Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kino. Pokaż wszystkie posty

11/08/2017 07:54:00 AM

Jak ugryźć koreańskie kino?

Jak ugryźć koreańskie kino?
Przychodzimy do Was z kolejnym postem gościnnym na temat koreańskiego kina (wcześniejszy znajdziecie TUTAJ). Kasia, autorki bloga HOW GEE ~ 하우지 (facebook), prawdziwego kompendium wiedzy na temat koreańskiej kinematografii, stworzyła dla Was krótki poradnik na temat tego jak zacząć swoją przygodę z kinem Kraju Porannego Spokoju. Czy Wy też kierujecie się tymi zasadami przy doborze filmów? Jaki był Wasz pierwszy koreański film?

***

cr: seecannes.com

Ruszyła właśnie trzecia edycja Warsaw Korean Film Festival, jedynego takiego festiwalu w Polsce poświęconemu kinematografii tego konkretnego państwa. Jest to idealna okazja do zobaczenia na wielkim ekranie ulubieńców znanych być może z seriali telewizyjnych lub poznania całkiem nowego, egzotycznego dotychczas kina z drugiego końca świata. Nieważne czy to będzie rzucenie się na głęboką wodę, czy wizyta w kinie z pewną już podkładką wiedzy, nasuwa się pytanie, co dalej, jeśli chce się dowiedzieć czegoś więcej na ten temat, ale nie wiadomo dokładnie skąd?

Po prawie dekadzie oglądania koreańskich filmów i napisaniu ponad pięciuset recenzji, z których tak naprawdę większość nie przekazuje niczego głębszego niż “podobało się” lub “nie podobało się”, wciąż jednak potrafię czerpać przyjemność z ich oglądania, a to dzięki wyrobionemu na przestrzeni lat mojemu “systemowi”. Oto kilka wskazówek dla tych, którzy zaciekawili się koreańskim kinem, ale nie wiedzą, z której strony je ugryźć.

1. Poznaj podstawy

Nie musisz od razu poznawać dogłębnie wszystkich pozycji listy top 100 koreańskich filmów według Korean Film Archive (źródło) lub najbardziej kasowych tytułów w historii (źródło; chociaż to prędzej czy później polecam - większość z nich nie bez powodu przyciągnęła tylu Koreańczyków do kin…). Opanowanie podstaw najnowszego kina koreańskiego, tzw. Koreańskiej Nowej Fali jest dość proste, gdyż większość tekstów źródłowych na ten temat rozpoczyna się właśnie od pierwszych wielkich komercyjnych sukcesów w latach 90., a te filmy są właśnie o wiele bardziej dostępne niż starsze tytuły dla filmowych “hardkorów”.

Być może przy okazji jakiegoś światowego festiwalu filmowego obiły się o uszy nazwiska Kim Ki Duka lub Hong Sang Soo, a od strony bardziej komercyjnej Park Chan Wooka, Bong Joon Ho albo Kim Ji Woona? Oklepane to? Jednak nie bez powodu są to najbardziej znani koreańscy reżyserowie na świecie, których każdy nowy film jest wart uwagi! Wielu kinomanów, nawet tych niekoniecznie zaznajomionych głębiej z koreańskim kinem, słyszało z pewnością o “Oldboyu” lub “Służącej”, ale myślę, że warto rzucić okiem na każdy inny film Park Chan Wooka, szczególnie rozpoczynające jego karierę “JSA: Joint Security Area”. Dodam przy tym jako ciekawostkę, że “Oldboy” wcale nie jest w Korei takim “największym klasykiem” jak poza granicami tego kraju - rodzimi krytycy najbardziej chwalą “Zagadkę zbrodni” (ang. “Memories of Murder”) w reżyserii Bong Joon Ho… W każdym razie łatwo zacząć od dobrych koreańskich filmów, szczególnie w Polsce - większość tych tytułów jest u nas dostępna na dvd w polskiej wersji językowej! To zaleta tego, że praktycznie wszystkie koreańskie filmy, które w ogóle trafiają do naszej dystrybucji, biorą się z europejskich festiwali filmowych.

"Oldboy", cr: flickfeast.co.uk

2. Kieruj się sprawdzonymi nazwiskami

Dobra, tak więc podstawy opanowane, ale filmografie wspomnianych wyżej reżyserów wcale nie są takie długie, więc co dalej? W tym momencie powinien się zacząć efekt domina, który przecież doskonale się sprawdza przy poznawaniu jakiejkolwiek kinematografii. Spodobał się jakiś aktor? Warto się przekonać, jak wypada w innych rolach! Obiło się o uszy, że jakiś film był wielkim hitem (dla przykładu “Weteran” wyświetlany na zeszłorocznej edycji Warsaw Korean Film Festival)? Warto sprawdzić czy dany reżyser tworzy inne tak dobre filmy, czy to był jednak jednorazowy sukces. W Korei pełno jest specjalistów od kina komercyjnego, których filmów raczej nie uświadczy się na zagranicznych festiwalach. Myślę, że nie wypada się zamykać jedynie w kręgu “kina wysokiego”, ponieważ to właśnie ze swoich blockbusterów słynie Korea.

Tutaj mam taką uwagę - sukces w koreańskich dramach (serialach) rzadko przekłada się na filmy, dlatego rozróżnia się w Korei “talenty” (dosłownie tłumacząc z kor. 탈렌트) - aktorów serialowych i osobowości telewizyjne oraz “aktorów” (kor. 배우 lub 연기자) czyli tych występujących w filmach. Łamacze niewieścich serc z koreańskich produkcji telewizyjnych to kiepski trop, jeśli chodzi o poznawanie tamtejszego kina, dlatego warto się dowiedzieć, kto dla odmiany rządzi kinowym box office. Nie jest tego wiele, bo “A-lista” aktorów w Korei jest krótka, ale mogę zagwarantować, że naprawdę wiele filmów z udziałem Ha Jung Woo, Hwang Jung Mina, Song Kang Ho, Choi Min Shika, Sol Kyung Goo, Jung Woo Sunga, Lee Jung Jae lub Kim Hye Soo (żeby nie przesadzać z ilością…) jest warta uwagi. Zresztą co roku podobne nazwiska są nominowane do największych nagród koreańskiego przemysłu filmowego… Warto je śledzić.

"Veteran", cr: asiasociety.org

3. Zakłady dla wprawionych

Jednak znowu w pewnym momencie można dojść do granicy, kiedy będzie się polegać na sprawdzonych ulubieńcach, nie dając miejsca dla niespodzianek. Dlatego właśnie od kilku lat śledzę nie tylko rozwój karier, ale także wyniki box office koreańskich kin (np. na stronie Hancinema). W większości przypadków przecież sprawdza się zasada, że wielkie hity stały się nimi, bo są to po prostu dobre lub przynajmniej “przyjemne w odbiorze” filmy... Kiedy zna się największe gwiazdy koreańskiego kina, można w ciemno obstawiać, że produkcje z ich udziałem będą hitowe, bo tak właśnie działa w Korei kult celebrytów. Jeśli dany film wcale nie staje się spodziewanym hitem, tzn. nie sprzedaje więcej niż 1 mln kinowych biletów, co jest bardzo ważną granicą, albo można zakładać, że w rzeczywistości okazał się być po prostu nieciekawy, albo że jest niedoceniany (jak np. tegoroczne “The Merciless”, pol. tytuł “Bezlitosny”, które niemniej jest nominowane w tym roku do wszystkich większych nagród).

Możecie się zapytać, po co w ogóle brać pod uwagę sukces pieniężny filmu, skoro nie powinno to tak naprawdę wpływać na osobisty odbiór filmu, ale gwarantuję wam, że takie zakłady mogą dać niezły przedsmak tego, czego można się spodziewać. Aby poprzeć to innym przykładem, w tym roku największym niespodziewanym hitem stało się “Crime City”/”The Outlaws” z Ma Dong Seokiem i Yoon Kye Sangiem - niekoniecznie najbardziej “bankowymi” gwiazdami. Przez to właśnie mam całkiem spore oczekiwania wobec tego filmu, który w innym przypadku po prostu obejrzałabym z automatu.

Jeśli liczby to nie wasza bajka, pozostaje tylko jedna rada - dużo czytać. Internet to w końcu nieprzebrane źródło informacji, więc warto poczytać “coś więcej” na temat historii koreańskiego kina, przeglądać najnowsze recenzje i śledzić filmowe newsy.

"The Mercilles", cr: hollywoodreporter.com

Rozpoczynając swoją przygodę z koreańskim kinem lub będąc już w pewnym stopniu “zaawansowania”, łatwo natrafić na przysłowiową ścianę, kiedy nie czerpie się już takiej przyjemności z oglądania filmów, jak na początku albo filmografia ulubionego aktora/reżysera szybko się kończy. Warto pamiętać o jednej (bardzo oczywistej w sumie…) rzeczy - koreańska kinematografia, proklamowana jako antyteza Hollywoodu, powiew świeżości na światowej mapie filmów i zarazem wielkie sukcesy komercyjne, to nie jest niekończące się pasmo cudów. Koreańskie konglomeraty zbudowały swoje własne “fabryki snów”, w których tworzy się wykalkulowane blockbustery, niemniej ich charakterystyczne mieszanie gatunków wzbudza lepszy odbiór niż w przypadku ogranych już filmów o superbohaterach, które w koreańskim wydaniu praktycznie nie istnieją (bo po co, Marvel i DC są tam tak samo popularne jak wszędzie indziej). Na setki produkowanych w Korei filmów rocznie, tych naprawdę wartych włożenia między współczesne klasyki znajdzie się kilka, a reszta, którą można nazwać “naprawdę dobrą”, będzie liczona w ilości około kilkunastu. Innymi słowy trzeba być przygotowanym na rozczarowania, oglądając koreańskie filmy, ale wciąż ta garstka wspaniałych filmów pojawiających się rokrocznie sprawia, iż jest to hobby, od którego ciężko się oderwać.

Przydatne linki:

Na Twitterze:

10/28/2017 08:57:00 AM

„Hity ostatnich lat” na WKFF

„Hity ostatnich lat” na WKFF


Dziś zapraszamy Was na gościnny post Krzysztofa Karnkowskiego z Czarnowłose zjawy i ich nawiedzone telefony (warto do niego zajrzeć jeżeli szukacie dobrych recenzji koreańskiego, i nie tylko, kina) na temat sekcji "Hity ostatnich lat" na zbliżającym się Warsaw Korean Film Festival (7-13 listopada, Kino Kultura).

Miłego czytania! Dajcie znać w komentarzach czy widzieliście któreś z tych filmów i czy wybieracie się na festiwal.

***




„Hity ostatnich lat” na WKFF

W listopadzie po raz trzeci odbędzie się Warsaw Korean Film Festival. Po raz pierwszy seanse nie będą darmowe. Choć filmów na liście sporo, niestety dość skromnie (choć całkiem ciekawie, o czym za chwilę) wypada sekcja „Hity ostatnich lat”. Szkoda o tyle, że dobrych filmów po drodze pojawiło się przecież bardzo dużo, a nawet te, które zapowiadane były hucznie, jako szykowane do polskiej dystrybucji, z reguły znikały gdzieś w niszowych kinach i nieprzyjaznych godzinach. Ot, taki „Lament”, w Warszawie zagrany był tylko w jednym kinie, za to aż dwa razy. „Gra cieni” podobnie. Nie ma się co oszukiwać, sytuacja fana koreańskich filmów, chcącego obejrzeć coś na legalu i w kinie, jest ciągle nie do pozazdroszczenia. Festiwale sytuację oczywiście trochę poprawiają, ale apetyty są ogromne, a oferta cały czas skromna.

Co więc zobaczymy w przeglądzie kinowych przebojów? Tylko cztery filmy – „Prawda jest inna” (tytuł międzynarodowy „The truth beneath”); „Miłość i kłamstwa” („Love, lies”), „Panią zło” (The Villainess”), wreszcie „Tunel” („The Tunnel”). Nie zobaczymy natomiast „Taksówkarza”, choć spodziewać można się go było po zobaczeniu pierwszej wersji plakatu, z której patrzył na nas odgrywający tytułową rolę Kang Ho-song. Szkoda, ale może innym razem.

Każdy z prezentowanej czwórki obraz reprezentuje jakieś szersze zjawisko, bądź nurt w koreańskim kinie. „Miłość i kłamstwa” (reż. Park Heung-sik) to komercyjny i melodramatyczny odprysk mody na pokazywanie na ekranie wydarzeń, związanych z japońską okupacją Korei i jej konsekwencjami dla mieszkańców. Polscy widzowie mogli zobaczyć dotąd na ekranach przede wszystkim atrakcyjne, sensacyjne i spektakularne obrazy umieszczone w realiach koreańskiej walki narodowo-wyzwoleńczej („Assassination”, „Age of Shadows”, kilka lat wcześniej – „Dobry, zły i zakręcony”). W Korei pojawił się też głośny dramat społeczny „Spirit’s homecoming”, lecz czasy japońskiej okupacji mogły stworzyć nawet ciekawe tło do horroru, jak stało się w przypadku „Silenced” (nie mylić ze starszym filmem pod tym samym tytułem, opowiadającym o zmowie milczenia wokół przypadków pedofilii). Mamy wreszcie dwa filmy oparte na faktach – smutną historię więzionej przez Japończyków, doprowadzonej do szaleństwa księżniczki Deokhye, opowiedzianą w „Last Princess” i „Anarchist from Colony”, opowiadającej, zgodnie z tytułem, o przywódcy działających w Japonii koreańskich anarchistów i jego procesie sądowym, który wymknął się spod kontroli. „Miłość i kłamstwa”, na ile udało mi się zorientować w tekstach autorów obeznanych z tematem, od realiów historycznych jest raczej odległy. Historia dwóch przyjaciółek (Han Hyo-joo, Chun Woo-hee), rywalizujących ze sobą o względy mężczyzny (Yoo Yeon-seok), mogącego ułatwić karierę tylko jednej z nich, z wielką polityką w tle, ogląda się jednak dobrze, w czym pomagają atrakcyjne zdjęcia i obsada, a także spora dawka stylowej muzyki z epoki. Ciekawy jest też obraz przemysłu muzycznego sprzed kilkudziesięciu lat, w którym odnajdziemy wszystkie ciemne strony dzisiejszych fabryk k-popu.


„Prawda jest inna” (reż. Lee Kyoung-mi) z pozoru może wydawać się thrillerem politycznym – zawiązanie akcji to zniknięcie córki kandydata na ważne stanowisko, tropy zdają się prowadzić do konkurencji… Cóż, prawda jest inna. Dowiemy się, wraz z poszukującą córki i logicznego wyjaśnienia co się właściwie wydarzyło, matką (Son Ye-jin), co naprawdę działo się w szkole, a także wszędzie indziej, oczywiście za jej plecami. Razem z nią będziemy pomału osuwać się w szaleństwo, by na koniec odkryć jeszcze bardziej okrutną tajemnicę. To chyba najtrudniejszy z całej czwórki film, zarazem jednak bardzo dobry i doceniony przez krytykę.


Trzeci seans w ramach prezentowanych polskiej publiczności hitów, będzie prawdopodobnie największym wydarzeniem. „The Villainess” to film, w którym jest wszystko, co chcą w koreańskiej produkcji znaleźć fani „Trylogii zemsty” Park Chan-wooka, nie znający poza tym oferty koreańskiej kinematografii. Wybranie na polski tytuł nawiązującego do jego filmu tytułu „Pani Zło” pokazuje, że taki właśnie jest pomysł na promocję filmu Jung Byung-gila. Głębokie i intensywne barwy, atrakcyjne, wyestetyzowane, a zarazem ekstremalne ujęcia przemocy – co więcej, chwilami naprawdę nowatorskie, kilku rzeczy jeszcze nie widzieliśmy! – jest tu wszystko, spięte niszczącą zemstą młodej i atrakcyjnej bohaterki (Kim Ok-bin) i jej walką z tajemniczym przeciwnikiem, którego intencji bardzo długo nie znamy. Fabuła jest tu tak naprawdę pretekstowa, dziewczyna musi dostać jakiś powód, by się mścić, jakoś trzeba też uzasadnić kolejne intrygujące miejsca i pojawiające się w nich postacie, ale nie oszukujmy się, nie o fabułę tu chodzi.


Ostatni film, który zobaczymy na festiwalu, to „Tunel” Kim Seong-Huna. Katastrofa promu Sewol według opinii publicznej nie została w pełni wyjaśniona, a co więcej, pokazała bardzo wiele patologii koreańskiego społeczeństwa. Odpowiedzią kina była seria filmów, pokazujących Koreę Południową jako piekło korupcji, na co nałożyła się jeszcze narastająca atmosfera upadku skompromitowanej prezydent Park Geun-hye. Duch tej degrengolady łączy takie dzieła jak opowiadający o wymiarze sprawiedliwości „The King”, pokazujący piramidę finansową w stylu naszego Amber Gold „Master”, oraz dwa filmy katastroficzne – „Pandorę” o awarii w elektrowni atomowej i „Tunel” właśnie. „Tunel” to klaustrofobiczna historia kierowcy, przysypanego zwaloną na niego potężną górą (Ha Jung-woo) oraz jego żony (Bae Doo-na), próbującej przebić się przez równie potężne zwały obojętności, korupcji i propagandy. Uwaga – ten „Tunel” nie ma nic wspólnego ani z popularnym serialem pod tym samym tytułem, ani mniej znanym, ale całkiem udanym horrorem „Tunnel 3D” sprzed kilku lat.


Na koniec trzeba wspomnieć o „Taksówkarzu” Jang Hoona, którego, nie wiedzieć czemu, ostatecznie nie zobaczymy. To wstrząsający, z rozmachem zrealizowany film, którego tłem jest jeden z bardziej ponurych epizodów historii najnowszej Korei, masakra w Kwangju w 1980 roku. W 1980 roku doszło tam do protestów, brutalnie stłumionych przez wojsko. Według różnych źródeł zginąć mogło od 200 do nawet 2000 osób. Od władzy odsunięty został urzędujący wówczas prezydent Choi, który próbował złagodzić trochę ówczesny reżim, zastąpił go zaś twardogłowy wojskowy Chun, rządzący do 1987. Mogliśmy już trochę poznać ten temat, również pod kątem ciekawego dla polskiego widza wątku nierozliczenia sprawców w filmie „26 lat”. „Taksówkarz” oparty jest na autentycznej historii niemieckiego dziennikarza, który dostaje się do zablokowanego przez armię miasta, pakuje się w sam środek masakry, po czym ujawnia światu niewygodną dla władz prawdę. Tytułowy bohater to zaś zwykły, nieinteresujący się polityką kierowca taksówki z Seulu, który podstępem pozbawia innego kolegi na pozór intratnego zlecenia i w ten sposób trafia w sam środek piekła. Dla niego, patrioty, a zarazem naiwnego konsumenta rządowej propagandy, zupełnie niepojętego. Co ciekawe, Kang-ho Song powtarza tu w pewnym sensie swoją rolę z „The Attorney”, w którym droga adwokata – sympatycznego cwaniaka, do stania się czołowym obrońcą w procesie politycznym, a w konsekwencji prezydentem demokratycznej już Korei, była bardzo podobna. „Taksówkarz” nie jest przy tym wyłącznie ponurym dramatem, do pewnego momentu ma w sobie coś z komedii sytuacyjnej, zaś później, gdy groza narasta, jest bardzo widowiskowy. Scena, taka jak pościg wojskowych gazików i taksówek to marzenie każdego reżysera sensacji. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja zobaczyć to w kinie, z drugiej strony, skoro nie zadbał o to żaden z tegorocznych festiwali, może być różnie. Tymczasem przed nami cztery opisane wyżej filmy i kilka innych, zebranych w bloki tematyczne. Do zobaczenia w kinie Kultura.

12/09/2016 11:43:00 AM

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków
Polskim korporacjom, nawet polskim oddziałom zagranicznych korporacji, jeszcze daleko do stylu pracy Azjatów, ale już coraz częściej możemy czytać o korposzczurach, Mordorze na Domaniewskiej czy ludziach, którzy psychicznie nie wyrabiają, rzucają wszystko i jadą w Bieszczady. Jako osoba, która 7 lat spędziła w Mordorze na Domaniewskiej, pracując dla amerykańskiej korporacji, wiedziałam, że nie może mnie zabraknąć na Festiwalowej korponocy. 

Wraz z koleżanką z pracy (też po traumie w korpo) postanowiłyśmy najpierw nabrać energii wykorzystując zniżkę we współpracujących z festiwalem restauracjach i pójść na obiad do WI-TAJ; wietnamsko- tajskiej restauracji znajdującej się przy Placu Konstytucji.

Będąc już pod kinem przypomniało się nam, że w końcu zapomniałyśmy powiedzieć, że mamy zniżkę, ale i tak było warto. Do WI-TAJ będziemy wracać :)

Do kina Muranów, w którym odbywał się maraton, dotarłyśmy 10 minut przed początkiem pierwszego filmu, ale całkiem przypadkiem udało nam się zająć dobre miejsca. Wydawało mi się, że trzy filmy to może być za dużo, ale ich dobór był bardzo dobry. Mocne uderzenie, później coś bardziej do myślenia i na koniec wielki koreański hit, który nie pozwolił nam zasnąć i podtrzymał zainteresowanie publiczności.

ATAK SERCA / Heart Attack, Tajlandia 2015, 124'

Czas to pieniądz, życie to praca, sen to fanaberia, a organizm może przecież składać się w 70% z kofeiny (pozostałe 30 to tanie żarcie z kiosku na najbliższym skrzyżowaniu). Yoon to mistrz Photoshopa, pogromca dedlajnów i kandydat do kontraktu dekady, dającego szansę na pracę dla japońskiego kontrahenta. Jedyne co przeszkadza ambitnemu retuszerowi, to dokuczliwa wysypka, której nie da się pozbyć z własnej skóry jednym kliknięciem myszki. Kiedy zdecyduje się w końcu wybrać do lekarza, za drzwiami gabinetu spotka uroczą, lecz zasadniczą dermatolożkę, która postawi przed nim najtrudniejsze zadanie: odpoczynek. (opis z festiwalowej www)


Nasz faworyt! Bardzo podobały mi się wnętrza, gra aktorska i to jak dobrze zostały zobrazowane rozterki freelancera. Z wywiadu z reżyserem, który odbył się po projekcji, dowiedzieliśmy, że zdecydowano się na profesjonalnego aktora, który potrafił oddać zmienność emocji granej przez niego postaci. Zasłużenie jest nagradzany, wszystkie emocje były czytelne i czułam, że wiem dlaczego przeżywa tyle problemów i mimo, że zachowywał się czasami dziwnie, jego argumentacja była uzasadniona. Taki jest freelance, trzeba brać co dają, bo można wypaść z rynku. Mimo poważnego problemu film został nakręcony z przymrużeniem oka, jest narracja, ciekawe wstawki, przejścia oraz czarny humor, który doprowadzał do śmiechu całą salę. Zdecydowanie polecam.

MIŁOŚĆ ZA STO JENÓW / 100 Yen Love, Japonia 2014, 113'

Ichiko: przypadek beznadziejny. Trzydziestodwulatka bez perspektyw na przyszłość, gnieżdżąca się z rodzicami w niewielkiej klitce, od czasu do czasu wypełzająca na światło dzienne w niezmiennie poplamionych i powyciąganych ubraniach. Kiedy do rodzinnego domu wprowadza się z synkiem rozwodząca się siostra, konflikt jest nieunikniony. Żeby móc mieszkać samodzielnie, Ichiko zatrudnia się w sklepie "Wszystko za 100 jenów"; jak się okazuje, w pobliżu znajduje się klub, w którym trenuje całkiem przystojny bokser. Film Masaharu Take, wielki przebój kina niezależnego i japoński kandydat do Oscara, to przejmująca opowieść o boksowaniu się z życiem i nieoczekiwanie odkrytej woli walki.

W tym filmie najbardziej podobał mi się klimat. Japonia, którą już poznałam i  codzienność, która nadal wydaje mi się bardzo orientalna. Ładne ujęcia są dużym plusem tej produkcji, ale były momenty gdzie miałam uwagi do montażu, długości pewnych scen lub kolejności przedstawiania zdarzeń. Film był dobry, ale jeśli miałabym dokonać wyboru, to ten podobał mi się najmniej. Zakończenie do zmiany (:D), ale rozumiem zamysł. Może za bardzo niszowe jak na moje gusta?

Po tym filmie odbyła się dłuższa przerwa, podczas której zaproponowano nam poczęstunek. Sushi rolls, makaron i napoje. Udało nam się załapać na pyszne sushi <3


Ostatni film to Koreański Train to Busan, na który czekałam bardzo długo. Gong Yoo Oppa jest z Busanu i ma tam rodzinę, więc pewnie jechał kilka razy tym pociągiem :D Nie czytałam wiele o tym filmie, chciałam mieć niespodziankę i powiem Wam, że się udało, byłam zaskoczona.

TRAIN TO BUSAN / Korea Płd 2016, 118'

Seok Woo jest przepracowanym, egoistycznym managerem w dużej seulskiej korporacji. Odeszła od niego żona i nawet córeczka nie chce z nim spędzić swoich urodzin – woli jechać do mamy do portowego Pusanu. Seok Woo nieoczekiwanie postanawia zawieźć ją tam osobiście. Wsiadają do szybkiego pociągu KTX, dumy Korei, i ruszają w drogę na południe.


Tymczasem ludzie wokół zaczynają się dziwnie zachowywać – wiele wskazuje na to, że w kraju wybuchła wyjątkowo gwałtowna epidemia zombie. Świat szybko zamienia się w piekielny chaos, a kto się nie schowa dołącza do masy ożywionych trupów. Zarażone osobniki trafiają także do rozpędzonego pociągu, jazda będzie więc dramatyczną walką o przetrwanie i prawdziwym testem na człowieczeństwo.


 
Gong Yoo jest dobrym aktorem, grał wiele różnych postaci i ostatnio częściej go widać w poważnych filmach niż ckliwych dramach (chociaż jego nowa drama pobije chyba wszystkie rekordy popularności - polecam. Goblin), ale nie widziałam w nim egoistycznego managera tylko zagubionego Oppę. Jego bohater przechodzi przemianę i oczywiście jest pozytywną postacią, ale pokazanie tej zmiany było istotne, bo to praca zrobiła z niego taką egoistyczną osobę.

Film jest na poważnie, ale nas (i część publiczności) trochę śmieszył, bo jednak zombiaki? w Korei? :D Był poruszający i przyznaje się, płakałam, ale to film w stylu koreańskiego show biznesu, robi wrażenie i składa się ze scen, które mają wywrzeć określoną reakcję.

Na zakończenie kupiłyśmy sobie festiwalowe torby i nawet teraz gdy widzę kogoś z jakimś gadżetem z małpą to czuję nić porozumienia :D


Jak zwykle organizatorzy stanęli na wysokości zadania, z roku na rok jest coraz lepiej, filmy są dobrze dobrane, a różnorodność propozycji pozwala trafić do coraz szerszej publiczności. Nawet osoby nie zainteresowane Azją trafiły na filmy, koncerty lub dyskusje. Z wielu stron dostawałam informacje o festiwalu ("A wiesz, że jest taki azjatycki festiwal?" :D) i nie były to tylko osoby interesujące się kinem lub kulturą Azji.

Dziękujemy i czekamy na następną edycję.

12/02/2016 07:37:00 AM

Korea w Pięciu Smakach

Korea w Pięciu Smakach
Tak jak zapowiadałyśmy czas na drugi post o festiwalu Pięć Smaków. W tym roku jedną z sekcji stanowiło kino Korei Północnej, które nie jest zbyt często obecne na festiwalach, więc była to najprawdopodobniej jedna z nielicznych okazji kiedy miałyśmy szansę zobaczyć te obrazy na dużym ekranie. Prezentowane były cztery filmy, dwa z lat osiemdziesiątych oraz dwa nowsze i to własnie te ostatnie wybrałyśmy.

Na pierwszy ogień poszedł "Mały domek na froncie" z 2013 roku. Opowiada historię Ryom Mina, lekarza pracującego z oddaniem w jednostce wojskowej i roztaczającego troskliwą opiekę nad żołnierzami armii rewolucyjnej. Do pomocy zgłasza się Thae Ung, który właśnie ukończył studia uniwersyteckie i jest pod ogromnym wrażeniem odpowiedzialności opiekuna i niemal rodzicielskiej uwagi, jaką poświęca on wojskowym. Jego praktyka to nie tylko medyczne umiejętności, ale też ogromne serce, poczucie misji i wysokie standardy etyczne: zawsze stawia życie podopiecznych nad swoje własne.

Film jest wręcz sztandarowym przykładem tego czego oczekujemy myśląc o filmach z Korei Północnej. Poświęcenie dla kraju, budujące pieśni i slogany wychwalające mądrość Wielkiego Wodza. Propaganda na każdym kroku jest wręcz rozbrajająca i kilkukrotnie sala wybuchała gromkim śmiechem.


Kolejny północnokoreański obraz jest trochę inny. "Towarzyszka Kim w przestworzach" z 2012 roku to koprodukcja Korei Północnej, Belgii i Wielkiej Brytanii. Ta urocza bajka o górniczce, która marzy o zostaniu cyrkowcem, to ujmująca historia o realizacji marzeń, determinacji i emancypacji. Nawet kobieta może zrealizować w Korei Północnej swoje marzenia. Obraz jest wręcz cukierkowy, pełen radosnych uśmiechów i kolorów. 

Film jest z wielu względów wyjątkowy. Został zrealizowany w Korei Północnej, z udziałem lokalnych aktorów i ekipy filmowej, postprodukcja miała miejsce w Chinach i Belgii. Ma trzech reżyserów: belgijską reżyserkę Anję Daelemans, Brytyjczyka działającego od lat w Korei – Nicholasa Bonnera oraz Kima Gwang-huna, znanego w północnokoreańskim przemyśle filmowym z obrazów o tematyce militarnej. Film okazał się na tyle dużym sukcesem w kraju i za granicą, że obecnie trwają prace nad serialem, ukazującym kulisy jego produkcji.


Jak podkreślał reżyser- Nicholas Bonner, nie jest to film dla nas, to film nakręcony w Korei Północnej, dla jej mieszkańców. Nie zobaczymy tu prawdziwego życia, czy obozów pracy. To film komercyjny, który po prostu ma bawić. Z naszej perspektywy ten obraz jest po prostu uroczą, nieskomplikowaną historią o realizacji marzeń, chociaż oczywiście nawet ona nie ustrzegła się przed odrobiną propagandy i pochwał dla klasy robotniczej.

Dla równowagi wybrałyśmy się również na filmy z Korei Południowej i tu porównania do tegorocznego Warsaw Korean Film Festival będą nieuniknione. Festiwal filmów koreańskich odbył się niecały miesiąc wcześniej, ale oba wydarzenia dzieli przepaść. Trudno porównywać raczkujące przedsięwzięcie (to dopiero druga edycja Warsaw Korean Film Festival) z 10 edycją Pięciu Smaków, pełną filmów, retrospektyw, spotkań z twórcami i wydarzeń towarzyszących. Mamy nadzieję, że i festiwal filmów koreańskich kiedyś dojdzie do takiego poziomu. Na razie możemy jedynie dyskutować nad wyborem filmów na każdym z wydarzeń.

Na obu zdecydowano się na obrazy reżysera Hong Sang Soo, na Pięciu Smakach było to "Twoja i nie tylko twoja" z 2016 roku. To moje kolejne już do niego podejście i kolejna próba zrozumienia jego kina. Tym razem też się nie udało, wszystkie filmy tego reżysera wydają mi się łudząco podobne, pełne rozmów o niczym. Film ma czerpać inspiracje z „Mrocznego przedmiotu pożądania” Luisa Bunuela i dopiero to porównanie rzuca inne światło na cały obraz i sens opowiadanej historii. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal nie przekonałam się do twórczości Pana Honga i nie doceniam smaczków w postaci picia piwa zamiast soju (w przeciwieństwie do pozostałych jego filmów). Z jakiegoś powodu jego filmy są jednak uwielbiane na europejskich festiwalach.


Kolejnym wybranym przez nas filmem jest "Lament" (2016). To dobry, nawet bardzo dobry film, jedna z lepszych koreańskich produkcji tego roku. To historia poczciwego policjanta z sennej wioski, gdzieś na koreańskiej prowincji, w której dochodzi do szeregu gwałtownych i szokujących zgonów - być może morderstw. Jakby tego było mało, część mieszkańców zaczyna zdradzać oznaki tajemniczej, prowadzącej do szaleństwa choroby, również córeczka głównego bohatera. Komu zaufać? Tajemniczej ubranej na biało kobiecie? Szamanowi? A może budzącemu niepokój przybyszowi z Japonii? 


Film wywołuje ciarki i prowokuje do dyskusji. Nie bez przyczyny tajemniczy przybysz jest Japończykiem, antagonizmy pomiędzy Koreą Południową, a Japonią są wciąż żywe. Film gorąco polecamy.


Pięć Smaków i pięć (na razie cztery ;) ) różnych filmów koreańskich; propagandowy film wojenny, historia o realizacji marzeń, dramat obyczajowy o miłości, mroczny horror i... film o zombi, ale o nim przeczytacie już w kolejnym poście. Widzieliście któryś z nich? Znacie inne koreańskie filmy warte polecenia?

11/15/2016 12:55:00 PM

Ukochana Babcia - wywiad z reżyser Lee Sohyun

Ukochana Babcia - wywiad z reżyser Lee Sohyun

LEE SOHYUN

Koreańska reżyser filmowa. Do tej pory nakręciła cztery filmy: "The Storyteller" (2006), "Friends of Tibet" (2008), "Ibrahim’s House" (2010) oraz "Dear Grandma" (2016)- poruszający film o miłości babci i wnuczki, uhonorowany nagrodą publiczności na tegorocznym Seoul Independent Film Festival.





Cześć. Powiedz nam coś o sobie.

Cześć. Studiowałam reżyserię dźwięku w School of Film, TV & Multimedia na Korea National University of Arts. Swój pierwszy film dokumentalny, "Tashi Delek", stworzyłam dzięki wsparciu The Korean Film Council. To historia mojego tybetańskiego przyjaciela, którego poznałam podczas podróży. Potem powstał mój pierwszy fabularny film krótkometrażowy „The Storyteller” pokazywany m.in. na Seoul Independent Film Festival, Puchon International Fantastic Film Festival, i REFEST Korea. Był również filmem konkursowym na włoskim Santana International Film Festival. Potem zrobiłam film dokumentalny o przypadkowym spotkaniu, a raczej o przeznaczeniu spotkania pomiędzy koreańsko-japońską babcią, która uczyła się języka koreańskiego, oraz palestyńskim dziadkiem, który zarządzał pensjonatem ("Ibrahim's House"). "Dear Grandma" to mój czwarty film.

Czy zawsze chciałaś zostać reżyserem?

Studiowałam reżyserię, ale kiedy ukończyłam uniwersytet stwierdziłam, że nie jestem wystarczająco dobra jako filmowiec i nie będę w stanie poświęcić się temu w 100% i się z tego utrzymać. Nigdy nie myślałam o zostaniu dokumentalistą, ale moje życie jest wypełnione momentami, które po prostu chcę uchwycić na taśmie.

Czy możesz nam opowiedzieć o "Dear Grandma" („Ukochana Babcia”, "할머니의 먼 집")? O czym jest film? Dlaczego zdecydowałaś się go zrobić?

Moja babcia w tym roku skończyła 94 lata. Każdy jej dzień jest przepełniony energią. Rano zamiata podwórko, podlewa rośliny, przygotowuje śniadanie dla mnie i mojego wujka. Raz dziennie idzie na spacer po okolicy, dba o swój ogródek warzywny, a przy tym często mówi mi, że jest już gotowa umrzeć. W takich momentach jej nie rozumiem. Boję się, że może zniknąć w każdej chwili, dlatego zaczęłam spędzać z nią więcej czasu.

Wiosną, kiedy babcia skończyła 93 lata, wzięła środki nasenne żeby popełnić samobójstwo. Kiedy obudziła się dwa dni później stwierdziła, że znów chce spróbować, mówiła, że musi szybko umrzeć.

Dlatego właśnie zrobiłam ten film, chciałam być z nią jak najdłużej i pokazać jak piękną i cenną jest osobą. Z drugiej strony moja rodzina uważa, że babcia żyła już wystarczająco długo i liczą na jej rychłą śmierć. Chciałam zabrać babcię do szpitala, ale moja rodzina nie zgadzała się nawet na to. Pewnego dnia, mój wujek, który mieszkał z babcią, nagle zmarł w wyniku wypadku. Czując się winna, że żyje dłużej niż jej dzieci babcia zaczęła pić, coś czego normalnie nie robi. Jej ciało słabło, już nie była tak energiczna jak wcześniej, a we mnie zaczął rosnąć niepokój, że babcia w każdej chwili może mnie opuścić idąc tą drogą. Czy będę w stanie pomóc babci w jej ostatnich chwilach życia?


Oglądając film widzimy dużo miłości między Tobą, a twoją babcią, ale co było najtrudniejsze podczas tego projektu?

To kamera nam najbardziej przeszkadzała, wchodziła w relację między nami. Kiedy babcia była smutna nie chciałam kręcić dalej, ale musiałam to robić. To było trudne, ale mam nadzieję, że dzięki temu filmowi babcia nie będzie próbowała znowu popełnić samobójstwa.

Większość ludzi doświadcza w życiu jakiś tragedii i zastanawiałam się jak przezwyciężyć traumę po nich? Pomyślałam o opowiadaniu. Mój film jest o pięknie życia.


Twoja babcia może być symbolem najstarszych mieszkańców Korei. Ludzie z innej epoki, którzy żyją samotne i monotonne. Ich życie wymaga dużo cierpliwości...

Nie sądzę, żeby babcia i inne starsze osoby miały inne wartości i życie niż młodsze pokolenia. Na pewnym etapie wszyscy doświadczamy lub doświadczymy samotności i monotonni.


Ten film to pamiętnik wideo stworzony przez wnuczkę, co babcia sądzi o tym projekcie?

Babcia jest zadowolona z tego filmu, ale nie jestem pewna, czy rozumie o czym on jest. Jest szczęśliwa oglądając go, bo widzi zmarłego syna, jest również główną bohaterką filmu, co też sprawia jej przyjemność.

Jak długo trwały prace nad filmem, jak wyglądał ten proces?

Zajęło to trzy lata. Dwa lata filmowania i rok edycji materiałów. Nie spodziewałam się, że proces będzie aż tak długi, najtrudniejsze było uzyskanie funduszy na projekt.

Dla kogo jest Twój film?

Po pierwsze dla mojej babci. Chcę jej pokazać, że jej życie jest piękne i wartościowe. Po drugie dla ludzi, którzy mają podobne doświadczenia do moich, lub tych, którzy właśnie pożegnali członka rodziny. Mój film może ich pocieszyć.


Czy masz idoli, reżyserów, których podziwiasz?

Uwielbiam irańskiego reżysera Abbas'a Kiarostami. Jego filmy pokazują jak w nawet najtragiczniejszych momentach życia odnaleźć szczęście i humor. Lubię taki punkt widzenia.

Nad jakim projektem obecnie pracujesz?

W tym momencie nie pracuję nad żadnym większym projektem.

Tworzysz filmy dokumentalne, ale czy myślałaś może nad nakręceniem filmu fabularnego?

Niezależnie od środka wyrazu, czy to jest książka, zdjęcie, obraz, czy film, myślę, że każda historia ma własny sposób opowiedzenia jej, niektóre tematy bardziej pasują do filmów fabularnych. Nie wiem nad czym będę pracować w przyszłości, ale chciałabym spróbować nakręcić film aktorski, jeżeli tylko historia będzie pasować do takiego sposobu prezentacji.

Jakie są twoje plany i marzenia na najbliższe lata?

Ze zdrowiem mojej babci jest coraz gorzej, wkrótce skończy 95 lat. Chciałabym spędzić z nią jak najwięcej czasu, którego nie zostało nam już wiele.

Dziękuję za poświęcony czas.

Dziękuję bardzo.


***

Pewnego dnia babcia Lee Sohyun postanowiła popełnić samobójstwo. Ten poruszający film nie jest jednak o tym, ale o wielkiej miłości babci i wnuczki. O tym jak niesamowitą osobą jest tytułowa babcia reżyserki i jak pozornie daleko jej do prób samobójczych. Wchodzimy w rutynę bohaterki, za pośrednictwem wnuczki zaczynamy zadawać pytania próbując zrozumieć staruszkę. Mimo wielu lat spędzonych razem okazuje się, że tak naprawę autorka niewiele wie o babci i dopiero teraz na nowo ją poznaje.


Ten film porusza i przypomina o uniwersalności ludzkich doświadczeń. Ta koreańska babcia jest taka sama jak polska, czy każda inna na całym świecie. Okazuje się, że prawdziwe życie to nie ciągłe radości czy tragedie, ale raczej po prostu ciąg relacji z innymi ludźmi, bez których zaskakująco łatwo się nudzić, zwłaszcza gdy jesteś stary.

11/03/2016 12:09:00 PM

The Warsaw Korean Film Festival 2016

The Warsaw Korean Film Festival 2016


26 października rozpoczął się trwający 5 dni Festiwal Filmów Koreańskich w Warszawie. To już jego druga edycja i tym razem na uczestników czekało siedem filmów; zarówno ambitniejszych produkcji jak i komercyjnych hitów ostatnich lat.

Festiwal otworzyła "The Handmaiden" ("Służąca"; w polskich kinach już od 4 listopada) w reżyserii Park Chan Wooka. Zdecydowanie był to dobry wybór, reżyser jest znany nie tylko w Korei Południowej, ale również na świecie (Warto tu wspomnieć chyba jego najbardziej znany film "Oldboy"), więc chętnych na seans było sporo. Gala otwarcia w warszawskim Kinie Kultura przyciągnęła tłumy gości. Seans poprzedziły przemówienia Ambasadora Korei Południowej Pana Hong Ji In, Joanny Łapińskiej- przewodniczącej rady programowej festiwalu, oraz Jacka Bromskiego- prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Jakie były reakcje widzów? Moim zdaniem mieszane. Podsłuchując poseansowe rozmowy u wielu osób zauważyłam lekką konsternację. Piękne kadry, ciekawi bohaterowie i historia, ale co myśleć o filmie, który można określić jako triller erotyczny z wątkiem lesbijskim? Sama mam z tym problem i nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy mi się podoba czy nie.


Kolejnym filmem, o którym warto wspomnieć jest "Right Now, Wrong Then" w reżyserii Hong Sang Soo. To pozycja, która albo Ci się spodoba, albo znudzi. Powolna akcja, statyczne ujęcia. Część widzów wychodziła w trakcie seansu, część nawet po filmie nie wiedziała co o nim tak na prawdę myśleć. Ja byłam w grupie zdecydowanych oponentów, uważam film za nudny i tak na prawdę o niczym, ale de gustibus non est disputandum, więc być może komuś się spodoba.


Kolejne filmowe propozycje były już zdecydowanie mniej kontrowersyjne. "The Beauty Inside" podobało się chyba wszystkim, to lekki, rozrywkowy film. "Veteran", czyli komediowy film akcji, również spotkał się z pozytywnym odbiorem, chociaż o dziwo nie przyciągnął tłumów. Widziałam też, że nie podoba się osobom starszym, które głośno wyrażały niezadowolenie podczas niektórych scen. "In Her Place" to pozycja typowo festiwalowa.

Ważnym wydarzeniem była projekcja "The Royal Tailor" ("Królewski krawiec") drugiego dnia festiwalu. Publiczność głośno się śmiała podczas oglądania i zachwycała przepięknymi strojami. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserem Lee Won Seokiem, który okazał się czarującym i zabawnym mówcą. Żartował z publicznością, ale jednocześnie starał się jak najdokładniej odpowiadać na pytania, których było naprawdę dużo! Ludzie mówili o tym, że mimo początkowej śmieszności film ich naprawdę wzruszył, pytali o proces produkcji, scenariusz, plany reżysera. Dzięki temu dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy o tym jak wygląda tworzenie filmów w Korei i jak wielki kładzie się nacisk na komercyjny sukces produkcji.


Film zamknięcia- "Assassination" znów przyciągnął do kina tłumy, chyba po raz pierwszy od Gali Otwarcia. Historyczne widowisko pełne dynamicznej akcji i świetnego aktorstwa po prostu dobrze się oglądało.

Siedem filmów, siedem różnych spojrzeń na kino i Koreę Południową. Zdecydowanie warto było uczestniczyć w tegorocznej edycji, chociaż trzeba też wspomnieć o kilku mankamentach. Filmów było tylko siedem... szkoda, że festiwal nie był trochę bardziej różnorodny i obfity. Trzeba też popracować nad systemem rezerwacji, na kilkanaście dni przed festiwalem nie było już biletów, ludzie nie zawsze wiedzieli jak je rezerwować, a na seansach okazywało się, że jest mnóstwo wolnych miejsc. Dodałabym też jakieś stoisko z gadżetami związanymi z Koreą i prezentowanymi filmami (Głównym organizatorem festiwalu jest Centrum Kultury Koreańskiej, więc można by to wykorzystać). Nie doszło również do wszystkich planowanych spotkań, pierwotnie miało pojawić się więcej artystów z Korei.

Nie zmienia to faktu, że festiwal miał również wiele plusów i uważam go za udany. Zróżnicowane filmy z dwóch różnych końców koreańskiej kinematografii, zarówno produkcje ambitne, kameralne jak i wielkie komercyjne hity. Odbywał się w jednym kinie, w centrum miasta, co ułatwiało dotarcie na seanse. A przede wszystkim był za darmo. W polskich warunkach nie tak łatwo zobaczyć jakiekolwiek koreańskie produkcje, a co dopiero nie płacąc za bilety.

Byliście na festiwalu? Które filmy spodobały Wam się najbardziej? A może macie jakieś własne typy, które powinny pojawić się na przyszłorocznej edycji?

9/20/2016 09:04:00 AM

Wywiad z Aaronem Kimem - koreańskim reżyserem.

Wywiad z Aaronem Kimem - koreańskim reżyserem.
AARON KIM

Koreański reżyser i scenarzysta. Do świata filmu wkroczył w 2003 roku jako asystent reżysera przy filmie "Double Agent". Od 2005 z powodzeniem kręci swoje własne filmy. Najbardziej znany z nich to "Hello My Love" z 2009 roku. Jego najnowsze dzieło to "Love Clinic" z 2015 roku.






Cześć, powiedz nam coś o sobie.

Cześć... Od dziecka byłem kreatywny, lubiłem sztukę, ale nie nie miałem żadnego konkretnego talentu, za to od zawsze lubiłem czytać książki i opowiadać innym historie. Tak jest również teraz. Pracuję z wieloma ekspertami związanymi z przemysłem filmowym i to dzięki nim jestem tym kim jestem, bez nich nigdy nie stałbym się reżyserem.

Rozpocząłeś pracę w przemyśle filmowym jako asystent reżysera przy filmie "Double Agent" (이중간첩) w 2003 roku. Czy zawsze planowałeś zostać reżyserem? Kiedy zdecydowałeś, co chcesz robić w życiu?

Reżyserem postanowiłem zostać podczas służby wojskowej. W Korei Południowej służba wojskowa dla mężczyzn jest obowiązkowa, po niej ukończyłem uniwersytet i zacząłem pracę przy "Double Agent" jako asystent reżysera. Wtedy jeszcze nie studiowałem reżyserii i dopiero po tym projekcie zdecydowałem się na studiowanie reżyserii i scenopisarstwa. Na studiach powstał mój pierwszy film krótkometrażowy "Glasshouse" (온실).

Twój pierwszy własny film - "Glasshouse" został nagrodzony na Festiwalu Filmów Niezależnych w Seulu. Czy możesz powiedzieć nam coś więcej na ten temat?

"Glasshouse" był pokazywany na festiwalach w wielu krajach, oczywiście w Korei Południowej, ale także we Włoszech, Francji, Grecji, Wielkiej Brytanii, USA i Hong Kongu. Kiedy został nagrodzony za najlepszą reżyserię poczułem, że chyba mam talent jako filmowiec, do tej pory nie czułem się reżyserem.

"Glasshouse" opowiada o samotności i samobójstwie człowieka w nowoczesnym społeczeństwie. Glasshouse (pl. szklarnia) jest jego symbolicznym więzieniem.

Następny projekt, z 2008 roku, był zarazem Twoim pierwszym filmem pełnometrażowym - "Lala Sunshine" (라라 선샤인). Co czułeś po raz pierwszy pracując samodzielnie nad tak dużym projektem? Presję, oczekiwania, a może ekscytację?

"Lala Sunshine" to opowieść o zemście skrzywdzonej kobiety, która zgwałcona mści się na swoim oprawcy.

Film powstawał długo i było mi trudno go skończyć. Kilkukrotnie porzucałem i wracałem do projektu, niezadowolony z efektów. To był ciężki proces, starałem się pokazać bolesne emocje za pośrednictwem filmu. "Lala Sunshine" i "Glasshouse" są do siebie podobne. Odnoszą się do trudnych problemów, które ciągną się za nami z przeszłości.

Kadr z filmu "Lala Sunshine"

Rok później mogliśmy oglądać "Hello My Love" (헬로우 마이 러브). Skąd wziął się pomysł?

Wcześniej poruszałem cięższe, poważniejsze tematy. Teraz, przy "Hello My Love", chciałem mówić o miłości i to zarówno hetero jak i homoseksualnej. W konserwatywnym koreańskim społeczeństwie chciałem pokazać publiczności różnorodne relacje międzyludzkie.

W 2015 roku, po długiej przerwie, wróciłeś z "Love Clinic" (연애의맛), lekką, trochę niegrzeczną komedią dla dorosłych... jak widać tworzysz zarówno komedie jak i dramaty. Który gatunek filmowy jest Ci szczególnie bliski, a może lubisz każdy rodzaj kina?

Nie upieram się przy określonym gatunku filmowym. Chcę po prostu robić filmy, które sam chciałbym oglądać. Nie chcę też cały czas robić tego samego, obecnie chciałbym stworzyć jakiś film sci-fi.

Plakat z filmu "Love Clinic"

Co jest dla Ciebie najważniejsze w momencie tworzenia nowego filmu? Tylko rozrywka, a może jakieś głębsze, poważne przesłanie?

Doceniać trzeba zarówno filmy ambitne jak i komercyjne. Myślę, że publiczność przychodzi do kina głownie na filmy komercyjne, więc najlepiej to właśnie w nich zawierać jakieś ukryte przesłanie. Niektóre filmy będące komercyjnymi hitami są jednocześnie ambitne. Sztuki nie należy przeceniać, komercji nie należy lekceważyć. Ilość widzów na danym seansie daje do myślenia. Zamierzam robić dobre filmy, zarówno komercyjne jak i niszowe. Wybór tematów i sposób ich przedstawiania jest za każdym razem trochę inny, więc nie chcę przesądzać jaki film w danym momencie zrobię.

Jak długo trwa praca nad filmem, jak wygląda ten proces? Ile czasu spędzasz na przygotowaniach, na planie itp.?

Oczywiście wszystko zależy od filmu, ale na ogół produkcja zajmuje 3-4 miesiące. Proces poprodukcyjny podobnie. Najbardziej pracochłonna i długa jest pre-produkcja. Tworzenie scenariusza, castingi aktorów, zdobywanie funduszy, to skomplikowane zajęcia i trwają bardzo długo. Oczywiście jeżeli film jest pełnometrażowy proces się wydłuża, przy krótkometrażowym jest odpowiednio łatwiej.

Który z filmów jest Twoim ulubionym? Co uważasz za swoje największe osiągnięcie?

Zawsze będzie to film, nad którym właśnie zaczynam pracę.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Książki, sztuka, zdjęcia, muzyka, inne filmy, wszystko to jest dla mnie inspiracją. Oczywiście również ludzie wokół mnie.

Czy masz idoli, reżyserów, których pracę podziwiasz?

Jest wielu wspaniałych reżyserów i scenarzystów, ale jeżeli muszę kogoś wybrać to wymienię dwie osoby: Michelangelo Antonioni oraz Alfred Hitchcock.

Nad czym obecnie pracujesz?

Teraz interesuję się współczesną historią Korei. Piszę scenariusz do filmu o władzy i polityce.

Plakat z filmu "Hello My Love"

Koreańskie filmy stają się coraz bardziej popularne w Polsce. Możemy oglądać je na festiwalach filmowych, niektóre z nich są również tutaj kręcone. Koreańscy reżyserzy po wizycie w Polsce zazwyczaj mówią, że mimo bariery językowej mamy ze sobą wiele wspólnego. Co o tym sądzisz? Być może w przyszłości jeden z Twoich filmów powstanie w Polsce lub będzie w jakiś sposób nawiązywał do polskiej kultury?

Chciałbym kiedyś nakręcić film w Polsce, z polskimi aktorami i ekipą filmową, myślę, że jest to możliwe. Wystarczy tylko dobry pomysł i scenariusz (Jeżeli macie pomysł na dobry film to dajcie znać!). Najważniejsza jest infrastruktura i idea, jeżeli obie te rzeczy są spełnione film może powstać w każdym miejscu na świecie. Ponadto, cieszy mnie, że koreańskie filmy stają się popularne w Polsce. Oczywiście, Polskę i Koreę Południową różnią języki i kultura, ale sztuka nie zna granic. A film jest sztuką.

Jakie są twoje plany i marzenia na najbliższe lata?

Nie mam wielkich planów, po prostu chcę robić dobre filmy. I teraz i w przyszłości.

Dziękujemy za poświęcony czas.

Nie ma za co. Ha ha :)
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger