4/14/2017 11:23:00 AM

Tradycje kulinarne Korei - recenzja książki

Tradycje kulinarne Korei - recenzja książki
Dzięki wydawnictwu Hanami podczas pobytu w Korei mam możliwość zapoznania się z kuchnią koreańską również teoretycznie. Co innego jeść, doświadczać i próbować, a co innego robić to świadomie. Pani Małgorzata Tomaszewska-Bolałek podeszła do swojej pracy bardzo profesjonalnie, więc w jej książce znajdziemy nie tylko przepisy i opis typowych produktów, ale również wstęp dotyczący kultury i historii związanej z kuchnią.


Jeśli chodzi o wiedzę jestem fanką stwierdzenia "wiem, że nic nie wiem", niezależnie ile się uczymy, czytamy i poznajemy, zawsze jest coś czego nie wiemy, nie umiemy bądź nie rozumiemy. Można założyć, że miałam dosyć sporą wiedzę na temat kuchni koreańskiej, nawet nie chcę liczyć ile ryżu i kimchi zjadłam przez całe życie, ale na szczęście zawsze są jeszcze rzeczy, których nie wiem. Nie mówiąc już w ogóle o gotowaniu i przygotowywaniu potraw. Lubię się uczyć nowych rzeczy, a ta książka zaspokoiła tę potrzebę dużym wstępem teoretycznym.

"Zmiany diety wpływały nie tylko na rozwój kulturowo-społeczny, ale również i biologiczny. Około 12000 lat temu ludzie zaczęli metabolizować bulwy oraz alkohol. Warto przyjrzeć się tym zagadnieniom nieco bliżej, gdyż ewolucja w tym przypadku nie była tak łaskawa dla mieszkańców Azji Wschodniej. Koreańczycy znani są z zamiłowania do napojów alkoholowych. Niestety, tak jak w przypadku Japończyków, Chińczyków czy Inuitów, u wielu osób występuje dysfunkcja dehydrogenazy aldehydowej - enzymu odpowiedzialnego za rozkład alkoholu. Problemy objawiają się rumieńcem, wzrostem ciśnienia, dusznościami, uciskiem w klatce piersiowej, wymiotami, stanami lękowymi, a w skrajnych wpadkach spożycie alkoholu może zakończyć się nawet śmiercią." 

 

Kuchnie narodowe składają się głównie z produktów dostępnych na danym terenie, więc w książce znajdziecie opis tego co rośnie w Korei, z czego gotują Koreańczycy, jak wykorzystują rosnące na półwyspie koreańskim rośliny i zwierzęta. Ciekawy jest też opis tego jak kuchnia się rozwijała, jakie potrawy kiedy "powstały" lub pierwszy raz zostały opisane. Bardzo mi się podoba, że książka traktuje temat bardzo szeroko, Pani Magdalena zdaje sobie sprawę z tego, że świat się zmienia, a kuchnia zachodnia wpływa na to co i jak jedzą Koreańczycy.
 

w książce znajdziecie również wiele przepisów, opisy tradycyjnych potraw, podział na typy jedzenia (zupy, produkty zbożowe, kleiki, słodycze itp.), ale również rozdział poświęcony etykiecie, tego jak wygląda, stół i zastawa. 

Pani Tomaszewska-Bolałek jest prawdziwym znawcą tematu, spod jej pióra wyszedł również odpowiednik dla Koreańczyków o kuchni polskiej. 


Mam nadzieję, że uda mi się ją znaleźć w Seulu, chciałabym kupić tę książkę koreańskiej rodzinie, z którą mieszkam. W razie czego jest dostępna online: w języku koreańskim, japońskim i chińskim.

Do publikacji Pani Małgorzaty należy jeszcze nagradzana książka o japońskich słodyczach: link.

Jedyna rzecz, której mi brakuje, to zapis nazw w języku koreańskim. Autorka korzysta z transkrypcji i nawet poświeciła miejsce aby wyjaśnić z jakiej i dlaczego, ale większość osób, które uczą się koreańskiego nie uczą się transkrypcji, więc niektóre nazwy musiałam sprawdzać w internecie. Koreańczycy również nie uczą się transkrypcji, więc ja chciałam się dopytać o coś znajomych Koreańczyków musiałam wyszukiwać słowo w hangulu.

Tradycje kulinarne Korei zdecydowanie polecamy, jest to książka, która zawiera bardzo dużo rzetelnej wiedzy, dobre przepisy i na pewno będę do niej wracała.

4/09/2017 03:21:00 PM

Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?

Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?
Gdybym dostawała 5 zł za każdym razem gdy ktoś zadaje mi to pytanie to stać by mnie było przynajmniej na dwa tygodnie w Korei :D Pisałyśmy już o organizowaniu podróży do Korei, ale nadal dostajemy takie pytania, więc uznałyśmy, że post o takim tytule jest potrzebny. Postaramy się aby w tym tekście pojawiło się dużo przydatnych informacji, ale przede wszystkim chodzi o uściślenie co i za jaką kwotę można kupić. Gdybyście mieli jakieś pytania, na które nie ma tu odpowiedzi, prosimy o info w komentarzu.


Ile pieniędzy mam zabrać do Korei?

Krótka odpowiedź: ile chcesz.

Długa odpowiedź:

Równie dobrze mogłabym się zapytać ile pieniędzy potrzebuję na weekend w Krakowie. Z Warszawy mogę polecieć tam samolotem, pojechać pociągiem, autobusem, samochodem lub nawet stopem. Mogę spać u znajomych, pod namiotem, w hostelu, w hotelu. Mogę jeść przywiezione kanapki, chodzić do sklepów i gotować, albo chodzić tylko do restauracji. W ramach pamiątki mogę przywieźć sobie pocztówkę albo dwie siaty ubrań z galerii krakowskiej i obraz lokalnego artysty. To samo, tylko na większą skalę, ma miejsce przy organizowaniu wyjazdu do Korei. Zresztą to ma miejsce przy organizowaniu KAŻDEGO wyjazdu :) Wasze potrzeby i zasobność portfela są najważniejsze. Dlatego najważniejsze to odpowiedzieć sobie na pytania: "czego oczekuję od tego wyjazdu", "co chcę przywieźć", "na czym mi zależy".

Przelot: Cena zależy od sezonu, tego czy lot jest z przesiadką czy bezpośredni, czy w klasie ekonomicznej czy biznes.

Koszt: od 2 do 15 tys zł - lot w obie strony


Wylot wyszukany po najtańszym okresie, z przesiadką, bez patrzenia na godziny, daty i czas podróży, klasa ekonomiczna.


Wylot wyszukany po terminie, lot bezpośredni, klasa biznes.


Przelot w 1 klasie, z przesiadką (LOT ma najwyżej biznes).


Nocleg: Cena zależy od lokalizacji, tego czy nocleg jest ze śniadaniem, jakie są w tym hotelu atrakcje. Może być airbnb, może być booking.com, opcji jest dużo.

Koszt: od 60 do 1500 za noc.


Łóżko w pokoju wieloosobowym, wspólna łazienka, tu nietypowo nawet ze śniadaniem. Powiedzmy, że jedziecie na 2 tygodnie, 56 x 12 = 672 zł.


Pokój w hotelu ze śniadaniem i basenem, dziś akurat zniżka, więc liczmy 941 x 12 = 11 292 zł.

Ja zwykle wybieram airbnb, własne miejsce lub pokój w jakimś fajnym miejscu. Tam dostaje się też zwykle zniżkę, gdy pobyt jest dłuższy. Teraz śpię w domu koreańskiej rodziny, mam własny, bardzo ładny pokój, śniadanie, z kim porozmawiać i po angielsku i po polsku, a gdy potrzebuję ciszy to jest się gdzie zamknąć :D Przykładowa oferta:


3 921 zł za 2 tygodnie.

Jedzenie: To wszystko zależy od tego ile jecie, gdzie jecie i co jecie. W hostelach można gotować, w mieszkaniach z airbnb zwykle też, w dobrych hotelach często macie śniadanie. Koreańskie jedzenie jest w Korei tanie, można też stołować się w 7eleven :D

Koszt: od 50 do 200 zł dziennie.

Przykładowy koszt dziennego jedzenia na mieście.

"Na bogato" (moje bogato, bo jest jeszcze bogatsze bogato :D)
  • Omlet z borówkami 5 600 i kawa 3 500 w Sinchon 
  • Pączek z dunkin donuts  1 800
  • Bibimbap albo np zupa z bulgogi 8 000
  • Rybki z pastą z czerwonej fasoli, 3 za 1 000
  • Soju i kurczak w barze 4 500
Razem 24 400 (ok 74 zł)

"Taniej"
  • Kimbap z tuńczykiem, kawa z 7evelen 3 500
  • Pączek mleczny z dunkin donuts 1 000
  • Bibimbap od Ahjummy 6 000
  • Rybki z pastą z czerwonej fasoli, 3 za 1 000
  • Kawałki kurczaka ze stoiska na ulicy i soju z 7eleven 3 000
Razem 14 500 (ok 44 zł)

Na tej podstawie wyliczacie sobie dniówkę, Przy moim "na bogato" na 12 dni to będzie 74 x 12 = 888. Przy taniej 528. Wiadomo, że jednego dnia wydacie więcej a innego mniej. Ja zwykle zakładam około 100 zł dziennie, jak wydam mniej to super, ucieszę się z oszczędności. Po kilku razach przestałam już zapisywać, wiem mniej więcej ile wydaję i mieszczę się w budżecie.

Przejazdy: Wszystko zależy od tego gdzie chcecie pojechać. W tym roku jadę do Hongkongu, więc dużo wydam na przejazdy, rok temu byłam na Jeju, dwa lata temu jeździłam po całym kraju, a raz miałam taki pobyt, że 2 tygodnie spędziłam w jednym miejscu.

Koszt: od 0 do 2 000 zł.

Wszystko jest do sprawdzenia i ceny są łatwe do policzenia. Jeśli jesteście tylko w Seulu to też wystarczy sprawdzić po ile jest metro i ile mniej więcej chcecie jeździć. Na pewno dojazd z i na lotnisko, a później to kwestia waszych potrzeb. Zacznijcie od zastanowienia się co chcecie zobaczyć, a później trzeba to po prostu policzyć.



Odpalcie google maps i dosłownie palcem po mapie, wybierzcie miejsca, które chcecie zobaczyć, a one ułożą się w mapę.


To plan mojej pierwszej podróży do Korei, niektóre miejsca ominęłam, bo trzeba by było bardzo zboczyć z trasy i niepotrzebnie tracić czas na zbędne dojazdy.

Incheon -> Seoul -> 3 dni w Seulu -> Mokpo -> Jeju -> Udo -> Jeju -> Wando -> Bosang -> Suncheon -> Busan -> Gyeongju -> Sokcho -> Seoul -> Inecheon

Na tej podstawie policzyłam ile potrzebuję na przejazdy: lotnisko-miasto, 3 dni miejskie, autobus do Mokpo, prom x 2, mniejsze przejazdy między miastami na południu, 2 dni w Busan, pociąg, autobus do Sokcho, autobus z Sokcho z Seulu, miasto-lotnisko. Po prostu wszystko do siebie dodałam i założyłam, że pewnie wydam więcej o jakieś 150 zł (wydałam mniej niż założyłam ;p)


Atrakcje:Tutaj jeszcze bardziej wszystko zależy od waszych upodobań. Lubicie kpop? A może wyprawa na koncert jakiegoś zespołu? Do tego dochodzą muzea, występy, ubrania, pamiątki itp.

Koszt : od 0 do NIE MA LIMITU zł :D

Limitem jest wasza wyobraźnia, można wybrać się na piechotę podziwiać Seul z pobliskiej góry (0 W), można wjechać na Namsan Tower (10 000 W) albo Seoul Sky (24 000 W), można wziąć udział w lekcji gotowania, wybrać się na koncert G-Dragona (w czerwcu 2017 :D). Chodzenie po muzeach to też kwestia wyboru: są dni darmowe, są miejsca gdzie nie ma opłaty, a są też takie atrakcje jak Trick Eye Museum gdzie bilet kosztuje 15 000 W. Możecie też odwiedzić Lotte World za 52 000 W lub oddać się w macki konsumpcjonizmu w jednym z bardzo wielu centrów handlowych. Nie mówiąc już o takich wydatkach jak operacja plastyczna lub tatuaż (duuużo drożej niż Polsce).


Nie znam nikogo kto przyjechał na operację plastyczną ;), ale wiele osób decyduje się na Lotte World czy zakupy u projektantów. Radzę abyście wybrali 3 najdroższe rzeczy, które chcecie zobaczyć/zrobić w ramach atrakcji, a reszta po prostu zmieści się w cenie dniówki. Warto też pomyśleć czy chcecie przywozić pamiątki, wysyłać kartki itp, to są rzeczy, które możecie policzyć przed przyjazdem.


Pamiętajcie, że wszystko zależy od Waszych potrzeb i nastawienia, wcale nie musicie tego liczyć, kwestia przetrwania jest bardzo łatwa, można dać radę wydając minimum, ale sugeruję odpowiedzieć sobie na pytanie: PO CO CHCĘ JECHAĆ DO KOREI? Znając odpowiedź na to pytanie będziecie w stanie zaplanować podróż i oszacować wydatki. Powodzenia! W razie pytań zapraszamy do kontaktu :)

3/23/2017 03:09:00 PM

Dzieci poszły do Polski

Dzieci poszły do Polski
CHU SANG-MI

Koreańska aktorka, a od niedawna również reżyser. Do tej pory nakręciła trzy filmy krótkometrażowe, obecnie kończy prace nad filmem dokumentalnym na temat ośrodka dla północnokoreańskich sierot wojennych, działającego w latach 50-tych w Płakowicach (obecnie dzielnica Lwówka Śląskiego) niedaleko Wrocławia. W planach ma również film fabularny na ten temat.


Dzień dobry. Chcę zacząć od pytania skąd dowiedziałaś się o północnokoreańskich sierotach w Polsce i dlaczego zainteresował Cię ten temat? Od czego się zaczęło?

Wcześniej nakręciłam trzy filmy krótkometrażowe i od jakiegoś czasu szukałam tematu na film pełnometrażowy. Przypadkowo trafiłam na artykuł znajomego dziennikarza na ten temat. Dowiedziałam się wtedy, że polska dziennikarka radiowa- Jolanta Krysowata napisała książkę, połączenie fikcji i reportażu, na temat życia północnokoreańskich sierot w Polsce w latach 50-tych.

Później spotkałam również profesor Choi Sung Eun z Wydziału Polonistyki na Hankuk University of Foreign Studies, która miała w planach przetłumaczenie tej książki. Gdy Koreę odwiedził prezydent Bronisław Komorowski i spotkał się z prezydent Park Geun Hye, profesor Choi pracowała jako tłumacz i wspomniała prezydentowi o swoich planach. Okazało się, że matka prezydenta Komorowskiego uczyła muzyki północnokoreańskie dzieci.

Wracając do mnie, zawsze byłam zainteresowana tematem Korei Północnej oraz dorastaniem dzieci. Pomyślałam, że obie te rzeczy mogę połączyć w tej historii.

Jestem przekonana, że uda mi się w tym filmie zawrzeć również temat reunifikacji Korei oraz globalnego problemu uchodźców. Dzięki tej historii o miłości, uda się pokonać różnice pomiędzy kulturą Wschodu i Zachodu, różnice etniczne, kulturowe i ideologiczne.

Kilka lat temu Jolanta Krysowata nagrała audycje radiowe, nakręciła film dokumentalny „Kim Ki Dok”, oraz wydała książkę „Skrzydło anioła” właśnie o tych wydarzeniach. Mimo to temat nadal jest słabo znany w Polsce. Czy w Korei Południowej ktokolwiek słyszał o tej historii?

W Korei Południowej praktycznie nikt nie słyszał o tej historii. Zastanawiam się jakie będą w związku z tym reakcje widzów, kiedy dowiedzą się, że to prawdziwa historia północno, a nie południowokoreańskich sierot.

Czasy się zmieniają i wydaje mi się, że stoimy na progu do zjednoczenia Korei. W Korei Południowej żyje obecnie ponad 30.000 uciekinierów, ale wskaźnik samobójstw wśród nich jest niepokojąco wysoki. To rzeczywistość o której nie wiemy, ludzi którzy żyją tuż obok nas. Jeżeli nastąpi zjednoczenie to co powinniśmy zrobić z 25 milionami Koreańczyków z Północy? Myślę, że to czas kiedy powinniśmy się nad tym poważnie zastanowić i mam nadzieję, że mój film będzie jednym z głosów w tej sprawie. Będzie zadawał pytania...

Jaki tytuł będzie miał twój film i dlaczego?

„Dzieci poszły do Polski” - ponieważ ta historia jest nieznana w Korei, już w tytule chcę zawrzeć część informacji. Słowa polski czy Polska, są dla Koreańczyków dziwne i obce, więc i tak tytuł filmu będzie dla nich bardzo zagadkowy.

cr: www.koreaherald.com. Od lewej: Pierwszy Sekretarz i Konsul Maksymilian Zych, reżyser Chu Sang-mi, Ambasador Polski w Korei Południowej Krzysztof Ignacy Majka oraz jego żona Zofia Majka, Sekretarz Kim Soo-hyung. Po seansie filmu "Kim Ki Dok" w Seoul Museum of History.

Czy w filmie poruszysz jakieś nowe wątki lub tematy, o których jeszcze nie słyszeliśmy? Może dotarłaś do jakiś nowych informacji?

Przede wszystkim pracuję nad tą historią dwutorowo: najprawdopodobniej w przyszłym roku rozpocznę prace nad filmem fabularnym, a obecnie pracuję nad filmem dokumentalnym, do którego materiały zbieraliśmy w październiku zeszłego roku w Polsce.

Film fabularny będzie fikcją, ale oczywiście bazującą na prawdziwej historii. Odpowiedzi na wszystkie historyczne pytania będą natomiast zawarte w filmie dokumentalnym. Aktorzy, którzy zostali wybrani do filmu fabularnego pojawią się również w filmie dokumentalnym.

W castingu który przeprowadzałam brali udział uciekinierzy z Korei Północnej. Lee Song, dziecko z Korei Północnej, to główny bohater filmu dokumentalnego. Film będzie w pewnym stopniu filmem drogi, który pokazuje historię północnokoreańskich sierot Wojny Koreańskiej i równocześnie cierpienia współczesnych uciekinierów z Korei Północnej. Przez tę podróż Lee stanie naprzeciw swoich problemów. Dziecko Korei Północnej, które leczy swoje  rany i odzyskuje spokój ducha dzięki historii o wielkiej miłości polskich nauczycieli. Konfrontuje się z własnymi problemami i poszukiwaniem tożsamości.

Zbierałaś materiały w Polsce, poznałaś kilku żyjących uczestników tych wydarzeń, co o nich myślisz? Byli tacy jak oczekiwałaś, czy rozmawiając z nimi inaczej spojrzałaś na całą sprawę?

Z różnych powodów nie udało mi się spotkać ze wszystkimi, ale rozmawiałam z kilkoma ważnymi dla tej historii osobami. W pamięci zapadł mi szczególnie wywiad z Panem Józefem Borowcem, który powiedział, że „Wiedzieliśmy kim są te dzieci i byliśmy pod wrażeniem, że nie mówią do nas nauczycielu czy wujku, ale po prostu tato i mamo.”

Polacy pracujący w ośrodku to byli ludzie skierowani tam przez system komunistyczny, to był ich obowiązek, ale mimo to stali się dla tych dzieci rodzicami. Po 6 latach nadal płakali i tęsknili za dziećmi, które zostały odesłane do Korei Północnej i o których nawet nie wiedzieli czy nadal żyją. To właśnie jeden z tematów tego filmu- jak bardzo niezwykła potrafi być miłość.

Spotkałam ludzi, którzy w dzieciństwie czy wczesnej dorosłości przeżyli wojnę i znają jej okrucieństwo. Rany zadane koreańskim dzieciom raniły również ich, rozumieli ich ból.

cr: news.chosun.com

To zaskakująca historia, pełna emocji, poruszająca serca. Dzieci i ich nauczycieli połączyła miłość, stworzyli razem namiastkę domu. Myślisz, że takie porozumienie było możliwe przez podobne przeżycia i traumy? (Wojna Koreańska  i Druga Wojna Światowa, utrata rodzin i domów)

Dziękuję za to pytanie. Właśnie o to chodzi, ich rany stworzyły z nich rodzinę. Jeden z fragmentów filmu to właśnie „czas ran”.

Są różne rodzaje okaleczenia, można być w równiej mierze okaleczonym fizycznie przez ludzi oraz psychicznie przez swoje doświadczenia (sieroty wojenne i uchodźcy uciekający przed ISIS)

Zdolność do empatii leczy poranione dusze. To wybór każdego z nas! Polacy zdecydowali się pomóc innym. Niestety wydaje mi się, że Koreańczycy nadal nienawidzą się nawzajem przez ból spowodowany Wojną Koreańską.

Po tylu latach od polskiego filmu, w końcu będziemy mieli okazję zapoznać się z tą historią opowiedzianą z koreańskiej perspektywy. Spodziewam się innego spojrzenia na temat, może odrobinę innej wrażliwości i uwypuklenia innych aspektów?

To będzie film z wieloma nawiązaniami do ponownego zjednoczenia Korei, ale będzie również zadawał pytania o fale nacjonalizmu i ekskluzywizm w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Wiem, że różni nas kultura, religia i wartości, ale porzucone dzieci, niewinne i cierpiące tylko z powodu swoich narodzin zawsze cierpią podobnie. Politycy zajmują się polityką, ale uważam, że twórcy również powinni głośno mówić o takich sprawach i stać się głosem pamięci, obudzić sumienia.

Każdy z nas ma swój wewnętrzny kompas sumienia. Jego esencją jest chyba macierzyństwo, tak silne uczucie, że przezwycięża wszystko inne. Powinniśmy je odnaleźć i to właśnie chcę przekazać przez moją pracę.

Dla kogo jest Twój film?

Dla zmęczonych konkurencją i wiecznym dążeniem do sukcesu Koreańczyków, którzy pragną coś zmienić.

Na jakim etapie jest teraz produkcja?

Teraz jestem na etapie kończenia montażu. Film dokumentalny powinien pojawić się w kinach w lecie.

Równolegle pracuję nad filmem fabularnym, ale wymaga to dużo wysiłku. Samo zdobycie funduszy, budżet będzie  wynosił  około  5 milionów dolarów, do tego praca nad scenariuszem. Konieczny jest research w Polsce, dlatego wkrótce planuję kolejną wizytę, w tym lub na początku przyszłego roku, w celu zebrania reszty informacji.

cr: www.koreaherald.com. Zdjęcia wychowanków ośrodka.

W związku z filmem fabularnym robiłaś również przesłuchania północnokoreańskiej młodzieży. Opowiesz nam o tym coś więcej?

W filmie pojawia się wiele dzieci (w wieku od 4 do 18 lat) dlatego szukałam wielu aktorów, zarówno z Korei Południowej jak i Północnej. Zaczęłam od przesłuchań dzieci z Korei Północnej, których było ponad dwadzieścioro, ale wciąż szukamy. To film oparty na faktach, więc zależy mi na możliwie największym autentyzmie. Chciałabym uchwycić unikatowość dzieci z Korei Północnej, różnice w wyglądzie i języku.

Po zakończeniu castingów mam w planach miesięczny obóz treningowy dla aktorów. Dzieci z Korei Północnej będą uczyły te z Korei Południowej zachowań i dialektu północnokoreańskiego, tak by stało się to dla nich naturalne.

Film będzie wyświetlany w Korei, ale mamy również nadzieję, że pojawi się na jakiś festiwalach w Polsce?

Oczywiście. Chcę żeby film był dostępny również w Polsce, dlatego współpracuję w tej sprawie z Polską  Ambasadą.

Dziękujemy za wywiad i mamy nadzieję wkrótce zobaczyć Cię w Polsce.

Dziękuję bardzo!

3/11/2017 06:40:00 AM

Polska w Korei Południowej

Polska w Korei Południowej
Zastanawialiście się kiedyś ile Polski da się znaleźć w Korei Południowej? O dziwno mimo dzielących nas kilometrów trochę jej tu jest. Na początek kilka faktów.

Pierwszymi Polakami, którzy pojawili się na Półwyspie Koreańskim pod koniec XIX wieku i opisali swoje doświadczenia byli naukowcy-podróżnicy Jan Kalinowski i Władysław Kotowicz. Pierwszym pisarzem był natomiast Wacław Sieroszewski (o jego książce "Korea- klucz Dalekiego Wschodu" wspominałyśmy TUTAJ).

Stosunki dyplomatyczne z Koreą Południową nawiązaliśmy dopiero 28 lat temu, czyli w 1989 roku. W Polsce upadł komunizm, więc wcześniej dość ścisłe relacje z Koreą Północną się ochłodziły, a te z Koreą Południową zaczęły kiełkować. Obecnie w Polsce ma siedziby kilkanaście koreańskich firm, a eksport pomiędzy krajami rośnie. Poza tym w Seulu działa prężny wydział polonistyki, największy w Azji pod względem liczby studentów (nasz wywiad z jego studentem przeczytacie TUTAJ).

Miałyśmy okazję odwiedzić uczelnię i uczestniczyć w zajęciach z kultury Polski. Studenci przygotowali prezentacje i... zaskoczyli nas. Ich wiedza na temat polskiego malarstwa była imponująca (muszę z ubolewaniem przyznać, że nie znałam wszystkich artystów, o których wspominali). Poza tym naprawdę dobrze się tam bawiłyśmy. Mimo że studenci pierwszego roku nie byli w stanie płynnie się z nami komunikować, udało nam się „zjednoczyć” testując najlepsze smaki polskiej wódki ;)


Wydział polonistyki znajduje się w sporej odległości od centrum stolicy, ale jeżeli będziecie mieli czas warto tam zajrzeć i odszukać obelisk z kilometrami dzielącymi Polskę i Koreę (dokładnie 7736km). Inny „polski znacznik” odnajdziecie również w międzynarodowej dzielnicy Seulu- Itaewon. Po wyjściu z metra patrzcie uważnie pod nogi, a bez problemu traficie na płytę z mapą Polski i przywitaniem.


Na drugim końcu kraju, w Busanie, czekają za to inne płyty. W alei gwiazd swoje odciski dłoni zostawili Agnieszka Holland i Krzysztof Zanussi, którzy odwiedzili miasto przy okazji Busan International Film Festival (więcej o wizycie na festiwalu).

Dorota Kędzierzawska, Agnieszka Holland i Krzysztof Zanussi. cr: Adam Mickiewicz Institute

Na szczęście chodniki to nie jedyne miejsca z polskimi akcentami. Od czasu do czasu w sklepach można trafić na przykład na polskie piwo, ciastka, czy sok z aronii. Wśród Koreańczyków dobrą renomę ma również ziaja. Kosmetyki tej firmy są wręcz rozchwytywane przez Koreanki, co na początku dziwi, biorąc pod uwagę jak wielki jest rynek kosmetyczny Kraju Porannego Spokoju i że to właśnie koreańskie kosmetyki robią się popularne w Polsce.

Zabójcze ceny Łomży, 3000 wonów to ponad 10zł!

Nie można zapomnieć o ceramice z Bolesławca, która w zaskakujący wręcz sposób jest przez Koreańczyków lubiana. W całym kraju jak grzyby po deszczu wyrastają sklepy specjalizujące się w sprzedaży polskiej ceramiki, tylko w Seulu jest ich kilka, a popyt jest na tyle duży, że na dostawy towaru trzeba czekać miesiącami. Zaczęły się już nawet pojawiać chińskie podróbki!


W koreańskiej telewizji swego czasu wyświetlano nawet program o Manufakturze w Bolesławcu


Znaki, jedzenie, ceramika...ale chyba najważniejsi są ludzie. Nie zapominajmy o koreańskiej Polonii. Nie jest ona zbyt liczna- w Ambasadzie Polski w Korei Południowej jest zarejestrowanych około 150 osób, ale trzeba też doliczyć studentów czy ludzi przyjeżdżających tu do pracy na krótszy okres czasu, więc jest to liczba dość płynna. Ambasada co roku organizuje kilka imprez okolicznościowych (w zeszłym roku po raz pierwszy "Dzień Polski w Seulu"), a w części z nich biorą udział działający na terenie Korei polscy księża Pallotyni.

Warto również wspomnieć o programie telewizyjnym "Non-Summit" (비정상회담), w którym przedstawiciele różnych krajów świata dyskutują na temat kultury i polityki. Przez pewien czas jego panelistą był Przemysław Krompiec, dzięki któremu Koreańczycy dowiedzieli się czegoś więcej o naszym kraju. 


To nie jedyny polski akcent w telewizji. W innym popularnym show "Please Take Care of My Refrigerator" (냉장고를 부탁해) jednym z uczestników jest polsko-bułgarski kucharz Mihal Ashminov, który zadziwiał gości na przykład polskimi zrazami (które dały mu zwycięstwo w programie!). Poza telewizją prowadzi on również bułgarską restaurację Zelen w Itaewon i jeżeli chcecie zjeść polską kuchnię w Seulu to warto o niej pamiętać. W Korei niestety nie ma ani jednej polskiej restauracji, na szczęście w Zelenie od czasu do czasu organizowane są dni polskie.



Poza wyżej wymienionymi w telewizji pojawiają się okazjonalnie inne polskie akcenty jak na przykład odcinek o wizycie u żony Polskiego Ambasadora, czy program podróżniczy. W dramach czasami powiewają polskie flagi, a w jednym z seriali piosenką, przy której się bawiono była "Bania u Cygana" ;)



Nie można zapomnieć o działalności Instytutu Adama Mickiewicza, który intensywnie promuje polską kulturę za granicą. Co roku w Korei odbywa się co najmniej kilka polskich wydarzeń- od wystaw w muzeach, przez koncerty czy przedstawienia teatralne. Zdecydowanie warto śledzić działalność instytutu, o tym co robi w Korei przeczytacie TUTAJ.

Wystawa "Eye on Poland" w Seulu w 2015 roku, cr: http://www.eyeonpoland.eu/

Koreańczycy czytają również polską literaturę- Wisława Szymborska, Henryk Sienkiewicz, Zbigniew Herbert, to tylko kilku z dostępnych w języku koreańskim autorów, a ich liczba rośnie (wydano również polską książkę kucharską!). Podobnie jest z muzyką, w większości są to artyści jazzowi, ale od 2015 roku i zwycięstwa Cho Seong-Jin w Konkursie Chopinowskim płyty z nagraniami utworów Fryderyka Chopina wyprzedają się jak świeże bułeczki.




Jak widać Polska w Korei jest, mimo że nie w oszałamiających ilościach. Koncerty, wystawy, sklepy... mamy nadzieję, że będzie ich coraz więcej i już niedługo zjemy obiad w polskiej restauracji w Seulu. Wciąż tropimy polskie ślady, więc jeżeli o jakiś słyszeliście to dajcie znać ;)

2/20/2017 04:48:00 PM

Bukchon Hanok Village (북촌한옥마을)

Bukchon Hanok Village (북촌한옥마을)
Bukchon Hanok Village, czyli "północna wioska" to dzielnica starych domów- hanoków leżąca na północ od strumienia Cheonggyecheon, pomiędzy pałacami Gyeongbukgung (경복궁) i Changdeokgung (창덕궁) w Seulu.


Gdy "wioska południowa" była domem dla niższych rangą oficjeli, w Bukchon znajdował się teren zamieszkały przez tych najważniejszych, koreańską elitę dynastii Joseon. Ci, którzy nie mieszkali w pałacu, właśnie tu budowali swoje posiadłości. To tutaj knuto, intrygowano i walczono o lepszą pozycję na królewskim dworze.

Obecnie jest to jedyne miejsce w stolicy gdzie można zobaczyć tak gęstą zabudowę hanoków. Gdy Korea Południowa przeżywała bum gospodarczy w zastraszającym tempie wyburzano takie domy, każdy chciał mieszkać w nowym, luksusowym mieszkaniu. Jeszcze 30 lat temu w Seulu było ponad 800 000 hanków, dziś jest ich tylko 12 000, z czego 900 znajduje się w samym Bukchon.



Od 2000 roku teren został objęty programem rewitalizacyjnym, mającym na celu uratowanie pozostałych zabudowań. Właściciele dostali bezzwrotne granty oraz preferencyjne pożyczki na renowacje, w Bukchon zaczęły powstawać galerie, kawiarnie i muzea, a Koreańska Organizacja Turystyczna zaczęła promować Hanok Stay– program umożliwiający pobyt w tradycyjnym domu. Ceny domów szybko podskoczyły, a cały teren stał się modną dzielnicą, co na szczęście nie pozbawiło Bukchon niezwykłej atmosfery.


Noclegi w hanokach stały się wręcz główną atrakcją okolicy, na Airbnb można znaleźć naprawdę świetne okazje: TU, TU i TU są nasze ulubione, a TU hanok w nowoczesnym wydaniu.




Nadal jest to miejsce gdzie można poczuć ducha starej Korei. Poza tym nie jest to skansen wybudowany dla turystów, czuć, że to miejsce żyje, większość domów jest zamieszkana i należy do prywatnych właścicieli.

Gęstwina wąskich uliczek (nie wiedzieć czemu prawie zawsze biegnących pod górę ;)), morze fantazyjnie powyginanych dachów... byłby to raj dla fotografów gdyby nie wszędobylskie kłęby kabli zwieszające się nad głową. Mimo to miejsce urzeka swoją atmosferą, można się tu włóczyć cały dzień. Turystów jest dużo, ale i tak wydaje się być tu dużo spokojniej niż w innych częściach zabieganej stolicy.




To tutaj jadłyśmy najlepszy Bungeoppang (붕어빵)- chlebek w kształcie rybki wypełniony pastą ze słodkiej czerwonej fasoli. Niektórzy Koreańczycy uważają, że istotne jest, od której strony zacznie się swoją rybkę jeść (ogon, głowa, albo od środka) i ma to związek z charakterem danej osoby. Zaczynający od głowy to urodzeni optymiści, nieprzejmujący się dniem dzisiejszym. Jedzący od strony ogona to nieśmiali romantycy. Ci którzy zaczynają od środka (swoją drogą dość ciekawa technika jedzenia) to aktywni i otwarci ludzie. Okazuje się, że team Oppy jest w tym przypadku niejednorodny i jedna z nas zaczyna jeść od głowy, a druga od ogona.



Niedaleko znajduje się też Polska Ambasada, więc nie zdziwcie się gdy spotkacie tu więcej rodaków niż w innych częściach miasta ;)

INFORMACJE PRAKTYCZNE: 
  • Dojazd: Anguk Station (linia 3), wyjście 1 lub 2 
  • Godziny otwarcia: 24/7 przez cały rok 
  • Wstęp: bezpłatny 
  • Oficjalna strona: Bukchon Hanok Village

    2/09/2017 12:54:00 PM

    Szybki 라면

    Szybki 라면
    라면 czyli koreański ramyon to polska zupka chińska (makaron instant), 라멘 to ramen, czyli  japońskie danie składające się z rosołu, makaronu i bardzo wielu innych rzeczy, od mięs, przez warzywa, do owoców morza, składniki są dowolne i ogranicza je w sumie tylko nasza wyobraźnia.

    W Polsce niestety nie tak bardzo popularny, przyjął nazwę zupki chińskiej, ale można już go zjeść na mieście w dobrej formie, a czasami zrobić ulepszoną wersję w domu, więc mam nadzieję, że popularność tego dania będzie tylko rosła. Niestety makaron, do zalania lub zagotowania, w tej formie kojarzy się z chemią (no i trochę chemii tam faktycznie jest), ale przygotowywanie makaronu w ten sposób uważam za całkiem normalne. Zdarzało mi się też, jak Go Jun Pyo, jeść taki makaron na sucho :D


    W koreańskich sklepach, takich jak 7eleven, znajdują się zwykle mikrofalówki, automaty z gorącą i zimną wodą oraz miejsce do siedzenia. Można kupić ramyeon, przygotować go i zjeść na miejscu. 


    Wybór jest duży: 


    Oczywiście należy rozgraniczyć wersję restauracyjną od tej z torebki, zarówno w Polsce jak i w Korei taki podział występuje, ale w Korei nie ma aż takiej niechęci do tego kupnego jak u nas :)

    Zasadnicza różnica polega na przygotowaniu makaronu- w wersji szybkiej zalewa się go wrzątkiem, a w tej domowej gotuje.


    Należę do fanów ramyeonu i zwykle wybieram wersję domową, przygotowuję swój posiłek na bazie makaronu z torebki. Czasami jest to zupka typu kimchi albo inna koreańska, ale makaron na przykład z pomidorowej też będzie ok. Wtedy po prostu nie dosypujemy dołączonych przypraw tylko samemu dbamy o nadanie smaku.

    Poniżej znajdziecie przepis na mój typowy (szybki) 라면


    Składniki na 2 porcje:
    • 2 dowolne "zupki chińskie" 
    • 250 g tofu 
    • 1 lub 2 jajka
    • Mieszanka pestek
    • Pasta gochujnag 
    • Przyprawy (akurat miałam pod ręką fix do potraw chińskich)
    • Szczypior  


    Krok 1: Tofu kroimy w kostkę.
    Krok 2: W miseczce mieszamy tofu z pastą paprykową, mieszanką pestek i przyprawami.
    Krok 3: Podsmażamy tofu na patelni.


    Krok 4: Gotujemy jajko (lub dwa).
    Krok 5: Przygotowujemy makaron. Ja tylko zalałam wrzątkiem, można gotować i wtedy będzie bardziej miękki.
    Krok 6: Do makaronu dodajemy tofu, połowę (lub dwie) jajka, szczypior, nasiona i gochujang w razie potrzeb.


    Danie w 10 min :)

    *Edit: Dziękuję Agacie za wytknięcie błędu, dzięki niej zrobiłam większy reaserach, powiększyłam swoją wiedzę i już teraz w końcu wiem co jem (a czego nie :D). Wcześniej utożsamiałam 라면 z 라멘 :D

    2/01/2017 12:57:00 PM

    Planowanie podróży do Korei - ABC

    Planowanie podróży do Korei - ABC
    Na blogu jest już kilka postów o planowaniu wyjazdu do Korei, ale złapałyśmy się na tym, że pomijałyśmy kilka podstawowych kwestii, które dla nas wydają się oczywiste, a dla kogoś kto leci po raz pierwszy mogą być użyteczne, dlatego dzisiaj skupimy się na podstawach.

    WIZA

    Polscy obywatele nie potrzebują wizy przy wjeździe turystycznym do Korei Południowej na okres 90 dni. Przy przekraczaniu granicy trzeba okazać jedynie ważny paszport (powinien być ważny jeszcze przez co najmniej 6 miesięcy) oraz wypełnioną kartę przekroczenia granicy (którą wręczą nam jeszcze na pokładzie samolotu, ale jest ona również dostępna na lotnisku).

    Urzędnik imigracyjny pobierze od nas odciski palców i zrobi zdjęcie. Może (ale nie musi) zapytać również o cel podróży, źródła finansowania czy o bilet powrotny. Nie jest wymagane posiadanie określonej kwoty na dzień pobytu.

    Jeżeli chcemy przyjechać do Korei na studia, do pracy, czy w jakimkolwiek innym celu nieturystycznym, wiza jest nam niezbędna i załatwiamy ją w Ambasadzie Korei Południowej w Polsce.

    Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ka Cy (@actuallyyk)

    ZDROWIE I SZCZEPIENIA

    W Korei nie ma zagrożenia chorobami tropikalnymi, dlatego nie są wymagane żadne szczepienia przed wyjazdem.

    Poziom opieki medycznej jest zadowalający, ale mogą wystąpić problemy komunikacyjne (nieznajomość angielskiego). Koszt wizyty może być wysoki, a zwracany jest przez ubezpieczyciela dopiero po naszym powrocie do kraju.

    UBEZPIECZENIE

    Przed przyjazdem nie ma obowiązku wykupienia ubezpieczenia zdrowotnego, chociaż oczywiście my to zalecamy, szczególnie przy dłuższych podróżach.  

    PIENIĄDZE

    Walutą Korei Południowej jest Won (KRW). 1 polski złoty to obecnie 286.71 koreańskich wonów.

    W Polsce bardzo ciężko wymienić złotówki na wony i to jeszcze w zadowalającej nas ilość, dlatego powszechną praktyką jest wymiana złotówek na dolary lub euro, które już na miejscu, w Korei Południowej, wymienimy na krajową walutę.

    My zazwyczaj decydujemy się na dolary, ze względu na korzystniejszy kurs wymiany, ale przed wyjazdem warto sprawdzić aktualne kursy i po prostu wybrać to, co jest bardziej opłacalne.

    Pieniądze można wypłacać również z bankomatów i zazwyczaj nie ma z tym problemów, ale zdarzają się bankomaty, które nie akceptują zagranicznych kart (na szczęście niezbyt często). Poza tym przed wyjazdem warto skontaktować się ze swoim bankiem żeby upewnić się, że nasza karta będzie działała za granicą oraz jak wysoka prowizja będzie naliczana przy jednorazowych wypłatach. Zdarza się, że banki widząc nagłe wypłaty za granicą, automatycznie blokują dostęp do karty, dlatego lepiej je poinformować o naszej podróży do Azji.

    TELEFONY I INTERNET

    Jest to mało prawdopodobne, ale gdyby ktoś był posiadaczem starego telefonu- działającego jedynie w sieci GSM, to w Korei Południowej nie będzie on funkcjonował. Wszelkie inne telefony działające w 3G i 4G nie będą mieć problemów.

    Trzeba pamiętać, że roaming to droga sprawa, dlatego jeżeli nie musicie lepiej nie dzwońcie z Korei do Polski. Przed wyjazdem lepiej sprawdzić u operatora jakie będą tego koszty i upewnić się, że w ogóle macie włączony roaming.

    Jeśli chodzi o internet- wifi jest dostępne w praktycznie wszystkich hotelach i hostelach. Jeżeli nie ma wifi, w budynku powinien znajdować dostępny dla gości komputer z podłączeniem do internetu. Korzystając z Airbnb można spotkać się z pakietem internetu w cenie. Dostajemy po prostu urządzenie (hub), które możemy zabrać ze sobą.

    W dużych i średnich miastach bezprzewodowy internet jest również dostępny w kawiarniach i restauracjach (zazwyczaj zabezpieczony hasłem, które znajduje się na paragonie) oraz urzędach pocztowych, muzeach, popularnych turystycznych lokalizacjach (darmowy). Żeby nie biegać po całym mieście i w panice nie szukać internetu warto ściągnąć na telefon aplikację Smart Seoul Map, która wskaże nam najbliższe punkty z wifi.

    W mniejszych miejscowościach, lasach, czy po środku ulicy z wifi może być ciężko, więc jeżeli internet jest Wam niezbędny można zaopatrzyć się w koreańską kartę SIM z dostępem do internetu. Takie karty można nabyć jeszcze przed wyjazdem do Korei online, albo już na miejscu na lotnisku, czy w punktach danych sieci. Polecamy na przykład EG SIM.

    BEZPIECZEŃSTWO

    Korea jest stosunkowo bezpiecznym krajem. Przypadki rozbojów i kradzieży są rzadkie. Dla Koreańczyków jest rzeczą naturalną zostawić torebkę na krześle w kawiarni i pójść do łazienki, czy wysiąść z auta zostawiając w środku kulczyki.

    Oczywiście przestępczość w Korei jest, dlatego do wszystkiego powinniśmy podchodzić z rozwagą. W Seulu, czy innych większych miastach, istnieją dzielnice, w których warto zachować większą ostrożność.



    Ostrożność trzeba też zachować na ulicy. Oczywiście dużo niebezpieczniej jest na ulicach Tajwanu, Indii, czy Chin kontynentalnych, ale Korea też leży w Azji i widać taka specyfika regionu, że na ulicach lepiej na siebie uważać. Kierowcy często szarżują, łamią przepisy drogowe, motocykle i skutery jeżdżą po chodnikach i przejściach dla pieszych.

    PODRÓŻOWANIE PO KRAJU

    Poza terenami baz wojskowych nie ma ograniczeń w poruszaniu się po kraju. Ograniczenia dotyczą podróżowania w tak zwanej Wspólnej Strefie Bezpieczeństwa (JSA) w pobliżu linii demarkacyjnej między Republiką Korei i KRLD. Wjazd do tej strefy wymaga zezwolenia. Są tam natomiast organizowane wycieczki grupowe.

    Korea ma bardzo dobrze rozwiniętą sieć połączeń kolejowych, autobusowych i lotniczych.

    Zgodnie z umową dwustronną między Polską a Republiką Korei kierowcy mogą przez rok od daty wjazdu posługiwać się międzynarodowym prawem jazdy. W przypadku drobnych wypadków i kolizji drogowych praktykuje się rozliczanie szkód bez udziału towarzystwa ubezpieczeniowego; sprawa wymaga jedynie uzgodnienia między stronami. Wskazane jest wezwanie policji w celu uniknięcia nieporozumień. Drogowskazy i informacje przy drogach są w większości dwujęzyczne (w językach koreańskim i angielskim).

    JĘZYK

    Językiem urzędowym w Korei Południowej jest oczywiście koreański. Pisałyśmy już o tym czy da się podróżować po Korei bez jego znajomości i... jak najbardziej się da :D

    W dużych miastach zawsze znajdzie się ktoś kto zna angielski (nie zawsze wybitnie, ale komunikatywnie), a jeżeli nie zna to i tak będzie się nam starał pomóc. Na migi wskaże, lub nawet zaprowadzi nas w szukane miejsce.

    Na wsi i w mniejszych miejscowościach z angielskim będzie ciężej, w takich wypadkach pozostaje nam tylko komunikacja na migi i gestykulacja lub skorzystanie z linii telefonicznej dla obcokrajowców, której pracownicy pomogą nam rozwiązać problem.

    Podobnie może być w przypadku wizyty w szpitalu, aptece, czy na posterunku policji. Nie zawsze znajdzie się tam pracownik znający angielski, więc kontakt może być utrudniony.

    Jeżeli chodzi o poruszanie się po kraju, na drogach znaki są w większości dwujęzyczne (angielski i koreański). Podobnie w komunikacji miejskiej- nazwy stacji i przystanków również zapisywane są w języku angielskim.

    POGODA

    W Korei Południowej tak jak i w Polsce występują cztery pory roku, jednak średnia temperatur jest odrobinę wyższa. Planując wyjazd warto wybrać dobre miesiące.

    Najlepsze na zwiedzanie Korei będą wczesna wiosna:

    Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Ka Cy (@actuallyyk)

    Oraz wczesna jesień:

    Więcej jesiennej Korei możecie obejrzeć w tym poście

    Radzimy unikać lata, które jest bardzo gorące i wilgotne, z obfitymi opadami oraz okazjonalnymi monsunami. Poza tym na przełomie wiosny i lata nad terytorium kraju nadciągają fale pustynnego pyłu niosącego toksyczne substancje znad przemysłowych obszarów ChRL (tzw. yellow dust - żółty pył), który jest uciążliwy, szczególnie w połączeniu ze smogiem w dużych miastach.

    Mroźne zimy również nie są najlepszą porą na zwiedzanie Korei, silny wiatr potęguje uczucie chłodu.


    ***

    Tyle jeżeli chodzi o ABC wyjazdu do Korei. Mamy nadzieję, że uwzględniłyśmy w tym poście wszystkie podstawowe pytania narzucające się podczas planowania podróży.
    Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger