Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

10/20/2017 07:45:00 AM

Cafe Crystal

Cafe Crystal
I jest. Na mapie Warszawy pojawił się nowy lokal- Cafe Crystal, czyli kawiarnia z tradycyjnymi koreańskimi deserami. Serwowane jest tu bingsu (빙수), dosłownie kruszony lód/śnieżny puch i to właśnie jest gwiazda Cafe Crystal, którego nazwa ma się kojarzyć z kryształkami śniegu.


Podpytana przez nas właścicielka powiedziała, że Koreańczycy uwielbiają bingsu i jedzą je na okrągło, a teraz chcą przedstawić Polakom te przepyszne desery i są przekonani, że ludzie je polubią.

Coś w tym jest. Nasze podróże do Korei obowiązkowo wiążą się z bingsu, które nadaje się też świetnie na tort urodzinowy, ale to już historia na inny post ;)

W kawiarni znajduje się specjalna, sprowadzona z Korei, maszyna do deserów. Lody są lekkie, mają właśnie taką konsystencję śniegu. Ich bazą jest mleko, a dzięki temu, że nie są tak zbite jak zwyczajne lody są zdecydowanie mniej kaloryczne i zawierają mniej tłuszczu niż desery na śmietanie.



Po tym krótkim wprowadzeniu czas na recenzję lokalu. Szczegóły tego na jakiej zasadzie oceniamy restauracje znajdziecie TUTAJ.

Zacznijmy od ogólnego pierwszego wrażenia, które jest wyjątkowo pozytywne. Kawiarnia jest przestronna, świeża, ładnie urządzona. Duży plus za wysokie sufity, lubię takie wnętrza. 



Kolejnym ważnym komponentem jest obsługa. Bariści są mili i zorientowani w menu. Kiedy tam byłyśmy nie było dużego ruchu, więc nie czekałyśmy długo na zamówienie, ale sprawdzimy też lokal w godzinach szczytu, żeby zobaczyć czy obsługa jest wtedy tak samo sprawna.

Czas na ocenę jedzenia, czyli tego o co nam wszystkim chodzi. Poza dużym wyborem kaw i herbat na chwilę obecną w menu jest 5 rodzajów bingsu oraz ciasta i kanapki.



Estetyka podania na piątkę. Jemy oczyma, a te desery zdecydowanie chce się jeść.



Do tego dochodzi element zabawy. Kawiarnia posiada maszynę do "drukowania" zdjęć na kawie latte. Chociaż z drugiej strony to dość specyficzne wrażenie pić napój ze swoją twarzą.

Dumny barista  ze swoją kawą

A smak? Pycha! Próbowałyśmy bingsu z truskawką i z sernikiem i oba desery były smaczne. W kolejce czekają jeszcze do wypróbowania oreo, tiramisu i jogurtowe z aronią.



Ceny są umiarkowane. Małe bingsu kosztuje 18zł i ta mała porcja spokojnie starcza na dwie osoby, duże to koszt 32 zł. Ceny kaw i herbat wahają się w granicach 6-14zł.

Na ile ocenia lokal Oppa? Rzadko się to zdarza, ale w tym wypadku dajemy 4.5/5. Wystrój, obsługa, ceny i menu są dobre. Jest smacznie, atmosfera jest przyjemna, na pewno będziemy odwiedzać to miejsce w przyszłości. Czemu w takim razie nie 5/5? Na zachętę, bo zdecydowanie chcemy więcej smaków bingsu!


Informacje praktyczne:

  • Adres: ulica Nowogrodzka 22, 00-511 Warszawa
  • Godziny otwarcia: 07:00-23:00 (od pon. do niedz.)
  • Strona internetowa: Facebook- Cafe Crystal


Ocena Oppy:


*zdjęcia dzięki uprzejmości Cafe Crystal

6/22/2017 12:23:00 AM

Matcha Tea House

Matcha Tea House
Na spotkanie w Matcha Tea House zaprosiła mnie koleżanka, z którą byłam w Korei (dziękuję <3). Krótko po naszym powrocie miałyśmy jeszcze wszystkie smaki w pamięci, więc nie obyło się bez porównań z Seulskimi kawiarniami :) Zdradzę od razu, że nie wyszłyśmy rozczarowane.

cr: matcha tea house fb
Lokal znajduje się w modnym miejscu, bo na Warszawskim placu Zbawiciela i z kawiarni można podziwiać piękną okolicę. Funkcjonuje ogródek, a większość ścian to po prostu bardzo duże okna, więc atmosfera jest bardzo przyjemna. Wystrój jest prosty, ale zadbano o szczegóły. Moją uwagę zwróciły duże różowe poduszki i żyrandole w kształcie miotełki (czy jak kto woli pędzla) do przyrządzania herbaty. 

cr: fb matcha tea house


W kawiarni znajduje się też sala w której można napić się herbaty w bardziej tradycyjny sposób. Podczas mojej wizyty były tam panie przebrane w kimona i odbywała się degustacja. 


W menu znajduje się zdecydowanie więcej deserów, niż dań konkretnych. Te które są (np. onigiri, kanapki, zupa miso) bardziej nadają się na przekąskę. Podoba mi się, że skupiają się na konkretnej rzeczy, nie przepadam za miejscami gdzie jest wszystko bo wtedy zaczynam wątpić w jakość. 

Wzięłyśmy onigiri (8 PLN), eklerkę (w menu zdaje się nazwano ją ptyś, 11 PLN), sernik (12 PLN), matcha latte (11 PLN) i smoothie (13 PLN).


Daria była trochę wcześniej i próbowała różnych ciast (14 i 12 PLN) oraz matcha latte.


Wszystko było bardzo smaczne, matcha miała ten smak co trzeba, wybór ciast jest duży i na pewno  wrócimy po więcej. Ceny uważam za konkurencyjne. Jeśli już mam się do czegoś przyczepić to wolałabym aby pałeczki nie były jednorazowe, albo chociaż podawane w innej formie. Niby duperela, ale robi dużą różnicę i ta zmiana bardzo by pasowała do całości. 

Można też zamawiać na wynos, więc na miejscu znajduje się duża witryna, z której wszystko jest podawane. Ma to swoje plusy i minusy. Nie ma złudzeń, że wszystko zostało przygotowane tuż przed podaniem (i nie chodzi mi tu o ciasta ;)), ale można od razu zobaczyć jak będzie wyglądała zamawiana przez nas rzecz. To też duża pomoc dla niezdecydowanych :)


Zdecydowanie wrócę aby spróbować sernika japońskiego i może tej pięknej bezy. Bardzo mi też smakowało ich matcha latte, nie było tak słodkie jak czasami się zdarza, więc za to duży plus.
 


Informacje praktyczne:
  • Adres: ul. Mokotowska 17, Warszawa
  • Godziny otwarcia: 08:00-23:00


Ocena Oppy:

6/19/2017 09:46:00 AM

Korea Festival 2017

Korea Festival 2017
Czerwiec, a jak czerwiec to oczywiście Korea Festival na warszawskiej Agrykoli.

Szósta edycja pod względem atrakcji w namiotach nie różniła się prawie niczym od poprzednich, więc oczywiście była strefa z jedzeniem, namioty gdzie można było ozdabiać wachlarze, poćwiczyć kaligrafię, kupić coś z kategorii k-pop i k-beauty, spróbować sił w grze na tradycyjnych instrumentach, albo zagrać w yut. Nie będę się tu o tym rozpisywać, ciekawych odsyłam do naszych postów z wcześniejszych edycji (KLIK-2016 KLIK-2015).


Jak kilkukrotnie wcześniej o tym wspominałam, co roku są dokładnie takie same atrakcje i szkoda, że nie ma na festiwalu "namiotu rotacyjnego", w którym pojawiałby się jakaś nowość. Jest to jedyny minus i tak na prawdę wynika z tego, że po prostu już tych wszystkich rzeczy próbowałam. Dla tych, którzy po raz pierwszy stykają się z kulturą Korei atrakcje są na pewno ciekawe i niosą wiele radości.


Nowością i w pewnym stopniu właśnie takim "namiotem rotacyjnym" było stanowisko Igrzysk Olimpijskich w PyeongChang, ale niestety sprowadzało się tylko do ulotek, plus za wypełnienie ankiety dostawało się olimpijską naklejkę.

Jako, że miałam sporo czasu do głównych występów, niezrażona kolejką skierowałam się do stanowiska z hanbokami. Kto był może też to zauważył, jednym z większych problemów Polek przy przymierzaniu tradycyjnych strojów koreańskich są za duże biusty! Mój biust do zbyt wielkich nie należy, więc tu nie miałam problemu, za to sukienka okazała się ciut przykusa. Widać coś za coś, większy biust=większa sukienka, mniejszy= damy Ci standardowy rozmiar koreański i okaże się, że jesteś do niego za wysoka. I jak tu Polce dogodzić? :D


Dłużej zabawiłam też w namiocie Samsunga. Można tam było wypróbować fotelu JET PACK- fani awiacji mogli odbyć symulacje lotu w specjalnym, ruchomy fotelu (niestety ze względu na wysokie temperatury często się psuł), do tego na spragnionych czekały rowery połączone z wyciskarkami soków i fotobudka, która oprócz zdjęć robiła nam tez gifa. Kilka razy stawałam w kolejce żeby wypróbować wszystkie dostępne tła, ale ja po prostu uwielbiam takie rzeczy (O naszych przygodach z koreańskimi fotobudkami przeczytacie TUTAJ).


W między czasie na głównej scenie trwały pokazy taekwondo, tańca k-pop, samulnori (tradycyjna muzyka perkusyjna) i tańca z wachlarzami, który uważam za najpiękniejszy tradycyjny koreański taniec, i mimo że w ciągu dnia zespół był na scenie dwukrotnie, to dwukrotnie oglądałam ten sam występ (zespół tworzą studentki UAM w Poznaniu i od jakiegoś czasu trwa akcja zbiórki pieniędzy na nowe wachlarze. To co robią jest równie dobre co występy koreańskich tancerek, więc warto je wesprzeć).






O 15 odbyło się oficjalne otwarcie festiwalu. Przemawiał nowy Ambasador Korei, Pan Choi Sung-joo, całkiem nieźle wyszła mu część po polsku chociaż musi jeszcze trochę potrenować ;)


Pierwszym występem w części oficjalnej był pokaz taekwondo w wykonaniu Michała Łoniewskiego (wielokrotnego mistrza Polski, Europy i świata), który z przyjaciółmi pokazał podstawy tego sportu. Tuż po nich na scenę wkroczyły gwiazdy wieczoru czyli zespół JUMP, których przedstawienia określa się jako „comic material art performance”- akrobatyka wpleciona w scenki z życia koreańskiej rodziny. Są tu stereotypowe postacie; pijany syn, śliczna młodsza córka, brzydka chłopczyca, twardziel, surowy ojciec, okularnik-fajtłapa, gangsterzy. Wszystko opiera się na taekwondo oraz taekkyon i kojarzy mi się z koreańskimi programami komediowymi. Występ bawił, chociaż miejscami wydawał mi się odrobinę zbyt przeszarżowany. To jednak koreańskie poczucie humoru, a mnie wciskanie laski w odbyt po prostu nie bawi, ale poza tymi małymi minusami cały występ oceniam jako dobry.





Na koniec artyści wspólnie pożegnali się z widzami i płynnie przeszliśmy do kolejnego punktu programu - loterii. Do wygrania były m.in. bony do koreańskich restauracji, szkatułki inkrustowane masą perłową, zestawy maseczek, odkurzacze, najnowsze telefony Samsung'a i główna nagroda, na którą wszyscy obecni po cichu liczyli, 50 calowy telewizor. Po loterii wyświetlano film „Wewnętrzne piękno”, który można było też obejrzeć na zeszłorocznym Warsaw Korean Film Festival



Podsumowując, część oficjalna festiwalu wypadła dobrze (chociaż słabiej niż w poprzednich latach), podobnie jak atrakcje na stoiskach. Mam nadzieję, że kolejne edycje będą jeszcze lepsze, a festiwal dalej będzie się rozwijał i przyciągał rzesze odwiedzających. Jadąc na niego już w autobusie spotkałam rodzinę z małymi dziećmi, którzy nic o Korei nie wiedzą, ale zainteresowały ich plakaty, więc postanowili odwiedzić festiwal. A Wy? Byliście? Jak wrażenia? Co Wam się podobało, a może coś byście zmienili? Czekamy na komentarze :)

11/03/2016 12:09:00 PM

The Warsaw Korean Film Festival 2016

The Warsaw Korean Film Festival 2016


26 października rozpoczął się trwający 5 dni Festiwal Filmów Koreańskich w Warszawie. To już jego druga edycja i tym razem na uczestników czekało siedem filmów; zarówno ambitniejszych produkcji jak i komercyjnych hitów ostatnich lat.

Festiwal otworzyła "The Handmaiden" ("Służąca"; w polskich kinach już od 4 listopada) w reżyserii Park Chan Wooka. Zdecydowanie był to dobry wybór, reżyser jest znany nie tylko w Korei Południowej, ale również na świecie (Warto tu wspomnieć chyba jego najbardziej znany film "Oldboy"), więc chętnych na seans było sporo. Gala otwarcia w warszawskim Kinie Kultura przyciągnęła tłumy gości. Seans poprzedziły przemówienia Ambasadora Korei Południowej Pana Hong Ji In, Joanny Łapińskiej- przewodniczącej rady programowej festiwalu, oraz Jacka Bromskiego- prezesa Stowarzyszenia Filmowców Polskich. Jakie były reakcje widzów? Moim zdaniem mieszane. Podsłuchując poseansowe rozmowy u wielu osób zauważyłam lekką konsternację. Piękne kadry, ciekawi bohaterowie i historia, ale co myśleć o filmie, który można określić jako triller erotyczny z wątkiem lesbijskim? Sama mam z tym problem i nie umiem jednoznacznie stwierdzić czy mi się podoba czy nie.


Kolejnym filmem, o którym warto wspomnieć jest "Right Now, Wrong Then" w reżyserii Hong Sang Soo. To pozycja, która albo Ci się spodoba, albo znudzi. Powolna akcja, statyczne ujęcia. Część widzów wychodziła w trakcie seansu, część nawet po filmie nie wiedziała co o nim tak na prawdę myśleć. Ja byłam w grupie zdecydowanych oponentów, uważam film za nudny i tak na prawdę o niczym, ale de gustibus non est disputandum, więc być może komuś się spodoba.


Kolejne filmowe propozycje były już zdecydowanie mniej kontrowersyjne. "The Beauty Inside" podobało się chyba wszystkim, to lekki, rozrywkowy film. "Veteran", czyli komediowy film akcji, również spotkał się z pozytywnym odbiorem, chociaż o dziwo nie przyciągnął tłumów. Widziałam też, że nie podoba się osobom starszym, które głośno wyrażały niezadowolenie podczas niektórych scen. "In Her Place" to pozycja typowo festiwalowa.

Ważnym wydarzeniem była projekcja "The Royal Tailor" ("Królewski krawiec") drugiego dnia festiwalu. Publiczność głośno się śmiała podczas oglądania i zachwycała przepięknymi strojami. Po projekcji odbyło się spotkanie z reżyserem Lee Won Seokiem, który okazał się czarującym i zabawnym mówcą. Żartował z publicznością, ale jednocześnie starał się jak najdokładniej odpowiadać na pytania, których było naprawdę dużo! Ludzie mówili o tym, że mimo początkowej śmieszności film ich naprawdę wzruszył, pytali o proces produkcji, scenariusz, plany reżysera. Dzięki temu dowiedziałam się kilku interesujących rzeczy o tym jak wygląda tworzenie filmów w Korei i jak wielki kładzie się nacisk na komercyjny sukces produkcji.


Film zamknięcia- "Assassination" znów przyciągnął do kina tłumy, chyba po raz pierwszy od Gali Otwarcia. Historyczne widowisko pełne dynamicznej akcji i świetnego aktorstwa po prostu dobrze się oglądało.

Siedem filmów, siedem różnych spojrzeń na kino i Koreę Południową. Zdecydowanie warto było uczestniczyć w tegorocznej edycji, chociaż trzeba też wspomnieć o kilku mankamentach. Filmów było tylko siedem... szkoda, że festiwal nie był trochę bardziej różnorodny i obfity. Trzeba też popracować nad systemem rezerwacji, na kilkanaście dni przed festiwalem nie było już biletów, ludzie nie zawsze wiedzieli jak je rezerwować, a na seansach okazywało się, że jest mnóstwo wolnych miejsc. Dodałabym też jakieś stoisko z gadżetami związanymi z Koreą i prezentowanymi filmami (Głównym organizatorem festiwalu jest Centrum Kultury Koreańskiej, więc można by to wykorzystać). Nie doszło również do wszystkich planowanych spotkań, pierwotnie miało pojawić się więcej artystów z Korei.

Nie zmienia to faktu, że festiwal miał również wiele plusów i uważam go za udany. Zróżnicowane filmy z dwóch różnych końców koreańskiej kinematografii, zarówno produkcje ambitne, kameralne jak i wielkie komercyjne hity. Odbywał się w jednym kinie, w centrum miasta, co ułatwiało dotarcie na seanse. A przede wszystkim był za darmo. W polskich warunkach nie tak łatwo zobaczyć jakiekolwiek koreańskie produkcje, a co dopiero nie płacąc za bilety.

Byliście na festiwalu? Które filmy spodobały Wam się najbardziej? A może macie jakieś własne typy, które powinny pojawić się na przyszłorocznej edycji?

2/21/2016 11:59:00 AM

Mei

Mei
Do Mei wybrałyśmy się w środku tygodnia i w środku dnia. Przez 5 min siedziałyśmy w towarzystwie koreańskiej rodziny, ale po chwili zostałyśmy już same i mogłyśmy prowadzić swobodną rozmowę o blogu, jedzeniu i dramach. Lokal na przełomie 2015 i 2016 roku przeszedł gruntowny remont, sala jest większa, ale przede wszystkim powstały stanowiska do grilla co pozwoliło na powiększenie menu. Ostatnio byłyśmy w Mei ponad rok temu, ja zjadłam bulgogi, a Daria piła tylko herbatę, więc oczywiste dla nas było, że musimy zobaczyć jak zmienił się lokal i zjeść więcej.


To co w Mei podoba nam się najbardziej i to co wyróżnia tę restaurację na tle innych warszawskich lokali, to rodzinna atmosfera. Mogłyśmy poczuć się swobodnie, rozmawiać o wszystkim (blog, kpop, Korea, dramy), a nawet zrobić zdjęcie jedzenia i nie czułyśmy się oceniane. Pani, która przyjęła nasze zamówienie była bardzo kompetentna, chociaż jak zawsze (ale lepiej się upewnić) zapytała czy wiemy jak zjeść :D 


Ja oczywiście wybrałam bibimbap, 38 zł (chyba powinnam zrobić jakiś ranking warszawskich bibimbapów ;p)




Tak jak pisałam kilka postów temu, bibimbap to po prostu ryż z warzywami i mięsem, można do niego dodać dosłownie każde warzywo. Nie pomyślałam jednak o sałacie lodowej :D Jej widok w tej potrawie trochę mnie zaskoczył, ale wszystko smakowało świetnie i na przyszłość nie będę się wzbraniała przed dodaniem jej do swojej wersji.

Ten w zaserwowany w Mei był smaczny, zawierał odpowiednią ilość mięsa (dużo) oraz pasty paprykowej (częsty zabieg: była ukryta pod jajkiem). Stosunek ceny do jakości i ilości uważam za odpowiedni. Ceny za bibimbap maleją i mam nadzieję, że kiedyś da się go gdzieś kupić za 20-25 zł. Jest to w końcu kuchnia koreańska, jeszcze traktowana u nas jako nowość, ale dzięki temu, że lokali jest coraz więcej, konkurencja rośnie, więc ceny mogą być trochę bardziej przystępne. Na szczęście czasy gdy trzeba było jechać pół miasta aby zjeść słaby bibimbap i zapłacić za niego 55 zł minęły ;)


Daria lubi ostre i nigdy nie bierze tej samej potrawy, więc tym razem padło na 쫄면 (35 zł). Jiolmyeon to kolejna potrawa która w swojej nazwie zawiera swój opis. 쫄 pochodzi od przysłówka 쫄깃쫄깃, które oznacza coś gumiastego, ciągnącego się i elastycznego. Ogólnie trzeba żuć. Daria zresztą miała problemy ze zjedzeniem tej potrawy właśnie przez tę cechę makaronu. Do tego dodawane są różne warzywa i jajko (czasami na twardo, czasami na miękko) i mimo braku znaczka "ostre" przy tej właśnie pozycji, to jednak ostrzegamy, bywa ostre i warto wziąć coś do picia.

 


Wzięłyśmy makkeolli (transkrypcje są różne, więc: 막걸리) 7 zł za kieliszek, 30 zł za butelkę (którą kupiłam sobie "na wynos")

Tak jak już wspomniałam, atmosfera była bardzo rodzinna, spokojnie sobie rozmawiałyśmy, co jakiś czas przychodziła do nas Pani kelnerka pytając czy wszystko nam smakuje, zza kontuaru podglądała nas sympatyczna ahjumma, a po jakimś czasie dostałyśmy jeszcze prezent od szefa kuchni ;)


Kimchi jeon (김치전) czyli naleśnik z kimchi nie był najostrzejszym plackiem jaki dane było mi jeść, ale w środku było dużo dobrych kawałków kimchi, więc oceniam potrawę zdecydowanie na plus. Sam placek (zapewne większy niż ten) kosztuje 20 zł. 

Mei w swojej ofercie ma mnóstwo wspaniałych potraw, więc na pewno będziemy wracały. Po pierwsze grill! W końcu to pod niego został przeprowadzony remont. Zostałyśmy nawet zapytane czy kiedyś byłyśmy na koreańskim BBQ i że koniecznie powinnyśmy wrócić aby zobaczyć jak to wygląda w Mei :)


cr: Mei
Już na samą myśl o kawałkach mięsa i kimchi zawijanych w różne liście robię się głodna. Mam ochotę zwłaszcza na galbi (karkówka marynowana w sosie sojowym). Grilla zamawia się zwykle na 2 osoby, do tego dostajemy ryż i sałatkę. Trzeba również zapłacić 10% za obsługę (pomoc bywa potrzebna, zwłaszcza jeśli wybieracie się na taki posiłek po raz pierwszy).

Na pewno wrócę też na ich kimbap i zupę z kimchi (lubię porównywać ich ostrość ;p)


Informacje praktyczne:


  • Adres: ul. Solec 81B, CH ARKADA, Warszawa
  • Godziny otwarcia: 11:30 - 21:00
  • Strona internetowa: Mei - Warszawa

Ocena Oppy:




11/21/2015 10:33:00 AM

Na obiedzie w restauracji Arirang.

Na obiedzie w restauracji Arirang.
Czas na kolejną kulinarną recenzję, tym razem będzie to restauracja Arirang. Tak się złożyło, że ani razu nie byłyśmy tam wspólnie. Kasia wpadała tam na lunche, ja na późne obiady, ale było tych wizyt kilka, co zdecydowanie świadczy na korzyść restauracji.

Jeszcze jakiś czas temu lokal krył się pod nazwą Kintaro i serwował japońskie dania, dopiero od niedawna zwie się Arirang i ukierunkowuje na kuchnię koreańską (Arirang to znana ludowa piosenka koreańska, w 2012 roku wpisana na listę niematerialnego dziedzictwa UNECSO).

Zanim przejdę do recenzji restauracji chciałabym Wam najpierw w skrócie wyjaśnić na jakiej zasadzie razem z Kasią oceniamy dane lokale. Przy recenzowaniu staramy się kierować kilkoma zasadami, łatwiej nam wtedy obiektywnie spojrzeć na dane miejsce.

1. Wygląd i komfort lokalu: czyli pierwsze na co zwraca się uwagę przy wejściu do jakiejś restauracji. Chodzi tu m.in. o to w jakim stanie jest toaleta, czy temperatura w pomieszczeniu jest odpowiednia, czy jest ciasno, jaki jest wystrój itd.. Oczywiście nie są to ścisłe ramy i w zależności od okoliczności, niektórych aspektów nie biorę pod uwagę.
2. Obsługa: czy kelnerzy/sprzedawcy są mili, pomocni, zorientowani w tym co mi sprzedają. Jak są ubrani (schludnie i czysto), czy długo muszę czekać na swoje zamówienie.
3. Najważniejszy komponent – jedzenie. Jaka jest estetyka podania i oczywiście najważniejsze jaki jest smak samego dania (czy jest smaczne, ciepłe/zimne, itd.)
4. Cena: czy jest adekwatna do wielkości serwowanych dań. Oczywiście muszę brać poprawkę na to czy jem w drogiej restauracji czy street foodowym barze, czy w cenę jest wliczona obsługa, napiwki, lokalizacja też ma znaczenie (W centrum dużego miasta na pewno zapłacę więcej).
5. Podsumowujący punkt - czy chcę tam wrócić. Czy miejsce zrobiło na mnie takie wrażenie, jedzenie było na tyle smaczne, a atmosfera na tyle przyjemna, że zechcę to miejsce odwiedzić w przyszłości.

Wróćmy do Arirang i pierwszego punktu recenzji, czyli wyglądu i komfortu lokalu. Tu mam mieszane uczucia, restauracja jest schludna, dużo bieli i brązów, parawany, babusy, ale jak dla mnie ciut za ciasna. Stoliki stoją bardzo blisko siebie, więc czy chcę tego czy nie bez trudu słyszę rozmowy sąsiadów, a nawet czasami sąsiedzi są na tyle głośni, że nie słyszę tego co mówią moi znajomi.

Punkt drugi - obsługa. Nie mam jej nic do zarzucenia. Kelnerka była kompetentna i miła, jedzenie szybko podane. Dokładnie tak jak powinno być.

Przejdźmy do kuchni. Jak już wcześniej pisałam, byłyśmy z Kasią w Arirang kilkukrotnie. Za każdym razem jedzenie było dobre, ciepłe i naprawdę ładnie podane. Kuchnia smakuje tak jak powinna, zresztą dobrą tego oznaką są jadający tam Koreańczycy (ahhh, te dźwięki KakaoTalk przy co drugim stoliku ;) ).

Yejukbulgogi i Daktigim



W porze lunchowej dania kosztują 18zł (w cenę jest również wliczony ryż), co jak na centrum Warszawy i taką porcję jest naprawdę dobrą ceną. Kasia próbowała Dakbokum - wieprzowinę w cieście z sosem słodko kwaśnym i do tego jako gratis dostała również zupę z mleczkiem kokosowym. W porze obiadowej ceny są nieco wyższe, za standardowe danie wahają się w granicach 25-35zł, a za ryż należy dodatkowo zapłacić 5zł, ale muszę zaznaczyć, że nie jest on konieczny do każdego dania, porcje są wystarczająco duże i bez niego. Nie ma ryżu, ale w cenę każdego koreańskiego dania zawsze są wliczone trzy przystawki. Wśród dań głównych próbowałyśmy między innymi Yejukbulgogi - smażona wieprzowina z warzywami w słodkim sosie sojowym (mięso rozpływało się w ustach, Kasia mówi, że jej też), Daktigim - kurczak smażony w cieście z sosem teriyaki, oraz Yaki Udon - smażony makaron udon z warzywami i mięsem. Ten ostatni jadła moja przyjaciółka niezbyt zaznajomiona z kuchnią azjatycką, ale danie podbiło jej kubeczki smakowe ;) . Istnieje również opcja zamówienia grilla i własnoręcznego usmażenia mięsa (klimaty prawdziwego koreańskiego bbq). 

W karcie znajdują się też dania droższe, około 50zł, z owoców morza, ale tę cenę mogę zrozumieć. Minusem jest wycena niektórych potraw sklasyfikowanych jako przekąski. Yukhoe, czyli koreański tatar (nasz przepis na azjatycką wersję znajdziecie TUTAJ) kosztujący 60zł to gruba przesada, nawet w dużo droższych warszawskich restauracjach jego cena potrafi być znacząco niższa.

Lunch, zupa i kimchi


Tak zgrabnie przeszliśmy do punktu czwartego, czyli ceny. Jak wyżej. Ceny lunchowe bardzo przystępne, większości dań obiadowych również. Mimo to w karcie pojawiają się kwiatki z cenami zdecydowanie za wysokimi.

Punkt piąty. Czy chcę tam wrócić? Tak. Zresztą robię to dość regularnie. Restauracja spełnia moje oczekiwania i po prostu dobrze karmi. Moja ocena dla niej to 4.5/5. Mały minus za komfort i niektóre ceny, ale to tylko mały minus. Poza tym było po prostu świetnie. Polecam. W tym miejscu da się poczuć smaki Korei.


Informacje praktyczne:
  • Adres: ulica Nowogrodzka 38, 00-691 Warszawa
  • Godziny otwarcia: 12:00-22:00 (od pon. do niedz.)
  • Strona internetowa: Facebook - Arirang
Ocena Oppy:

10/26/2015 10:33:00 PM

Miss Kimchi - recenzja

Miss Kimchi - recenzja
Miss Kimchi. Lokal z kuchnią koreańską, który jakiś czas temu zadebiutował na ulicy Żelaznej w Warszawie. Reklamuje się jako korean streetfood bar, pod logo ma jeszcze umieszczone "udon" i "bibimbap". Wydawałoby się, że to raj na ziemi dla ludzi takich jak my, którzy szukają w Warszawie restauracji z tanim i szybkim jedzeniem koreańskim, a do tej pory mieli do wyboru tylko poważne i drogie miejscówki  :)

Miss Kimchi, znane do tej pory z targów śniadaniowych jako Yakitori, wkrótce otworzy swoją stacjonarną lokalizację. Miejsce będzie samoobsługowym streetfood barem oferującym dania kuchni azjatyckiej, głównie koreańskiej. Ma być bez zadęcia, niedrogo i smacznie. W podtytule Miss Kimchi deklaruje udon i bibimbab. Menu ma się zmieniać co 1-2 tygodnie. Do wyboru będzie kilka dań głównych, kilka zup, i znacznie więcej przystawek, kiszonek i sałatek. - zapowiedź otwarcia z warsawfoodie.pl

Na Żelaznej pojawiłyśmy się 10 minut przed otwarciem. W trakcie wyobrażania sobie za ile będzie bibimbap oraz czy zostanie podany z jajkiem surowym czy smażonym, zaglądałyśmy do środka.



Zapewne jesteście sobie w stanie wyobrazić moje zdziwienie (i rozczarowanie) gdy okazało się, że w restauracji bibimbap nie jest podawany. Nie wiem dlaczego nie został zmazany z szyby (rozumiem, że z baneru nie da się go usunąć), ale jedyne co mi się nasunęło to próba kuszenia ludzi i liczenia, że może jednak zostaną. Mimo wszystko zostałyśmy.

Daria ubrała się tematycznie :D

Zmieniające się co 1-2 tygodnie menu od 7 października zmieniło się minimalnie (kaczka w słodkim sosie zamieniła się w kurczakowe szaszłyki ;p), kurczak w ostrym sosie, żeberka, tofu i wszystkie zupy bez zmian. Może przyszłyśmy tuż przed zmianą.

Po prawej menu datowane na fejsie na 7/10, po lewej z 23/10


Kolejna sprawa to street food. Co z tego można uznać za koreański street food? Jedynie szaszłyki, ale nie w takiej cenie i formie. Jeszcze może zupę, ale raczej udon niż kimchi chigae. 

Bardzo mi się podobał wybór herbat (te w postaci marmoladowej ;p), długo polowałam na śliwkową, więc ją zamówiłam (cena 7 zł), a jako głównie danie wzięłam tofu. Daria zdecydowała się na ostrego kurczaka. Następnie przyszedł czas na wybór przystawek. Przemiła Pani ekspedientka niestety nie była w stanie powiedzieć czy w sałatce warzywnej są słodkie ziemniaki, ale trzeba przyznać, że wybór był spory :)


Daria wzięła ostrego kurczaka, który spełnił jej oczekiwania. Kiełki niestety były twarde (może to kwestia tego, że leżą w takiej niby otwartej lodówce i nie są przykryte?), a kimchi obie wolimy bardziej chrupiące niż wodniste (ale ile restauracji tyle kimchi, więc to tylko prywatna opinia :D). Ogólnie wszystkie dodatki były zimniejsze niż temperatura pokojowa, o ile przy kimchi jeszcze można to zrozumieć i przystawki powinny być chłodniejsze to różnica temperatur wydała się nam za duża (dobrze, że zamówiłam ciepłą herbatę ;p)


Tofu po koreańsku było pozbawione dukbokki, omlet był zimniejszy niż wszystko inne, ryba bardzo dobra (też zimna), ale ogólnie jedzenie bardzo mi smakowało. Tofu było dobrze zrobione, czułam odpowiednie smaki :D Nie wiem niestety dlaczego główne danie było wielkości przystawki.


To co mi się w Miss Kimchi nie podoba najbardziej to konceptualizacja. Rozumiem, że lokal może być samoobsługowy, trzeba podejść i zamówić, wybrać co się chce wskazując to palcem, a po pałeczki i serwetki trzeba pójść oddzielnie. Nie rozumiem dlaczego głównego dnia jest mniej niż ryżu, a kosztuje tyle co w lokalu gdzie proporcje są odwrócone, a do tego mam obsługę i nie muszę jeść sklejkowymi patyczkami, które wpływają na smak potrawy. 

Podawanie jedzenia na tackach, co w Korei bardziej mi się kojarzy z wojskiem lub szkołą, jest z jednej strony super, ale z drugiej bardziej przypomina japońskie Bentō. Gdyby nie to, że świecono mi w oczy "bibimbapem"i "korean streetfood" to chętnie wydałabym 32 zł na ten posiłek i była nim zachwycona. 


Jak widać : smakowało :)


Nawet to, że przez 20 min nie było prądu (zapewne przez pobliskie roboty drogowe) nie zabolało mnie tak jak brak bibimbapu :D Myślę o tym miejscu jako o ciekawym eksperymencie i jednorazowym wyjściu (chyba, że w końcu menu zmieni się zdecydowanie i będzie tam coś ciekawego), ale za 25 zł można zjeść w Warszawie dużo lepsze, większe i ładniej podane koreańskie jedzenie.

Informacje praktyczne:
  • Adres: ul. Żelazna 58/62, Warszawa
  • Godziny otwarcia: 12-20


Ocena Oppy:




Edit 27/10/2015

Kurcze, ktoś jednak nas czyta! :) Miss Kimchi zamieściło obszerną odpowiedź na naszego posta, z którą szczegółowo możecie zapoznać się w komentarzach poniżej. Oppa, jako człowiek racjonalny, oczywiście wszystkie argumenty przeanalizował i postanowił podnieść ocenę do 3 gwiazdek (co już jest całkiem wysoko jak na nasze inne oceny ;p). Dlaczego? Jeśli faktycznie wszystko pominąć i skupić się na jedzeniu to było dobre.

Nie uznaję jednak siebie za profesjonalną recenzentkę ani osobę, która zna jakiekolwiek realia gastronomii czy kontaktów z sanepidem. Piszę tylko to co czuję i myślę po pobycie w danym lokalu. Uważam, że ceny są za wysokie jak na wielkość porcji, brak obsługi i hasło street food. Niestety nie zmienia się również moja opinia co do tego, że przystawki były za zimne, może to kwestia tego, że byłyśmy pierwszymi klientkami. Nie zmienia się też moja opinia o dostępności menu, nie uważam aby moją rolą było tłumaczenie braku bibimbapu w menu, kiedy jego nazwa wielokrotnie pojawia się na lokalu i jego stronie facebookowej.

Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger