Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą festiwal. Pokaż wszystkie posty

11/14/2017 03:32:00 PM

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG

WARSAW KOREAN FILM FESTIVAL 2017- KOREAŃSKIE SMAKI I KIM HEE-JUNG
Właśnie zakończył się 3. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich, na którym mieliśmy okazję zobaczyć 12 filmów. O tych z sekcji „Hity ostatnich lat” przeczytacie we wcześniejszym poście KLIK, więc teraz skupimy się na pozostałych dwóch sekcjach: „Koreańskie Smaki” oraz „Fokus Kim Hee-Jung”.

Zacznijmy od Kim Hee-Jung, reżyserki intymnych, wielowymiarowych filmów, skupiających się na ludzkiej osobowości. Na festiwalu zaprezentowano jej dwa filmy pełnometrażowe „Cudowne lata” i „Ścieżki na śniegu” oraz dwa krótkie metraże, zrealizowanie w Szkole Filmowej w Łodzi, na której studiowała.

Oba długie metraże to filmy niezależne. „Ścieżki na śniegu” to opowieść o alkoholiku, który próbuje walczyć z chorobą w prowadzonym przez zakonnice domu. Mamy tu elementy katolicyzmu i szamanizmu, nie wiadomo co tak naprawdę jest snem, a co jawą. Z każdą minutą film intryguje bardziej i zmusza widza do samodzielnego ułożenia wszystkich puzzli. Koniec jest niejednoznaczny i pozostawia z polem do przemyśleń, ale mimo to film nie sili się na bycie "artystycznym". To dobre, przemyślane kino.


Z kolei „Cudowne lata” to historia nastolatki, która po śmierci ojca musi na nowo poukładać sobie życie, relacje z matką i szkolnymi przyjaciółmi. W Q&A po seansie reżyserka przyznała, że w dużej mierze film opiera się na jej własnych doświadczeniach. Krok po kroku poznajemy bohaterkę, jej myśli i problemy. Jest to film dobry, chociaż niestety nie polubiłam głowniej bohaterki, w przeciwieństwie do kolejnego filmu "The World of Us".


"The world of us" (pol. "Cały nasz świat") w reżyserii Yoon Ga-eun również jest historią zagubionej dziewczynki. Ponownie mamy wyobcowaną bohaterkę, która próbuje znaleźć przyjaźń, jednak ten film podobał mi się dużo bardziej. Bardzo wiarygodnie przedstawione relacje z róweśnikami, szkolne konflikty, kruche sojusze... oglądając film przypominałam sobie własne dzieciństwo. To dobry obraz koreańskiej, trochę bardziej okrutnej od polskiej, szkoły.


Również sekcja "Koreańskie smaki" pozwoliła nam na zapoznanie się z najnowszymi filmami kina niezależnego. Pierwszy był „On the Beach at Night Alone” (pol. „Samotnie na plaży pod wieczór”) w reżyserii Hong Sang-soo, czyli powolna opowieść o ucieczce przed własnymi uczuciami. Rozmowy na ulicach Hamburga, wieczorne popijawy nad koreańskim morzem. Mam problem z twórczością Hong Sang-soo. Uważam jego filmy za przegadane i często chaotyczne, a jednak cieszą się one ogromną popularnością na europejskich festiwalach filmowych. Również ten film wydaje mi się nudny, a oceniając filmy w pierwszej kolejności określam czy mi się podobają czy nie, a dopiero potem zagłębiam się w szczegóły: Dlaczego? Co sądzę o bohaterach i akcji? Itd.  Tym razem nie było najgorzej. Nie uważam filmu za dobry, ale jest zdecydowanie najlepszy z filmów Hong Sang-soo, które widziałam. Wydaje mi się, że w dużej mierze jest to zasługa bardzo dobrej gry Kim Min-hee (znana np. ze „Służącej”), która za tę rolę zdobyła Srebrnego Niedźwiedzia na tegorocznym Berlinale. To film niezależny, nie będzie podobać się każdemu, nawet nie większości, ale na pewno znajdzie wiernych fanów.


„The Firs Lap” (pol. „Pierwsze okrążenie”) Kim Dae-hwana, pojawił się w Warszawie jeszcze przed oficjalną premierą w Korei. Reżyser był gościem pierwszej edycji festiwalu z filmem „End of Winter” („Koniec zimy”). To kolejny bardzo festiwalowy film. Niewielki budżet, długie rozmowy, znowu albo pokochany przez widzów, albo odrzucony jako zbyt nudny. Część może doszukiwać się w nim nim drugiego dna. Autor nie formułuje konkretych tez, pokazując nam tylko kolejne sceny z życia dwójki 30-latków i ich rodzin. Mimo toczących się rozmów o potrzebie zmian, z ekranu bije stagnacja i niemożność tych zmian wprowadzenia. Film kończy się nie popychając życia bohaterów do przodu, wszystko na tle politycznych demonstracji przeciwko prezydent Park Geun-hye. Właśnie to polityczne tło może powodować moim zdaniem niepotrzebną nadinterpretację tego filmu i doszukiwanie się w nim większej głębi. To nie moje kino, ale reżyser zdobył za ten film nagrodę dla najlepszego nowego reżysera na festiwalu w Locarno, więc być może jednak pewna nadinterpretacja jest tu wskazana.


Na festiwalu pojawił się również klasyk koreańskiego kina "The Housemaid" z 1960 roku, ale więcej o nim napiszemy w kolejnym poście, tak jak i o naszych ogólnych wrażeniach z festiewalu.

Byliście w tym roku na festiwalu? Które filmy podobały Wam się najbardziej, a które najmniej?

10/28/2017 08:57:00 AM

„Hity ostatnich lat” na WKFF

„Hity ostatnich lat” na WKFF


Dziś zapraszamy Was na gościnny post Krzysztofa Karnkowskiego z Czarnowłose zjawy i ich nawiedzone telefony (warto do niego zajrzeć jeżeli szukacie dobrych recenzji koreańskiego, i nie tylko, kina) na temat sekcji "Hity ostatnich lat" na zbliżającym się Warsaw Korean Film Festival (7-13 listopada, Kino Kultura).

Miłego czytania! Dajcie znać w komentarzach czy widzieliście któreś z tych filmów i czy wybieracie się na festiwal.

***




Hity ostatnich lat” na WKFF

W listopadzie po raz trzeci odbędzie się Warsaw Korean Film Festival. Po raz pierwszy seanse nie będą darmowe. Choć filmów na liście sporo, niestety dość skromnie (choć całkiem ciekawie, o czym za chwilę) wypada sekcja „Hity ostatnich lat”. Szkoda o tyle, że dobrych filmów po drodze pojawiło się przecież bardzo dużo, a nawet te, które zapowiadane były hucznie, jako szykowane do polskiej dystrybucji, z reguły znikały gdzieś w niszowych kinach i nieprzyjaznych godzinach. Ot, taki „Lament”, w Warszawie zagrany był tylko w jednym kinie, za to aż dwa razy. „Gra cieni” podobnie. Nie ma się co oszukiwać, sytuacja fana koreańskich filmów, chcącego obejrzeć coś na legalu i w kinie, jest ciągle nie do pozazdroszczenia. Festiwale sytuację oczywiście trochę poprawiają, ale apetyty są ogromne, a oferta cały czas skromna.

Co więc zobaczymy w przeglądzie kinowych przebojów? Tylko cztery filmy – „Prawda jest inna” (tytuł międzynarodowy „The truth beneath”); „Miłość i kłamstwa” („Love, lies”), „Panią zło” (The Villainess”), wreszcie „Tunel” („The Tunnel”). Nie zobaczymy natomiast „Taksówkarza”, choć spodziewać można się go było po zobaczeniu pierwszej wersji plakatu, z której patrzył na nas odgrywający tytułową rolę Kang Ho-song. Szkoda, ale może innym razem.

Każdy z prezentowanej czwórki obraz reprezentuje jakieś szersze zjawisko, bądź nurt w koreańskim kinie. „Miłość i kłamstwa” (reż. Park Heung-sik) to komercyjny i melodramatyczny odprysk mody na pokazywanie na ekranie wydarzeń, związanych z japońską okupacją Korei i jej konsekwencjami dla mieszkańców. Polscy widzowie mogli zobaczyć dotąd na ekranach przede wszystkim atrakcyjne, sensacyjne i spektakularne obrazy umieszczone w realiach koreańskiej walki narodowo-wyzwoleńczej („Assassination”, „Age of Shadows”, kilka lat wcześniej – „Dobry, zły i zakręcony”). W Korei pojawił się też głośny dramat społeczny „Spirit’s homecoming”, lecz czasy japońskiej okupacji mogły stworzyć nawet ciekawe tło do horroru, jak stało się w przypadku „Silenced” (nie mylić ze starszym filmem pod tym samym tytułem, opowiadającym o zmowie milczenia wokół przypadków pedofilii). Mamy wreszcie dwa filmy oparte na faktach – smutną historię więzionej przez Japończyków, doprowadzonej do szaleństwa księżniczki Deokhye, opowiedzianą w „Last Princess” i „Anarchist from Colony”, opowiadającej, zgodnie z tytułem, o przywódcy działających w Japonii koreańskich anarchistów i jego procesie sądowym, który wymknął się spod kontroli. „Miłość i kłamstwa”, na ile udało mi się zorientować w tekstach autorów obeznanych z tematem, od realiów historycznych jest raczej odległy. Historia dwóch przyjaciółek (Han Hyo-joo, Chun Woo-hee), rywalizujących ze sobą o względy mężczyzny (Yoo Yeon-seok), mogącego ułatwić karierę tylko jednej z nich, z wielką polityką w tle, ogląda się jednak dobrze, w czym pomagają atrakcyjne zdjęcia i obsada, a także spora dawka stylowej muzyki z epoki. Ciekawy jest też obraz przemysłu muzycznego sprzed kilkudziesięciu lat, w którym odnajdziemy wszystkie ciemne strony dzisiejszych fabryk k-popu.


„Prawda jest inna” (reż. Lee Kyoung-mi) z pozoru może wydawać się thrillerem politycznym – zawiązanie akcji to zniknięcie córki kandydata na ważne stanowisko, tropy zdają się prowadzić do konkurencji… Cóż, prawda jest inna. Dowiemy się, wraz z poszukującą córki i logicznego wyjaśnienia co się właściwie wydarzyło, matką (Son Ye-jin), co naprawdę działo się w szkole, a także wszędzie indziej, oczywiście za jej plecami. Razem z nią będziemy pomału osuwać się w szaleństwo, by na koniec odkryć jeszcze bardziej okrutną tajemnicę. To chyba najtrudniejszy z całej czwórki film, zarazem jednak bardzo dobry i doceniony przez krytykę.


Trzeci seans w ramach prezentowanych polskiej publiczności hitów, będzie prawdopodobnie największym wydarzeniem. „The Villainess” to film, w którym jest wszystko, co chcą w koreańskiej produkcji znaleźć fani „Trylogii zemsty” Park Chan-wooka, nie znający poza tym oferty koreańskiej kinematografii. Wybranie na polski tytuł nawiązującego do jego filmu tytułu „Pani Zło” pokazuje, że taki właśnie jest pomysł na promocję filmu Jung Byung-gila. Głębokie i intensywne barwy, atrakcyjne, wyestetyzowane, a zarazem ekstremalne ujęcia przemocy – co więcej, chwilami naprawdę nowatorskie, kilku rzeczy jeszcze nie widzieliśmy! – jest tu wszystko, spięte niszczącą zemstą młodej i atrakcyjnej bohaterki (Kim Ok-bin) i jej walką z tajemniczym przeciwnikiem, którego intencji bardzo długo nie znamy. Fabuła jest tu tak naprawdę pretekstowa, dziewczyna musi dostać jakiś powód, by się mścić, jakoś trzeba też uzasadnić kolejne intrygujące miejsca i pojawiające się w nich postacie, ale nie oszukujmy się, nie o fabułę tu chodzi.


Ostatni film, który zobaczymy na festiwalu, to „Tunel” Kim Seong-Huna. Katastrofa promu Sewol według opinii publicznej nie została w pełni wyjaśniona, a co więcej, pokazała bardzo wiele patologii koreańskiego społeczeństwa. Odpowiedzią kina była seria filmów, pokazujących Koreę Południową jako piekło korupcji, na co nałożyła się jeszcze narastająca atmosfera upadku skompromitowanej prezydent Park Geun-hye. Duch tej degrengolady łączy takie dzieła jak opowiadający o wymiarze sprawiedliwości „The King”, pokazujący piramidę finansową w stylu naszego Amber Gold „Master”, oraz dwa filmy katastroficzne – „Pandorę” o awarii w elektrowni atomowej i „Tunel” właśnie. „Tunel” to klaustrofobiczna historia kierowcy, przysypanego zwaloną na niego potężną górą (Ha Jung-woo) oraz jego żony (Bae Doo-na), próbującej przebić się przez równie potężne zwały obojętności, korupcji i propagandy. Uwaga – ten „Tunel” nie ma nic wspólnego ani z popularnym serialem pod tym samym tytułem, ani mniej znanym, ale całkiem udanym horrorem „Tunnel 3D” sprzed kilku lat.


Na koniec trzeba wspomnieć o „Taksówkarzu” Jang Hoona, którego, nie wiedzieć czemu, ostatecznie nie zobaczymy. To wstrząsający, z rozmachem zrealizowany film, którego tłem jest jeden z bardziej ponurych epizodów historii najnowszej Korei, masakra w Kwangju w 1980 roku. W 1980 roku doszło tam do protestów, brutalnie stłumionych przez wojsko. Według różnych źródeł zginąć mogło od 200 do nawet 2000 osób. Od władzy odsunięty został urzędujący wówczas prezydent Choi, który próbował złagodzić trochę ówczesny reżim, zastąpił go zaś twardogłowy wojskowy Chun, rządzący do 1987. Mogliśmy już trochę poznać ten temat, również pod kątem ciekawego dla polskiego widza wątku nierozliczenia sprawców w filmie „26 lat”. „Taksówkarz” oparty jest na autentycznej historii niemieckiego dziennikarza, który dostaje się do zablokowanego przez armię miasta, pakuje się w sam środek masakry, po czym ujawnia światu niewygodną dla władz prawdę. Tytułowy bohater to zaś zwykły, nieinteresujący się polityką kierowca taksówki z Seulu, który podstępem pozbawia innego kolegi na pozór intratnego zlecenia i w ten sposób trafia w sam środek piekła. Dla niego, patrioty, a zarazem naiwnego konsumenta rządowej propagandy, zupełnie niepojętego. Co ciekawe, Kang-ho Song powtarza tu w pewnym sensie swoją rolę z „The Attorney”, w którym droga adwokata – sympatycznego cwaniaka, do stania się czołowym obrońcą w procesie politycznym, a w konsekwencji prezydentem demokratycznej już Korei, była bardzo podobna. „Taksówkarz” nie jest przy tym wyłącznie ponurym dramatem, do pewnego momentu ma w sobie coś z komedii sytuacyjnej, zaś później, gdy groza narasta, jest bardzo widowiskowy. Scena, taka jak pościg wojskowych gazików i taksówek to marzenie każdego reżysera sensacji. Mam nadzieję, że jeszcze będzie okazja zobaczyć to w kinie, z drugiej strony, skoro nie zadbał o to żaden z tegorocznych festiwali, może być różnie. Tymczasem przed nami cztery opisane wyżej filmy i kilka innych, zebranych w bloki tematyczne. Do zobaczenia w kinie Kultura.

12/09/2016 11:43:00 AM

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków

Korponoc - filmowa noc ludzi pracy / Festiwal Filmowy Pięć Smaków
Polskim korporacjom, nawet polskim oddziałom zagranicznych korporacji, jeszcze daleko do stylu pracy Azjatów, ale już coraz częściej możemy czytać o korposzczurach, Mordorze na Domaniewskiej czy ludziach, którzy psychicznie nie wyrabiają, rzucają wszystko i jadą w Bieszczady. Jako osoba, która 7 lat spędziła w Mordorze na Domaniewskiej, pracując dla amerykańskiej korporacji, wiedziałam, że nie może mnie zabraknąć na Festiwalowej korponocy. 

Wraz z koleżanką z pracy (też po traumie w korpo) postanowiłyśmy najpierw nabrać energii wykorzystując zniżkę we współpracujących z festiwalem restauracjach i pójść na obiad do WI-TAJ; wietnamsko- tajskiej restauracji znajdującej się przy Placu Konstytucji.

Będąc już pod kinem przypomniało się nam, że w końcu zapomniałyśmy powiedzieć, że mamy zniżkę, ale i tak było warto. Do WI-TAJ będziemy wracać :)

Do kina Muranów, w którym odbywał się maraton, dotarłyśmy 10 minut przed początkiem pierwszego filmu, ale całkiem przypadkiem udało nam się zająć dobre miejsca. Wydawało mi się, że trzy filmy to może być za dużo, ale ich dobór był bardzo dobry. Mocne uderzenie, później coś bardziej do myślenia i na koniec wielki koreański hit, który nie pozwolił nam zasnąć i podtrzymał zainteresowanie publiczności.

ATAK SERCA / Heart Attack, Tajlandia 2015, 124'

Czas to pieniądz, życie to praca, sen to fanaberia, a organizm może przecież składać się w 70% z kofeiny (pozostałe 30 to tanie żarcie z kiosku na najbliższym skrzyżowaniu). Yoon to mistrz Photoshopa, pogromca dedlajnów i kandydat do kontraktu dekady, dającego szansę na pracę dla japońskiego kontrahenta. Jedyne co przeszkadza ambitnemu retuszerowi, to dokuczliwa wysypka, której nie da się pozbyć z własnej skóry jednym kliknięciem myszki. Kiedy zdecyduje się w końcu wybrać do lekarza, za drzwiami gabinetu spotka uroczą, lecz zasadniczą dermatolożkę, która postawi przed nim najtrudniejsze zadanie: odpoczynek. (opis z festiwalowej www)


Nasz faworyt! Bardzo podobały mi się wnętrza, gra aktorska i to jak dobrze zostały zobrazowane rozterki freelancera. Z wywiadu z reżyserem, który odbył się po projekcji, dowiedzieliśmy, że zdecydowano się na profesjonalnego aktora, który potrafił oddać zmienność emocji granej przez niego postaci. Zasłużenie jest nagradzany, wszystkie emocje były czytelne i czułam, że wiem dlaczego przeżywa tyle problemów i mimo, że zachowywał się czasami dziwnie, jego argumentacja była uzasadniona. Taki jest freelance, trzeba brać co dają, bo można wypaść z rynku. Mimo poważnego problemu film został nakręcony z przymrużeniem oka, jest narracja, ciekawe wstawki, przejścia oraz czarny humor, który doprowadzał do śmiechu całą salę. Zdecydowanie polecam.

MIŁOŚĆ ZA STO JENÓW / 100 Yen Love, Japonia 2014, 113'

Ichiko: przypadek beznadziejny. Trzydziestodwulatka bez perspektyw na przyszłość, gnieżdżąca się z rodzicami w niewielkiej klitce, od czasu do czasu wypełzająca na światło dzienne w niezmiennie poplamionych i powyciąganych ubraniach. Kiedy do rodzinnego domu wprowadza się z synkiem rozwodząca się siostra, konflikt jest nieunikniony. Żeby móc mieszkać samodzielnie, Ichiko zatrudnia się w sklepie "Wszystko za 100 jenów"; jak się okazuje, w pobliżu znajduje się klub, w którym trenuje całkiem przystojny bokser. Film Masaharu Take, wielki przebój kina niezależnego i japoński kandydat do Oscara, to przejmująca opowieść o boksowaniu się z życiem i nieoczekiwanie odkrytej woli walki.

W tym filmie najbardziej podobał mi się klimat. Japonia, którą już poznałam i  codzienność, która nadal wydaje mi się bardzo orientalna. Ładne ujęcia są dużym plusem tej produkcji, ale były momenty gdzie miałam uwagi do montażu, długości pewnych scen lub kolejności przedstawiania zdarzeń. Film był dobry, ale jeśli miałabym dokonać wyboru, to ten podobał mi się najmniej. Zakończenie do zmiany (:D), ale rozumiem zamysł. Może za bardzo niszowe jak na moje gusta?

Po tym filmie odbyła się dłuższa przerwa, podczas której zaproponowano nam poczęstunek. Sushi rolls, makaron i napoje. Udało nam się załapać na pyszne sushi <3


Ostatni film to Koreański Train to Busan, na który czekałam bardzo długo. Gong Yoo Oppa jest z Busanu i ma tam rodzinę, więc pewnie jechał kilka razy tym pociągiem :D Nie czytałam wiele o tym filmie, chciałam mieć niespodziankę i powiem Wam, że się udało, byłam zaskoczona.

TRAIN TO BUSAN / Korea Płd 2016, 118'

Seok Woo jest przepracowanym, egoistycznym managerem w dużej seulskiej korporacji. Odeszła od niego żona i nawet córeczka nie chce z nim spędzić swoich urodzin – woli jechać do mamy do portowego Pusanu. Seok Woo nieoczekiwanie postanawia zawieźć ją tam osobiście. Wsiadają do szybkiego pociągu KTX, dumy Korei, i ruszają w drogę na południe.


Tymczasem ludzie wokół zaczynają się dziwnie zachowywać – wiele wskazuje na to, że w kraju wybuchła wyjątkowo gwałtowna epidemia zombie. Świat szybko zamienia się w piekielny chaos, a kto się nie schowa dołącza do masy ożywionych trupów. Zarażone osobniki trafiają także do rozpędzonego pociągu, jazda będzie więc dramatyczną walką o przetrwanie i prawdziwym testem na człowieczeństwo.


 
Gong Yoo jest dobrym aktorem, grał wiele różnych postaci i ostatnio częściej go widać w poważnych filmach niż ckliwych dramach (chociaż jego nowa drama pobije chyba wszystkie rekordy popularności - polecam. Goblin), ale nie widziałam w nim egoistycznego managera tylko zagubionego Oppę. Jego bohater przechodzi przemianę i oczywiście jest pozytywną postacią, ale pokazanie tej zmiany było istotne, bo to praca zrobiła z niego taką egoistyczną osobę.

Film jest na poważnie, ale nas (i część publiczności) trochę śmieszył, bo jednak zombiaki? w Korei? :D Był poruszający i przyznaje się, płakałam, ale to film w stylu koreańskiego show biznesu, robi wrażenie i składa się ze scen, które mają wywrzeć określoną reakcję.

Na zakończenie kupiłyśmy sobie festiwalowe torby i nawet teraz gdy widzę kogoś z jakimś gadżetem z małpą to czuję nić porozumienia :D


Jak zwykle organizatorzy stanęli na wysokości zadania, z roku na rok jest coraz lepiej, filmy są dobrze dobrane, a różnorodność propozycji pozwala trafić do coraz szerszej publiczności. Nawet osoby nie zainteresowane Azją trafiły na filmy, koncerty lub dyskusje. Z wielu stron dostawałam informacje o festiwalu ("A wiesz, że jest taki azjatycki festiwal?" :D) i nie były to tylko osoby interesujące się kinem lub kulturą Azji.

Dziękujemy i czekamy na następną edycję.

12/02/2016 07:37:00 AM

Korea w Pięciu Smakach

Korea w Pięciu Smakach
Tak jak zapowiadałyśmy czas na drugi post o festiwalu Pięć Smaków. W tym roku jedną z sekcji stanowiło kino Korei Północnej, które nie jest zbyt często obecne na festiwalach, więc była to najprawdopodobniej jedna z nielicznych okazji kiedy miałyśmy szansę zobaczyć te obrazy na dużym ekranie. Prezentowane były cztery filmy, dwa z lat osiemdziesiątych oraz dwa nowsze i to własnie te ostatnie wybrałyśmy.

Na pierwszy ogień poszedł "Mały domek na froncie" z 2013 roku. Opowiada historię Ryom Mina, lekarza pracującego z oddaniem w jednostce wojskowej i roztaczającego troskliwą opiekę nad żołnierzami armii rewolucyjnej. Do pomocy zgłasza się Thae Ung, który właśnie ukończył studia uniwersyteckie i jest pod ogromnym wrażeniem odpowiedzialności opiekuna i niemal rodzicielskiej uwagi, jaką poświęca on wojskowym. Jego praktyka to nie tylko medyczne umiejętności, ale też ogromne serce, poczucie misji i wysokie standardy etyczne: zawsze stawia życie podopiecznych nad swoje własne.

Film jest wręcz sztandarowym przykładem tego czego oczekujemy myśląc o filmach z Korei Północnej. Poświęcenie dla kraju, budujące pieśni i slogany wychwalające mądrość Wielkiego Wodza. Propaganda na każdym kroku jest wręcz rozbrajająca i kilkukrotnie sala wybuchała gromkim śmiechem.


Kolejny północnokoreański obraz jest trochę inny. "Towarzyszka Kim w przestworzach" z 2012 roku to koprodukcja Korei Północnej, Belgii i Wielkiej Brytanii. Ta urocza bajka o górniczce, która marzy o zostaniu cyrkowcem, to ujmująca historia o realizacji marzeń, determinacji i emancypacji. Nawet kobieta może zrealizować w Korei Północnej swoje marzenia. Obraz jest wręcz cukierkowy, pełen radosnych uśmiechów i kolorów. 

Film jest z wielu względów wyjątkowy. Został zrealizowany w Korei Północnej, z udziałem lokalnych aktorów i ekipy filmowej, postprodukcja miała miejsce w Chinach i Belgii. Ma trzech reżyserów: belgijską reżyserkę Anję Daelemans, Brytyjczyka działającego od lat w Korei – Nicholasa Bonnera oraz Kima Gwang-huna, znanego w północnokoreańskim przemyśle filmowym z obrazów o tematyce militarnej. Film okazał się na tyle dużym sukcesem w kraju i za granicą, że obecnie trwają prace nad serialem, ukazującym kulisy jego produkcji.


Jak podkreślał reżyser- Nicholas Bonner, nie jest to film dla nas, to film nakręcony w Korei Północnej, dla jej mieszkańców. Nie zobaczymy tu prawdziwego życia, czy obozów pracy. To film komercyjny, który po prostu ma bawić. Z naszej perspektywy ten obraz jest po prostu uroczą, nieskomplikowaną historią o realizacji marzeń, chociaż oczywiście nawet ona nie ustrzegła się przed odrobiną propagandy i pochwał dla klasy robotniczej.

Dla równowagi wybrałyśmy się również na filmy z Korei Południowej i tu porównania do tegorocznego Warsaw Korean Film Festival będą nieuniknione. Festiwal filmów koreańskich odbył się niecały miesiąc wcześniej, ale oba wydarzenia dzieli przepaść. Trudno porównywać raczkujące przedsięwzięcie (to dopiero druga edycja Warsaw Korean Film Festival) z 10 edycją Pięciu Smaków, pełną filmów, retrospektyw, spotkań z twórcami i wydarzeń towarzyszących. Mamy nadzieję, że i festiwal filmów koreańskich kiedyś dojdzie do takiego poziomu. Na razie możemy jedynie dyskutować nad wyborem filmów na każdym z wydarzeń.

Na obu zdecydowano się na obrazy reżysera Hong Sang Soo, na Pięciu Smakach było to "Twoja i nie tylko twoja" z 2016 roku. To moje kolejne już do niego podejście i kolejna próba zrozumienia jego kina. Tym razem też się nie udało, wszystkie filmy tego reżysera wydają mi się łudząco podobne, pełne rozmów o niczym. Film ma czerpać inspiracje z „Mrocznego przedmiotu pożądania” Luisa Bunuela i dopiero to porównanie rzuca inne światło na cały obraz i sens opowiadanej historii. Nie zmienia to jednak faktu, że nadal nie przekonałam się do twórczości Pana Honga i nie doceniam smaczków w postaci picia piwa zamiast soju (w przeciwieństwie do pozostałych jego filmów). Z jakiegoś powodu jego filmy są jednak uwielbiane na europejskich festiwalach.


Kolejnym wybranym przez nas filmem jest "Lament" (2016). To dobry, nawet bardzo dobry film, jedna z lepszych koreańskich produkcji tego roku. To historia poczciwego policjanta z sennej wioski, gdzieś na koreańskiej prowincji, w której dochodzi do szeregu gwałtownych i szokujących zgonów - być może morderstw. Jakby tego było mało, część mieszkańców zaczyna zdradzać oznaki tajemniczej, prowadzącej do szaleństwa choroby, również córeczka głównego bohatera. Komu zaufać? Tajemniczej ubranej na biało kobiecie? Szamanowi? A może budzącemu niepokój przybyszowi z Japonii? 


Film wywołuje ciarki i prowokuje do dyskusji. Nie bez przyczyny tajemniczy przybysz jest Japończykiem, antagonizmy pomiędzy Koreą Południową, a Japonią są wciąż żywe. Film gorąco polecamy.


Pięć Smaków i pięć (na razie cztery ;) ) różnych filmów koreańskich; propagandowy film wojenny, historia o realizacji marzeń, dramat obyczajowy o miłości, mroczny horror i... film o zombi, ale o nim przeczytacie już w kolejnym poście. Widzieliście któryś z nich? Znacie inne koreańskie filmy warte polecenia?

11/28/2016 07:01:00 PM

Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2016

Festiwal Filmowy Pięć Smaków 2016

Koniec listopada i koniec festiwalu Pięć Smaków (O wcześniejszych edycjach możecie przeczytać TUTAJ-2014 i TUTAJ-2015). To jeden z tych festiwali, w których z przyjemnością biorę udział co roku i co roku staram się tak zaplanować czas żeby trafić na jak największą ilości seansów i spotkań z twórcami.

Z programem w ręku jeżdżę od kina do kina i próbuję jakimś cudem pojawić się w dwóch miejscach jednocześnie. Co i rusz zerkam na zegarek i zakreślam długopisem kolejne filmy, robię gwiazdki, szlaczki i inne tajemnicze symbole żeby się w tym wszystkim połapać. Przecież nie mogę odpuścić sobie spotkania z TYM reżyserem, a jednocześnie koniecznie i bezapelacyjnie chcę się pojawić na seansie TEGO konkretnego filmu wyświetlanego właśnie dzisiaj, oczywiście w zupełnie innym miejscu.

I wiecie co? To jest męczące, ale to uwielbiam. Udało mi się zobaczyć kilkanaście świetnych filmów z różnych zakątków Azji, dlatego poniżej zapraszam na krótką listę widzianych przeze mnie produkcji oraz oczywiście moje z nich wrażenia.

"Droga do Mandalay"/"The Road to Mandalay" (2016)

Film tajwańsko-birmański w reżyserii Midiego Z o dwojgu imigrantów z Birmy, którzy nielegalnie przedostają się do Tajlandii w poszukiwaniu lepszego życia. Przyznam, że jest to pierwszy film tego reżysera, który miałam okazję zobaczyć i cóż, zaintrygował mnie na tyle, że na pewno sprawdzę pozostałe jego prace.

Obraz jest minimalistyczny, z często nieruchomym kadrem, ograniczoną ilością dialogów. Świetnie pokazuje pogłębiającą się beznadziejność sytuacji bohaterów, realia życia emigrantów oraz bliskość, która się między nimi rodzi. Ten film jest po prostu autentyczny i szczery. Od pierwszej minuty aż do samego końca wciągał, byłam ciekawa co się wydarzy i jak to wszystko się skończy. 

Smaczkiem jest zapowiedź przed seansem, w której wspomniano o skandalu odtwórcy głównej roli, Kai Ko, który został aresztowany za palenie marihuany w szczytowym momencie swojej kariery i właśnie dlatego zdecydował się przyjąć propozycję reżysera, żeby zagrać w tak niszowym i artystycznym filmie.


„Przemiana” / „Interchange” (2016)

Malezyjski thriller w reżyserii Daina Saida. Piękne nakręcony, emocjonujący, zagmatwany, mroczny, pełen odwołań do pierwotnych wierzeń i tradycji Malezyjczyków.

Adam, były policyjny fotograf, całymi dniami przesiaduje w mieszkaniu, z ukrycia dokumentując życie sąsiadów. Odwiedza go dawny znajomy, detektyw szukający pomocy przy śledztwie związanym z serią makabrycznych rytualnych morderstw. Starożytna magia, ptaki, plemię z Borneo i stare fotografie, wszystko ma tu znaczenie.


Po filmie zostałam również na spotkaniu z reżyserem. Padło kilka interesujących pytań, na przykład o mieszkankę językową, którą posługują się bohaterowie (W jednym zdaniu mówiąc jednocześnie po angielsku i malajsku), czy o plemiona i wierzenia wciąż obecne w Malezji.

„Zapis moich zmysłów” / „A Copy of My Mind” (2016)

Film indonezyjski w reżyserii Joko Anwara. Początkowo typowy romans obyczajowy, bardzo szybko okazuje się również thrillerem z mocnym politycznym wydźwiękiem. 

Sari to kinomanka, pracująca w salonie kosmetycznym, która każdy wolny wieczór spędzająca na pochłanianiu kolejnych obrazów. Alek zarabia na życie, tworząc napisy do pirackich filmowych kopii. Ich drogi muszą się przeciąć, jednak na skutek splotu wydarzeń w ręce dziewczyny trafia film, którego nikt nie powinien zobaczyć.

Reżyser pod płaszczem historii miłosnej przemyca metaforę społeczno-politycznej sytuacji w Indonezji oraz obraz prawdziwej Dżakarty, pełnej wąskich uliczek, chaosu i wszechobecnych ludzi.



Po filmie czekało mnie Q&A z reżyserem, który okazał się być świetnym mówcą– zabawnym, elokwentnym, potrafiącym sprzedać swoje dzieło. Z publiczności padało wiele pytań i chyba najważniejsze jest to, że praktycznie wszystko w tym filmie jest oparte na faktach (Filmowy skandal polityczny rzeczywiście miał miejsce w tym roku w Indonezji). Z niecierpliwością czekam na kolejne filmy Joko Anwara, szczególnie, że mają być kontynuacją "Zapisu moich zmysłów" będącego pierwszym z planowanej trylogii.


„Oczka meduzy” / „Jellyfish Eyes” (2013)

Film familijny w reżyserii artysty (nie reżysera) Takashiego Murakamiego, który niejednoznacznie nawiązuje to katastrofy w Fukushimie, ale powierzchownie jest po prostu filmem o dzieciach i ich podobnych do Pokemonów potworkach, razem z którymi muszą uratować świat.

Tak... chyba wyrosłam z takich produkcji. Komiksowe zło w czarnych pelerynach, tajne laboratoria, stworki we wszystkich kolorach tęczy. Złowieszcze deklaracje i podstępne chichoty czarnych charakterów nie robiły na mnie żadnego wrażenia, a nawiązania do Fukushimy też nie poruszały. Film dobry dla dzieci, interesujące przeżycie, ale ogólnie jestem raczej na nie.


Hongkonf Fresh Wave 2015

Seans, którego nie mogłam sobie darować. Jestem na nim co roku i z zainteresowaniem śledzę dokonania młodych twórców z Hongkongu.

"Dobry syn"

Nastoletnia Nam wychowywana jest jak chłopiec- by spełnić oczekiwania matki i dziadka, co dzień wychodząc do szkoły zakłada męski mundurek. Dzięki pomocy przyjaciela, Yeunga, ma jednak miejsce, gdzie może wrócić do swojej prawdziwej tożsamości. Interesujący obraz, ale wydawał mi się niedokończony.

"Długa droga"

Mój tegoroczny faworyt. Młody mężczyzna, Nine, pracuje w starej pralni; znaleziony przypadkiem w kieszeni jednego z ubrań zegarek, który ma być zwrócony właścicielowi, staje się pretekstem do spotkań z mieszkańcami dzielnicy, która niebawem utraci swój charakter przez działania deweloperów. Aktualny, barwny portret miejskiej przestrzeni odchodzącej w przeszłość, wraz z małymi zakładami, miejscami spotkań i niemożliwymi do zastąpienia sąsiedzkimi więzami.

Oglądając go myślałam również o Korei Południowej, w której można zaobserwować dokładnie ten sam proces. Stopniowo wyburzane stare dzielnice i powstające na ich miejscu bezosobowe szklane wieżowce. Małe społeczności tracące swoje miejsce.


"Ali i ja"

Krótka historia o przyjaźni między dwoma szkolnymi kolegami: Tsz Kitem, wychowywanym w mieszczańskim hongkońskim domu, którego matka zmusza do lekcji gry na fortepianie oraz pochodzącym z muzułmańskiej rodziny Alim, który kocha krykieta. Intrygujący środowiskowy portret, pokazujący wielokulturowe oblicze miasta, ale przede wszystkim - opowieść o odkrywaniu swoich pasji.


Tyle na początek. Oczywiście nie mogło nas zabraknąć na prezentowanych na festiwalu filmach z Korei Południowej oraz... Korei Północnej, o których  więcej w kolejnym festiwalowym poście. Byliście na tegorocznym festiwalu? Które filmy podobały się Wam najbardziej?

11/03/2016 12:09:00 PM

The Warsaw Korean Film Festival 2016

The Warsaw Korean Film Festival 2016


26 października rozpoczął się trwający 5 dni Festiwal Filmów Koreańskich w Warszawie. To już jego druga edycja i tym razem na uczestników czekało siedem filmów; zarówno ambitniejszych produkcji jak i komercyjnych hitów ostatnich lat.

Festiwal otworzyła "The Handmaiden" ("Służąca"; w polskich kinach już od 4 listopada) w reżyserii Park Chan Wooka. Zdecydowanie był to dobry wybór, reżyser jest znany nie tylko w Korei Południowej, ale również na świecie (Warto tu wspomnieć chyba jego najbardziej znany film "Oldboy"), więc chętnych na seans było sporo. Gala otwarcia w warszawskim Kinie Kultura przyciągnęła tłumy gości. Seans poprzedziły przemówienia Ambasadora Korei Południowej Pana Hong Ji In, Joanny Łapińskiej- przewodniczącej rady programowej festiwalu, oraz Jacka Bromskiego- prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Jakie były reakcje widzów? Moim zdaniem mieszane. Podsłuchując poseansowe rozmowy u wielu osób zauważyłam lekką konsternację. Piękne kadry, ciekawi bohaterowie i historia, ale co myśleć o filmie, który można określić jako triller erotyczny z wątkiem lesbijskim? Sama mam z tym problem i nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy mi się podoba czy nie.


Kolejnym filmem, o którym warto wspomnieć jest "Right Now, Wrong Then" w reżyserii Hong Sang Soo. To pozycja, która albo Ci się spodoba, albo znudzi. Powolna akcja, statyczne ujęcia. Część widzów wychodziła w trakcie seansu, część nawet po filmie nie wiedziała co o nim tak na prawdę myśleć. Ja byłam w grupie zdecydowanych oponentów, uważam film za nudny i tak na prawdę o niczym, ale de gustibus non est disputandum, więc być może komuś się spodoba.


Kolejne filmowe propozycje były już zdecydowanie mniej kontrowersyjne. "The Beauty Inside" podobało się chyba wszystkim, to lekki, rozrywkowy film. "Veteran", czyli komediowy film akcji, również spotkał się z pozytywnym odbiorem, chociaż o dziwo nie przyciągnął tłumów. Widziałam też, że nie podoba się osobom starszym, które głośno wyrażały niezadowolenie podczas niektórych scen. "In Her Place" to pozycja typowo festiwalowa.

Ważnym wydarzeniem była projekcja "The Royal Tailor" ("Królewski krawiec") drugiego dnia festiwalu. Publiczność głośno się śmiała podczas oglądania i zachwycała przepięknymi strojami. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserem Lee Won Seokiem, który okazał się czarującym i zabawnym mówcą. Żartował z publicznością, ale jednocześnie starał się jak najdokładniej odpowiadać na pytania, których było naprawdę dużo! Ludzie mówili o tym, że mimo początkowej śmieszności film ich naprawdę wzruszył, pytali o proces produkcji, scenariusz, plany reżysera. Dzięki temu dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy o tym jak wygląda tworzenie filmów w Korei i jak wielki kładzie się nacisk na komercyjny sukces produkcji.


Film zamknięcia- "Assassination" znów przyciągnął do kina tłumy, chyba po raz pierwszy od Gali Otwarcia. Historyczne widowisko pełne dynamicznej akcji i świetnego aktorstwa po prostu dobrze się oglądało.

Siedem filmów, siedem różnych spojrzeń na kino i Koreę Południową. Zdecydowanie warto było uczestniczyć w tegorocznej edycji, chociaż trzeba też wspomnieć o kilku mankamentach. Filmów było tylko siedem... szkoda, że festiwal nie był trochę bardziej różnorodny i obfity. Trzeba też popracować nad systemem rezerwacji, na kilkanaście dni przed festiwalem nie było już biletów, ludzie nie zawsze wiedzieli jak je rezerwować, a na seansach okazywało się, że jest mnóstwo wolnych miejsc. Dodałabym też jakieś stoisko z gadżetami związanymi z Koreą i prezentowanymi filmami (Głównym organizatorem festiwalu jest Centrum Kultury Koreańskiej, więc można by to wykorzystać). Nie doszło również do wszystkich planowanych spotkań, pierwotnie miało pojawić się więcej artystów z Korei.

Nie zmienia to faktu, że festiwal miał również wiele plusów i uważam go za udany. Zróżnicowane filmy z dwóch różnych końców koreańskiej kinematografii, zarówno produkcje ambitne, kameralne jak i wielkie komercyjne hity. Odbywał się w jednym kinie, w centrum miasta, co ułatwiało dotarcie na seanse. A przede wszystkim był za darmo. W polskich warunkach nie tak łatwo zobaczyć jakiekolwiek koreańskie produkcje, a co dopiero nie płacąc za bilety.

Byliście na festiwalu? Które filmy spodobały Wam się najbardziej? A może macie jakieś własne typy, które powinny pojawić się na przyszłorocznej edycji?

6/20/2016 04:08:00 PM

Maseczki, kremy, lampiony i kapusta, czyli relacja z K-Beauty Poland i Korea Festival 2016.

Maseczki, kremy, lampiony i kapusta, czyli relacja z K-Beauty Poland i Korea Festival 2016.
K-beauty in Poland. Co się za tym kryje? K-beauty, czyli koreańskie piękno i uroda. 10 czerwca w Warszawie odbyła się konferencja na ten temat i dziś Wam trochę o niej opowiem. Wydarzenie organizowała Koreańska Agencja Promocji Handlu i Inwestycji (KOTRA), a jej celem było zapoznanie się z rynkiem kosmetycznym w Polsce i Korei Południowej. Tyle suchych faktów, a jak to wyglądało z mojego punktu widzenia?

Po rejestracji i spróbowaniu kilku ciasteczek (ach te konferencyjne bufety) grzecznie zajęłam miejsce na widowni i przez kilka następnych godzin słuchałam wystąpień zarówno o przemyśle kosmetycznym w Korei jak i w Polsce. Nie będę się teraz zagłębiać we wszelkie  dane statystyczne i postawy prawne (mimo, że jestem ich fanką), ale przejdę do tych prelekcji, które przyciągnęły na salę najwięcej słuchaczy. Pierwszą z nich był panel bloggerów, rozprawiających nad swoimi ulubionymi koreańskimi kosmetykami (miesiąc wcześniej dostali kilka kartonów do przetestowania). Z zainteresowaniem słuchałam czemu wybrali takie, a nie inne produkty oraz co ma do zaoferowania rynek kosmetyków dla mężczyzn.

Nie mogłam się powstrzymać, zdjęcie tabelek też jest ;)

Czarszka, Ola Niepsuj, Twoje Źródło Urody i subiektywnablog.pl 

Następnie miał miejsce  pokaz makijażu wykonany przez przedstawicieli marki Missha. W tym momencie sala trochę się wyludniła (makijaż trwał za długo, a przy zbyt jasnym oświetleniu obraz na ekranie też był zbyt niewyraźny żeby można było śledzić z uwagą kolejne etapy malowania modelki). Publiczność ożywiła się na informację, że firma przygotowała dla wszystkich małe upominki (która kobieta nie chciałaby darmowego zestawu kosmetyków?), ale największe tłumy przyciągnął ostatni z zaproszonych gości.

Tak naprawdę wszyscy czekali chyba głównie na wystąpienie Charlotte Cho, autorki książki „Sekrety urody Koreanek” (nasza recenzja TUTAJ). Jednak zanim na scenę wyszła Charlotte pojawił się tam jej mąż, Dave, który opowiedział nam o ich firmie, trendzie na koreańskie kosmetyki w Stanach, a także o Charlotte i tym jak wiele dla rozprzestrzeniania się tego trendu robi. Sama autorka weszła na scenę z obszerną torbą pełną jej ulubionych produktów i opowiedziała nam o 10 krokach pielęgnacji cery oraz o kosmetykach, których sama używa.

Charlotte, Dave i tłumy do Charlotte po autograf.

Tak zakończyła się część oficjalna spotkania i pozostało mi tylko zwiedzić stoiska wystawców. Pooglądałam nowinki kosmetyczne, maski, kremy, toniki... Prowadzimy blog o Korei Południowej, ale żadna z nas nie jest ekspertką od koreańskiej branży kosmetycznej, więc o kilku firmach usłyszałam po raz pierwszy. Ze świeżo zdobytą wiedzą i inspiracją na najbliższe zakupy pożegnałam K-Beauty in Poland i już zaczęłam myśleć o następnym dniu. W sobotę na warszawskiej Agrykoli już po raz piąty odbywał się Korea Festival (relacja z zeszłorocznej edycji).


W tym roku przybyłam na miejsce dopiero koło godziny 14. Interesowały mnie przede wszystkim występy na głównej scenie, ale i tak przeszłam się po stoiskach. Tak jak się spodziewałam poza lekką zmianą konfiguracji nie zauważyłam większych zmian. Jak kilkukrotnie wcześniej o tym wspominałam, co roku pojawiają się dokładnie takie same atrakcje i szkoda, że nie ma na festiwalu "namiotu rotacyjnego", w którym co roku pojawiałby się jakaś nowość. Jest to jedyny minus i tak na prawdę wynika z tego, że po prostu już tych wszystkich rzeczy próbowałam. Dla tych, którzy po raz pierwszy stykają się z kulturą Korei atrakcje są na pewno ciekawe i niosą wiele radości. Z przyjemnością patrzyłam na tłumy zwiedzających robiących wachlarze, przymierzających hanboki, czy próbujących sił w tradycyjnych grach

Ja nie miałam drabiny do robienia zdjęć, a szkoda ;)


Jedzenie jak zwykle było pyszne i jak zwykle dwa razy musiałam obejść stoiska żeby się na coś zdecydować.

Pyszne Chapchae.

Chwilę przed 15 zajęłam miejsce pod sceną w oczekiwaniu na główne występy. W tym roku był to Sunban Suljanggu - solista grający na Janggu (bęben w kształcie klepsydry), polski zespół Percu Chopin Group oraz niekwestionowana gwiazda wieczoru - NANTA.


NANTA, czyli niewerbalne widowisko muzyczne łączące tradycyjną muzykę koreańską, taniec i gotowanie. Musical zjeździł już cały świat (był też wystawiany na Brodway'u) i w końcu zawitał do Polski. Tu muszę się przyznać, że to moje pierwsze z nimi spotkanie, mimo że teatr, w którym wystawiają przedstawienia mieścił się przysłowiowy rzut kamieniem od mojego mieszkania w Seulu i wielokrotnie go mijając obiecywałam, że kiedyś tam zajrzę. Traf chciał, że pierwszy raz zobaczyłam ich w Warszawie.


Publiczność bawiła się świetnie i wchodziła w interakcje z aktorami, którzy poza bębnieniem czy wystawianiem kolejnych "scenek z życia kuchni", bardzo intensywnie szatkowali kapustę (kto był ten wie o czym mówię ;)). Gdy zwycięzcy w loterii odbierali nagrody, musieli na scenie lawirować między wszechobecną na scenie kapustą :D



A propos loterii, utwierdziłam się w przekonaniu, że szczęście w grach hazardowych jest u mnie bliskie zeru i niestety znowu nic nie wygrałam. Zdruzgotana porażką wkrótce potem opuściłam festiwal. Wrócę tu za rok, obejrzeć kolejne występy, które jak co roku wypadły świetnie. A Wy? Byliście? Jak wrażenia? Co Wam się podobało, a może coś byście zmienili? Czekamy na komentarze :)

1/03/2016 11:05:00 AM

Kiedy k-pop dance to Twoje marzenie - wywiad z Dan.

Kiedy k-pop dance to Twoje marzenie - wywiad z Dan.


Dan


22-letnia tancerka, która do swoich osiągnięć może zaliczyć m.in. zwycięstwo razem z zespołem NEXT polskiej edycji K-pop Dance Festivel 2015 i wyjazd jako reprezentacja Polski i Europy na koreańskie finały.

Kanał Dan na YouTube: YouKnowDan
Kanał grupy NEXT: NEXT
Fanpage Dan: facebook
Fanpage NEXT: facebook


Występ grupy NEXT na finałach w Korei: YouTube








Cześć, powiedz nam coś o sobie.

Cześć. Jestem Dan, pochodzę z Trójmiasta, mam 22 lata. Od 11 lat tańczę w wielu różnych stylach, a k-pop dance zaczęłam 5 lat temu i do dziś prowadzę kanał na youtube: YouKnowDan, gdzie zamieszczam swoje dance covery. Jestem bardzo otwartą, trochę zakręconą osobą z wielką pasją i wieloma marzeniami.

Tańczysz covery k-popowych hitów. Skąd w ogóle ten pomysł i zainteresowanie muzyką koreańską?

Spędzałam dużo czasu na youtube i uczyłam się przeróżnych układów tanecznych. Pewnego dnia natrafiam na układ do Wonder GirlsTell Me, który bardzo mnie zaciekawił i sprawił, że chciałam naśladować ruchy dziewczyn. Z dnia na dzień stawało się to coraz większą pasją. Starałam się również dodawać do układów jakąś cząstkę siebie.

Zaczęłaś osiągać pierwsze sukcesy, m.in. drugie miejsce w konkursie zorganizowanym przez 1theK wraz z układem do MAP6Storm...

To prawda, trochę tych osiągnięć już było. Mimo małej wiary w swoje umiejętności udało mi się nawet zostać wyróżnioną w konkursie organizowanym przez wytwórnię YG, dostać się do półfinału w Cover Dance Festival w 2011 roku, zdobyć razem z przyjaciółką pierwsze miejsce w K-pop Festival 2012, a w 2013 zająć drugie miejsce jako solistka w tym samym konkursie. Bywały też małe wyróżnienia w koreańskich programach i różnorodne malutkie osiągnięcia w konkursach kpop dance organizowanych przez koreańskie wytwórnie muzyczne. W tym roku już nie jako solistka, ale wspólnie z grupą NEXT reprezentowałyśmy Polskę na światowych finałach K-pop Festival 2015 w Korei.

Opowiedz nam coś więcej o grupie NEXT. Kto tworzy i jak powstała?

Stworzyłam z przyjaciółką oraz z dwiema dziewczynami z Trójmiasta, które marzyły by mieć grupę taneczną jak my. Napisałam rok temu zapytanie do grupy "kpopowe covery" czy jakieś osoby, które chciałyby tańczyć w grupie i nie boją się wyzwań. Po pierwszym spotkaniu od razu połączyła nas miłość do k-popu oraz pasja do tańca i do dnia dzisiejszego jesteśmy razem. Z dnia na dzień grupa nam się powiększała, stworzyła się 6-osobowa rodzinka, a od 2 miesięcy już 7-osobowa.

cr: archiwum prywatne, grupa NEXT


Znalazłam również informację, że grupa prowadzi warsztaty taneczne?

Tak. Staramy się je organizować w miarę możliwości. W 2015 roku zorganizowałyśmy 5 warsztatów tanecznych, w tym podczas Dni Koreańskich na Uniwersytecie Gdańskim oraz podczas konwentu Baltikon. Oprócz warsztatów tanecznych występujemy na różnych innych wydarzeniach, oraz wspieramy akcje promujące kulturę azjatycką m.in. poprzez taneczne występy. Mamy nadzieję, że w nadchodzącym roku uda nam się organizować więcej warsztatów nie tylko w Trójmieście, ale również w całej Polsce.


Wygrałyście tegoroczny Warsaw K-pop Festival i pojechałyście do Korei jako reprezentacja Polski i Europy na koreańskich finałach. Jak wyglądały przygotowania do konkursu w Warszawie, a może była to zupełnie spontaniczna decyzja?

Była to nasza najbardziej spontaniczna decyzja w życiu, czego konsekwencją były treningi do późnych godzin wieczornych, wiele nerwów i zmian planów. Jednak po tych ciężkich chwilach teraz wiemy, że warto było podjąć się tego wyzwania i pokonać cały ten chaos, który sobie zorganizowałyśmy.

Byłam na festiwalu i moją uwagę zwróciły Wasze bardzo dopracowane stroje.

Stroje również były wielkim spontanem, ponieważ zostały stworzone tydzień przed finałem w Warszawie. Przy strojach pomagała nam moja mama, która poświęciła cały swój urlop, by stworzyć te piękne fraki za co bardzo jej dziękuję do dziś. Chciałyśmy dzięki nim stworzyć wizję balu, na którym będziemy tańczyć. Mamy nadzieję, że się nam to udało...

Co czułaś odbierając nagrodę? Spełnienie marzeń, czy może wielki stres i oczekiwania żeby osiągnąć podobny sukces w Korei? Jak zareagowały pozostałe dziewczyny?

Wielki stres i spełnienie marzeń. Nie wiedziałam co będzie dalej, na co się przygotować i czy podołamy temu wszystkiemu. Z drugiej strony czułam wielką ulgę, że po tylu latach udało się wywalczyć, dlatego też emocje wzięły górę i popłakałam się. Wszystkie dziewczyny na początku nie mogły uwierzyć, że to właśnie nam się udało. Ich radość jest nie do pisania. Był to ich pierwszy występ na tak dużej scenie i zakończył się tak wielkim osiągnięciem.

cr: archiwum prywatne
cr: archiwum prywatne


W listopadzie pojechałyście do Korei. Opowiesz nam coś więcej o tym jak cały wyjazd wyglądał?

Wyjazd był bardzo stresujący i z kilkoma przeszkodami. Po trudach udało nam się dotrzeć do Korei już bez większych problemów. Poznałyśmy wiele wspaniałych drużyn, ludzi i cudowną kulturę. Zobaczyłyśmy miejsca, o których nawet nie śniłyśmy i wytańczyłyśmy się za wsze czasy. Cały nasz wyjazd jest opisany na moim fanpage YouKnowDan razem z krótkim vlogiem, gdzie gorąco zapraszam.

Czy to była Twoja pierwsza wizyta w Korei? Coś Cię zdziwiło, zaskoczyło, inaczej to sobie wyobrażałaś?

Tak, była to moja pierwsza wizyta w Korei i do dziś nie mogę się otrząsnąć, że naprawdę tam byłam. Bałam się, że moje oczekiwania zbyt wielkie i wrócę rozczarowana. Teraz mogę powiedzieć, że gdyby była jeszcze jedna możliwość znalezienia się tam, to na pewno bym wróciła. Zakochałam się w Korei. Jestem nią bardzo oczarowana. Jest dla mnie przepiękna i taką chciałam zobaczyć. Miejsca, widoki, ludzie, wszystko było dokładnie takie jak sobie wyobrażałam.

Spotkały Was jakieś zabawne przygody, o których na pewno nie zapomnisz?

Oj było trochę śmiesznych sytuacji. Byłyśmy jednym zespołem z Europy, dlatego wszyscy byli nami zafascynowani. Dużo osób starszych podchodziło do nas na ulicach i pytało czy jesteśmy z Ameryki. Grupom coverowym spodobał się nasz język, dlatego w każdej możliwej chwili starali się podłapać jakieś słówka, nawet nie koniecznie takie, które powinni znać. Oczywiście nasz opóźniony lot do Korei sprawił, że zostałyśmy najbardziej zapamiętane i przez całą naszą przygodę, każdy dzień i każda chwila była zawsze podkreślona słowemPoland.

Co Ci się podobało najbardziej, a co najmniej?

Podobało mi się praktycznie wszystko. Nie miałam takiego momentu, że chciałam iść gdzieś indziej, bo akurat w tym miejscu mi się nie podobało. Każde miejsce i każda chwila była dla mnie najlepszym momentem, przeżyciem i wspomnieniem. Najmniej podobało mi się jedzenie. Możecie nie wierzyć i być trochę zdumieni, ale nie przepadam za koreańskim jedzeniem. Może nie tyle co nie przepadam, ale niestety bardzo po nim choruję, dlatego kiedy wychodziliśmy na koreańskie przysmaki męczyłam się z różnymi daniami i modliłam by iść dalej w trasę (haha)

Zwiedzałyście Seul, mogłabyś polecić naszym czytelnikom jakieś miejsce warte odwiedzenia?

Oj, jest wiele miejsc wartych polecenia, ale najbardziej ze swojej strony poleciłabym przepłynięcie statkiem rzeki Han. Wieczorem jest stamtąd przepiękny widok na otaczające was miejsca.

cr: archiwum prywatne, Tu akurat widać na drugim brzegu budynek 63 ;)


Gdzie się widzisz za kolejnych kilka lat, jakie masz plany na przyszłość?

Dalej mam zamiar coverować jako solistka, jak również prowadzić swoją grupę. Nagrywać z nimi dużo coverów, prowadzić warsztaty i jeszcze pewnie nie raz wziąć udział w jakichś konkursach tanecznych. Chcę poświęcić NEXT dużo czasu i starać się by nie popełniali takich błędów jak ja w przeszłości, walczyli o swoje marzenia i nie bali się. Na chwilę obecną nie mam większych planów na przyszłość. Chcę trochę odpocząć i zadbać o zdrowie, odniosłam wiele kontuzji starając się być coraz lepsza i udowadniając sobie, że potrafię dużo więcej niż jestem w stanie. Osiągnęłam to, co chciałam dlatego pozwolę sobie na troszkę zasłużonego odpoczynku (haha)

Dziękujemy
za poświęcony czas i życzymy dalszych sukcesów.

To była dla mnie przyjemność! Dziękuję bardzo za wywiad :)
cr: archiwum prywatne
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger