11/14/2015 08:02:00 AM

Jedzenie koreańskiej ulicy.

Jedzenie koreańskiej ulicy.
Zainspirowana niedawnym postem Kasi o street foodowej restauracji Miss Kimchi w Warszawie, postanowiłam napisać coś więcej o ulicznym jedzeniu Korei.

Na początek odrobinę teorii. Street food (z ang. żywność z ulicy) – rodzaj pożywienia gotowego do spożycia, sprzedawanego na ulicy lub w innych miejscach publicznych (targ, bazar), często z zaimprowizowanego stanowiska, na którym potrawa jest przyrządzana. Większość street food jest też z reguły tańsza niż posiłki kupowane w obiektach żywienia zbiorowego (restauracje, bary, jadłodajnie). Według danych FAO z 2007, ok. 2.5 mld ludzi codziennie korzysta z posiłków, sprzedawanych na ulicach. Oprócz niskiej ceny wybór jedzenia typu street food może wynikać z jej specyficznego smaku, nostalgii, a także ciekawości i próby poznania smaku lokalnych specjalności. 

źr. Wikipedia

Koreańska ulica to raj dla miłośników jedzenia szybkiego, niedrogiego i pełnego smaków. Wystarczy wyjść przed hotel by prawie od razu natknąć się na jakiś stragan, albo mały namiot gdzie ahjumma sprzedaje pieczone bataty czy mięsne szaszłyki. Chodzenie po mieście to prawdziwa próba silnego charakteru, gdy na każdym kroku czekają inne pyszności. Świat koreańskiego jedzenia, w tym tego ulicznego, jest tak różnorodny, że nie można przejść obok niego obojętnie.

To podstawowe street foodowe dania koreańskie. cr: http://typographyseoul.com/news/detail/404 


Zazwyczaj są to przekąski niż pełne dania, coś co można zjeść w drodze do pracy lub szkoły. Pierwsze street foodowe danie zjadłam zaledwie godzinę po wylądowaniu w Korei, w drodze do Busanu, ale to Myeongdong w Seulu będzie tym miejscem, które chyba już na zawsze będę kojarzyć z ulicznym jedzeniem. Hałaśliwy i pełen turystów, jest także pełen małych straganów uginających się pod ciężarem suszonych kalmarów, świeżych owoców granatu, szaszłyków, klusek i czegokolwiek tylko zgłodniała dusza zapragnie. Nie miałam okazji spróbować wszystkiego i raczej nigdy nie będę mogła powiedzieć, że jestem ekspertem od koreańskiego street foodu, ale mam swoich faworytów, których chcę Wam przedstawić.

Myeongdong i świeży sok z granatów, szaszłyk z pikantnym kurczakiem i bułeczka z pastą fasolową... pycha :D 


Tornado Potato/Hweori Gamja (회오리 감자): Koreańczycy twierdzą, że są wynalazcami tego dania, nie wnikam, ważne, że jest pyszne i niezwykle proste. Są to spiralnie pocięte ziemniaki na patyku, smażone w głębokim tłuszczu i dodatkowo maczane w mączce cebulowej. Cena to około 2500 wonów. 



Corn Dog (핫도그): Zwykły Hot Dog byłby zbyt oczywisty, więc w Korei zajadamy się Corn Dogami, czyli Hot Dogami na patyku, najlepsza opcja to te oblepione frytkami... palce lizać. Ceny wahają się od 2000 do 2500 wonów. 



Kimbap (김밥): łatwo dostępny na ulicach, w sklepach i restauracjach, jedno ze sztandarowych dań koreańskich (My też próbowałyśmy je robić, przepis znajdziecie TUTAJ). To po prostu koreańska wersja sushi, czyli ryż i dodatki owinięte w wodorosty. Za 4-6 porcji trzeba zapłacić około 1500 wonów.


Ahjumma szykuje kimbap


Tteokbokki (떡볶이): kolejny klasyk. Kluski trochę podobne do kopytek, ale zrobione z mąki ryżowej i maczane w pikantnym sosie. Cena za talerz tych pyszności waha się w granicach 2500-4000 wonów.



Beondegi (번데기): larwy jedwabnika, o których więcej pisałam TUTAJ. Przekąska dość kontrowersyjna, nawet wśród Koreańczyków. Niektórych odrzuca dość specyficzny kształt i zapach, ale ja nadal je lubię i mogę zapewnić, że są dużo ciekawsze w smaku niż ostatnio przeze mnie jedzone larwy mączniaka. Cena za kubeczek to około 2000 wonów. 



Soondae (순대): koreańska wersja kaszanki, oczywiście zamiast kaszy umieszczamy w środku ryż. Początkowo byłam dość sceptyczna, teraz uważam, że wersja azjatycka jest nawet akceptowalna. Cena za talerz to około 6000 wonów. 



Gyeranppang (계란빵): niekwestionowany faworyt rankingu. Jajko zapiekane na chlebie. Ma lekko słodkawy posmak i jest po prostu idealne na zimę, jako coś szybkiego na rozgrzewkę. Zresztą to też danie, które próbowałyśmy robić, wyszło naprawdę pyszne!



Dakkochi (닭꼬치): czyli szaszłyki z kurczaka i warzyw z dodatkiem sosu. Proste, pyszne i nie potrzebujące większego opisu. Istnieją też oczywiście inne warianty mięsne i warzywne, ale to kurczak podbił moje serce.



Ojingeogui (오징어구이) i Muneodarigui (문어다리구이): grillowane kalmary i grillowane macki ośmiornicy. To tak naprawdę tylko moje ulubione przykłady wszelkiego rodzaju grillowanych/smażonych/suszonych owoców morza. Pierwszym ulicznym jedzeniem, którego spróbowałam w Korei był właśnie suszony kalmar (i świńskie uszy, ale akurat o tym staram się zapomnieć), który okazał się moim wielkim kulinarnym odkryciem. Potem wielokrotnie eksperymentowałam z wszelkiego rodzaju "morskimi przekąskami", jedne okazały się pyszne, inne mniej, ale nadal mam do nich słabość. 

Tu akurat smażone macki ośmiornicy.


Bungeoppang (붕어빵): chlebek w kształcie rybki wypełniony pastą ze słodkiej czerwonej fasoli. Niektórzy Koreańczycy uważają, że istotne jest, od której strony zacznie się swoją rybkę jeść (ogon, głowa, albo od środka) i ma to związek z charakterem danej osoby. Zaczynający od głowy to urodzeni optymiści, nieprzejmujący się dniem dzisiejszym. Jedzący od strony ogona to nieśmiali romantycy. Ci którzy zaczynają od środka (swoją drogą dość ciekawa technika jedzenia) to aktywni i otwarci ludzie. Istnieje jeszcze kilka innych przesądów (jedzą najpierw płetwy, rozrywają rybkę na pół i zjadają najpierw głowę itd.), ale nie będę się już w nie zagłębiać. Najważniejsze, że rybki są smaczne i tanie. Za jednego karpia trzeba zapłacić jakieś 300 wonów, za trzy 1000 wonów. 

Ahjumma sprzedaje Bungeoppang tuż obok przystanku autobusowego 




Odeng (오뎅): za pierwszym razem długo się zastanawiałam co to tak naprawdę jest. Przez głowę przelatywało mi mnóstwo głupich pomysłów (moim pierwszym skojarzeniem były gotowane tasiemce :D ), a tak naprawdę to po prostu szaszłyki z ciasta rybnego (ryba + mąka) gotowane w bulionie i często właśnie z tym bulionem podawane. Jest jednym z tańszych  i powszechniejszych dań street foodówych, za patyczek trzeba zapłacić jedynie 500 wonów.


Jak widzicie koreańskich przekąsek jest mnóstwo, a te przedstawione tutaj to i tak tylko niewielka ich część. Jakie jest wasze ulubione danie? Dajcie znać w komentarzach. Jeżeli jakieś pominęłam, a Waszym zdaniem jest niezbędne na liście najlepszych ulicznych dań w Korei to też piszcie ;)

11/09/2015 11:23:00 AM

Prezenty dla koreańskich maniaków

Prezenty dla koreańskich maniaków
Połowa listopada to czas kiedy dopiero zaczynamy myśleć o świętach, ale piernikowa latte w Starbucksie i kalendarz adwentowy w Lidlu przypominają nam o wyborach przed którymi niedługo staniemy. Prezenty! Nie wiem jak Wy, ale dla mnie większym problemem jest napisanie listu do Świętego Mikołaja niż kupowanie prezentów innym. Tak, tak, dobrze słyszycie, w mojej rodzinie nadal funkcjonuje tradycja pisania listu do Św Mikołaja. Obecnie spełnia rolę wskazówek dla rodziny, a po kilku latach jest świetną lekturą. W tym roku sięgnęłam do listu, który napisałam w liceum, najbardziej chciałam dostać bezprzewodowy odkurzacz (taki jaki miała Kat w filmie Casper), dostałam przewodowy i pamiętam, że to była tragedia :D List był pisany w ostatnim momencie i pod presją, wiec jeśli ktoś Was zapyta "co chciałabyś/chciałbyś dostać na święta?" to lepiej być przygotowanym. Poniżej przedstawiam Wam mój subiektywny przewodnik po prezentach, które w jakiś sposób łączą się z Koreą. Dopisujcie swoje propozycje w komentarzach :)



W mojej sypialni zdecydowanie brakuje kolejnej mapy Seulu, ta jest do kupienia w  Etsy.
Plakatów jest bardzo dużo i ciężko było mi wybrać jeden, dlatego załączam linki do innych, które przykuły moją uwagę, są to za równo tradycyjne zdjęcia jak i uwspółcześnione grafiki: 1, 2, 3, 4, 5, 6.

Szalenie podobają mi się też wszelkie plakaty i ozdoby wykorzystujące hangul.


Takie cuda też na Etsy

Ten poniżej trafił do mojego prawdziwego listu :D 비빔밥 i 막걸리 <3



Każda płyta z kpopem jest mile widziana, ja (z wiadomych powodów) ucieszyłabym się z ostatniego wydawnictwa Big Bang :) Do kupienia np. na stronie YG 



Sklep YG, to nie tylko kopalnia kasy dla Papy YG, ale też kopalnia prezentów dla fanów zespołów z tej wytwórni. Czy nosiłabym kolczyki z koroną BB? tak :x Czy nosiłabym pierścień GD? nie bardzo :D

Ostatnio słucham też muzyki tradycyjnej, więc pod choinką nie musi czekać na mnie tylko Big Bang :)


Tutaj święty  ma trochę łatwiej, bo płyta jest dostępna w Empiku. Myślę, że każdy fan Korei ucieszyłby się też z przewodników, map i reportaży, na szczęście są obecnie łatwo dostępne również w Polsce. 

Interesuję się relacjami Korei Południowej z Koreą Północną, więc cieszę się, że można dostać sporo książek na ten temat, nawet w empiku :)



Polecam  też bardzo ładne wydawnictwa poświęcone Seulowi, kuchni koreańskiej oraz nauce języka koreańskiego. 


Ręcznie wykonany przewodnik  (na razie tylko po francusku, od 2016 zapewne będzie już po angielsku), dostępny na Etsy.
Jeśli chodzi o książki do nauki koreańskiego to polecam te oferowane przez Talk To Me In Korean. Poza standardowymi pozycjami mają też np. książkę ze slangiem.



Czas na biżuterię :D Będąc w Korei kupiłam sobie naszyjnik zawierający trzy litery z mojego imienia " ㅋ ㅏ ㅅ" , są oddzielnymi elementami, które nakłada się na łańcuszek. Obecnie ten rynek jeszcze bardziej się rozwinął i dostępne są np kolczyki i różnego typu wisiorki oraz np. spersonalizowane breloczki.



Nie można zapominać o jedzeniu. Nie wytrzymałam do świąt i właśnie kupiłam sobie herbatę z miodem i śliwką, którą można dostać na allegro :) 

Znacie kogoś kto nie chciałby znaleźć pod choinką koreańskiej pasty paprykowej albo ramen-shim? :D
Nie mówiąc już w ogóle o półrocznym zapasie kimchi. 


Inne pomysły, bardziej związane z obyczajami niż bezpośrednio pochodzące z Korei to np. bento.


albo wielkie przytulanki (Rilakkuma to mój faworyt :D)





Czy macie jeszcze jakieś pomysły na prezenty dla koreańskich "maniaków" ? :) Co sami chcielibyście znaleźć pod choinką? Czekam na Wasze komentarze :)


11/03/2015 05:46:00 PM

Namsan Park

Namsan Park
Nie wiem jak to się stało, ale nigdy nie pisałam o Namsan. Moje ulubione miejsce spacerowe, moje ulubione miejsce spotkań, moje ulubione miejsce widokowe, moje ulubione miejsce w Seulu. Poza tym pomaga się zorientować w terenie, bo wieżę widać z wielu miejsc w mieście. 90% par z koreańskich dram (i nie tylko) wybiera się tam by powiesić kłódkę mającą zapewnić, że będą razem na zawsze. Ilość dróg prowadzących do wieży sprawia, że są dobrym miejscem treningowym i spacerowym. Aż się chce wbiegać po tych wszystkich schodach, ale dla mniej szalonych jest też możliwość wjechania kolejką.



Pierwszy raz na Namsan wjechałam właśnie w ten sposób. Kolejką, w której poza nami i Koreańczykami, był Zbigniew Bartman. Jedno z najbardziej dziwnych spotkań w moim życiu :D 



Namsan to nie tylko wieża, ale też dużo ciekawych miejsc w obrębie wzniesienia i  jego okolic. Moja ulubiona ścieżka wiedzie spod Seoul Station, na mapie to miejsce jest w lewym dolnym rogu. Po drodze mija się ładny park, pomniki, fontannę i jest sporo schodów :)


Dużo osób wybiera wejście od strony stacji Myeongdong, przede wszystkim ze względu na to, że to właśnie koło tej stacji jest baza cable car, ale też dlatego, że jest to ścieżka, do której łatwiej dostać się z głównych atrakcji turystycznych i idzie się wprost na Namsan Tower. 


Po drodze (po lewej stronie) mijamy Seoul Cartoon Museum 

Robot Taekwon V
Wiele osób ogranicza swoją wizytę na Namsan do wjechania na górę, odwiedzenia wieży, czasami wysłania kartki/powieszenia kłódki, ale naprawdę polecam poświęcić na to miejsce minimum cały dzień. Spokojny spacer pozwoli poczuć się Wam jak na wycieczce za miasto, co jakiś czas na trasie pojawiają się miejsca widokowe, z których rozpościera się piękna panorama miasta. Można obserwować dachy i życie, które się na nich toczy. Warto też zarezerwować sobie czas na wieczorną wycieczkę, wieża bardzo często (zależy to od zanieczyszczenia powietrza) jest podświetlana na różne kolory (głównie na niebiesko).

Po dotarciu na górę, w zależności od pory dnia, czeka na Was kilka atrakcji. 








Lodziarnia, muzeum pluszowych misiów, kilka sklepów z pamiątkami, na wiosnę piękne kwietniki, no i oczywiście miejsca do przyczepienia kłódki oraz zrobienia sobie zdjęcia na romantycznej ławce, to tylko kilka rzeczy, które tam na nas czekają. Najważniejsza jest jednak wieża :)

Oficjalna nazwa to YTN Seoul Tower, ale wszyscy mówią na nią Seoul Tower, albo po prostu Namsan Tower, po koreańsku dosłownie N Seoul Tower( N서울타워). 236 m (czasami podaje się 237) wysokości czyni ją najwyższym punktem miasta. Niewiele turystów zdaje sobie sprawę z tego, że wieża pełni nie tylko rolę atrakcji turystycznej i pięknego punktu widokowego, ale także funkcjonuje jako nadajnik radiowy (między innymi dla takich gigantów jak KBS, MBC, SBS).




Jak wszędzie w Korei, nawet w kasie są specjalne pakiety dla par. 2 osoby to 2 osoby, więc skorzystałyśmy ze zniżki na popcorn. Dorośli liczą się od 13 roku życia, jeden bilet to 9 000 W.



Sama jazda windą też została przedstawiona w formie atrakcji. Zawsze towarzyszy jej ktoś z obsługi kto macha do Ciebie rękoma, klaszcze i wskazuje Ci monitor zawieszony na suficie, na którym wyświetla się krótki film o tym, że wnosimy się praktycznie do gwiazd. 

Piętro, na które wjedziemy posiada sklepik z pamiątkami i skrzynkę pocztową, która jest najwyżej położoną skrzynką pocztową w Korei. Niestety znaczki sprzedawane są tylko z kartkami, więc jeśli chcecie coś tam wysłać to nie kupujcie kartek wcześniej. 


W związku z tym, że mało kto w Korei wysyła tradycyjne listy znalazło się również miejsce na instrukcję.

Są restauracje i sklepy, ale to co najlepsze to widoki :)






Warto też dodać, że N Seoul Tower często wybierana jest przez turystów jako najlepsza atrakcja, a poza tym od dłuższego czasu jest również oficjalnym symbolem miasta. Kartki pocztowe, puzzle, koszulki, kubki, torby i dużo innych gadżetów z logo wieży, dostępnych jest w każdym możliwym miejscu z pamiątkami :)



Więcej informacji znajdziecie na stronie internetowej: link

10/26/2015 10:33:00 PM

Miss Kimchi - recenzja

Miss Kimchi - recenzja
Miss Kimchi. Lokal z kuchnią koreańską, który jakiś czas temu zadebiutował na ulicy Żelaznej w Warszawie. Reklamuje się jako korean streetfood bar, pod logo ma jeszcze umieszczone "udon" i "bibimbap". Wydawałoby się, że to raj na ziemi dla ludzi takich jak my, którzy szukają w Warszawie restauracji z tanim i szybkim jedzeniem koreańskim, a do tej pory mieli do wyboru tylko poważne i drogie miejscówki  :)

Miss Kimchi, znane do tej pory z targów śniadaniowych jako Yakitori, wkrótce otworzy swoją stacjonarną lokalizację. Miejsce będzie samoobsługowym streetfood barem oferującym dania kuchni azjatyckiej, głównie koreańskiej. Ma być bez zadęcia, niedrogo i smacznie. W podtytule Miss Kimchi deklaruje udon i bibimbab. Menu ma się zmieniać co 1-2 tygodnie. Do wyboru będzie kilka dań głównych, kilka zup, i znacznie więcej przystawek, kiszonek i sałatek. - zapowiedź otwarcia z warsawfoodie.pl

Na Żelaznej pojawiłyśmy się 10 minut przed otwarciem. W trakcie wyobrażania sobie za ile będzie bibimbap oraz czy zostanie podany z jajkiem surowym czy smażonym, zaglądałyśmy do środka.



Zapewne jesteście sobie w stanie wyobrazić moje zdziwienie (i rozczarowanie) gdy okazało się, że w restauracji bibimbap nie jest podawany. Nie wiem dlaczego nie został zmazany z szyby (rozumiem, że z baneru nie da się go usunąć), ale jedyne co mi się nasunęło to próba kuszenia ludzi i liczenia, że może jednak zostaną. Mimo wszystko zostałyśmy.

Daria ubrała się tematycznie :D

Zmieniające się co 1-2 tygodnie menu od 7 października zmieniło się minimalnie (kaczka w słodkim sosie zamieniła się w kurczakowe szaszłyki ;p), kurczak w ostrym sosie, żeberka, tofu i wszystkie zupy bez zmian. Może przyszłyśmy tuż przed zmianą.

Po prawej menu datowane na fejsie na 7/10, po lewej z 23/10


Kolejna sprawa to street food. Co z tego można uznać za koreański street food? Jedynie szaszłyki, ale nie w takiej cenie i formie. Jeszcze może zupę, ale raczej udon niż kimchi chigae. 

Bardzo mi się podobał wybór herbat (te w postaci marmoladowej ;p), długo polowałam na śliwkową, więc ją zamówiłam (cena 7 zł), a jako głównie danie wzięłam tofu. Daria zdecydowała się na ostrego kurczaka. Następnie przyszedł czas na wybór przystawek. Przemiła Pani ekspedientka niestety nie była w stanie powiedzieć czy w sałatce warzywnej są słodkie ziemniaki, ale trzeba przyznać, że wybór był spory :)


Daria wzięła ostrego kurczaka, który spełnił jej oczekiwania. Kiełki niestety były twarde (może to kwestia tego, że leżą w takiej niby otwartej lodówce i nie są przykryte?), a kimchi obie wolimy bardziej chrupiące niż wodniste (ale ile restauracji tyle kimchi, więc to tylko prywatna opinia :D). Ogólnie wszystkie dodatki były zimniejsze niż temperatura pokojowa, o ile przy kimchi jeszcze można to zrozumieć i przystawki powinny być chłodniejsze to różnica temperatur wydała się nam za duża (dobrze, że zamówiłam ciepłą herbatę ;p)


Tofu po koreańsku było pozbawione dukbokki, omlet był zimniejszy niż wszystko inne, ryba bardzo dobra (też zimna), ale ogólnie jedzenie bardzo mi smakowało. Tofu było dobrze zrobione, czułam odpowiednie smaki :D Nie wiem niestety dlaczego główne danie było wielkości przystawki.


To co mi się w Miss Kimchi nie podoba najbardziej to konceptualizacja. Rozumiem, że lokal może być samoobsługowy, trzeba podejść i zamówić, wybrać co się chce wskazując to palcem, a po pałeczki i serwetki trzeba pójść oddzielnie. Nie rozumiem dlaczego głównego dnia jest mniej niż ryżu, a kosztuje tyle co w lokalu gdzie proporcje są odwrócone, a do tego mam obsługę i nie muszę jeść sklejkowymi patyczkami, które wpływają na smak potrawy. 

Podawanie jedzenia na tackach, co w Korei bardziej mi się kojarzy z wojskiem lub szkołą, jest z jednej strony super, ale z drugiej bardziej przypomina japońskie Bentō. Gdyby nie to, że świecono mi w oczy "bibimbapem"i "korean streetfood" to chętnie wydałabym 32 zł na ten posiłek i była nim zachwycona. 


Jak widać : smakowało :)


Nawet to, że przez 20 min nie było prądu (zapewne przez pobliskie roboty drogowe) nie zabolało mnie tak jak brak bibimbapu :D Myślę o tym miejscu jako o ciekawym eksperymencie i jednorazowym wyjściu (chyba, że w końcu menu zmieni się zdecydowanie i będzie tam coś ciekawego), ale za 25 zł można zjeść w Warszawie dużo lepsze, większe i ładniej podane koreańskie jedzenie.

Informacje praktyczne:
  • Adres: ul. Żelazna 58/62, Warszawa
  • Godziny otwarcia: 12-20


Ocena Oppy:




Edit 27/10/2015

Kurcze, ktoś jednak nas czyta! :) Miss Kimchi zamieściło obszerną odpowiedź na naszego posta, z którą szczegółowo możecie zapoznać się w komentarzach poniżej. Oppa, jako człowiek racjonalny, oczywiście wszystkie argumenty przeanalizował i postanowił podnieść ocenę do 3 gwiazdek (co już jest całkiem wysoko jak na nasze inne oceny ;p). Dlaczego? Jeśli faktycznie wszystko pominąć i skupić się na jedzeniu to było dobre.

Nie uznaję jednak siebie za profesjonalną recenzentkę ani osobę, która zna jakiekolwiek realia gastronomii czy kontaktów z sanepidem. Piszę tylko to co czuję i myślę po pobycie w danym lokalu. Uważam, że ceny są za wysokie jak na wielkość porcji, brak obsługi i hasło street food. Niestety nie zmienia się również moja opinia co do tego, że przystawki były za zimne, może to kwestia tego, że byłyśmy pierwszymi klientkami. Nie zmienia się też moja opinia o dostępności menu, nie uważam aby moją rolą było tłumaczenie braku bibimbapu w menu, kiedy jego nazwa wielokrotnie pojawia się na lokalu i jego stronie facebookowej.

10/19/2015 11:06:00 AM

O kpopie w Polskim Radiu - wywiad z Klaudią Tyszkiewicz

O kpopie w Polskim Radiu - wywiad z Klaudią Tyszkiewicz

Dziś zapraszamy na wywiad z Klaudią, z której inicjatywy już w najbliższy czwartek (22.10.2015) w Czwórce Polskie Radio pojawi się stała audycja o Kpopie "Teraz Kpop!". Zapytałyśmy ją czego możemy się tam spodziewać i skąd w ogóle pomysł na audycję o muzyce koreańskiej. Miłego czytania.





Cześć, powiedz nam kilka słów o sobie.

Cześć, nazywam się Klaudia Tyszkiewicz. Przezwisko Cloudy, tak jak Chmurka. Mam 21 lat, jestem z Nowej Soli, obecnie studiuję w Warszawie. Zawsze wiedziałam, że chcę albo zawodowo śpiewać, albo pracować w mediach. Obecnie pracuję nad jednym i drugim :) Kpopem zainteresowałam się już w gimnazjum. Od tamtej pory straciłam setki godzin oglądając koreańskie dramy, variety show i filmiki ze śmiesznymi wyskokami różnych zespołów.


Pracujesz w Radiowej Czwórce i to dzięki Twojej inicjatywie niedawno w audycji Filipa Chajzera "Piątek Piąteczek Piątunio" pojawiła się tematyka Azji. Skąd ten pomysł? Jak zareagowali na niego współpracownicy?


Co tydzień po audycji wybieramy wspólnie z ekipą "Piąteczka", co będzie tematem kolejnej. Wszyscy wiedzą, że zawsze uciekam od razu po zakończeniu audycji, żeby poprowadzić program live w Welife.tv "Znani-nieznani: K-pop Exclusive". Filip Chajzer dopiero niedawno zapytał mnie o czym jest ten program. Słysząc o mojej pasji do koreańskiego popu i kultury azjatyckiej, stwierdził, że to świetny temat na audycję. Co do samego Kpopu, na początku, wszyscy sceptycznie podchodzili do tego stylu muzycznego, ale wystarczyło kilka piosenek, żeby wszyscy w studio bujali się w rytm koreańskiej muzyki, a sam Filip wytypował "Fantastic Baby" jako swój ulubiony kpopowy kawałek.





Już niedługo rusza Twoja autorska audycja w Czwórce Polskie Radio na temat kpopu, mogłabyś nam coś więcej o tym opowiedzieć?


Oczywiście! Sama nie mogę uwierzyć w to, że udało mi się przemycić Kpop do Polskiego Radia. Audycja będzie nosiła nazwę "Teraz Kpop!" i będziecie jej mogli słuchać w każdy czwartek o 20. Skupię się głównie na przedstawieniu najważniejszych newsów kpopowych z ostatniego tygodnia. Będę dzielić się z Wami również swoimi przemyśleniami na temat ostatnio obejrzanych dram, czy przesłuchanych albumów. Dodatkowo, stałymi punktami audycji będą: nauka koreańskich zwrotów – dzięki współpracy ze studentami koreanistyki Uniwersytetu Warszawskiego, a także konkurs – Co to za idol?, w którym będę słuchaczom podawać tylko 3 słowa, które będą podpowiedzią o jakiego kpopowego artystę chodzi. Moimi gośćmi będą ludzie niezwykli – czyli fani Kpopu! Jeżeli macie ochotę wpaść do studia i opowiedzieć o tym, jak poznaliście świat koreańskiej popkultury – zapraszam!


Jakiej muzyki możemy się spodziewać podczas audycji? Najnowszych kpop-owych hitów, czy może starej dobrej klasyki i utworów z nurtu indie?


Myślę, że mieszanki. W głównej mierze, będą to dobrze znane przeboje, wybierane z K-pop Music Charts z grupy K-pop Poland. Co tydzień jednak zaprezentuję jedną piosenkę, która będzie mniej popularna – z nurtu indie, podziemnego koreańskiego rapu, czy wykonywana przez mało znany zespół. Jedna piosenka będzie też moim osobistym wyborem – będą to utwory z ostatnich lat, zarówno dobrze znane klasyki jak i te mniej znane piosenki. Chciałabym wszystkim dogodzić, jednak proszę o wyrozumiałość.


Co poza muzyką pojawi się w audycji, jakie tematy chciałabyś poruszać?


Jak już wspomniałam, chciałabym prowadzić otwartą dyskusję podczas audycji na temat ostatnich gorących tematów w świecie Kpopu. Nie zabraknie też recenzji koreańskich dram i albumów.


Czy twoim zdaniem istnieje realna szansa na „zalanie” Polski falą Hallyu?


Uważam, że Kpop nigdy nie będzie głównym nurtem muzycznym w Polsce, jednak można zwiększyć jego popularność wśród młodych ludzi. W ostatnich latach przybyło w Polsce Kpopowych eventów i koncertów. Może być tylko lepiej!


Promujesz kpop, więc naturalne będzie pytanie jakich zespołów Ty słuchasz i skąd w ogóle zainteresowanie tym stylem muzycznym?


Słucham zarówno tych najbardziej popularnych zespołów jak Super Junior (moi ulubieńcy), EXO, BIGBANG, BTS, Block B, TVXQ czy SHINee, ale także tych mniej znanych jak Zion T, AKMU, Clazziquai czy Primary. Kpop poznałam, kiedy szukając pomysłów na choreografię na pokaz taneczny natrafiłam na piosenkę "Super girl" Super Junior M. Na początku sama muzyka i stylizacje kpopowe były dla mnie dziwne, ale zaciekawiły mnie, a potem dałam się wciągnąć na całego.






Interesują Cię jeszcze jakieś inne aspekty kultury koreańskiej poza strefą muzyczną?



Moim zdaniem, nie da się słuchać Kpopu nie interesując się resztą koreańskiej popkultury. Marnuję godziny oglądajac dramy, programy rozrywkowe i filmy. Oprócz tego koreańskie zwyczaje i tradycje są warte poznania.


Jakie masz plany na przyszłość?


Jak każdy dwudziestolatek – zobaczymy co czas pokaże! :)


Dziękujemy za poświęcony czas i z niecierpliwością czekamy na pierwszą audycję :)


10/13/2015 06:29:00 PM

Poranek w Seulu.

Poranek w Seulu.
Dziś zapraszam na wspominkowy, trochę nostalgiczny post o jednym z moich poranków w Seulu. Miłego czytania :)


Chłodny, jesienny poranek. Ze stacji metra Euljiro 3-ga wysypuje się tłum elegancko ubranych ludzi. Mężczyźni w garniturach i pod krawatem, kobiety w garsonkach i na wysokich obcasach. Lekko zaspani idą w stronę nowoczesnych biurowców po drugiej stronie ulicy. Na światłach skrzyżowania ulic Eulji-ro i Samil-daero doganiają ich robotnicy w białych kaskach i odblaskowych kamizelkach, spieszący na sąsiednią budowę, gdzie rośnie kolejna szklana wieża.

Siedzę z kubkiem kawy w cieniu drzew na Berline Square (베를린 광장) i oglądam tę poranną wędrówkę. Tuż obok jacyś chińscy turyści robią zdjęcia fragmentu muru berlińskiego i niedźwiedzia Buddy Bear.


Zmieniają się światła, tłum znika, a ja podnoszę się z ławki i idę w kierunku stacji metra. Mijam restaurację Andongjang (안동장) gdzie wczoraj jadłam obiad i która według miejscowych serwuje najlepszy makaron z ostrygami w mieście. Przechodzę kolejne skrzyżowanie i trafiam do Seulu z lat 70-tych. Tuż obok wielkich biurowców rosnących wzdłuż Cheonggyecheon-ro rozciąga się świat małych, wyspecjalizowanych sklepików. Tu sprzedają narzędzia: wiertarki pneumatyczne, piły łańcuchowe, pilarki, cęgi, taśmy izolacyjne. Kawałek dalej reflektory i magnesy, które ustępują miejsca akcesoriom łazienkowym. Mijam rzędy pisuarów, umywalek i rozłożonych na chodniku kranów. W bocznej uliczne migają mi warsztaty metalurgiczne, obok sprzedają świetlówki i żarówki. Kiedy byłam tu wieczorem kilka dni wcześniej od razu odnalazłam sklepiki ze światełkami, przez kilkanaście metrów ciągnęły się kolejne zakłady rozświetlone łańcuchami opalizujących, ledowych lampek. Idąc ich tropem docieram do kryjących się na uboczu sklepów ze wszystkim co tylko może być potrzebne zapalonemu fotografowi: półki uginają się od statywów, aparatów, klisz i soczewek.



Powoli zaczyna do mnie docierać na początku lekko wyczuwalny, a potem coraz silniejszy zapach kleju i farby drukarskiej. Dotarłam w okolice Toegye-ro, gdzie w wąskich alejkach gnieżdżą się małe drukarnie. To w nich powstają ulotki pól golfowych, najnowszych barów karaoke, czy etykiety nowego popularnego napoju.

Zawracam przeciskając się małymi uliczkami i kończę spacer w Seun Daerim Arcade (세운 대림 상가). Ze wszystkich stron otacza mnie sprzęt stereo, na półkach i ziemi piętrzą się walkie-talkie, małe radia, telewizory, magnetofony i automaty do gier. I gdzieś, ktoś... klient? Znudzony sprzedawca? Mruczy do mikrofonu jakąś starą piosenkę wypełniając ciasną przestrzeń dźwiękami dawno zapomnianego hitu.


To właśnie jest Seul. Odrobinę bardziej zapuszczony niż świat kolorowych centrów handlowych z ich wiecznie uśmiechniętą obsługą. Labirynt uliczek, gdzie poukrywani w swoich malutkich zakładach ahjussi zapominają, że gdzieś tam istnieje Starbucks i iPhone. To jedne z ich ostatnich spokojnych chwil. Miasto się zmienia. Już niedługo sprzedawcy po raz ostatni zgaszą światła i zamkną swoje sklepiki. Na ich miejscu wyrosną kolejne szklane wieże.

10/03/2015 10:12:00 AM

Koreańskie dramy - OST

Koreańskie dramy - OST
OSTy składają się zarówno z piosenek znanych artystów, które do dram zostały jedynie pożyczone (np. gdy lecą w tle sceny w kawiarni, lub gdy ktoś wykonuje utwór w 노래방) jak i tych, które na potrzeby dramy zostały specjalnie napisane. Te ostatnie zwykle są spokojniejsze i dopasowane stylem oraz słowami do atmosfery. Od zawsze byłam fanką klasycznej filmowej muzyki, więc jej bardziej kpopwa wersja od razu przykuła moją uwagę i stałam się słuchaczką koreańskich OSTów. 

Poniżej lista (10 pozycji) moich ulubionych piosenek. Nie są ułożone od najlepszej do najgorszej, bo nie umiałabym podjąć takiej decyzji :)


1. Healer

Pisałam już o tej dramie wcześniej, ma ode mnie 10/10 jeśli chodzi o historię, sceny i bohaterów, ale może się też poszczycić dobrą muzyką. Piosenka, która podoba mi się najbardziej, wykonywana jest przez Ben (uwielbiam ją!) i pasuje do atmosfery tej dramy. Przy okazji, klip zawiera najbardziej romantyczną scenę EVER!



2. Full House 2

Drama z potencjałem, która okazała się słaba. Nigdzie jeszcze o niej wcześniej nie pisałam, bo niestety bardzo mnie zawiodła. Mimo aktorów, których lubię, mimo historii, która wydawała się ciekawa, niestety coś poszło nie tak. Dziwne fryzury, koszmarne stroje, nielogiczne sytuacje i jeden drewniany buziak na koniec. Słabo. Ale....jedna z moich ulubionych ścieżek dźwiękowych.



3. Heirs 

Oceniłam tą dramę jeszcze gorzej niż Full House 2. Też super aktorzy i niezły potencjał, ale jakoś historia się nie kleiła, była oklepana, a momentami po prostu nudna. Podobały mi się pojedyncze sceny, a drugoplanowi aktorzy bardziej mnie przekonali niż Lee Min Ho i Park Shin Hye. Gdyby nie Kim Woo Bin i para Min Hyuk - Krystal to nawet bym jej nie skończyła. Hongki z FT Island to głos, którego mam nadzieję nie trzeba przedstawiać. OST ma też kilka innych utworów, które nie przeszły bez echa, ale z innego powodu.


Dla zainteresowanych jeszcze piosenka, która imho była w dramie nadużywana i niestety nie należy do najlepszych. Loooooove is the momeeeeent + dużo innego wycia (przesłuchane raz brzmi jeszcze znośne, ale kilka razy na odcinek i robi się niedobrze).



4. Monstar

Drama muzyczna, która bardzo mi się podobała, mimo że była nierówna. Sporo super scen, ale też dużo momentów, które chciałoby się przewinąć. Na plus Jun Hyung z BEAST, Da Hee z GLAM i oczywiście Kang Ha Neul, bo jest po prostu cudowny. Ha Yeon Soo w roli głównej też dała radę, ale jej twarz i uśmiech są tak piękne, że aż czasami nienaturalne i to właśnie niestety jej postać najbardziej mnie irytowała. Drama składa się z bardzo wielu fajnych piosenek, więc polecam cały OST. Atlantis Princess to piosenka pierwotnie wykonywana przez BoA, ale w wykonaniu głównych bohaterów podoba mi się jeszcze bardziej.



5. City Hunter

Jeśli ktoś jeszcze się nie przekonał do tej dramy (pisałam o niej w dramach kultowych) to może wspaniały OST udowodni, że to pozycja, której nie można pominąć.
 



6. Dating Agency: Cyrano

Kolejna drama, która mnie rozczarowała. Główna para zupełnie bez chemii, drewniany pocałunek na sam koniec i dziwne zwroty akcji. Tej dramie zawdzięczam odkrycie Hong Jong Hyuna, który od razu znalazł miejsce w moim sercu oraz Ra.D, których piosenka ze ścieżki dźwiękowej bardzo przypadła mi do gustu.



7. I Remember You

Nowa drama, która skończyła się dopiero miesiąc temu. Bardzo ją polecam, trafiła do mojego TOP 10 (wśród innych 30 dram). Odpowiednia mieszanka humoru, romansu i akcji. Chciałabym więcej całusów, ale i tak nie powinnam narzekać, główni bohaterowie okazywali sobie uczucia w inny sposób. OST też trafił do mojego serca, w większości jest spokojny i romantyczny bo drama poruszała poważne tematy.



8. Dream High

Drama szkolna, która porusza bardzo wiele wątków, jest kilka par, sporo konfliktów i wspólne marzenia. Bardzo pozytywna historia. W związku z tym, że wszyscy chcą zrobić karierę muzyczną, śpiewania jest dużo. Nie powinnam być w stanie wybrać czyj głos bardziej mi się podoba, bo w dramie występuje dużo profesjonalnych piosenkarzy: IU, Suzy, Ham Eun Jung oraz Panowie z 2PM: Ok Taec Yeon i Jang Woo Young, ale to aktor, Kim Soo Hyun, ma według mnie najładniejszy głos.


9. Master's Sun

Mam nadzieję, że nie muszę przedstawiać tej dramy. So Ju Sub i Gong Hyo Jin to jedno z moich większych OTP, a w Master's Sun zagrali bardzo dobrze i było widać między nimi chemię. Drama ma dużo genialnych scen, a plot, mimo, że abstrakcyjny, dobrze się broni.



10. Hearstrings

Kolejna drama do której mam sentyment, ale niestety nie gości na moich listach. Yong Hwa lepiej śpiewa niż gra i jego mina przez całą dramę pozostaje niezmienna. Shin Hye też nie wzniosła się na wyżyny, więc drama jest najwyżej średnia. Dobry plot, ciekawe sceny, ale między aktorami nie ma chemii. Drama nie jest typowo muzyczna, ale koło muzyki się kręci, więc mamy dużo dobrych piosenek z których słychać to, czego nie widać, czyli  charyzmatyczność Yong Hwa.




Post na 90% doczeka się kontynuacji, bo nie jest to nawet połowa tego co chciałabym Wam pokazać, a nowe dramy ciągle powstają. Pochwalcie się w komentarzach swoimi typami :) Nie wątpię, że macie swoje ulubione "OSTy".
Copyright © 2016 My Oppa's Blog , Blogger