszczady. Jako osoba, która 7 lat spędziła w Mordorze na Domaniewskiej, pracując dla amerykańskiej korporacji, wiedziałam, że nie może mnie zabraknąć na Festiwalowej korponocy. 

Wraz z koleżanką z pracy (też po traumie w korpo) postanowiłyśmy najpierw nabrać energii wykorzystując zniżkę we współpracujących z festiwalem restauracjach i pójść na obiad do WI-TAJ; wietnamsko- tajskiej restauracji znajdującej się przy Placu Konstytucji.

Będąc już pod kinem przypomniało się nam, że w końcu zapomniałyśmy powiedzieć, że mamy zniżkę, ale i tak było warto. Do WI-TAJ będziemy wracać :)

Do kina Muranów, w którym odbywał się maraton, dotarłyśmy 10 minut przed początkiem pierwszego filmu, ale całkiem przypadkiem udało nam się zająć dobre miejsca. Wydawało mi się, że trzy filmy to może być za dużo, ale ich dobór był bardzo dobry. Mocne uderzenie, później coś bardziej do myślenia i na koniec wielki koreański hit, który nie pozwolił nam zasnąć i podtrzymał zainteresowanie publiczności.

ATAK SERCA / Heart Attack, Tajlandia 2015, 124'

Czas to pieniądz, życie to praca, sen to fanaberia, a organizm może przecież składać się w 70% z kofeiny (pozostałe 30 to tanie żarcie z kiosku na najbliższym skrzyżowaniu). Yoon to mistrz Photoshopa, pogromca dedlajnów i kandydat do kontraktu dekady, dającego szansę na pracę dla japońskiego kontrahenta. Jedyne co przeszkadza ambitnemu retuszerowi, to dokuczliwa wysypka, której nie da się pozbyć z własnej skóry jednym kliknięciem myszki. Kiedy zdecyduje się w końcu wybrać do lekarza, za drzwiami gabinetu spotka uroczą, lecz zasadniczą dermatolożkę, która postawi przed nim najtrudniejsze zadanie: odpoczynek. (opis z festiwalowej www)


Nasz faworyt! Bardzo podobały mi się wnętrza, gra aktorska i to jak dobrze zostały zobrazowane rozterki freelancera. Z wywiadu z reżyserem, który odbył się po projekcji, dowiedzieliśmy, że zdecydowano się na profesjonalnego aktora, który potrafił oddać zmienność emocji granej przez niego postaci. Zasłużenie jest nagradzany, wszystkie emocje były czytelne i czułam, że wiem dlaczego przeżywa tyle problemów i mimo, że zachowywał się czasami dziwnie, jego argumentacja była uzasadniona. Taki jest freelance, trzeba brać co dają, bo można wypaść z rynku. Mimo poważnego problemu film został nakręcony z przymrużeniem oka, jest narracja, ciekawe wstawki, przejścia oraz czarny humor, który doprowadzał do śmiechu całą salę. Zdecydowanie polecam.

MIŁOŚĆ ZA STO JENÓW / 100 Yen Love, Japonia 2014, 113'

Ichiko: przypadek beznadziejny. Trzydziestodwulatka bez perspektyw na przyszłość, gnieżdżąca się z rodzicami w niewielkiej klitce, od czasu do czasu wypełzająca na światło dzienne w niezmiennie poplamionych i powyciąganych ubraniach. Kiedy do rodzinnego domu wprowadza się z synkiem rozwodząca się siostra, konflikt jest nieunikniony. Żeby móc mieszkać samodzielnie, Ichiko zatrudnia się w sklepie "Wszystko za 100 jenów"; jak się okazuje, w pobliżu znajduje się klub, w którym trenuje całkiem przystojny bokser. Film Masaharu Take, wielki przebój kina niezależnego i japoński kandydat do Oscara, to przejmująca opowieść o boksowaniu się z życiem i nieoczekiwanie odkrytej woli walki.

W tym filmie najbardziej podobał mi się klimat. Japonia, którą już poznałam i  codzienność, która nadal wydaje mi się bardzo orientalna. Ładne ujęcia są dużym plusem tej produkcji, ale były momenty gdzie miałam uwagi do montażu, długości pewnych scen lub kolejności przedstawiania zdarzeń. Film był dobry, ale jeśli miałabym dokonać wyboru, to ten podobał mi się najmniej. Zakończenie do zmiany (:D), ale rozumiem zamysł. Może za bardzo niszowe jak na moje gusta?

Po tym filmie odbyła się dłuższa przerwa, podczas której zaproponowano nam poczęstunek. Sushi rolls, makaron i napoje. Udało nam się załapać na pyszne sushi <3


Ostatni film to Koreański Train to Busan, na który czekałam bardzo długo. Gong Yoo Oppa jest z Busanu i ma tam rodzinę, więc pewnie jechał kilka razy tym pociągiem :D Nie czytałam wiele o tym filmie, chciałam mieć niespodziankę i powiem Wam, że się udało, byłam zaskoczona.

TRAIN TO BUSAN / Korea Płd 2016, 118'

Seok Woo jest przepracowanym, egoistycznym managerem w dużej seulskiej korporacji. Odeszła od niego żona i nawet córeczka nie chce z nim spędzić swoich urodzin – woli jechać do mamy do portowego Pusanu. Seok Woo nieoczekiwanie postanawia zawieźć ją tam osobiście. Wsiadają do szybkiego pociągu KTX, dumy Korei, i ruszają w drogę na południe.


Tymczasem ludzie wokół zaczynają się dziwnie zachowywać – wiele wskazuje na to, że w kraju wybuchła wyjątkowo gwałtowna epidemia zombie. Świat szybko zamienia się w piekielny chaos, a kto się nie schowa dołącza do masy ożywionych trupów. Zarażone osobniki trafiają także do rozpędzonego pociągu, jazda będzie więc dramatyczną walką o przetrwanie i prawdziwym testem na człowieczeństwo.


 
Gong Yoo jest dobrym aktorem, grał wiele różnych postaci i ostatnio częściej go widać w poważnych filmach niż ckliwych dramach (chociaż jego nowa drama pobije chyba wszystkie rekordy popularności - polecam. Goblin), ale nie widziałam w nim egoistycznego managera tylko zagubionego Oppę. Jego bohater przechodzi przemianę i oczywiście jest pozytywną postacią, ale pokazanie tej zmiany było istotne, bo to praca zrobiła z niego taką egoistyczną osobę.

Film jest na poważnie, ale nas (i część publiczności) trochę śmieszył, bo jednak zombiaki? w Korei? :D Był poruszający i przyznaje się, płakałam, ale to film w stylu koreańskiego show biznesu, robi wrażenie i składa się ze scen, które mają wywrzeć określoną reakcję.

Na zakończenie kupiłyśmy sobie festiwalowe torby i nawet teraz gdy widzę kogoś z jakimś gadżetem z małpą to czuję nić porozumienia :D


Jak zwykle organizatorzy stanęli na wysokości zadania, z roku na rok jest coraz lepiej, filmy są dobrze dobrane, a różnorodność propozycji pozwala trafić do coraz szerszej publiczności. Nawet osoby nie zainteresowane Azją trafiły na filmy, koncerty lub dyskusje. Z wielu stron dostawałam informacje o festiwalu ("A wiesz, że jest taki azjatycki festiwal?" :D) i nie były to tylko osoby interesujące się kinem lub kulturą Azji.

Dziękujemy i czekamy na następną edycję.

11/28/2016 07:01:00 PM

Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2016

Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2016

Koniec listopada i koniec festiwalu Pięć Smaków (O wcześniejszych edycjach możecie przeczytać TUTAJ-2014 i TUTAJ-2015). To jeden z tych festiwali, w których z przyjemnością biorę udział co roku i co roku staram się tak zaplanować czas żeby trafić na jak największą ilości seansów i spotkań z twórcami.

Z programem w ręku jeżdżę od kina do kina i próbuję jakimś cudem pojawić się w dwóch miejscach jednocześnie. Co i rusz zerkam na zegarek i zakreślam długopisem kolejne filmy, robię gwiazdki, szlaczki i inne tajemnicze symbole żeby się w tym wszystkim połapać. Przecież nie mogę odpuścić sobie spotkania z TYM reżyserem, a jednocześnie koniecznie i bezapelacyjnie chcę się pojawić na seansie TEGO konkretnego filmu wyświetlanego właśnie dzisiaj, oczywiście w zupełnie innym miejscu.

I wiecie co? To jest męczące, ale to uwielbiam. Udało mi się zobaczyć kilkanaście świetnych filmów z różnych zakątków Azji, dlatego poniżej zapraszam na krótką listę widzianych przeze mnie produkcji oraz oczywiście moje z nich wrażenia.

"Droga do Mandalay"/"The Road to Mandalay" (2016)

Film tajwańsko-birmański w reżyserii Midiego Z o dwojgu imigrantów z Birmy, którzy nielegalnie przedostają się do Tajlandii w poszukiwaniu lepszego życia. Przyznam, że jest to pierwszy film tego reżysera, który miałam okazję zobaczyć i cóż, zaintrygował mnie na tyle, że na pewno sprawdzę pozostałe jego prace.

Obraz jest minimalistyczny, z często nieruchomym kadrem, ograniczoną ilością dialogów. Świetnie pokazuje pogłębiającą się beznadziejność sytuacji bohaterów, realia życia emigrantów oraz bliskość, która się między nimi rodzi. Ten film jest po prostu autentyczny i szczery. Od pierwszej minuty aż do samego końca wciągał, byłam ciekawa co się wydarzy i jak to wszystko się skończy. 

Smaczkiem jest zapowiedź przed seansem, w której wspomniano o skandalu odtwórcy głównej roli, Kai Ko, który został aresztowany za palenie marihuany w szczytowym momencie swojej kariery i właśnie dlatego zdecydował się przyjąć propozycję reżysera, żeby zagrać w tak niszowym i artystycznym filmie.


„Przemiana” / „Interchange” (2016)

Malezyjski thriller w reżyserii Daina Saida. Piękne nakręcony, emocjonujący, zagmatwany, mroczny, pełen odwołań do pierwotnych wierzeń i tradycji Malezyjczyków.

Adam, były policyjny fotograf, całymi dniami przesiaduje w mieszkaniu, z ukrycia dokumentując życie sąsiadów. Odwiedza go dawny znajomy, detektyw szukający pomocy przy śledztwie związanym z serią makabrycznych rytualnych morderstw. Starożytna magia, ptaki, plemię z Borneo i stare fotografie, wszystko ma tu znaczenie.


Po filmie zostałam również na spotkaniu z reżyserem. Padło kilka interesujących pytań, na przykład o mieszkankę językową, którą posługują się bohaterowie (W jednym zdaniu mówiąc jednocześnie po angielsku i malajsku), czy o plemiona i wierzenia wciąż obecne w Malezji.

„Zapis moich zmysłów” / „A Copy of My Mind” (2016)

Film indonezyjski w reżyserii Joko Anwara. Początkowo typowy romans obyczajowy, bardzo szybko okazuje się również thrillerem z mocnym politycznym wydźwiękiem. 

Sari to kinomanka, pracująca w salonie kosmetycznym, która każdy wolny wieczór spędzająca na pochłanianiu kolejnych obrazów. Alek zarabia na życie, tworząc napisy do pirackich filmowych kopii. Ich drogi muszą się przeciąć, jednak na skutek splotu wydarzeń w ręce dziewczyny trafia film, którego nikt nie powinien zobaczyć.

Reżyser pod płaszczem historii miłosnej przemyca metaforę społeczno-politycznej sytuacji w Indonezji oraz obraz prawdziwej Dżakarty, pełnej wąskich uliczek, chaosu i wszechobecnych ludzi.



Po filmie czekało mnie Q&A z reżyserem, który okazał się być świetnym mówcą– zabawnym, elokwentnym, potrafiącym sprzedać swoje dzieło. Z publiczności padało wiele pytań i chyba najważniejsze jest to, że praktycznie wszystko w tym filmie jest oparte na faktach (Filmowy skandal polityczny rzeczywiście miał miejsce w tym roku w Indonezji). Z niecierpliwością czekam na kolejne filmy Joko Anwara, szczególnie, że mają być kontynuacją "Zapisu moich zmysłów" będącego pierwszym z planowanej trylogii.


„Oczka meduzy” / „Jellyfish Eyes” (2013)

Film familijny w reżyserii artysty (nie reżysera) Takashiego Murakamiego, który niejednoznacznie nawiązuje to katastrofy w Fukushimie, ale powierzchownie jest po prostu filmem o dzieciach i ich podobnych do Pokemonów potworkach, razem z którymi muszą uratować świat.

Tak... chyba wyrosłam z takich produkcji. Komiksowe zło w czarnych pelerynach, tajne laboratoria, stworki we wszystkich kolorach tęczy. Złowieszcze deklaracje i podstępne chichoty czarnych charakterów nie robiły na mnie żadnego wrażenia, a nawiązania do Fukushimy też nie poruszały. Film dobry dla dzieci, interesujące przeżycie, ale ogólnie jestem raczej na nie.


Hongkonf Fresh Wave 2015

Seans, którego nie mogłam sobie darować. Jestem na nim co roku i z zainteresowaniem śledzę dokonania młodych twórców z Hongkongu.

"Dobry syn"

Nastoletnia Nam wychowywana jest jak chłopiec- by spełnić oczekiwania matki i dziadka, co dzień wychodząc do szkoły zakłada męski mundurek. Dzięki pomocy przyjaciela, Yeunga, ma jednak miejsce, gdzie może wrócić do swojej prawdziwej tożsamości. Interesujący obraz, ale wydawał mi się niedokończony.

"Długa droga"

Mój tegoroczny faworyt. Młody mężczyzna, Nine, pracuje w starej pralni; znaleziony przypadkiem w kieszeni jednego z ubrań zegarek, który ma być zwrócony właścicielowi, staje się pretekstem do spotkań z mieszkańcami dzielnicy, która niebawem utraci swój charakter przez działania deweloperów. Aktualny, barwny portret miejskiej przestrzeni odchodzącej w przeszłość, wraz z małymi zakładami, miejscami spotkań i niemożliwymi do zastąpienia sąsiedzkimi więzami.

Oglądając go myślałam również o Korei Południowej, w której można zaobserwować dokładnie ten sam proces. Stopniowo wyburzane stare dzielnice i powstające na ich miejscu bezosobowe szklane wieżowce. Małe społeczności tracące swoje miejsce.


"Ali i ja"

Krótka historia o przyjaźni między dwoma szkolnymi kolegami: Tsz Kitem, wychowywanym w mieszczańskim hongkońskim domu, którego matka zmusza do lekcji gry na fortepianie oraz pochodzącym z muzułmańskiej rodziny Alim, który kocha krykieta. Intrygujący środowiskowy portret, pokazujący wielokulturowe oblicze miasta, ale przede wszystkim - opowieść o odkrywaniu swoich pasji.


Tyle na początek. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na prezentowanych na festiwalu filmach z Korei Południowej oraz... Korei Północnej, o których  więcej w kolejnym festiwalowym poście. Byliście na tegorocznym festiwalu? Które filmy podobały się Wam najbardziej?

11/15/2016 12:55:00 PM

Ukochana Babcia - wywiad z reżyser Lee Sohyun

Ukochana Babcia - wywiad z reżyser Lee Sohyun

LEE SOHYUN

Koreańska reżyser filmowa. Do tej pory nakręciła cztery filmy: "The Storyteller" (2006), "Friends of Tibet" (2008), "Ibrahim’s House" (2010) oraz "Dear Grandma" (2016)- poruszający film o miłości babci i wnuczki, uhonorowany nagrodą publiczności na tegorocznym Seoul Independent Film Festival.





Cześć. Powiedz nam coś o sobie.

Cześć. Studiowałam reżyserię dźwięku w School of Film, TV & Multimedia na Korea National University of Arts. Swój pierwszy film dokumentalny, "Tashi Delek", stworzyłam dzięki wsparciu The Korean Film Council. To historia mojego tybetańskiego przyjaciela, którego poznałam podczas podróży. Potem powstał mój pierwszy fabularny film krótkometrażowy „The Storyteller” pokazywany m.in. na Seoul Independent Film Festival, Puchon International Fantastic Film Festival, i REFEST Korea. Był również filmem konkursowym na włoskim Santana International Film Festival. Potem zrobiłam film dokumentalny o przypadkowym spotkaniu, a raczej o przeznaczeniu spotkania pomiędzy koreańsko-japońską babcią, która uczyła się języka koreańskiego, oraz palestyńskim dziadkiem, który zarządzał pensjonatem ("Ibrahim's House"). "Dear Grandma" to mój czwarty film.

Czy zawsze chciałaś zostać reżyserem?

Studiowałam reżyserię, ale kiedy ukończyłam uniwersytet stwierdziłam, że nie jestem wystarczająco dobra jako filmowiec i nie będę w stanie poświęcić się temu w 100% i się z tego utrzymać. Nigdy nie myślałam o zostaniu dokumentalistą, ale moje życie jest wypełnione momentami, które po prostu chcę uchwycić na taśmie.

Czy możesz nam opowiedzieć o "Dear Grandma" („Ukochana Babcia”, "할머니의 먼 집")? O czym jest film? Dlaczego zdecydowałaś się go zrobić?

Moja babcia w tym roku skończyła 94 lata. Każdy jej dzień jest przepełniony energią. Rano zamiata podwórko, podlewa rośliny, przygotowuje śniadanie dla mnie i mojego wujka. Raz dziennie idzie na spacer po okolicy, dba o swój ogródek warzywny, a przy tym często mówi mi, że jest już gotowa umrzeć. W takich momentach jej nie rozumiem. Boję się, że może zniknąć w każdej chwili, dlatego zaczęłam spędzać z nią więcej czasu.

Wiosną, kiedy babcia skończyła 93 lata, wzięła środki nasenne żeby popełnić samobójstwo. Kiedy obudziła się dwa dni później stwierdziła, że znów chce spróbować, mówiła, że musi szybko umrzeć.

Dlatego właśnie zrobiłam ten film, chciałam być z nią jak najdłużej i pokazać jak piękną i cenną jest osobą. Z drugiej strony moja rodzina uważa, że babcia żyła już wystarczająco długo i liczą na jej rychłą śmierć. Chciałam zabrać babcię do szpitala, ale moja rodzina nie zgadzała się nawet na to. Pewnego dnia, mój wujek, który mieszkał z babcią, nagle zmarł w wyniku wypadku. Czując się winna, że żyje dłużej niż jej dzieci babcia zaczęła pić, coś czego normalnie nie robi. Jej ciało słabło, już nie była tak energiczna jak wcześniej, a we mnie zaczął rosnąć niepokój, że babcia w każdej chwili może mnie opuścić idąc tą drogą. Czy będę w stanie pomóc babci w jej ostatnich chwilach życia?


Oglądając film widzimy dużo miłości między Tobą, a twoją babcią, ale co było najtrudniejsze podczas tego projektu?

To kamera nam najbardziej przeszkadzała, wchodziła w relację między nami. Kiedy babcia była smutna nie chciałam kręcić dalej, ale musiałam to robić. To było trudne, ale mam nadzieję, że dzięki temu filmowi babcia nie będzie próbowała znowu popełnić samobójstwa.

Większość ludzi doświadcza w życiu jakiś tragedii i zastanawiałam się jak przezwyciężyć traumę po nich? Pomyślałam o opowiadaniu. Mój film jest o pięknie życia.


Twoja babcia może być symbolem najstarszych mieszkańców Korei. Ludzie z innej epoki, którzy żyją samotne i monotonne. Ich życie wymaga dużo cierpliwości...

Nie sądzę, żeby babcia i inne starsze osoby miały inne wartości i życie niż młodsze pokolenia. Na pewnym etapie wszyscy doświadczamy lub doświadczymy samotności i monotonni.


Ten film to pamiętnik wideo stworzony przez wnuczkę, co babcia sądzi o tym projekcie?

Babcia jest zadowolona z tego filmu, ale nie jestem pewna, czy rozumie o czym on jest. Jest szczęśliwa oglądając go, bo widzi zmarłego syna, jest również główną bohaterką filmu, co też sprawia jej przyjemność.

Jak długo trwały prace nad filmem, jak wyglądał ten proces?

Zajęło to trzy lata. Dwa lata filmowania i rok edycji materiałów. Nie spodziewałam się, że proces będzie aż tak długi, najtrudniejsze było uzyskanie funduszy na projekt.

Dla kogo jest Twój film?

Po pierwsze dla mojej babci. Chcę jej pokazać, że jej życie jest piękne i wartościowe. Po drugie dla ludzi, którzy mają podobne doświadczenia do moich, lub tych, którzy właśnie pożegnali członka rodziny. Mój film może ich pocieszyć.


Czy masz idoli, reżyserów, których podziwiasz?

Uwielbiam irańskiego reżysera Abbas'a Kiarostami. Jego filmy pokazują jak w nawet najtragiczniejszych momentach życia odnaleźć szczęście i humor. Lubię taki punkt widzenia.

Nad jakim projektem obecnie pracujesz?

W tym momencie nie pracuję nad żadnym większym projektem.

Tworzysz filmy dokumentalne, ale czy myślałaś może nad nakręceniem filmu fabularnego?

Niezależnie od środka wyrazu, czy to jest książka, zdjęcie, obraz, czy film, myślę, że każda historia ma własny sposób opowiedzenia jej, niektóre tematy bardziej pasują do filmów fabularnych. Nie wiem nad czym będę pracować w przyszłości, ale chciałabym spróbować nakręcić film aktorski, jeżeli tylko historia będzie pasować do takiego sposobu prezentacji.

Jakie są twoje plany i marzenia na najbliższe lata?

Ze zdrowiem mojej babci jest coraz gorzej, wkrótce skończy 95 lat. Chciałabym spędzić z nią jak najwięcej czasu, którego nie zostało nam już wiele.

Dziękuję za poświęcony czas.

Dziękuję bardzo.


***

Pewnego dnia babcia Lee Sohyun postanowiła popełnić samobójstwo. Ten poruszający film nie jest jednak o tym, ale o wielkiej miłości babci i wnuczki. O tym jak niesamowitą osobą jest tytułowa babcia reżyserki i jak pozornie daleko jej do prób samobójczych. Wchodzimy w rutynę bohaterki, za pośrednictwem wnuczki zaczynamy zadawać pytania próbując zrozumieć staruszkę. Mimo wielu lat spędzonych razem okazuje się, że tak naprawę autorka niewiele wie o babci i dopiero teraz na nowo ją poznaje.


Ten film porusza i przypomina o uniwersalności ludzkich doświadczeń. Ta koreańska babcia jest taka sama jak polska, czy każda inna na całym świecie. Okazuje się, że prawdziwe życie to nie ciągłe radości czy tragedie, ale raczej po prostu ciąg relacji z innymi ludźmi, bez których zaskakująco łatwo się nudzić, zwłaszcza gdy jesteś stary.

11/03/2016 12:09:00 PM

The Warsaw Korean Film Festival 2016

The Warsaw Korean Film Festival 2016


26 października rozpoczął się trwający 5 dni Festiwal Filmów Koreańskich w Warszawie. To już jego druga edycja i tym razem na uczestników czekało siedem filmów; zarówno ambitniejszych produkcji jak i komercyjnych hitów ostatnich lat.

Festiwal otworzyła "The Handmaiden" ("Służąca"; w polskich kinach już od 4 listopada) w reżyserii Park Chan Wooka. Zdecydowanie był to dobry wybór, reżyser jest znany nie tylko w Korei Południowej, ale również na świecie (Warto tu wspomnieć chyba jego najbardziej znany film "Oldboy"), więc chętnych na seans było sporo. Gala otwarcia w warszawskim Kinie Kultura przyciągnęła tłumy gości. Seans poprzedziły przemówienia Ambasadora Korei Południowej Pana Hong Ji In, Joanny Łapińskiej- przewodniczącej rady programowej festiwalu, oraz Jacka Bromskiego- prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Jakie były reakcje widzów? Moim zdaniem mieszane. Podsłuchując poseansowe rozmowy u wielu osób zauważyłam lekką konsternację. Piękne kadry, ciekawi bohaterowie i historia, ale co myśleć o filmie, który można określić jako triller erotyczny z wątkiem lesbijskim? Sama mam z tym problem i nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy mi się podoba czy nie.


Kolejnym filmem, o którym warto wspomnieć jest "Right Now, Wrong Then" w reżyserii Hong Sang Soo. To pozycja, która albo Ci się spodoba, albo znudzi. Powolna akcja, statyczne ujęcia. Część widzów wychodziła w trakcie seansu, część nawet po filmie nie wiedziała co o nim tak na prawdę myśleć. Ja byłam w grupie zdecydowanych oponentów, uważam film za nudny i tak na prawdę o niczym, ale de gustibus non est disputandum, więc być może komuś się spodoba.


Kolejne filmowe propozycje były już zdecydowanie mniej kontrowersyjne. "The Beauty Inside" podobało się chyba wszystkim, to lekki, rozrywkowy film. "Veteran", czyli komediowy film akcji, również spotkał się z pozytywnym odbiorem, chociaż o dziwo nie przyciągnął tłumów. Widziałam też, że nie podoba się osobom starszym, które głośno wyrażały niezadowolenie podczas niektórych scen. "In Her Place" to pozycja typowo festiwalowa.

Ważnym wydarzeniem była projekcja "The Royal Tailor" ("Królewski krawiec") drugiego dnia festiwalu. Publiczność głośno się śmiała podczas oglądania i zachwycała przepięknymi strojami. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserem Lee Won Seokiem, który okazał się czarującym i zabawnym mówcą. Żartował z publicznością, ale jednocześnie starał się jak najdokładniej odpowiadać na pytania, których było naprawdę dużo! Ludzie mówili o tym, że mimo początkowej śmieszności film ich naprawdę wzruszył, pytali o proces produkcji, scenariusz, plany reżysera. Dzięki temu dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy o tym jak wygląda tworzenie filmów w Korei i jak wielki kładzie się nacisk na komercyjny sukces produkcji.


Film zamknięcia- "Assassination" znów przyciągnął do kina tłumy, chyba po raz pierwszy od Gali Otwarcia. Historyczne widowisko pełne dynamicznej akcji i świetnego aktorstwa po prostu dobrze się oglądało.

Siedem filmów, siedem różnych spojrzeń na kino i Koreę Południową. Zdecydowanie warto było uczestniczyć w tegorocznej edycji, chociaż trzeba też wspomnieć o kilku mankamentach. Filmów było tylko siedem... szkoda, że festiwal nie był trochę bardziej różnorodny i obfity. Trzeba też popracować nad systemem rezerwacji, na kilkanaście dni przed festiwalem nie było już biletów, ludzie nie zawsze wiedzieli jak je rezerwować, a na seansach okazywało się, że jest mnóstwo wolnych miejsc. Dodałabym też jakieś stoisko z gadżetami związanymi z Koreą i prezentowanymi filmami (Głównym organizatorem festiwalu jest Centrum Kultury Koreańskiej, więc można by to wykorzystać). Nie doszło również do wszystkich planowanych spotkań, pierwotnie miało pojawić się więcej artystów z Korei.

Nie zmienia to faktu, że festiwal miał również wiele plusów i uważam go za udany. Zróżnicowane filmy z dwóch różnych końców koreańskiej kinematografii, zarówno produkcje ambitne, kameralne jak i wielkie komercyjne hity. Odbywał się w jednym kinie, w centrum miasta, co ułatwiało dotarcie na seanse. A przede wszystkim był za darmo. W polskich warunkach nie tak łatwo zobaczyć jakiekolwiek koreańskie produkcje, a co dopiero nie płacąc za bilety.

Byliście na festiwalu? Które filmy spodobały Wam się najbardziej? A może macie jakieś własne typy, które powinny pojawić się na przyszłorocznej edycji?
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger