2/05/2016 11:27:00 AM

10 koreańskich filmów wartych obejrzenia.

10 koreańskich filmów wartych obejrzenia.
X muza jest w Korei Południowej nadzwyczaj płodna, więc co roku pojawia się tu kilka ciekawych filmów. Poniżej znajdziecie listę 10, które moim zdaniem warto obejrzeć i mogą być świetnym początkiem przygody z kinematografią Kraju Porannego Spokoju. W internecie znajdziecie wiele rankingów "Najlepszych filmów koreańskich", ale ja nie umiem sklasyfikować ich od najlepszego do najgorszego, więc ich kolejność jest zupełnie przypadkowa (Nie ma tu również żadnego z tz. "klasyków" czyli filmów Kim Ki Duk'a, Bong Joon Ho, czy Park Chan Wook'a ;) ).

1. The Vampire Lives Next Door (kor. 뱀파이어는 우리 옆집에 산다), reż. Im Sang Soo, rok produkcji: 2015

Zupełna świeżynka, która premierę miała na zeszłorocznym Busan International Film Festival. To krótki, 20-minutowy film z Ji Sung'iem w roli głównej (ostatnio znany z popularnej dramy "Kill Me Heal Me"). Historia wampira i nieżywej dziewczynki jest majstersztykiem. Kadry, kolory, scenografia, detale, wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Cały czas porównywałam go z, moim zdaniem słabym, filmem "Namiętność Wampira" Charlie Choi Kitlin'a, który obejrzałam na 9 edycji Festiwalu Pięć Smaków. Obrazy mimo podobnej tematyki różnią się diametralnie, na korzyść pracy Im'a.

Warto również zwrócić uwagę na Park So Dam. Po filmie "The Priests" uznana za wschodzącą gwiazdę, wielce zajmuje Koreańczyków, którzy nie mogą się zdecydować czy jest wystarczająco ładna na aktorkę ;)

cr: materiały prasowe
Park So Dam w dramie "Because is the first time". Wystarczająco ładna?


2. The Good, The Bad, The Weird, (pl. Dobry Zły i Zakręcony, kor.좋은 놈, 나쁜 놈, 이상한 놈), reż. Kim Ji Woon, rok produkcji: 2008

Spagetti western w wersji koreańskiej, jest oczywistym nawiązaniem do "Dobry, Zły i Brzydki" Sergio Leone. Dynamiczny, zabawny, odrobinę szalony. Akcja filmu rozgrywa się w Mandżurii na początku XX wieku. Dwóch wyjętych spod prawa i jeden łowca nagród rywalizują o mapę skarbów, a przy okazji są ścigani przez japońską armię i chińskich bandytów. Pościgi i strzelaniny okraszone dozą koreańskiego humoru oraz Lee Byung Hun, którego uważam za jednego z lepszych koreańskich aktorów, to idealny przepis na pełen rozmachu film przygodowy.

cr: materiały prasowe

3. A Tale of Two Sisters (pl. Opowieść o dwóch siostrach, kor. 장화, 홍련), reż. Kim Ji Woon, rok produkcji: 2003

Horror, który osiągnął największy komercyjny sukces w historii tego gatunku w Korei. Dwie siostry, które na skutek tragicznej śmierci matki popadają w poważną chorobę psychiczną, właśnie opuściły szpital zamknięty i wróciły do rodzinnego domu. Gdy w posiadłości zaczynają się dziać nadprzyrodzone zjawiska, odkrywamy długo skrywany dramat. Najjaśniejszym punktem filmu jest rola Lim Soo Jung. Grając chorą psychicznie nastolatkę tworzy własny, zamknięty świat. Pogrążona w szaleństwie, schizofreniczna, a jednocześnie troskliwa w opiece nad młodszą siostrą. Film balansuje na cienkiej linie pomiędzy dramatem psychologicznym, a horrorem. Niemożliwa do akceptacji strata, poczucie winy i żal tak silny, że doprowadza do szaleństwa. Wizualna perełka. 

cr: materiały prasowe

4. Masquarade (kor. 광해: 왕이 된 남자), reż. Chu Chang Min, rok produkcji: 2012

Zazwyczaj nie przepadam za koreańskimi filmami kostiumowymi, ale dla tego jednego warto zrobić wyjątek. Kolejny raz świetny Lee Byung Hun, tym razem jako "Książe i żebrak" ery Joseon. Technicznie i aktorsko na najwyższym poziomie. Początkowo śmieszy, im dalej w las tym poważniejszy. W ciekawy sposób pokazuje schematy i metody rządzenia krajem.

cr: materiały prasowe

5. Hot Young Bloods (kor. 피끓는 청춘), reż. Lee Yeon Woo, rok produkcji: 2014

Lata '80 na koreańskiej wsi. Young Sook to liderka żeńskiego gangu zakochana w lokalnym podrywaczu Jong Gil'u, który boi się zarówno jej jak i jej adoratora, również lidera lokalnych zabijaków. Do tego na horyzoncie pojawia się piękność z Seulu. Walki gangów, wchodzenie w dorosłość, pierwsze miłości i dramaty. Główną rolę gra Lee Jong Seok (znany m.in. z dramy "Pinocchio") i od razu powiem, że nie lubię tego aktora. Zazwyczaj jego gra po prostu do mnie nie trafia, dość powierzchowna i opierająca się na ładnej buzi. Zupełnym jego przeciwieństwem jest Park Bo Young, bardzo dobra i wiarygodna w swojej roli, podobnie jak Kim Young Kwang.

cr: materiały prasowe

6. Rough Play (pl. Brutalna Gra, kor. 배우는 배우다), reż. Shin Youn Shick, rok produkcji: 2013

Lee Joon, były członek zespołu MBLAQ, od dawna próbował swoich sił w aktorstwie (m.ni. świetna rola w dramie "Gap Dong", kor. 갑동이), jednym z jego pełnometrażowych filmów jest właśnie "Rough Play", który zaprezentowano publiczności na Busan International Film Festival w 2013 roku. To studium upadku aktora, który nagle zyskuje olbrzymią popularność i przez swoją arogancję równie szybko ją traci. Powoli spod kontroli wymyka mu się kariera i życie. Jak daleko można posunąć się w grze ze sobą i światem? Zdecydowanie polecam.

cr: materiały prasowe

7. Man on High Heels (pl. Dama z Seulu, kor. 하이힐), reż. Jang Jin, rok produkcji: 2014

Pisałam już o tym filmie przy okazji relacji z 8 Edycji Festiwalu Pięciu Smaków, film Janga Jina to kryminał połączony z dramatem psychologicznym. Główny bohater, Jiwook, to niezwykle sprawny fizycznie, inteligentny i skuteczny policjant, który skrywa w sobie nietypową tajemnicę. Czuje się kobietą, zamkniętą w doskonałym, lecz męskim ciele. W główną rolę wciela się Cha Seung Won, aktor o klasycznej, męskiej urodzie. Gra silnego mężczyznę, w bardzo dyskretny sposób ujawniając kobiecą tożsamość bohatera. Film jest dobry. Początkowo pojawiają się nawet elementy humorystyczne, jednak z biegiem czasu fabuła staje się zdecydowanie bardziej mroczna i drastyczna.

cr: materiały prasowe

8. Where the Truth Lies (pl. Sprawa morderstwa w Itaewon, kr. 이태원 살인사건), reż. Hong Ki Sun, rok produkcji: 2009

Film oparty na bardzo głośnej sprawie zabójstwa w Itaewon w 1997 roku ( Jeden z podejrzanych, początkowo uniewinniony, w tym roku został skazany na 20 lat więzienia). W restauracji zostaje znalezione ciało studenta, podejrzanych jest dwóch, ale który popełnił zbrodnię? Chciałam powiedzieć, że głównym bohaterem jest Jang Geun Suk, zresztą to on miał być twarzą przyciągającą ludzi do kin, ale według mnie dużo ważniejsza jest rola Jung Jin Young'a grającego prokuratora badającego sprawę. Film pełen wątpliwości i walki o prawdę.

cr: materiały prasowe

9. Alice Boy from Wonderland (kor. 앨리스 : 원더랜드에서 온 소년), reż. Huh Eun Hee, rok produkcji: 2015

Hye Joong nie pamięta niczego z wczesnego dzieciństwa, ale co noc śnią się jej dziwne koszmary. Nie mogąc sobie z nimi poradzić za radą szamanki udaje się do domu, w którym mieszkała jej rodzina 24 lata temu, teraz to miejsce jest znane jako "Wonderland". Dziewczyna ma tylko 15 dni na przypomnienie sobie tego co ją dręczy, wtedy koszmary się skończą. Mam problem z tym filmem, z jednej strony interesująca historia z nutką horroru i ciekawe kadry, z drugiej trochę sztywna gra Hong Jong Hyuna jako tajemniczego mieszkańca posiadłości. Dobra jest Jung So Min, grająca główną bohaterkę (aktorka zdobywa coraz większą popularność w Korei, ostatnio grała w dramie "D-Day"), dlatego cały film oceniam na plus.

cr: materiały prasowe

10. Why did you come to my house?  (kor. 우리집에 왜 왔니), reż. Hwang Sua, rok produkcji: 2009

Byeong Hee cierpi po staracie żony i postanawia popełnić samobójstwo, przed którym ratuje go Su Jang. Bezdomna kobieta ma tylko jedno marzenie, szuka miłości. Realizując je postanawia uwięzić Su Jang'a i zamieszkać w jego domu. Może się to wydać na początku odrobinę surrealistyczne, ale to naprawdę dobry film z równie dobrymi aktorami. Główną postać gra Kang Hye Jung, którą niezmiennie doceniam od czasów "Oldboy'a". To historia o narodzinach i końcu trochę dziwnej, dysfunkcyjnej przyjaźni.

cr: materiały prasowe

Koreańskie kino jest nieprzewidywalne. Często nie wiem czy główny bohater wyjdzie z opresji i co stanie się z pozostałymi postaciami, ale właśnie za to lubię azjatyckie filmy. Za każdym razem znajduję nową perełkę. Kryterium wyboru jest u mnie proste, chodzi o emocje. Jeżeli oglądając film coś czuję (i jest tu obojętne czy to strach, smutek, czy rozbawienie) znaczy, że jest dobry, ma w sobie to coś co porusza, nie jest tylko kolejnym nudnym patrzydełkiem, o którym zapomnę zaraz po seansie. Też tak macie? Jakie koreańskie filmy mają dla Was "to coś"?

2/01/2016 08:50:00 PM

Bibimbap (비빔밥) vol 2 - wersja wegetariańska

Bibimbap (비빔밥) vol 2 - wersja wegetariańska


Bibimbap jest moją ulubioną potrawą, nie tylko koreańską, bo można jeść ją na wiele sposobów i za każdym razem smakuje inaczej, więc zamawiam ją zawsze gdy jest w menu. Jeden inny składnik, trochę więcej gochujang i już mamy zupełnie nowe danie. Dodatkowo na prawdę nie wymaga posiadania przepisu. Gotujemy ryż, dodajemy to co mamy w lodówce, łyżkę gochujang, na to jajko i gotowe. 

Poniższa postać potrawy powstała (i często powstaje) ponieważ nigdy nie mam w lodówce mięsa (TU przepis na wersję mięsną), a dostępność warzyw często się zmienia. Słodkie ziemniaki (vel bataty) są już do kupienia nawet w Lidlu, a cena nie jest przygnębiająca (kiedyś za słodkim ziemniakiem za mniej niż 12 zł za kg trzeba było jechać pół miasta). Bataty kupuję często, lubię też paprykę i kiełki, a marchewką często zajadam się na surowo, więc to są warzywa, które przeważnie mam "na stanie". Nori to pozostałości po robieniu sushi czy kimbapu, a jajka, tak jak ryż, przydają się do zbyt wielu rzeczy abym ich w kuchni nie miała.



Inne warzywa/składniki, które mogą występować jako wymienne to: szpinak, rzepa, cukinia, grzyby (enoki, shiitake, pieczarki), pędy bambusa, inne kiełki, ogórek, kimchi, tofu, owoce morza, a nawet brokuły czy czerwona kapusta. Nie ma specjalnych ograniczeń :)



Poniżej znajdziecie przepis na mój ulubiony domowy bibimbap ze składników, które zwykle udaje mi się znaleźć w kuchni albo najbliższych sklepach :)

Składniki (na 1 dużą porcję):
  • 200 gr ryżu
  • 1 średniej wielkości słodki ziemniak
  • 1 marchewka
  • 1/2 małej czerwonej papryki
  • 1/4 małego opakowania kiełków ( u mnie mix : lucerna, soczewica, rzodkiewka)
  • 1 pęczek szczypiorku (taki większy, od cebuli)
  • 1 kawałek małego nori, lub dosłownie 1/10 takiego od sushi
  • szczypta soli
  • łyżeczka sezamu
  • 1 jajko
  • zioła prowansalskie (do ziemniaka)
  • 2 łyżki oliwy z oliwek (do ziemniaka)
  • 1 łyżka mąki (do ziemniaka)
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1-5 łyżeczki gochujang (ja max 2)

Krok 1: Ugotować ryż
Krok 2: Przygotować ziemniaka wg przepisu na frytki, ale krojąc w kostkę



Krok 3: Przygotować sobie warzywa: marchewka i papryka w słupki, szczypior dowolnie drobno
Krok 4: Marchewkę podgotować w wodzie z dwoma łyżkami sosu sojowego
Krok 5: Ugotowany ryż przełożyć do miski
Krok 6: Na ryżu ułożyć podpieczone ziemniaki oraz pozostałe składniki



Krok 7: Usmażyć jajko
Krok 8: Jajko dołożyć do miski, pokruszyć na nie trochę nori i posypać sezamem
Krok 9: Dodać gochujang
Krok 10:  Wszystko dobrze wymieszać i jeść 






Mój ulubiony moment to mieszanie wszystkiego razem, dodawanie sosu i upewnianie się, że wszystko dobrze się zmieszało (w końcu bibimbap dosłownie oznacza mixed rice). Nie jest to może najmniejsza porcja na świecie, ale jecie (prawie) same warzywa, więc 많이 먹고! :)


1/22/2016 06:10:00 PM

Popcorn o smaku karmelu, czyli w koreańskim kinie.

Popcorn o smaku karmelu, czyli w koreańskim kinie.
Koreańska kinematografia. Coraz częściej nagradzana na światowych festiwalach, sztandarowym przykładem jest oczywiście Oldboy. Od zeszłego roku ma również swój Warsaw Korean Film Festival (na razie pierwsza edycja, zobaczymy jak będzie dalej), na którym wyświetlane są najnowsze koreańskie filmy z nurtu tak zwanego „kina niezależnego” - zapomnijcie o lekkich komediach romantycznych i nieskomplikowanych filmach akcji. Co roku w Busanie odbywa się także Busan International Film Festival (O mojej wizycie na nim przeczytacie TUTAJ), największy festiwal filmowy w Korei, na którym wyświetlane są produkcje z całego świata, również z Polski: ostatnio było to „Miasto 44”, a  wcześniej np. „Wałęsa”.

Będąc w Korei Południowej żal byłoby nie zajrzeć do kina i nie zobaczyć jakie to nowości tam wyświetlają. Kasia, jako wielki fan dram, potrafi chodzić do kina nawet w środku nocy. Nasz pierwszy wspólny wypad to była właśnie taka nocna wyprawa, po północy wybrałyśmy się na film.

W Korei jest kilka multipleksów: CGV, Lotte Cinema i Megabox to te największe. Obie zgodnie stwierdzamy, że najbardziej podoba nam się CGV. Nie wiem co kieruje wyborami Kasi, ale w moim przypadku to zdecydowanie sentyment do „starego kina”. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam te neony od razu pomyślałam o starych kinach i pracownikach układających nad wejściami tytuły wyświetlanych hitów.

Wersja oldschoolowa...

...i współczesna z warszawskiego Teatru Kwadrat
A tutaj wejście do CGV w Seulu.

Plan naszej nocnej wyprawy był prosty: wchodzimy, kupujemy bilety w automacie i idziemy na seans. Był... przy automacie okazało się, że coś jest zdecydowanie nie tak.

-Aaaa! Nie ma! Zapłaciłam 20 000 wonów, a biletów nie ma! - Kasia ze zniecierpliwieniem kilka w panel i próbuje zmusić upartą maszynę do współpracy. Od dobrych 10 minut walczymy ze złośliwością rzeczy martwych i jak na razie jest 1:0 dla automatu, który uparcie nie chce nam oddać pieniędzy. - Idź po pomoc! - Kasia dalej próbuje ratować sytuację, a ja zostaję oddelegowana do znalezienia ratunku. Przyprowadzam ze sobą lekko zdziwionego pracownika, który otwiera maszynę, wyjmuje nasze ciężko zarobione wony i chce nam kupić bilety, sądząc, że używanie tak skomplikowanej technologi nas przerasta. Kończy się na tym, że zgnębiony odsyła nas do zwykłej kasy, próbując zrozumieć co z tym sprzętem jest nie tak i czy przypadkiem to nie my go podstępnie zepsułyśmy.


- Na co idziemy? - zapytała Kasia, z uwagą studiując listę tytułów.
- Hmm... - anglojęzyczne filmy w Korei nie mają tytułów tłumaczonych na koreański, tylko są po prostu zapisane w hangul, co nie znaczy, że jest to dokładne przełożenie jeden do jednego. Akurat gdy nadeszła nasza kolej nad głową sprzedawcy wyświetlały się tylko tytuły po koreańsku. - Puri? PYURY? Mam! Fury! - zaaferowana kupowaniem w kasie, przez kilka minut zupełnie nie potrafiłam przypasować tego koreańskiego zbitka do niczego sensownego, a tym bardziej do "Furii" (kor. "퓨리").

Ulotki aktualnie wyświetlanych filmów, każda z nich wielkości kartki A4!

Z biletami w garści stanęłyśmy w kolejce po pochrupacze. Szybko okazało się, że kupienie popcornu też nie będzie proste. Z nosami przyklejonymi do szyby, walcząc z łakomstwem, próbowałyśmy dokonać jakiegoś sensownego wyboru. Cebulowe, serowe, czosnkowe, karmelowe, czekoladowe, a może standard z samą solą? Stanęło na wiaderku pół na pół, Kasia wzięła popcorn serowy, a ja karmelowy. Niestety nijak nie mogę się przekonać do serowych, więc musiałam się trochę nagimnastykować, żeby w ciemnej sali wybierać tylko te jadalne ;)


Dumne, że tak dobrze nam poszło, mamy bilety, jedzenie i zapas czasu do seansu, spokojnie krążyłyśmy po kinie.

- Przepraszam, jesteście z Polski? - z rozmowy wyrwał nas głos z trochę dziwnym akcentem.
- Tak? - odwróciłyśmy się i stanęłyśmy oko w oko z uśmiechniętym chłopakiem.
- Cześć, jestem Thomas. Jestem ze Stanów, ale moi rodzice to Polacy i usłyszałem jak rozmawiacie. - w tym momencie moja twarz zapewne wyrażała tylko przerażenie. Co ja przez ostatnie pół godziny mówiłam do Kasi? Mam nadzieję, że żadne głupoty? Kurcze, on wszystko słyszał! Po szybkim rachunku sumienia, stwierdziłam, że chyba nie mam się czym niepokoić i spokojnie mogę z Thomasem rozmawiać (Kasia powiedziała mi potem, że myślała dokładnie o tym samym. Nawyk nieprzejmowania się tym co mówimy bo i tak nikt dookoła nie zna naszego języka, okazał się w tym momencie dość ryzykowny). 

W drodze do sali zdążyłyśmy trochę lepiej poznać nowego znajomego. Okazało się, że Thomas, przyszedł na seans ze swoją koreańską dziewczyną, a do Korei przyjechał zaledwie dwa tygodnie wcześniej na wymianę studencką (szybko się chłopak uwinął z szukaniem miłości ;)). Po krótkiej rozmowie w windzie, pożegnaliśmy się, cały czas zastanawiając nad zbiegami okoliczności. Bo jakie było tego prawdopodobieństwo? Szansa, na to że ludzie z dwóch różnych krańców świata spotykają się w środku nocy w koreańskim kinie i okażą Polakami jest chyba mniejsza niż wygrana na loterii, a jednak nam się udało. 

Reszta wyprawy upłynęła na miłym i spokojnym oglądaniu filmu (Małą atrakcją na początku był filmik z animowanymi potworkami pokazującymi nam najbliższe wyjścia ewakuacyjne). Potem do kina wpadałyśmy jeszcze kilkukrotnie i jedynym odczuwalnym dla mnie minusem koreańskich multipleksów jest to jak mało filmów jest tam wyświetlanych. W Polsce idąc do sieciowego kina spodziewam się kilkunastu filmów, w Korei będzie ich mniej niż 10, co daje mi naprawdę mały wybór. Z drugiej strony plusem jest, że w niektórych kinach w Busanie i Seulu istnieje opcja oglądania koreańskich filmów z napisami po angielsku, więc nie jestem skazana tylko na amerykańskie produkcje.


Może na Interstellar o 27:30?

Poza multipleksami w Korei działają również kina studyjne, jednym z bardziej znanych jest Seoul Cinema. To pierwsze kino w Korei, otwarte w 1907 roku, i tam też z Kasią zajrzałyśmy. Może samo kino nie jest tak nowoczesne jak inne, ale za to mam tu szansę obejrzeć różne, często bardziej artystyczne lub stare filmy. My wybrałyśmy brytyjski „Hector and the search for happines” polski tytuł to „Jak dogonić szczęście” kor. "꾸뻬씨의 행복여행" (I tu wyjątek od reguły, angielski tytuł nie jest tylko „przerobiony” na hangul, ale rzeczywiście przetłumaczony.), ale do wyboru była też na przykład „Duma i Uprzedzenie”, która w kinach była wyświetlana przeszło 10 lat temu.

1/16/2016 08:24:00 AM

McDonald's w Korei Południowej

McDonald's w Korei Południowej
Nie pamiętam ile razy już to mówiłam i pisałam, ale jestem wielkim fanem jedzenia. Odkrywanie nowych smaków to coś co uwielbiam. Jeżeli nie jem to bardzo prawdopodobne, że właśnie oglądam film o jedzeniu. Korea to oczywiście przepyszny street food, kimchi, mięso, pikantne smaki, owoce morza, ale... no właśnie ale, globalizacja na wszystkim odciska swoje piętno, również na kuchni. Czymże byłby współczesny świat bez McDonald's? 


Pierwszy McDonald's w Korei Południowej otwarto w roku Igrzysk Olimpijskich - 1988. Dzień w dzień ustawiały się przed nim długie kolejki żądnych nowości Koreańczyków (Nawet w dramie Reply 1988 uwzględniono ten przełomowy moment ;) ). Obecnie kolejki nie są już aż tak wielkie, a w kraju działa ponad 400 lokali tej sieci.

Ekipa Reply 1988 siedzi w pierwszym koreańskim McDonald's

Wracając do współczesności. Nie przepadam za fast foodami, jadam w nich tylko wtedy gdy jestem zmuszona (czytaj spieszy mi się, albo to jedyny otwarty lokal w promieniu kilku kilometrów), są dla mnie zbyt nijakie i pozbawione charakteru. Mimo wszystko nie ustrzegłam się przed nimi również w Korei. Jak na razie odwiedziłam McDonald's cały jeden raz, ale żeby pozostać w azjatyckich klimatach wybrałam „wariant koreański”. McDonald's na całym świecie w zależności od kraju proponują jakieś lokalne „specjały”, w Polsce to np. WieśMac. Mój błyskawiczny koreański obiad opiewał więc w Bulgogi Burger oraz mrożoną zieloną latte. Rozochocona faktem znalezienia czegoś „orientalnego” postanowiłam poszukać głębiej i znalazłam jeszcze kilka lokalnych, koreańskich wariantów.

Na pierwszy plan wysuwa się zielona herbata, poza napojami również w formie lodów, ta tutaj to akurat mrożona latte, zadziwiająco smaczna.



Kolejne jest mango, czy to w formie frappe czy kawałków owoców.


O dziwo wśród deserów regionalną opcją ma być churros (muszę sprawdzić czy w Hiszpanii też je sprzedają). Koreańczycy lubią churros i nie uwzględniłam ich w tekście o koreańskim street foodzie tylko dlatego, że nie są koreańskie, ale rzeczywiście bez problemu można je kupić w malutkich ulicznych barach i to nie tylko w dzielnicy obcokrajowców.


W menu deserowym można znaleźć również McFlurry Oreo w kilku wariantach smakowych, oraz Oreo Affrogato, czyli kawę z dodatkiem lodów i oreo. Wciąż zaskakuje mnie niezrozumiała fascynacja Azjatów akurat tym ciastkiem. W każdym razie trend jest trendem i jeżeli w sklepie mogę kupić kilka smaków oreo, to czemu nie w McDonald's?



Poza tym zupełną deserową nowością są makaroniki w kilku smakach, czyli tym razem fascynacja kuchnią francuską.


Lista nie byłaby pełna bez sztandarowego dania fast food'owego. Wśród burgerów też czeka kilka orientalnych smaków:

Na początek opcja sezonowa czyli burgery noworoczne: Prosperity Burger Gold oraz Prosperity Burger Red. Pojawiają się co roku w okolicach stycznia, tuż przed obchodami Chińskiego Nowego Roku, a ich zjedzenie ma nam zapewnić pomyślność finansową.


I do tego CherryBerryMcFizz, czyli lód, Sprite i syrop wiśniowo-jagodowy. Kasia mówi, że pyszny :D


Kolejny orientalny wariant to burgery z krewetkami, na ostro i w sosie cytrynowym. McDonald's podkreśla, że to pierwsze w Korei danie z owocami morza serwowane przez tę sieć.



Niekwestionowanym numerem jeden jest Spicy Shanghai Chicken Burger. Od lat najlepiej sprzedający się burger, wystarczająco pikantny by zadowolić gust Koreańczyków.



I oczywiście Bulgogi Burger, biorący nazwę od bulgogi, czyli popularnego dania kuchni koreańskiej – cieniutko pokrojona marynowana wołowina z grilla.


Podążanie za lokalnymi trendami spowodowało też mały szum, kiedy The Racket Report na swojej stronie internetowej umieściło artykuł jakoby w koreańskich McDonald'sach w ramach nastrajania się przed sezonem „bok-nal” zaczęto sprzedawać burgery z psim mięsem. Podczas „bok-nal”, czyli najgorętszych dni lata, Koreańczycy jadają zupę z psa, która skutecznie studzi i zwiększa wytrzymałość. Warto jednak wspomnieć, że obecnie są to raczej nieliczne i w przeważającej części starsze osoby. Sporo Koreańczyków nigdy nie jadało psiego mięsa, a znajomi, których pytałam mówili, że są nim nawet zawiedzeni, smakuje gorzej niż oczekiwali. Tu chcę od razu powiedzieć, że nie mam zupełnie nic przeciwko jedzeniu przez Koreańczyków psiego mięsa, w żaden sposób mnie to nie oburza, nie obrzydza i nie zamierzam tego piętnować. Wracając do głównego wątku, artykuł spowodował, że obrońcy praw zwierząt od razu zaczęli zasypywać twittera #notodogmeat, a The Racket Report wystosowało oficjalne oświadczenie, że była to kaczka dziennikarska.

cr: http://theracketreport.com/

Zamiast psa można za to kupić burgera z minionkami.


Tyle o jedzeniu, ale jest jeszcze jedna rzecz, która odróżnia koreański McDonald's od jego polskiej wersji. Chodzi o dostawy na telefon. Zamawianie jedzenia do domu jest popularne w Korei, sama tak robiłam, wychodzi tanio i nie trzeba samemu biegać. Restauracja wyszła na przeciw oczekiwaniom konsumentów i wprowadziła również taką opcję.


Poza tym McDonald's nie jest jedynym fast foodem na koreańskim rynku. Olbrzymią popularnością cieszy się Lotteria (Piękna nazwa jak na restaurację. Nigdy nie wiesz co wylosujesz ;) ), KFC oraz BurgerKing (A największą sieciówką kawiarnianą jest Starbucks, o którym Kasia pisała TUTAJ).

Co sądzicie o koreańskiej wersji McDonald's? Któreś dania powinny trafić do Polski? A może całodobowa dostawa prosto pod nasze drzwi?

1/09/2016 02:24:00 PM

Ledowe kwiaty i pszczeli sok w Dongdaemun Design Plaza

Ledowe kwiaty i pszczeli sok w Dongdaemun Design Plaza

Dongdaemun Design Plaza, w skrócie DDP, można określić w trzech słowach: nowoczesność, użyteczność, piękno. Budynek zaprojektowany przez Zahy Hadid charakteryzuje się obłymi kształtami i minimalizmem. To jedno z tych miejsc w Seulu, które naprawdę warto odwiedzić.

Prosty i surowy, jest trochę oderwany od rzeczywistości. Z jednej strony otaczają go stare osiedla, z drugiej Dongdaemun Market i kilka nowszych budynków. Właśnie z tego powodu już w trakcie budowy budził wiele kontrowersji, według mieszkańców nie pasował do okolicy. Kiedyś na jego miejscu stał stadion (potem przekształcony w targowisko, coś jak warszawski Stadion Dziesięciolecia), podczas jego rozbiórki natrafiono na pozostałości budownictwa z czasów dynastii Joseon, które zostały wyeksponowane w parku otaczającym DDP.


Nowoczesna forma budynku stała się świetnym tłem do wielu dram i jednego z moich ulubionych koreańskich programów „My Neighbor Charles!” - 이웃집 찰스 (Program o tym jak obcokrajowcy z różnych krajów radzą sobie z mieszkaniem w Korei). To tutaj odbywają się również najważniejsze wydarzenia związane z seulskim tygodniem mody, a turystów przyciągają ledowe kwiaty na dachu budynku. Miały być instalacją czasową trwającą tylko kilka miesięcy, ale tak się spodobały, że zostaną do lutego 2016 roku (przynajmniej na razie ;) ).

cr: kbs.co.kr To w tej walizce kręcą "My Neighbor Charles!"



Poza tym na terenie tego odrobinę surrealistycznego kompleksu znajdują się muzea, galerie, sklepy oraz kilka kawiarni. Jedną z nich jest Beesket. Jego nazwa to kombinacja słowa bee (pszczoła) oraz basket (koszyk), według oficjalnej strony internetowej masz się poczuć jak pszczółka zbierająca nektar do koszyczka żeby stworzyć spersonalizowany napój (Jestem bardzo ciekawa kto jest pomysłodawcą tej koncepcji...).

Znalezienie kawiarni trochę nam z Kasią zajęło, przeszłyśmy chyba cały kompleks, ale przy okazji zwiedziłyśmy też galerie. W jednym z pomieszczeń stało pianino, na którym chętni mogli spróbować swoich sił, w innym kręcące się pionki, krzesła, i wszelkiego rodzaju design użytkowy. 

Biel, biel, biel i minimalizm

Wyglądam tu dziwacznie, ale kręcenie się do tyłu na tym "pionku" to bardzo dziwne uczucie ;)

Kiedy w końcu dotarłyśmy do Beesket, czekał na nas lokal rodem z filmów si-fi: ostre kąty, kontrastowe kolory... tylko gdzie jest mój teleporter ;)

cr: beesket.com

Jak się składa zamówienie? Do plastra miodu wkłada się trzy kapsułki z wybranymi owocami lub warzywami. Przy kasie sprzedawca je od Ciebie odbiera i przygotowuje sok, a Ty w zamian dostajesz karteczkę, na której wypisane są wybrane przez ciebie składniki, ich wartość energetyczna, oraz witaminy i minerały, które zawierają.


Przypadł mi do gustu ten sok w stylu DIY. Nie dość, że sama wybrałam składniki, to jeszcze dowiedziałam się jakie witaminy zawierają. Świeże, bez dodatku cukru i innych wspomagaczy, świetnie wpisują się w nowoczesną atmosferę tego miejsca.



Informacje praktyczne:

  • Adres: Dongdaemun Design Plaza, Euljiro 281, Jung-gu, Seoul (mieści się w budynku Dongademun Market na poziomie B1). Dongdaemun History and Culture Park Station, linia 4, wyjście 1
  • Poza DDP Beesket mieści się również w kilku innych lokalizacjach, które można znaleźć na stronie internetowej (Suwon, Jamsil Lotte World Mall, Myeongdong).
  • Godziny otwarcia: 8:00-22:00, weekendy: 11:00-22:00

1/07/2016 12:28:00 PM

Gyeranppang (계란빵)

Gyeranppang (계란빵)
Gyeranppang to przekąska kojarząca się z zimą i zdecydowanie nasz faworyt jeśli chodzi o jedzenie koreańskiej ulicy, więc gdy tylko termometry pokazały -15 i trzeba było uznać, ze przyszła zima, podjęłam próbę przygotowania tego dania. 

계란 oznacza jajko, a 빵 chleb, więc egg bread jest angielską nazwą tej potrawy. Nie wiem czy istnieje coś takiego jak polska nazwa 계란빵, ale jajkowy chleb, albo chleb z jajkiem nie brzmi najlepiej, więc pozostanę przy gyeranppang.

Skorzystałam z przepisu Messy Witche trochę go modyfikując. Amy, autorka bloga, miała do dyspozycji specjalne foremki w których powinno wypiekać się  gyeranppang. Ja korzystałam z sylikonowej formy na muffiny, więc poniżej znajdziecie ilości potrzebne do przygotowania 6 sztuk na takiej właśnie formie. 


Do przygotowania ciasta potrzebujecie:
  • 2 średniej wielkości jajka
  • 1/2 kubka mąki (najlepiej pszennej, ale mi trochę zabrakło i połowa była ziemniaczana)
  • 1/3 kubka rozpuszczonego masła lub margaryny (użyłam "Kasi")
  • 1/4 kubka cukru 
  • 1/4 kubka mleka (użyłam mleka bez laktozy, 1,5%)
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki esencji waniliowej (użyłam cukru waniliowego)
  • trochę rozpuszczonego masła do posmarowania formy


Do położenia na ciasto potrzebujecie:
  • 6 jajek
  • 3-4 plasterki szynki lub bekonu 
  • Szczypiorek 
  • Sól
  • Pieprz

Uwagi: 
  • Jeśli korzystacie z takiej formy jak ja, sylikonowej, upewnijcie się, że zanim przelejecie ciasto i wbijecie jajka, forma stoi na blaszce, którą później będziecie chować do piekarnika. Przeżyłam chwile grozy, próbując bez wylewania przenieść trzęsący się sylikon na blaszkę.
  • Zamiast szczypiorku i/lub szynki możecie użyć innych, dowolnych rzeczy. Podobnież w tym roku w Seulu robi furorę gyeranppang posypany ziarnami słonecznika i sezamu.


Krok 1: 2 jajka ubić z cukrem 
Krok 2: Dodać pozostałe składniki (mąkę, mleko, cukier, proszek do pieczenia, wanilię), ubijać aż nie będzie żadnych grudek. 
Krok 3: Posmarować formę masłem (użyłam resztek, które zostały na dnie garnka po roztapianiu)
Krok 4: Przelać ciasto do foremki do około połowy wysokości.
Krok 5: Ostrożnie wbić jajko do każdej przegródki.

Krok 6: Nie panikować jak zauważy się skorupkę.
Krok 7: Wyjąć skorupkę, oddychać. 
Krok 8: Dodać pokrojoną na małe kawałki szynkę, pieprz i szczypiorek. 


Krok 9: Piec w 200 stopniach przez około 20 min (do czasu aż białko przybierze postać stałą, a później jeszcze 5-7 min)



Krok 10: Ostrożnie wyjąć.
Krok 11: Spróbować nie zjeść wszystkiego.



Muszę przyznać, że jestem niesamowicie zadowolona z tego jak wyglądał i smakował produkt końcowy. Zdecydowanie będę wracała do tego przepisu, bo wykonanie zajmuje 10 min, a pieczenie 20, więc w 30 minut mamy koreański street food pod naszym polskim dachem. Warto mieć w lodówce zapas jajek ;)

많이 먹고!

Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger